Chris Wiciak

OSTATNIE PRZEDSTAWIENIE ROKU 2015 

Ostatni bieg roku 2015 to miała byc szybka 10 tka.

Na początku roku napisałem ze chciałbym w tym roku przebiec 10km ponizej 40min ale nigdy nie było okazji a wcześniej jak biegłem ten dystans to ważyłem 8kg więcej i przygotowany byłem troche słabiej wiec osiągnąłem tylko 42min z hakiem w Oxford.

Ale tym razem po roku biegania ciężkiego i przebiegnięciu 3 Maratonów postanowiłem ze spróbuje troche zaszaleć i zejść ponizej 40min. Pamiętałem ze mięsień dwu głowy miałem naciągnięty na maratonie w Atenach ale juz mijało kilka tygodni i nic nie odczuwalem wiec zrobiłem kilka sesji na bieżni szybkie 10x800metrow przy każdym 800 metrow schodziłem ponizej 2:50min wiec czułem ze mam sile a waga pokazała ostatnio 79kg co dla mnie to juz dobrze ( docelowo chce ważyć 75kg) przy moim wzroście 184 i wadze 75kg bede mógł w przyszłości powalczyć o coraz lepsze czasy na maratonach :-))
Wiec ambitnie zapisałem sie do biegu ze mój przedział czasowy to 35-40min i dostałem sie do biegu elity :-)) każdy co zadeklarował czas powyżej 40min biegł 2 godzinny pozniej w następnym biegu.
Mało tego podczas podejścia do startu stanąłem w drugiej lubi startu z najlepszymi gdzie chłopy biegną koło 30min wiec wiedziałem ze jak wystartujemy to pójdą jak strzała.

Troche sie stresowałem ale raz kurze smierć i gotowy do startu.

Pistolet wystrzelił i tak samo cała grupa wystrzeliła tak samo!!!!!

Dwoch to poszło jakbyśmy biegli na 100metrow ale ja wystartowałem i trzymałem sie w pierwszej grupce koło 20 pare osób  .

Po pierwszych 600metrach spoglądam na zegarek a on mi pokazuje 3:37min/km !!! Pomysłem sobie ze jesli tak bede dalej biegł to zakończę zawody na 3km i po mnie. Wiec puszczam grupę do przodu i przychamowuje do 3:45min/km i tak dla mnie to tempo zawrotne bo prędzej mało kiedy biegłem ponizej 4min/km, ale lecę nic nie mam do stracenia jesli mam pobić 40min to muszę byc ponizej 4min/km średnia.

Przebiegam pierwsza pętle 5km zegarek pokazuje 19min12sec wiec myśle bardzo szybko i jesli wytrzymam to dam rade.

6km trasy czuje juz zmęczenie i wpuszczam sobie żelek energetyczny aby dodać sobie troche powera psychologicznego :-)).

Z przodu mnie około 50metrow biegnie jeden gość za mna przerwa 200metrow i jeden gostek.

Na 8km lekko pod górkę i widzę ze gość z przodu zaczyna sie męczyć, chyba kryzys. Wiec przyspieszam i mijam go w miarę szybko i odchodzę od następnego za mna i robie sobie duża przewagę i juz nie widzę nikogo przed sobą ani za sobą.

Grupa najszybsza tego dnia pobiegła juz z przody a ja jestem łącznikiem pomiędzy 38-40min bo za mna juz tylko ci koło 40min.

Zostaje ostatni kilometr jestem potwornie zmęczony ale wiem ze juz zaraz bedzie koniec biegnę dalej widzę znak 500metrow do mety i spoglądam na zegarek i pokazuje 37min z hakiem wiec odpalam ostatnie dopalacze aby zmieścić sie w 38min i przebiec ponizej 39min!!!!

Ostatnie metry otrze na zegar na mecie pokazuje 38min i kilkadziesiąt sekund robie wszystko aby nie pokazał 39min !!!

Spiker wyczytuje moje imię i krzyczy i dopinguje !!!

WBIEGAM NA METĘ CZAS 38:52!!!!!

Bardzo zmęczony i skonany ale najszczęśliwszy ze znowu udało mi sie o czym na początku roku troche marzyłem :-)) czyje ze moge szybko biegać i wiem ze moge jeszcze szybciej !!!

Jesli bede jeszcze lepiej przygotowany i lżejszy to napewno moge jeszcze poprawić to spokojnie.

Po biegu okazali sie ze byłem w pierwszej 30 zawodników z elity. Startowało kilka tysięcy ludzi i to nie był wyścig staruszków tylko większość to młodzi ludzie studenci którzy na codzień ćwiczą i biegają.

Wiec moje morale na koniec roku przEd samymi świetami rosną strasznie w gore!!!

Wiem ze teraz przygotowując sie do maratonu w Tokyo w lutym 2016 moge znowu coś poprawić.
Podsumowując rok to bardzo udany chociaż dokuczały mnie kilka kontuzji ale to bede chciał wyeliminować w miare możliwości i bede potrzebował kogoś do pomocy kto mi nakreśli lepiej trening i kto bedzie kontrolował moje bieganie.

Analiza i dopasowany trening zmniejszają ryzyko kontuzji i poprawia wyniki.

Ale tym zajmnie sie w roku 2016.

Wiec z oczekuje od siebie w 2016 ze to bedzie owocny okres i moj trening przyniesie mi szybkie bieganie .

Dzieki za to ze ktoś nieraz to czyta.

Chris Wiciak

Rok Biegania 2015 w Trylogii Chris Wiciak cz. 3


Kończąc Half IronMan w sierpniu i wykonując główne założenia co do roku 2015      oczywiście nie osiadłem na laurach i nadal miałem druga polowe roku wypełniona    kilkoma biegami.

Dwa tygodnie pozniej musiałem jechać do polski po syna bo przebywał na obozie     żeglarskim wiec zeby na pusto nie jechać wyszukałem sobie Half Marathon w         Warszawie i plan był taki ze z Wrocławia lecimy do Warszawy jedna noc w hotelu    następnie szybki bieg i na samolot do Londynu. 
Jak zaplanowałem tak zrobiłem tylko pojawił sie mały problem, dwa dni po Ironmanie wskakując na murek rano w pracy naciągnąłem mocno mięsień dwuglowy !!! Wiec przez dwa tygodnie do samego wyjazdu nie przebiegłem ani kilometra, co dziennie tylko  robiłem okłady zimno- ciepłe na mięsień i odpoczynek. 

