Chris Wiciak

Trening moj przeciwko otaczajacym mnie pokusa… 03.03.2015

Jest juz poczatek marca i czas biegnie nie ublaganie, mijaja tygodnie jeden za drugim…ale ja chce sie cofnac do stycznia i lutego poniewaz poczatek tego roku w naszej rodzinnie obfituje w uroczystosci urodzinowe i specjalne okazje.
i tak pod koniec stycznia starszy syn Dorian obchodzil swoje 18ste urodzinny a ze to specjana data
wiazalo to sie z przyjazde rodzinny do naszego domu.
Normalnie i zawsze bardzo sie ciesze jak ktos nas odwiedza ale tym razem obawialem sie ze jak rodzinna posiedzi kilka ladnych dni to odbije sie to na moich treningach poniewaz kazda taka wizyta wprowadza dyskrukcja w naszym codziennym zyciu.
i bylo tak i tym razem, najpier odwiedzil nas chrzesny syna z zona ale pomimo ich pobitu dzielnie sie trzymalem planu treningowego i nie poddalem sie pokusa aby oposcic trening i isc gdzies out.
za kazdym razem jak przychilem do domu odrazu pierwsze kroki kierowalem po buty i szybko wychodzilem aby wykonac zakladany trening.

nastepnie na poczatku lutego przyjechala nastepna partia gosci tym razem rodzice i tescie i stacjonowali 10dni.
pomimo napietego grafiku w ciagu dnia udalo mi sie pogodzic wizyte i impreze urodzinnowa a moje teningi.

ale przyszedl 12 Luty gdzie moja kochana zona obchodzi swoje uodzinny i by nie bylo z tym problemu jakby nie to ze w tym roku to okragla rocznica i 40lat nie moglem potraktowac obojetnie wiec pomimo bolu oposcilem dwa dni treningu od czwartku do niedzieli.
ale powiedzialem sobie ze takie urodzinny nie sa na codzien wiec przezylem to w miare.
nastepnie mialem ruszyc po weekendzie do treningu i tu nagle dopadlo mnie jakies chorobsko !!! bylem nie milosiernie wkur… na wlasna osobe ze teraz oposzcze nastepne dni treningu… wiec podjalem probe treningu ale problem polegal na tym ze mialem chyba grype zoladkowa i co 30min musialem leciec na dwojke. co w czasie biegu nie jest konfortowe i malo wykonalne .
wiec bardzo zly odposcilem nasatepne 4 dni treningu… ale aby nie wracac do tego co bylo w planie treningowym postanowilem przekreslic te treningi i w sobote przebieglem 10km lekko po kilku dlugich dniach przerwy i musze powiedzic ze bardzo dobrze mi sie bieglo.. ale na drugi dzien w niedziele czekal na mnie wedlug rozpiski ciezki trening poniewaz byl to long run 25km z tym ze piewsze 20km w tempie 4.50min/km i nastepnie ostatnie 5km w tempie 4.15min/km co oznaczalo dla mnie naprawde szybsze tempo biegu i to juz po pokonanych 20km.

ale powiedzialem sobie ze sprobuje wyzwaniu i w wietrzysta niedziele wyruszylem z rana….
najpierw ustawilem navigacje w glowie aby nie bladzic lub biegac w kolko i kilka minut rozciagniecia i ruszylem troszke zaniepokojonym moja dyspozycja poniewaz kilka ladnych dnie nie biegalem wcale…
..jak to umnie bywa potrzebuje 6-8km aby sie dobrze rozgrzac i aby poczuc pierwsze poty na plecach ale bieglo mi sie dobrze i w tempie o 10-15 sek szybszym niz powinnieniem ale jak juz to u mnnie bywa zawsze moja ambicja zwycieza z rozsadkiem ;-)))
…na 15km poczulem kucie w brzuchu i odezwaly sie demony w moich jelitach, odrazu pomyslalem ze musze ukonczyc bieg i zadna sila mnie nie pokona…przestalem o tym myslec i skoncentrowalem sie na czasach jakie osoagalem na przebiegnietych kilometrach, i weszcie przyszedl ten 20 km gdzie trzeba bylo przyspieszyc i ruszylem odwaznie;;;;
pierwszy kilometr ostroznie 4.20min/km nastepnie troche przyspieszylem i moj Garmini pokaz mi 4.13min/km, utrzymywalem wysokie tempo na nastepnych dwoch kilkometrach a na ostatnim poszlem na calosc i pobieglem na 4.00min/km co malo kiedy mi sie zdaza aby na 25km biec w tempie na 10km.
dobieglem naprawde zmeczony ale to dodalo mi jeszcze wiekszej satysfakcji ze pomomo ze dystrukcja treningow wydazyla sie na pewien czas ale nie odcisnelo sie az tak bardzo na mojej dyspozycji i kondycji.

Nastepne dni biegania juz odbywaly i odbywaja sie z usmiechem na ustach i w tamym tygodniu przeszedlem naprawde ciezkie i szybkie interwaly gdzie przy dystansie 16km szybkie interwaly byly w tempie 3.20min/km co daje to okolo 90% mojej szybkosci …
ale zawsze po takich ciezkich biegach czuje ze naprawde mam moc w nogach i jak tak dalej pojdzie i nic mnie nie dopadnie to powinnienem sie przygotowac do London Marathon wedlug zakladanego planu.

Wczoaj w niedziele odmienilem trening i poszedlem na gyma na spina … klasa spina to cos pieknego, 60min totalnego wycisku na roweze gdzie pot leje sie ze mnie jak nigdy. tak intensywny trening jest mi potrzebny na wzmocninie miesni brzucha a przy okazji musze zrzucic troche tluszczu na brzuchu ktory mi dokucza i denerwuje.

dzis poniedzialek rozpoczynam nastepny tydzien treningow ktory zakoncze w niedziele w Half Marathon w Surrey w Guildford. obecnie jestem w takim momencie przygotowan ze moze nie pobiegne po swoja zyciowke na tym dystansie ale jak przebiegne ponizej 1:40:00 to bede zadowolony.
wszystko zalezec bedzie jak przebiegne pierwsze 10km i ile sil mi pozostanie na reszte wyscigu a do tego pogoda gdzie ostatnio nas nie rozpieszcza i jest deszczowo i bardzo wietrzyscie,
ale mam nadzieje ze w niedziele bedzie w miare nomalnie i spokonie przebiegne polowe marathonu i bedzie to dobry trening.

podsumowujac dzisiejszy temat musze powiedziec ze jest naprawde bardzo trudno utrzymac rygor i systematycznosc treningowa jak w domu jest rodzinna i czychaja na ciebie tuz za rogiem rozne uciechy zycia towarzyskiego takie jak wyjscia na kolacje lub impreza domowa gdzie taka impreza zawsze pozwala nam na chwile zwatpienia i powiedzenia a najwyzej dzis nie pobiegne bo wszyscy w domu siedza w cieplym i impezuja a na dworze zimno i pada a ja mam isc biegac….ale pamietajmy ze jak juz wyjdziesz i zrobisz pierwsze kroki biegu to automatycznie zapominasz o calym towarzystwie i cieszyz sie tym co robisz i po powrocie do domu sytysfakcja jest jeszcze wieksza bo pokonales slabosci samego sobie.

bo wszystko co robie to nie nogi tylko glowa.. i tak pozostanie zawsze ;-))