W Warszawie w tym dniu koniec Sierpnia był upał, słońce dobrze dawało. 
Ale na trasę wybiegłem jak ja ostatnich pół maratonach spokojnie i na 1:35godz.,  biegło mi sie dobrze do 11km pozniej juz było ciepło ciepło i bardzo gorąco :-),  po 18km opadłem z sił i wyszło troche to ze nie biegałem przez dwa tygodnie. 
Ostatnie kilometry naprawę byłem zmęczony i nie forsując tempa dobiegłem do mety z czasem 1:37 godz. Czas jak dla mnie to nie za wolny nie za szybki ale patrząc na  okoliczności w jakich biegłem to byłem zadowolony a do tego wystartowałem po raz  pierwszy w Polsce gdzie organizacja naprawdę była super i w porównaniu z innymi   takimi biegami to nie odbiega ani na troche.

We wrześniu juz tradycyjnie czekał na mnie koło domu mój bieg Ealing Half Marathon w którym biegłem juz wcześniej oraz Żona juz tez biegła wiec nasza półka z medalami z tego biegu jest naprawdę okazała. I w 2016 tez oczywiście pobiegnę bo w tym  czasie bede sie przygotowywał do ostatniego maratonu który pobiegnę w październiku. 

Ale druga połowa roku 2015 to okres gdzie mój organizm co chwile łapał jakaś 
kontuzje lub chorobę :-((, i tak było tydzień przed Ealingiem bo sie przeziębiłem i strasznie sie czułem. Ale tym razem powiedziałem sobie ze nie odpuszczę i       trenowałem cały czas z graczka i bólem głowy, powiedziałem sobie ze albo choroba  mnie albo ja Ją. 
W dniu wyścigu jak wstałem o 6am czułem sie jak na ścięcie, byłem nie przytomny i strasznie chory, ale nie rozczulając sie nad sobą ogarnolem sie w miarę szybko i  poszedłem na nogach na linie staru, bo to było nie daleko jakieś 5km od domu. 
Tym razem powiedziałem siebie ze muszę pobiedz szybciej niż w Warszawie ale zeby  nie umrzeć na ostatnich kilometrach a zważając na to ze nasza trasa tutaj liczy   sobie naprawdę kilka długich i wysokich podbiegów i mozna łatwo wpaść w pułapkę. 

Ale muszę powiedzieć ze mino choroby i słabego samopoczucia wystartowałem w miarę szybko i tempo utrzymywałem jakie sobie założyłem. Pogoda dopisała tym razem i    pięknie świeciło słoneczko a w dodatku na trasie dopingowała mnie Żona z moja     siostra to tym bardziej biegło mi sie lepiej :-)
Największe podbiegi były na 12 stym i 14 stym kilometrze i naprawdę trzeba byc do nich dobrze przygotowany bo są długie i bardzo dają po mięśniach. Ale z racji ze  to moje tereny, to trenuje tutaj na codzień wiec przebiegłem je w miarę bez bólu i spokojnym tempem. 
Pierwsze zmęczenie przyszło na 16km ale w głowie sobie ułożyłem ze to juz bardzo  blisko do mety i spokojnie dobiegnę. 
Na 18km poczułem ze mam coraz więcej siły i zacząłem przyspieszać i to nawet      bardzo jak na ten okres biegu. Byłem oczywiście zadowolony ze do mety pozostało   tylko 3 kilometry a ja biegnę tempem 4:00min/km, na 20km ostatnia stacja z woda z której skorzystałem i zaraz po niej poczułem kucie w brzuchu :-(
Powód był jeden za bardzo przyspieszyłem i złapała mnie kolka, do mety niby nie   duzo bo to juz tylko 1000 metrów ale ze skurczem mięśni naprawdę musiałem zwolnić do marszu gdzieś przez 200-300metrow bo taki ból mnie zaatakował :-(, po chwili    rozpocząłem powolny bieg i coraz szybciej przez park do mety. 
Ostatnie metry około 200metrow to ponownie sprint finiszu pomimo bólu i dotarłem  do mety z czasem 1:32:54 jaka sie pozniej okazało było to moje najszybsze 21,1 km. 
Troche zdziwiony byłem ponieważ biegłem z choroba i nawet na końcu szedłem 300    metrów a tu taki rezultat.
Wiec wróciłem do domu bardzo zadowolony z wyścigu :-)


Wracając do czasu to w pół maratonach to statystycznie tylko 5% biegaczy pokonuje ten dystans ponizej 90min. I po tym biegu wiedziałem ze juz niedługo i ja bede w  tym gronie bo brakuje mi juz naprawdę nie duzo.
I tak minął Wrzesień a juz na początku Października miałem pobiec cały Marathon w Polsce znowu, tym razem w Katowicach Silesia Marathon 2015.
Tak jak cały czas każdy swój star planuje duzo wcześniej to tym razem w tym biegu wystartowałem z łapanki w ostatniej chwili. 
A do tego sytuacja mnie zmusiła ponieważ miałem jechać do polski do rodzinny na 50 tke ale bardzo sie wachalismy bo bilety nie były tanie a tylko na weekend jechać to sie nieraz nie opłaca. 
Wiec poszukałem sobie ze moze jakiś bieg bedzie w tym czasie w okolicy.I jak    
szukałem to sie okazało ze w niedziele dzień po imprezie jest Marathon w          Katowicach :-)), zastanawiałem sie tylko przez ....10sec                          i po chwili wpłaciłem wpisowe i w głowie ustawiłem sobie ze za trzy tygodnie      pobiegnę w Marathonie. A dlaczego nie ? Przecież cały rok biegam to moge spróbować zaliczyć i w Polsce Marathon nie przygotowując sie specjalnie do niego. 
Wiedziałem ze jak głowa powie ze tak przebiegniesz to i nogi poniosą do mety.
Zrobiłem to przede wszystkim aby nabierać doswidczenia w pełnych maratonach.      Powiedziałem sobie ze bedzie bez napięcia i bez jakiś limitow, mam wyjsć i        przebiec normalnym tempem 42km195m . 
Prawdę mówiąc podeszłem do tego jak do codziennego treningu w którym przebiegam o polowe mniej :-) 
Wiec w sobotę byle na imprezie gdzie bawiłem sie do 2am pozniej do hotelu i do    łóżka.
6 rano wstałem, tym razem zabrałem. Ze sobą Żonę i Mamę bo była tez na imprezie   ale Ojca juz nie było szansy dobudzic ponieważ bawił sie jednak bardziej niż ja i miał problemy ze wstawaniem :-)))

Na starcie spotkałem 6 członków z mojego klubu z Londynu !!!Byle troszkę zdziwiony ze przyjechali specjalnie do Katowic na Marathon, wiec przed startem chwila      relaksu i gadki z nimi i przygotowani i wystartowali. :-) 
Początek troche szybki bo z górki kilka kilometrów ale z łatwością przeszedł. 
Nie przyśpieszałem bo w rozmowie wcześniejszej przed startem dowiedziałem sie ze  Marathon ten liczy naprawdę duzo podbiegów i jest strasznie ciężki. Ale z uwaga   biegłem swoim tempem aby nie szarżować bo przygotowany do tego Marathonu nie byłem bo zapisałem sie na 4 tygodnie przed wiec wystartowałem w nim tylko dla          nabierania doświadczenia a nie bicia jakiś swoich rekordów czasowych. Na pol metku czułem sie nawet za dobrze ale mocne podbiegi dawały sie we znaki juz od 25km. 
Ale tak naprawdę prawdziwy ból i zmęczenie poczułem na 35km i gdzie nie            wytrzymałem tempa na 3:30:00 i wiedziałem ze nie dam rady a jeszcze czekały mnie kilka podbiegów. 
Na 40km ostatni podbieg i widziałem spodek i do mety. 
Ostatnie dwa kilometry jeszcse bardziej zwolniłem bo zacząłem czuć ból w łydkach i nie chciałem aby złapał mnie skurcz. 
Dobiegłem wycieńczony w 3:38 z groszami. Zadowolony ze poradziłem sobie z drugim  maratonem w tym roku a wiedziałem ze za 4 tygodnie bedzie następny w Atenach. 

Na mecie czekała na mnie zona i mama gdzie po odebraniu medalu udaliśmy sie do    hotelu. Ja wziolem szybki prysznic i o godz.13 juz jadłem obiad na poprawinach u  Wujaszka jak gdyby nic sie nie stało :-)))
Nogi miałem zmęczone ale normalnie funkcjonowalem co było dla mnie najważniejsze. 
Wróciwszy do domu rozpocząłem intensywne treningi do Athen które miałem pobiec na początku listopada, było to zadość uczynienie ponieważ tydzień prędzej 1 listopada planowałem start w Nowym Yorku ale podałem sie, ponieważ cenna jaka chcieli abym biegł poprzez organizacje charytatywna byla o wiele za duża niż sobie zakładałem a wyniosła 5000 dolarów plus koszty przelotu i hotelu wiec stwierdziłem ze aż tyle to nie zapłacę. 
Wiec tak wybrałem Atheny Marathon gdzie koszt był 100 euro i wezmę udział w       orginalnym zwanym Authentic Marathon. 
Wiec tam gdzie narodzila sie historia marathonow. 
Przygotowania miałem naprawdę intensywne 120km tygodniowo,ciężki trening pod      względem fizycznym jak i zarazem psychologicznym. 
Ale jak to bywa u 41 letniego gościa po dwoch tygodniach treningu w czasie jednego z interwałów odezwał sie mięsień dwugłowy!! Przy przyspieszeniu poczułem straszny ból i pozostało tylko sie zatrzymać i wrócić Taxi do domu!!!!
Następne 10dni odpuściłem wogole bieganie i tylko mroziliśmy mięsień w lodzie     dzień i noc. 
Kupiłem sobie ściągacz aby jesli bedzie szansa ze pobiegnę to założę moze coś by  pomógł. 
Do Grecji leciałem z Zona która oczywiście nie wiedziała ze mam jakiś bieg bo     miałem mowić ale jak doznałem kontuzji stwierdziłem ze jednak nie pobiegnę wiec pojedziemy tylko na romantyczny weekend do Acropolisu :-))
Oczywiście w dniu wyjazdu wziolem ze sobą rzeczy do biegania troszkę pokryjomu    przed zona i jazda do Athen. 
Juz w samolocie widziałem duzo osób lecących na Marathon bo byli juz widoczni :-))) ale milczałem, dopiero Pani w recepcji jak robiliśmy check in zapytała czy na   Marathon !!!!?? A ja zdziwiony ze nie heheheh , Zona patrzy i juz coś podejrzewa :-)))hehehhe
Po kilku minutach będąc w pokoju wyciągnąłem kartę zgłoszeniowa z Marathonu. 
Żona troszkę zdziwiona ale mogła sie spodziewać ze od jakiegoś czasu jak gdzieś   jedziemy to zawsze szukam sposobu aby gdzieś pobiec :-)))
Wiec zapytała mnie czy napewno chce biec w tym biegu bo po pierwsze to 42km a po  drugie to od prawie dwoch tygodni nie biegałem i leczyłem kontuzje. 
Decyzja była taka ze pojechaliśmy na Targi aby odebrać numer i wtedy sie zobaczy. 

Problem w tym ze jak juz jesteś tam i odbierzesz numer i widzisz tylu ludzi tam i każdy szczęśliwy ze jutro pobiegnie i widzisz tyle wystawców ze sprzętem sportowym to nawet chyba jakbym nie miał nogi to bym spróbował bo tam w stodku jeszcsz     bardziej nabierasz ochoty i adrenalina rośnie !!! 

Po wszystkim udaliśmy sie na kolacje a pozniej jeszcze na zwiedzanie Athen. 
Wróciwszy do hotelu decyzja ostateczna ze spróbuje pobiec spokojnym tempem aby    ukończyć Marathon. 
Wiec przygotowałem sie spokojnie i do spania. 
Rano wcześnie pobudka bo Marathon zaczyna sie nie w Athenach ale 40km od i        miejscowość nazywa sie Marathon. :-))
To tam jest kamień upamiętniający greckiego żołnierza który dobiegł z wiadomością i skonał, oprócz tego pali sie olimpijski ogień. 
Wiec poszedłem z hotelu na nogach na wyznaczone miejsce i z tamtąd zabraly nas    autobusy.Ja byłem 2 godziny przed startem juz na miejscu ale był czas przynajmniej na troche zwiedzenie wioski i zrobienie kilku zdjeć-:))