Mój trening biegowy a trening mentalny …05.02.15

…znajduje sie po pierwszym miesiącu przygotowań do Londyńskiego Marathonu. Teraz treningi rozpoczynają sie naprawdę ciekawe a mój organizm coraz lepiej sobie radzi z nimi i widze ze forma ma rośnie z dnia na dzień.
Ale żeby nie osiadać na laurach i wykonywać tylko to co założyłem sobie w planie treningowym zastanawiałem sie czy aby ten plan jest dobry i czy sprawdzi sie w głównym biegu, czy ja podołam to co sobie założyłem i czy mój organizm sie nie sprzeciwi znowu po 30km biegu, bo za duzo sie naczytałem o białej scianie która dopada maratończyków na odcinku 30-40km.
Dlatego rozpocząłem treningi mentalne :-))
Ćwiczę swoj mózg – organ ten powiadamia nas o zmęczeniu i nakazuje nam zwolnić podczas biegu.
Działa to tak ze Nasz organizm odczuwajac zmęczenie zaczyna sie bronić i wysyła sygnały do mózgu a mózg do naszej podświadomości i tak wlasnie podczas biegu z łatwością sie poddajemy i zwalniamy lub przestajemy biec.
Bo wszystko lub prawie wszystko jest w naszej głowie a nie w nogach.
Ostatnio sprawdziłem swoją historie biegów na Strava ( aplikacja na ktorej biegam) i przeanalizowałem moje ostatnie kilometry biegowe na zawodach lub na treningach gdzie nie było interwałów i zauważyłem ze moje tempo strasznie opada i widoczne jest ze brakuje mi siły. Ale czy napewno brakuje mi siły??? Czy to tylko moja słabość mentalna powoduje ze zwalniam.
Wiec rozpoczalem prace nad ta strefa ponieważ dotychczas podczas biegów treningowych wykonywałem swoj założony plan ale w czasie biegu myślałem o duzo innych rzeczach ale jak przychodziło tzw zmęczenie poprostu z automatu moje ciało zwalniało 😦 a dlaczego ? ponieważ byłem zajęty czymś innym.
Zmienilem to i zacząłem myślec świadomie podczas biegu i mentalnie podeszłem do treningu gdzie rozmawiając sam z sobą , dopingując siebie samego oraz oszukując swoj mózg zobaczyłem bardzo szybko efekty i różnice w tych miejscach czasowych gdzie zawsze byłem słabszy.
Ostatniej niedzieli biegnąc treningowo 16km miałem założenie pierwsze 8km na czas 4.50min/km i drugie 8km 4.35min/km czyli szybciej i bieg na dwa tempa.
Okazało sie ze pierwsze 8km przebiegłem w tempie 4.35min/km i widząc to pomyślałem ze teraz drugie 8km jesli utrzymam tempo które pierwotnie było wyznaczone to nie wykonam planu treningu który zakładał dwa tempa biegu wolniejszy pierwszy i szybszy drugi.
Wiec spróbowałem przyspieszyć choć akurat moment po 8km nie pomagał bo zrobiło sie pod górkę ale powiedziałem sobie „dasz radę i musisz przyspieszyć!!! ”
Dopingując sam siebie powiedziałem dobiegnę najwyżej do końca parku czyli około 2km i zwolnię …wiec zaciąłem zeby, wyregulowaniem oddech i patrząc co chwile na zegarek utrzymywałem tempo 4.17min/km do 4.20min/km. Walczyłem strasznie na początku ale….
Dobiegając do wyznaczonego punktu który zakładał w myślach aby zwolnić co zrobiłem ???….
Krzyknąłem sobie w duchu dam radę jeszcze dalej tak biec!!! , jestem na tyle dobry aby wykonać dwa tempa biegu nawet jesli wydaje mi sie ono za szybkie, a jesli padnę po drodze to znaczy ze nie umie jeszcze znaleść kompromisu pomiędzy możliwościami fizycznymi organizmu a mentalnymi .
I biegnąc tym wysokim tempem co raz jak zegarek pokazywał ze tempo mi spada o kilka second dodawałem sobie kopniaka i przyśpieszałem aby utrzymać średnia 4.20min/km.