Po porządnej rozgrzewce i rozciąganiu około 30min trwało to wszystko stawiłem sie w 3 sektorze do startu. Ogólnie było 6 sectorow. 
Dzień prędzej będąc na targach obejrzałem dokładnie trase biegu i topografie wiec wiedziałem ze pierwsze 5km to płasko lub lekko z górki ale pozniej prawie cały    czas pod gore a momentami nawet mocno. Dopiero od 32km bedzie w dół i tylko w dół.
Wiec plan był taki dotrwać bez skurczy do 32km a pozniej bedzie lżej. 
Ale plan planem a życie pisze swoje kartki histori. Pierwsze kilometry biegło mi  sie dobrze fakt faktem słońce tego dnia świeciło mocno i było ponad 20 stopni jak kończyłem i upał tez dawał sie we znaki ale 
bieglem na czas 3:30 moze troche szybciej. Czułem naprawdę swieżość w nogach bo   nie biegałem tyle dni, kilometr za kilometrem i podbieg za podbiegiem szło mi     dobrze. 
Na 25km miałem miedzy czas jak na Londyńskim Marathonie wiec byłem bardzo      
optymistyczny ponieważ wiedziałem ze ostatnie 12km to upad w dół. 
Ale zadowolenie nie trwało długo bo na 32km dokładnie poczułem mięsień dwugłowy !!I odrazu z tempa 4:45 spadam na 7:00!! Biegnę i myśle co dalej trzymam sie za udo i zastanawiam sie czy dam rade w ten sposób dobiec następne 10km. Ale juz nie     takie bóle człowiek miał i biegł wiec mowię dawaj człowieku dopóki mięsień nie    spadnie i noga nie odleci masz biec, !!!!! 
Nie zważając na czas kontynuacja biegu trwała ale to co najgorsze przyszło na 38km niby blisko ale w Marathonie to 1 km z ostatnich to wieczność a jak cię łapią    skurcze a takie mnie dopadły to dopiero te 4 km to dla mnie rzecz nie do pdZejscia. 
Zatrzymuje sie bo w jednej nodze czyje ból uda w do tego w obu łydkach łapią mnie mocne skurcze które nie pozwalają nawet dobrze stanąć na stopach!!!!
Troche masażu na mięśnie i odpoczywam kilka minut i próbuje biegnąc, wolno wolno  biegnę. 
Na 40km staje ponownie bo ból jest nie do wytrzymania, nie umie ustać na nogach   ale wiem ze jak sie położę to nie wstanę wiec próbuje ustać na piętach ,zatrzymuje sie inny maratończyk daje mi jakaś mieszankę i mówi ze na skurcze ze powinno     pomoc. 
Pije i masuje nadal mięśnie, podejmuje następna walkę i zaczynam biegnąc widzę ze juz nie daleko bo tłumy ludzi dopingują i krzyczą do mnie moje imię żebym sie nie poddawał!!!! W tym momencie co mogłem zrobić to tylko mocno przeklinałem do siebie i krzyczałem i z łzami oczach pokonywałam metr po metrze. 
Ostatnie 500 metrów do ostro w dół rondo i następnie wbiegasz na stadion. 
W Athenach jest to stadion w kształcie literki U, to tu odbywały sie pierwsze     olimpiady sportowców .....


Wiec próbuje biegnąc coraz szybciej z podniesiona twarzą w z łzami w oczach       wbiegam na stadion, pozostaje jeszcze 200m prostej i meta !!!! 
Wbiegając na metę wydaje głośny okrzyk z siebie i wiem ze pokonałem ...nie 42km195 bo to nie o to chodziło ale pokonałem ból i cierpienie i pokonałem ponownie jakaś granice która wydawała sie w pewnym momencie nie do przejścia. Ale pamiętałem ze w biegach głowa to 70% i mentalnie oszukiwanie myśli i bólu sprawiło ze dobiegłem do końca. 
Wiem ze to jest cenna za dwa tygodnie nie przygotowań , nic nie robienia bo       Marathon wypacza wszystkie błędy i każda jednostka treningowa jaka opuścimy bedzie na nasza nie korzyść :-((.

Wracając z Zona powoli do hotelu zaczepiła mnie jaka rodzinna i pytała czy        dobiegłem do mety bo widzieli mnie jak walczyłem ze skurczami i jak krzyczałem do siebie !!!! Chwile porozmawialiśmy i człowiek wtedy widzi dopiero życzliwość ludzi którzy przychodzą i dopingują i chcą tym biegnącym naprawdę pomoc. 
I wtedy człowiek rozumie cze takie rzeczy nie zdążają sie wszędzie i jesli ktoś   mnie pytam dlaczego biegam to niech wie ze wywalanie dla takich chwil które       spotykam za każdym razem. 

Z końcem tego maratony dobiegł mój koniec roku w biegach chodź na grudzień        pozostawiłem sobie jeden mały szczegół który chciałem wykonać ale w tym momencie   nie wiedziałem czy to sie wydarzy. 
Dlatego rok zakończyłem na bogato i bardzo obwicie bo przebiegłem trzy maratony,  trzy Half maratony i jednego Half Ironmana i życzę sobie aby rok 2016 był         przynajmniej tak obfity jak ten,  ale z jednym wyjątkiem w roku 2016 bede bardziej skupiał sie na poprawie rekordów życiowych i drążenia do swych celów i marzeń. 
Miłego 
Chris Wiciak 

Rok Biegania 2015 w Trylogi Chrisa Wiciak cz.2

Druga odsłona roku to czas Triathlonu a krótko mówiąc po udanym roku 2014 w którym zaliczyłem kilka triathlonow na ten rok zaplanowałem nowe wyzwanie czyli Half IronMan 1.9km pływanie 🏊🏻, następnie 90km rower 🚴🏼, i na koniec 21.1km 🏃 i to wszystko za jednym zamachem 😅. 

Po Londyńskim Marathonie miałem 8 tygodni na finałowe przygotowanie sie, 

chodź czasu było bardzo mało bo normalnie potrzebujemy około 14-16 tygodni na takie przygotowania ale ja podłączyłem wszystko pod przygotowania do Marathonu w Londynie i tylko z pływaniem byłem do tylu. Jazda na rowerze była w miarę oka do tego doszło ze kupiłem nowy rower TT ( time trial bike) czyli rower który kwalifikuje się do ścisłej czołówki w triathlonie. Rower ten różni sie od poprzedniego ( używam do treningów) ze jest przede wszystkim lżejszy o kilka kilogramów, ma inny układ ramy, co podczas jazdy układa ciało bardzo aerodynamicznie. Krótko mówiąc różnica miedzy takim rowerem a normalnym z carbonu jest taka ze używając tej samej siły nóg moge poprawić czas na 180km około 1 godziny!!!!! A to daje naprawdę duża przewagę. 

Wiec jedyna rzecz jaka mnie martwiła to pływanie. Ponieważ dość ze dopiero od niedawna zacząłem pływać całe długie dystanse krytym kraulem a do tego przychodzi technika która bardzo u mnie kuleje. Ale sie nawet cieszę z tego bo przez ta zimę bede miał nad czym pracować.

Jak zaczynałem pływać na otwartej wodzie to przepłynąłem tym stylem koło 10metrow bo pozniej sie dusilem i brakowało mi powietrza. Dopiero z czasem i trenując i trenując uczyłem sie tego stylu. I wlasnie w tym roku na dystansie prawie dwóch kilometrów po raz pierwszy przepłynąłem dystans krytym kraulem. Prędzej mieszałem dwa style żabka i kraul. Teraz wyeliminowałem żabkę z pływania i tylko kraul. 

Ale teraz po czasie wiem ze przygotowałem sie do tego triathlonu zbyt za mało i troche amatorsko. 
Ale wracając do wyścigu to pojechałem w sobotę w południe juz na północ Angli bo tam odbywały sie zawody, ponad 4 godzinny jazdy, ale bez problemów znalazłem camp i miejsce startu. 

Odebrałem najpierw numer i rozbiłem namiot. Tutaj prawie wszyscy przyjeżdzają pod namiot lub caravanami i śpimy wszyscy na campie. Jest naprawdę rodzinna atmosfera i nie ważne czy stratuje 300 czy 1500 osób bo triathlonowa rodzinna jest zawsze razem. 

Pojechałem jeszcze kupic sobie coś energetycznego i proteinowego na kolacje i wróciłem zjadłem i zacząłem przygotowywać sprzęt do zawodów. 

W pewnej chwili dzwoni do mnie żona i pyta czy kupilem sobie nowe spodenki??? Myśle o ze jej chodzi ??

A Ona do mnie mówi że nie wziołem swoich spodenek do pływania, jazdy na rowerze i do biegania!!! Okazało sie ze jestem tylko w dzinsach. Spodenki zostały w domu przygotowane na suszarce bo dzień prędzej było prane 😦 z tego całego pośpiechu zapomniałem!!!!

Byłem w szoku ponieważ nie mogłem wystartować w spodniach a pora na zakupy – sobota było juz za późno i ogólnie byłem gdzieś w małej wiosce.

Ale trochę z panikowany, pobiegłem do punktu rejestracji ale było tez juz wszystko zamknięte. Wiec zaczepiłem jakiegoś pana który doradził mi ze wcześnie rano koło 5.30am powinnienem spróbować kupic coś w sklepiku który sie wystawiał na zawodach ze sprzętem. 

Lekko spokojny wróciłem do namioty i do spania bo noc zapowiadała sie długa i bardzo zimna. (Temp. spadła do 5stopni )
Od 5am rano juz nie mogłem spać bo budziły mnie myśli o zapomnianych spodenkach. 

Pół godzinny pozniej otworzyli sklepik i prawie było ok bo zakupiłem cały kombinezon do triatlonu tylko ze mieli jeden i rozmiar S !!!

Dobrze ze te materiały sie na tyle rozciągają ze mogłem wejść w to jakoś. 😀👌

Rano śniadanie lekkie i zabieram sprzęt i lecę do punktu gdzie zostawiamy rower i ubieram sie w piankę do pływania bo niedługo nastąpi start. Prędzej jeszcze był breafing na którym zostały wytłumaczone wszystkie zasady oraz trasa rowerowa i biegowa. 

Wszystko przygotowane i wchodzimy do wody kilka minut oczekiwania na start i po wystrzale pistoletu kilkuset ludzi zaczyna przebierać rekami jak wiatraki !!! Naprawdę trzeba uważać aby nie doznać kontuzji poprzez uderzenie w twarz. 

Ja ustawiłem sie spokojnie przy końcu stawki aby zacząć płynąc spokojnie swoim tempem i żebym ja nikomu nie zakłócał pływania jak i mi także. 

Dystans do przepłynięcia 1900 metrów w dwóch okrążeniach , z tym ze kończąc pierwsze okrążenie musieliśmy wyjsć z wody, następnie przebiec około 150m i znowu do wody i drugie okrążenie. 

Pierwsze okrążenie bardzo cieżko mi sie płynęło, nie mogłem złapać rytmu oddychania ale wszystko w miarę sie uspokoiło ba drugim okrążeniu chodź moje pływanie nadal pozostawiam duzo do życzenia :-((.

W biegając do wody na drugie okrążenie nadepnalem na kamień, poczułem lekki ból ale adrenalina u człowieka w tym momencie jest wielka i nic nie czujesz :-)).

Z wody wyszedłem naprawdę zmęczony, biegiem szybko do swojego roweru i strefa Transition 1 gdzie przebranie zajęło mi około 2min i wybiegłem z rowerem ze strefy i w wyznaczonym miejscu wskakujesz na rower i zaczynasz jechać ile masz sił w nogach. Tym razem do przejechania miałem 90km w dwóch pętlach. Pierwsze 25km okrążenia naprawdę pagórkowaty teren i do tego wiatr bardzo mocny. Cieżko sie pedałuje w wiatr ale szybkość pierwszych 45km wyszło mi naprawdę wysoka bo 38km/godz, drugie kółko troche wolniej ale zmęczenie wielkie poczułem na 60km ale średnia utrzymałem po 90km na wysokości 34km/godz. Wiedziałem ze pedałuje naprawdę dobrze bo co chwila wyprzedziłem osobę za osoba. Ostatnie 3km troche zwolniłem aby nabierać siły przed bieganiem. 

  
Dojechałem ponownie do strefy Transition 2 i tym razem przebranie sie do biegania zajęło mi tylko 40sec i ruszyłem w trasę o długości 21.1 km, ale juz na 2km sie zatrzymałem bo bardzo bolała mnie stopa i coś mnie uciskalo od spodu, myślałem ze jakiś kamień mi wpadł do buta ale szybko zdjąłem buta a tam pusto i wtedy doznałem stopy od spodu i poczułem wielki ból!!! Pozniej dopiero przypomniałem sobie ze to ten nieszczęsny kamień na który nadepnalem wchodząc na drugie okrążenie w pływaniu. Noga bolała mnie jeszcze przez tydzień!!!

Ale wracając do biegu, ubrałem buta i w drogę pomimo wielkiego bólu biegłem dalej. Dobiegłem na 8km gdzie przeżywałem największy kryzys, strasznie mnie bolały nogi i łydki i pojawiły sie pierwsze zwątpienie ze nie dam rady dobiec do mety ponieważ czekało mnie jeszcze 13km do pokonania!!!! 

Gdyby to nie były moje pierwsze zawody na tym dystansie w triathlonie to bym chyba sie poddał bo fizycznie wyglądałem naprawdę marnie a spoglądając na zegarek to pęlzlem zamiast biec. 