W czasie treningu biegam rożnymi trasami ale często końcowe kilometry sa te same.
Trasa wiec rym razem na kilometrze 14 i 15 była upadem terenu (-23 ELEV Gain)i prawie dwa kilometry miałem łatwiej ale aby nie odpoczywać automatycznie przyspieszyłem i zacząłem biec na 4.10km , po dwoch kilometrach teren sie wyrównał i pozostał mi ostatni kilometr treningu i będąc naprawdę zmęczonym ale i zadowolonym z tempa biegu , naciskając na zegarek rozpocząłem ostatni kilometr 16 km treningu … Ponownie zacząłem krzyczeć do siebie i przyspieszyłem szybciej i szybciej czułem ze naprawdę brakuje mi powietrza w płucach a nogi mówią stop ale pędziłem nawet nie spoglądałem na zegarek tylko brnąłem do przodu, na koncu biegu spoglądałem na zegarek i widząc 120m
do celu tylko utrzymywałem szybkie tempo.
Nagle usłyszałem sygnał zegarka ze wybił 16km treningu :-))))!!!!! Jesttttt
Zrobiłem to!! Przebiegłem 8km w tempie szybszym a ostatni kilometr okazało sie ze był na 3.55min/km co po 15km biegu nigdy mi sie nie zdażyło aby przyspieszyć na koncu a co dopiero osiągnąć wynik jednego kilometra az tak szybko.
Siadając przed komputer i analizując bieg byłem naprawdę zdziwiony ze kilka dni treningu mentalnego pozwala mi na takie bieganie , na sposób w jaki to osiągnąłem.
Musze jeszcze napisać ze ostatnie poł kilometra do domu prZebieglem truchtem a pod domem wykonałem 10min ćwiczeń rozciągających jakie zawsze robie po biegu.

Zapytacie czy każdy trening tak mój wyglada ?
Odpowiem ze teraz juz tak!!!
I bede robił wszystko, abym nadal ćwiczył i trenował mentalnie siebie poniewaz wiem ze mam jeszcze bardzo duże, ukryte pokłady energi i tylko sposób w jaki sięgnę po nią zalezy oddemnie.

Dzis juz 5tydzien treningu rozpoczęty.
Jadąc do domu juz nie moge sie doczekać kiedy ubiorę buty i pobiegnę przed siebie pomimo ze na dworze bardzo zimno i nie przyjemnie a ja sam jestem po 12 godzinach pracy ale wiem ze po powrocie z biegu moja adrenalina jest jak ranne podwójne expresso.
Człowiek żyje!!!
I czego wam życzę 🙂

Chris Wiciak

Drugi tydzień przygotowań 13.01.15

Dzis rozpoczynam drugi tydzień treningu którego finał ma nastąpić 26 Kwietnia.
Ale tak naprawdę przygotowania zacząłem w drugi dzień Świat Bożego Narodzenia ale intensywność była inna dlatego poprzednie tygodnie były tylko rozgrzewka i przygotowaniem mojego ciała do wysiłku.

Pierwszy tydzień treningu zakończyłem sobotnim biegiem Runners Needs 3G w okolicach Guildford Surrley.
Jest to seria trzech biegów o długości 10,6km – 11,6km o rożnej trasie i rożnej trudności.
Pierwsze 3G i drugie to najtrudniejsze biegi, mające najwiecej wzniesień i najdłuższe podbiegi oraz najwiecej błota i wody.
Warunki w sobotnim biegu były naprawdę trudne ponieważ kilka dni prędzej mieliśmy non stop deszcz wiec trasa zamieniła sie w bagno i okazałe zbiorniki wody które trzeba było pokonać.
Przykładem była moja żona która juz na pierwszym kilometrze wbiegając w głębokie błoto pogubiła swoje oba buty.
Wiec musiała sie wrócić po nie znaleść je, ubrać całe obłocone i dobrze sciągnąć sznurówki i nadrabiać utracony czas :-))