Byle. Troche podłamany sytuacja ponieważ byłem świecie przekonany ze gdzie a gdzie ale w biegu to sobie najlepiej poradzę!!! Ale okazuje sie ze bieg sam w sobie jest całkiem inny a jak połączymy z pływaniem i rowerem to nasz organizm naprawdę musi byc przygotowany na o wiele więcej niż wysiłek podczas Marathonu!!!! Ale po to są te zawody aby nabierać doświadczenia i wyciągać wnioski i sie uczyć.  

Dlatego na 8km jak złapał mnie kryzys to zacząłem do siebie krzyczeć i mowić do głowy do ciała ze sie nie poddam i zeby nie wiem co to dobiegnę do mety. 

Następne kilometry to prawdziwa uderenka i walka ze sobą samym!!! Dopiero od 16km coś pstryklo w ciele i w głowie i zacząłem przyspieszać i troche więcej czerpać radości z biegniecie, jesli wogole mozna w tym momencie mowić o radości lub przyjemności. Ale naprawdę ostatnie 5km przebiegłem najszybciej tego dnia a zrobiłem wszystko aby swój plan wykonać a był taki aby zawody ukończyć oraz aby ukończyć je ponizej 6 godzin.

Czas ukończenia założyłem sobie sam i oparłem sie o czas z zawodów triathlonu olimpijskiego gdzie dystans dyscyplin jest o polowe krótszy a który pokonałem w 3godz , wiec teraz powiedziałem sobie ze dwa razy dłuższe zawody muszę ukończyć ponizej 6 godzin.

Na 8mym km nawet nie myślałem o czasie ukończenia a tylko walczyłem aby nie zejść z trasy pokonany a teraz gdzie zostało mi 2km do mety biegłem jak nowo narodzony i pomimo zmęczenia cały czas przyśpieszałem aby zmieścić sie w 6 godzinnach 🙂 

Wbiegając na metę speaker czyta Twoje nazwisko i imię i wszyscy dopingują, a człowiek po tylu godzinnach wysiłku sprintuje i chce urwać kolejne sekundy!!

Wbiegam na metę łapie taśmę fishowa i zaczytuje mój zegarek, czas 5:54:22 !!!

   
 Następny krok do przodu wykonany !!! Cel osiągnięty!!!! Zawody ukończone w zadawalajcym czasie !!!!! 

Byłem nie żywy na 8km biegu a teraz mógłbym góry przenosić tyle siły człowiek czuje !!! A szczęścia i radości jeszcze więcej. 

Powrót do domu był najprzyjemniejszy w ostatnich miesiącach ponieważ po takich przeżyciach radość człowieka nie zna granic!!!!

Cel na ten rok 2015 wykonany, Marathon w Londynie przebiegnięte a teraz Half IronMan do końca roku pozostałej jeszcze 4 miesiące ale uwierzcie mi ze nie zamierzałem spokojnie ich przesiedzieć, resztę roku opisze w trzeciej części Trylogii mojego roku 2015 juz w krotce . 

Pozdrawiam Chris Wiciak 

   
   

 

Rok Biegania 2015 w trylogi Chrisa Wiciak

Minęło kilka dobrych miesięcy od ostatniego mojego postu, ale zbierałem sie juz kilka razy a nawet zacząłem kilka razy juz pisac ale zawsze coś mi przerywalo i nigdy nie moglem dokończyć. Tym razem postanowiłem ze opisze te 8 miesiecy w trzech fazach aby nikogo nie zanudzać jednym długim postem, a opisac to co sie wydarzyło najważniejszego w tym roku 2015.

Pomimo ze rok kalendarzowy sie nie skończył a mi pozostało jeszcze dwa biegi w tym miesiacu postanowiłem zakończyć rok biegania na koniec listopada poniewaz od  01 Grudnia rozpocząłem przygotowania do zawodow w 2016r i juz teraz każdy dzien jaki spedzam na treningu jest podporządkowany danemu wydarzeniu jakie beda w 2016roku.

 

Ale wracajac do ostatniego posta i to co wydarzyło sie nastepnego dnia 26/04/2015 nie zapomnie do końca życia.

Virgin Money London Marathon 26 April 2015 – do tego dnia przygotowywałem sie prawie 5 miesiecy i podszedłem  do tego biegu bardzo poważnie i emocjonalnie.

Przecież bieglem w mieście gdzie mieszkam z rodzinna juz 16lat i właśnie tutaj chciałem aby wszystko poszło tak jak sobie zalozylem  i przede wszystkim abym nie doznał strasznie bolesnych  skurczy po 35km jak było 7 miesiecy wczesniej w Berlinie. Juz teraz wiedziałem ze tak to sie stało ponieważ nie bylem wystarczajaco przygotowany do tego Marathonu, wiec nie popełniając tego samego błędu trenowałem cześciej i wiecej i troche inaczej.

Dzień zawodów…wstaliśmy wczesnie rano z kolega który nocował u mnie. Tradycyjnie zjadłem porich na mleku almondowym i wypiłem sok z burakow czerwonych i spakowani pojechalismy komunikacja miejsca na start. Od rana wszedzie było ludzi jadących  w tym samym kierunku co my … najpiękniejsze jest to ze każdy jechał zadowolony uśmiechnięty, nie widac było stresu na twarzy u ludzi którzy za chwile mieli przebiec piekielny dystans, wylewać poty i walczyc z bolem  i zmęczeniem…to jest wlasnie fenomen biegania, bo każdy wie ze na końcu tej drogi czeka nagroda w postaci mety i  najpiękniejsze uczucie jakie doznajemy tylko podczas wbiegniecia na mete, wraz z przebiegnieciem tego punktu z jedna chwila zapominamy o bólu ( pojawi sie ponownie za kilka minut) pojawia sie wzruszenie, radość i tak jak w moim przypadku lzy szczęścia  i gęsia skora, staje sie najszczęśliwszym człowiekiem  na świecie i takie coś nie kupisz nigdzie i nie ważne ile by miało kosztować bo tego nie da sie kupić,  to trzeba przeżyć.

Wracajac do biegu to bylem przydzielony do stefy 3:30:00 chodz trochę na wyrost wpisalem w aplikacje wynik jaki chce osiagnac ale jesli cele to w miare wysokie ale w miare swoich możliwości. Przyjaciel William wpisal sobie 3:00:00 wiec startował całkiem gdzie indziej i w innej grupie z innego miejsca. Wiec po osiagnieciu docelowego miejsca startu przebralem sie oddalem torbe do depozytu i 15min rozciąganie i pózniej przebieżki i rozgrzanie ciała, ponieważ tego dnia pogoda deszczowa i pochmurnie.

Masowy start odbył sie 10am, moj start nastąpił 10.13am czyli niecały kwadrans po wybiegnięciu Elity Kenijczyków, –

pierwsze 5km sprawdzam jest 23min troche za szybko jak na marathon, lekko zwalniam tempo spada mi na 10km na 4:55min/km i nastepne 5km przebiegam w 25min, i tak kolejne 5km , na 20km mam czas 1:38:05 czyli biegne w miare swoim tempem, half Marathon czyli 21,1km czas 1:43:25 czas zadawalajcy, zmeczenia za bardzo nie czuje , biegne spokojnie i kontroluje czas. Wczesniej na 18km szukalem wzrokiem syna i zone bo tam sie umówiliśmy ze beda stac po raz pierwszy ale nic z tego, za duzo  kibiców i doping jaki był tego dnia nie pozwolil mi na usłyszeniu moich bliskich.

..ale naprawde ludzie w Londynie umia dopingowac uczestników ponieważ raz za razem ktos krzyczy do Ciebie i dopinguje, starsznie to buduje wewnatrz czlowieka i dodaje energi jak poranne expresso. Przebiegam  następne kilkometry odżywiam sie z godnie z planem od 13km gdzie minęła pierwsza godzinna co 5km zazywam energetyczny żel z coffenina i na ostatnie kilometry mam przygotowane podwójne doładowanie czyli prawie sama coffeina ktora ma mi pomoc dobiec do mety. Wodę pije co 8km nie moge za często bo tym razem nie przewidzialem pit stopu na wydzielanie żadnych polynow tylko przyjalem strategie ze żelki do spożywania,  a woda mocze usta i ciało i probuje jak najmniej wlewać do organizmu wody, co dla mnie osobiscie jest to utrudnione poniewaz nie umie w czasie biegu kiedy jestem zmeczony przełykać wode, żelek energetyczny udaje mi sie ponieważ to mniej ciekła substancja i wolno dawkuje i w ten sposób odżywiam swoje cialo.

Dobiegam do 30km, psychologiczna granica dla maratończyka, powstały juz legendy na temat ściany  po 30km jakiej doznaje maratończyk i dystans który dotychczas był przyjemny staje się pieklem dla mięśni i Twojego ciała. Wiec spoglądam na zegarek 2:26:21 czas bardzo dobry jak dla mnie i ostatnie 5km przebiegnięte w 24min. Aplikuje sobie nastepnego żelki SIS elegetycznego i zbiegajac lekko z gorki zastanawiam sie czy moje łydki wytrzymają następne 12km jakie mi pozostalo??….ale słucham swojego ciala a one mowi mi….

biegni chlopie biegnij, nie zwalniaj czujesz sie dobrze i masz siły. Kilometr 35 czas 2:50:00 czyli w 24min znowu przebiegam kolejne 5km, tu przypominam sobie Berlin Marathon gdzie padlem pierwszy raz i dostałem wiekich skurczy lytek, ale biore nastepny żel i postanawiam utrzymać tempo 4:50min/km i nawet w miare możliwości przyspieszam do 4:45min/km , wiem ze zostało mi juz tylko 7km ale teraz kilka podbiegów pod wiaduktami centrum Londynu i zaczynam odczuwać trudy biegu, w jednym momencie wbieglem w nie dlugi tunel, spoglądam na zegarek a tu nagle pokazuje tempo 6:10min/km!!!! przyspieszam ale myśle przecież to nie możliwe, czuje tempo i wiem ze biegne naprawdę szybko, podenerwowany wybiegam z pod tunelu nagle Garmini zaczyna łapać satelite i pokazuje 4:40min/km i wiem ze to zanik sygnału GPS byl przyczyna chwilowego zastoju mojego zegarka. Biegnę dalej w zdluz Tamizy ludzi od groma, krzyki wrzaski i doping ….bardzo zmeczony biegne dalej i utrzymuje tempo a pomagają mi inni biegacze ktorych mijam i widze ze bardzo duzo ludzi juz nie ma sily dalej biec, rzesza ludzi idzie juz nie biegnie ponieważ rozpoczeli za szybko i teraz placa cenne za ambitne tempo na poczatku, ,marathon wypatrza wszystkie drobne błędy, wiec natchnieniem słabości innych biegaczy probuje biec jak najszybciej!!!!! ….Dobiegam do 40km jestem juz naprawde wyczerpany ale nie czuje znaków skurczy to dobry znak, biore ostatnie podwójne paliwo, po chwili doznaje lekkiego szoku ponieważ ten żelek naprawde posiadał sama coffeine i to w bardzo dużej dawce, zaczyna mi sie krecic w głowie i mam chęć  wymiotować ale widze stacje z woda mocze usta polewam sie woda i walcze z każdym metrem z każdym krokiem biegowym. Mijam Big Ben zostaje 1.5km do mety niby blisko a zarazem bardzo daleko, jesli ktos biegl juz taki dystans to wie ze te ostatnie 195metrow po 42km przebiegnieciu jest strasznie długie. Biegne dalej naprawde przychodzi mi mysl zwolnij nie dasz rady takie tempo utrzymać , mam pełna głowę myśli , widze 800 metrow do mety i po lewej stronie piekny palacyk Królowej Backigham Palace wic wiem ze to juz tu zaraz bedzie meta tylko pozostaje mi dobiec do fontany która jest naprzeciw palacu i ostatnia prosta ostatnie 500metrow,-  mijam Palac Elki ,-

…dzień prędzej myślałem ze finiszujac tam bede spogladal czy nie stoji starsza Pani z Great Britan flaga i nie macha i dopinguje takich malutkich ludzi jak my 😉 ale rzeczywistość byłaby inna,  wbiegając na ostatnia  prosta mialem gdzieś krolowa i jej flage ponieważ zobaczyłem napis Finish a nad nim zegar który pokazywal w tym momencie czas, spoglądam na swoj zegarek i widze 3:25:00 !!!!jestem bardzo zadowolony ale oczywiscie przyspieszam i sprint do mety aby wygrać z czasem i ze swoimi słabościami, jeśli jeszcze 300metrow wcześniej mialem zwątpienia czy nie zwolnic i dobiec wolniej to w tym  momencie dostaje potężnego kopa energi i wiem ze bede mial bardzo dobry czas nawet o takim nie myslalem, liczylem najlepszy na 3:30:00  a tu wiegam na mete z szybkością Usain Bolta stopuje zegarek i widze 3:26:19!!!!! to co otrzymuje w tym momencie od natury to można by ksiazke napisać, ale właśnie po to spędzam na przygotowaniu do takiego biegu  200-300 godzin aby teraz zebrać plony, Lzy lzy i jeszcze raz lzy i okrzyk radosci i małe przekleństwa ze dalem rade!!!!!!!!!!!!!!!!