Jesli chodzi o mnie to cały bieg przebiegłem tak jak chciałem i zakładałem może na 8km brakowało mi siły ale był tam długi i wysoki podbieg wiec troche mnie zatkało.
Ale bieg rozpocząłem ostrożnie chociaż na pierwszych 3 kilometrach nie schodziłem poniżej 4.20min/km, ale tym razem śledząc czas zwolniłem świadomie ponieważ wiedziałem ze czeka na mnie jeszcze kilka ostrych i męczących podbiegów wiec nie chciałem przesadzić ponieważ trudności i zmęczenia zawsze przychodzi po 70% trasy. I tak było i tym razem kiedy na 8km zobaczyłem wysokie wzniesienie bardzo wąska scieszka, mysli sie kłębią i wtedy bardzo łatwo sie poddać bo nogi z waty, siły brakuje i tylko głowa i mentalność Twoja jaka dysponujesz pozwala Ci nadal przebierać nogami i dodając energi duchowej nabierasz siły fizycznej z ukrytych pokładów ( a takie zawsze sa) wydobywasz resztki sił i brniesz w błocie, mokry pod gore i pod gore i wypatrując szczyt tylko możesz sie domyślać ze tam na gorze czeka ma Ciebie ponowny zbieg i czas na wyregulowanie oddechu i przyspieszenie tempa i nabrania sił które poprowadzą Cie do mety.
I tak było w moim przypadku po przebiegnięciu 10km odżyłem i ostatni kilometr finishowalem bardzo szybko a ostatnie 300m to w tempie sprinterskim ścigałem sie z jednym z gościem i tylko zacisnąłem żeby i prYspieszajac jesCze bardziej wiedziałem ze uciekając mu coraz szybciej jego morale opadną i sie podda po 50m ścigania :-)), chociaż gość wytrwał w sprincie koło 150m to ostatnia setka należała tylko do mnie i przy kilku osobowym dopingu moich przyjaciół nie poddałem sie i wygrałem z oponentem chociaż nie walczyłem o pierwsze miejsce ani o lepszy czas tylko była to piękna walka samym ze sobą ze swoimi słabościami i to co kocham najbardziej mijając zegar z czasem naciskając stop ma swoim zegarku obdarowuje siebie najlepszym uczuciem szczecia i uczuciem zwyciescy chociaż do samego niego straciłem 13min :-))
Ale tu bie chodzi mi o zwyciężanie wyścigów czy marathonie ale zwyciężanie ze samym sobą i moimi słabościami .
Każdy bieg to bieg wolności i niezależności :-)) prawdziwy freedom.

Dobranoc

Chris Wiciak
:-))

Thursday 8.01

Dzis był taki dzień ze od razu jak wstajesz czujesz ze bedzie super i z optymizmem schodzę na dół z sypialni i zaczynam żyć :-))
…rano 5.40am 6stka Widera , dopiero początki bo to dzień czwarty ale mięśnie brzucha zaczynam odczuwać:-))

Dzis cały dzień zastanawiałem sie jak pobiec w najbliższym sobotnim biegu, jaka obrać taktykę bo w zeszłym roku bieg ukończyłem ale poległem z taktyka i ostatnie dwa kilometry umierałem i brakowało mi siły fizycznej w nogach!!
Poprostu był to mój taki pierwszy bieg i pierwsze 3km pobiegłem jak wariat za kumplem który biegł juz 5raz!!
Jesli chodzi o zawody to jest to 3G Series Run o długości 10,5km , może nie długi ale haczyk jest taki ze bieg odbywa sie totalnie „off road” w lesie po bagnach, błocie i PPD górkę!! Momentami trzeba sie wspinać bo mie da sie wbiec na gore.
Po 10km jestes totalnie przeniknięty, w błocie i totalnie wykończony.

Wiec mysli mi Sue kłębiły w głowie aby obrać jak najlepsza taktykę i poprzez to poprawić swoj czas z poprzedniego biegu.
Musze dodać ze smaczku mi dodaje ze w tym roku wystartuje razem z moja Żona :-)) , bedzie to juz drugi raz kiedy startujemy razem, ponieważ w grudniu przed światami brałyśmy razem udział w biegu 11,5km ulicznym ale z tego 5km było bardzo pod górkę.
Ukończyłem z czasem 50min a żona z 1.02H
Bardzo dobrze biegło mi sie z myślą ze Żona biegnie tez ze mną, chociaż ze Kasia biegnie innym tempem i nie biegniemy kolo siebie ale jej obecność jeszcze bardziej mnie mobilizuje w czasie biegu. Wiec jej obecność i uczestnictwo w sobotnich zawodach jeszcze bardziej mnie cieszy i dodaje energi.

Dzis obawiałem sie tego biegu ponieważ wczoraj na treningu strasznie cieżko mi sie biegło a byl to spokojny trening 8km w tempie wolnym 4.50min/km ale na 4km strasznie mnie zatkało a po 5km myślałem ze bede wymiotował ale koncentracja zebranie mysli i dobiegłem do końca ale byłem naprawdę zmęczony, troszkę zaniepokojony moja dyspozycja.

Dlatego dzis z duża uwaga podeszłem do treningu ponieważ miałem wykonać 8km w 4.50min/km a pozniej ostatnie 4km w tempie 4.20min/km co dla mnie to juz naprawdę robi sie szybko :-))
Jesli to by miało byc wczoraj to bym nie wykonał tego interwału ale dzis był inny dzień i od ranna to czułem wiec musze powiedzieć ze pobiegłem dzis z lekkością i po 8km przyspieszyłem według umowy o 30sek i tylko pierwszy kilometr był trudny ale pozniej na 11km i 12km jeszcze bardziej przyspieszyłem i biegłem w tempie 4,15min/km – prawde mówiąc nie powinnienem tego robic tylko trzymać sie zakładanego treningu ale przed sobota chciałem troche wiecej z siebie dać.
Jutro dzień wolny od biegania ale rano Waider i wieczorem ide na Gym aby troche wzmacniać swoje mięśnie i lekki fitnes nie zaszkodzi.
Ciężarów wielkich nie dźwigam aby nie przybrać zadusi na masie co pozniej może przeszkodzić mi w bieganiu.
Wiec siłownia tylko 2-3 razy w tygodniu ale tylko na wzmocnienie mięśni i rozciągnięcie ciała.

Jutro Friday wiec za duzo ludzi nie bedzie bo zaczynaja weekend wiec bedzie luz :-))

Miłego
Chris Wiciak

06.01.15 poczatek treningu.

dzisiaj 6 Styczen 2015 w Polsce swieto Trzech Kroli a u nas zwykly dzien pracy, ale dla mnie tez maly dzien do celebracji duchowej bardziej niz spontanicznej poniewaz rozpoczynam na powaznie trening biegowy ktorego uwiecznieniem ma byc Virgin London Marathon.
Wlasnie wczoraj zakonczylem rejstracje do biegu i juz napewno wystartuje w jednym z najwiekszych maratonow na swiecie, w swiatowym tourze najwiekszych maratonow na swiecie !!!!!
orginalna nazwa : WORLD MARATHON MAJORS mamy ich kilka: Tokio, Boston, London, Berlin, Chicago,New York.

W zeszlym roku 28 Wrzesnia pokonalem swoj pierwszy marathon w Berlinie, przezycia i historie o tym dniu opowien w osobnym poscie bo jest o czym opowiadac.