Odbieram medal, ściskam jakaś dziewczyne która mi wrecza i ide po odbior torby, predzej kilka zdjec ludzi którzy stoja za meta.  nastepnie podążam do punktu spotkania sie z moim Kolega Willem oraz zona i przyjaciółmi których tego dnia kilku dopisalo pomimo nienajlepszej pogody.

Spotykam kolege Willama i gosc oznajmnia mi ze wygralem z Willem o 21sec!!!!!!!!!!!! slucham go i nie wierze co gość mówi, jak ja???? przecie William to gość kozak , zrobil kilka ironmenow i to w tempie zdumiewajacym, na pół marathonie miesiąc temu przegrałem z nim o 3min a tu marathon i ktoś mi mówi ze lepszy o 21sec. wow a smaczku dodaje fakt ze William na 30km był szybszy oddemnie o 5min!!!!!!!!!!!!! a ostatnie 5km nadrobiłem kolejne minuty i wygrałem o 21 sec…i teraz juz wiem ze następnym razem jak bede biegł to napewno nie pójdę na sikanie bo jakbym to zrobil to byłbym za nim i nie darowałbym  sobie tego !!!! Spotykam rodzinne i przyjaciol i wszyscy idziemy na wspólny obiad. Mijają  kolejne godzinny i wracajac do domu widzimy ze ludzie jeszcze biegną i walczą ze soba i upacie brną do mety aby poczuć to co ja!!!!

Virgin London Marathon zakończony powodzeniem . Chce wszystkim podziękować za słowa otuchy i wsparcie jakie otrzymałem przed, podczas i po biegu, i wszystkim którzy także  wsparli organizacje Get’s Kids Going poprzez która bieglem i zbierałem fundusze na dzieci niepełnosprawne a które tak jak ja chcą uprawiać nadal jakieś sporty.

Kończąc Matathon londynski pozostaje mi 8 tygodni do głównego mojego celu roku 2015, czyli do przebiegnięcia, pokonania  Half IronMan  czyli 1.9km pływanie, 90km jazda rowerem i 21.1km bieganie a to wszystko opisze w poście no2 juz wkrótce .

pozdrawiam Chris Wiciak

(Na odwrocie koszulki był dopisek „fast” ;-)))    )

 

IMG_0001

..36godz. przed London Marathon !!!!

Jeszcze kilka godzin i stanę na starcie wsród 60 tysięcy maratończyków, biegaczy i normalnych ludzi takich jak ja dla których taki Marathon to wydarzenie zyciowe.

Pomimo ze bede biegł ten dystans 42km juz drugi raz to towarzyszący stres i trema jest taka sama albo i większa niż we Wrześniu 2014 toku.

Tym razem biegnę na swoim podwórku w mieście gdzie mieszkam od ponad 16 lat i tym razem zrobić mam to w obecności większej ilości swoich kibiców a orzedewsxtstkim biegnę poprzez charity Get Kids Going która to organizacja zajmuje sue pomocą dzieci niepełnosprawnych które uprawiają rożnego rodzaju dyscypliny sportowe.

Będący sam związany ze sportem przez wiele lat dlatego wybrałem tego rodzaju organizacje bo jeśli mam pomagać komuś poprzez mój wysiłek jaki włożę w biegu to naprawdę chce być z ta organizacja jakoś zwiazany.

Chciałem także podziękować wszystkim którzy wpłacili jakiekolwiek pieniądze na moje konto charity które to powędrowały dla potrzebujacych małych i młodych pociech.

Naprawdę jestem wdzięczny wszystkim którzy tak licznie mnie wspierają i dzięki tym słowa otuchy dodają mi wiary ze niemożliwe staje sie możliwe.

Ale wracając do samego biegu i mojego przygotowania to ostatnie kilka tygodni było intensywne ale bardzo stresujące ponieważ ostatnie dni treningu niby przebiegały zgodnie z planem ale zaczęły mi dokuczać bóle ścięgna lewego piszczela która w ostatnim tygodniu bolało mnie kilka razy i za każdym razem zawsze na pierwszych 10km a pózniej z czasem puszczało i przechodziło. Ostatnio sie zastanawiałem czy to mentalnie tak sie nakręciłem ze sie boje i szukam sobie chorób w sobie czy zeczywoscie coś mam. 

Dziś przebiegłej ostatni raz jogigngowo 8km aby nogi sie nie zastygły i bólu ścięgna nie czułem ale tym razem ubrałem nowe zakupione compressora skarpetki które miały mi jeszcze bardziej pomoc a co sie okazało ze juz po 2km strasznie mnie zaczęło kłuć i jak dobiegłem do domu to okazało sie ze zaczęły mi sie robić odciski!!!!

Jestem trochę przerażony takim stanem ponieważ wszystko naprawdę mam juz przygotowane, ułożone, rozpisane wszystkie kilometry biegu z czasami i zaplanowane od A do Z.

Numer na koszulce 39093 to będzie mój szczęśliwy numer i obiecuje ze zrobię wszystko na co będzie mnie stać aby w niedziele 26.04.15 stanąć na starcie i przebiec ten morderczy wyścig w jak najlepszym czasie i obiecuje sobie ze przedewsztkim zrobię wszystko aby ten Marathon ukończyć!!!!

Jestem juz strasznie poddenerwowany i stres coraz większy ale wiem ze jak zrobię tak jak zakładałem intak jak trenowałem to wszystko sie ułoży i zakładany cel osiągnę. 

Juz nie mogę sie doczekać startu i juz biegnąc nie raz wyobrażałem sobie jak wbiegłam w ostatnia prosta The Mail koło domu Elki Buckingham Palace i z całych sił finiszuje sprintem i wbiegam na metę!!!

Pogoda ma dopisać bo nie ma być za gorąco i ma być przelotny deszcz. Taka pogoda myśle ze bardziej będzie mi sprzyjać niż przeszkadzać. 

Jutro sobota ostatni dzień przed maratonem i mam zamiar go spędzić bez stresu i relacyjne. Spać tez pójdę jak nigdy czyli przed 10pm bo rano wcześnie trzeba będzie wstać a zamierzam tym razem być wypoczęty i gotowy na starcie. 

Dlatego do usłyszenia po maratonie bo mam zamiar następny post poświecić tylko temu ważnemu wydarzeniu. 

Pozdrawiam i dziękuje za wsparcie 

Chris Wiciak