Ale Londynski maraton to nie docelowa moja impreza, w tym roku moje cele siegaja w strone triathlonu poniewaz w zeszlym roku krok po kroku pokonywalem progi triathlonow i zaczalem od sprintu czyli 500m plywanie, 20km jazda rowerem, 6km bieg, nastepnie byl standartowy triathlon 750m plywanie, 25km jazda rowerem, i 6km bieg,
pozniej pokonalem triathlon Olimpijski czyli 1500m plywanie, 40km jazda rowerem, 10km bieg. i na triathlonie olimpijskim zakoncztylem w zeszlym roku moje poczynnania w tej dziedzinie,
Dlatego w tym roku chce podejsc do WYZWANIA ROKU i pokonac swoje slabosci i pokonac HALF IRONMAN 1.9KM plywanie, 90km jazda rower, 21.1km bieg!!!!
to ma byc koniec Maja 4 tygodnie przed Londyn Marathon .;-0)))

Triathlon dal mi nowe wyzwania i pokazal ze granica wytrzymalosci u mnie jest nie znana i za kazdym razem kiedy mysle ze juz sie nie da , ze nie mam juz sil i zaraz padne, okazuje sie ze zbieram mysli i sile i pokonuje nastepne kilometry i metry i dobiegajac do mety i osiagajac dany cel w danej chwili otrzymuje najwieksze i najlepsze uczucie jakie jeszcze nie doznawalem przez cale swoje zycie!!!!
Nie da sie tego opisac uczucia co czuje czlowiek dobiegajac do mety maratonu i ile mysli na secunde sie roi w glowie!!!

dzieki temu uczuciu jakie odbieram i odczowam na mecie biegow lub na mecie treningu , nadal to robie i brne glebiej i glebiej i mysle ze bieganie staje sie powoli moja obsesja bo napewno nie jest to chwilowe zauroczenie poniewaz trwa to juz dwa lata i chce mi sie coraz barzdziej i bardziej, a co za tym idzie moja kondycja fizyczna zmienila sie o 360 stopni, nie czuje ze w tym roku bede juz 40 letnim gosciem,
czuje ze zyje i ze te 40 lat to dopiero poczatek drugiego zycia jakie przyszlo ktoregos dnia i spadlo na mnie jak gruby ociazaly i zaspany lezalem na wygniecionej sofie jedzac kebaba i przelanczajac z kanalu na kanal myslalem ze juz nic do zycia nie jest mi potrzebne.

Bylem bardzo biedny i otepialy w swojej wizji swiata i zytcia w nim.
dzieki komus lub czemus cos mnie tknelo i podnioslo moje tluste dupsko i kazalo to zmienic.

dzis bardzo dziekuje sobie ze przeszlem kilka miesiecy meczarni w ratowaniu mojego fizycznego ciala a nastepnie rozpoczalem cos nowego i innego niz dotychczas robilem.

Ale wracajac do terningu to wlasnie dzis rozpoczalem solidny 6x w tygodniu trening biegowy aby dobrze przygotowac sie do marathonu w Londynie oraz do innych imprez ktore mnie czekaja w tym roku, a rok zapowiada sie naprawde na bogato.

dzis wtorek trening zaczal byc wymagajacy , najpierw 8km w czasie 4.50min/km nastepnie 10x 100m sprint 3.20min/km i ostatni 11 sty km ponownie spokojny bieg.
piewsze 5km spokojnie bylo pozniej bylo ciezko bo 1km ostro pod gorke na Hanger Lane w tempie jadacych wolno w korku samochodow:-) a nastepnie sprint po 8km..
po piatym sprincie myslalem ze wyzione ducha, strasznie mnie zatkalo ale troche lepiej poczulem sie na 8 probie i zakonczylem trening wedlug planu i zakladanymi czasami ;-))
Uczucie to samo – najwieksza radosc i piekne uczucie szczescia , nieocenione i nie do opiania oraz nie do zrozumienia dla kogos kto tego nie doznal.

Jutro nastepny trening ale zanim dotego dojdzie to rano 5.35am trzeci dzien treningu 6stki waidera.

wiec lece spac bo juz 11.25pm a dla maratonczykow najwazniejsza rzecz to sen, dlugi sen.

do uslyszenia soon
Chris Wiciak