Chris Wiciak

Rok Biegania 2015 w trylogi Chrisa Wiciak

Minęło kilka dobrych miesięcy od ostatniego mojego postu, ale zbierałem sie juz kilka razy a nawet zacząłem kilka razy juz pisac ale zawsze coś mi przerywalo i nigdy nie moglem dokończyć. Tym razem postanowiłem ze opisze te 8 miesiecy w trzech fazach aby nikogo nie zanudzać jednym długim postem, a opisac to co sie wydarzyło najważniejszego w tym roku 2015.

Pomimo ze rok kalendarzowy sie nie skończył a mi pozostało jeszcze dwa biegi w tym miesiacu postanowiłem zakończyć rok biegania na koniec listopada poniewaz od  01 Grudnia rozpocząłem przygotowania do zawodow w 2016r i juz teraz każdy dzien jaki spedzam na treningu jest podporządkowany danemu wydarzeniu jakie beda w 2016roku.

 

Ale wracajac do ostatniego posta i to co wydarzyło sie nastepnego dnia 26/04/2015 nie zapomnie do końca życia.

Virgin Money London Marathon 26 April 2015 – do tego dnia przygotowywałem sie prawie 5 miesiecy i podszedłem  do tego biegu bardzo poważnie i emocjonalnie.

Przecież bieglem w mieście gdzie mieszkam z rodzinna juz 16lat i właśnie tutaj chciałem aby wszystko poszło tak jak sobie zalozylem  i przede wszystkim abym nie doznał strasznie bolesnych  skurczy po 35km jak było 7 miesiecy wczesniej w Berlinie. Juz teraz wiedziałem ze tak to sie stało ponieważ nie bylem wystarczajaco przygotowany do tego Marathonu, wiec nie popełniając tego samego błędu trenowałem cześciej i wiecej i troche inaczej.

Dzień zawodów…wstaliśmy wczesnie rano z kolega który nocował u mnie. Tradycyjnie zjadłem porich na mleku almondowym i wypiłem sok z burakow czerwonych i spakowani pojechalismy komunikacja miejsca na start. Od rana wszedzie było ludzi jadących  w tym samym kierunku co my … najpiękniejsze jest to ze każdy jechał zadowolony uśmiechnięty, nie widac było stresu na twarzy u ludzi którzy za chwile mieli przebiec piekielny dystans, wylewać poty i walczyc z bolem  i zmęczeniem…to jest wlasnie fenomen biegania, bo każdy wie ze na końcu tej drogi czeka nagroda w postaci mety i  najpiękniejsze uczucie jakie doznajemy tylko podczas wbiegniecia na mete, wraz z przebiegnieciem tego punktu z jedna chwila zapominamy o bólu ( pojawi sie ponownie za kilka minut) pojawia sie wzruszenie, radość i tak jak w moim przypadku lzy szczęścia  i gęsia skora, staje sie najszczęśliwszym człowiekiem  na świecie i takie coś nie kupisz nigdzie i nie ważne ile by miało kosztować bo tego nie da sie kupić,  to trzeba przeżyć.

Wracajac do biegu to bylem przydzielony do stefy 3:30:00 chodz trochę na wyrost wpisalem w aplikacje wynik jaki chce osiagnac ale jesli cele to w miare wysokie ale w miare swoich możliwości. Przyjaciel William wpisal sobie 3:00:00 wiec startował całkiem gdzie indziej i w innej grupie z innego miejsca. Wiec po osiagnieciu docelowego miejsca startu przebralem sie oddalem torbe do depozytu i 15min rozciąganie i pózniej przebieżki i rozgrzanie ciała, ponieważ tego dnia pogoda deszczowa i pochmurnie.

Masowy start odbył sie 10am, moj start nastąpił 10.13am czyli niecały kwadrans po wybiegnięciu Elity Kenijczyków, –

pierwsze 5km sprawdzam jest 23min troche za szybko jak na marathon, lekko zwalniam tempo spada mi na 10km na 4:55min/km i nastepne 5km przebiegam w 25min, i tak kolejne 5km , na 20km mam czas 1:38:05 czyli biegne w miare swoim tempem, half Marathon czyli 21,1km czas 1:43:25 czas zadawalajcy, zmeczenia za bardzo nie czuje , biegne spokojnie i kontroluje czas. Wczesniej na 18km szukalem wzrokiem syna i zone bo tam sie umówiliśmy ze beda stac po raz pierwszy ale nic z tego, za duzo  kibiców i doping jaki był tego dnia nie pozwolil mi na usłyszeniu moich bliskich.

..ale naprawde ludzie w Londynie umia dopingowac uczestników ponieważ raz za razem ktos krzyczy do Ciebie i dopinguje, starsznie to buduje wewnatrz czlowieka i dodaje energi jak poranne expresso. Przebiegam  następne kilkometry odżywiam sie z godnie z planem od 13km gdzie minęła pierwsza godzinna co 5km zazywam energetyczny żel z coffenina i na ostatnie kilometry mam przygotowane podwójne doładowanie czyli prawie sama coffeina ktora ma mi pomoc dobiec do mety. Wodę pije co 8km nie moge za często bo tym razem nie przewidzialem pit stopu na wydzielanie żadnych polynow tylko przyjalem strategie ze żelki do spożywania,  a woda mocze usta i ciało i probuje jak najmniej wlewać do organizmu wody, co dla mnie osobiscie jest to utrudnione poniewaz nie umie w czasie biegu kiedy jestem zmeczony przełykać wode, żelek energetyczny udaje mi sie ponieważ to mniej ciekła substancja i wolno dawkuje i w ten sposób odżywiam swoje cialo.

Dobiegam do 30km, psychologiczna granica dla maratończyka, powstały juz legendy na temat ściany  po 30km jakiej doznaje maratończyk i dystans który dotychczas był przyjemny staje się pieklem dla mięśni i Twojego ciała. Wiec spoglądam na zegarek 2:26:21 czas bardzo dobry jak dla mnie i ostatnie 5km przebiegnięte w 24min. Aplikuje sobie nastepnego żelki SIS elegetycznego i zbiegajac lekko z gorki zastanawiam sie czy moje łydki wytrzymają następne 12km jakie mi pozostalo??….ale słucham swojego ciala a one mowi mi….

biegni chlopie biegnij, nie zwalniaj czujesz sie dobrze i masz siły. Kilometr 35 czas 2:50:00 czyli w 24min znowu przebiegam kolejne 5km, tu przypominam sobie Berlin Marathon gdzie padlem pierwszy raz i dostałem wiekich skurczy lytek, ale biore nastepny żel i postanawiam utrzymać tempo 4:50min/km i nawet w miare możliwości przyspieszam do 4:45min/km , wiem ze zostało mi juz tylko 7km ale teraz kilka podbiegów pod wiaduktami centrum Londynu i zaczynam odczuwać trudy biegu, w jednym momencie wbieglem w nie dlugi tunel, spoglądam na zegarek a tu nagle pokazuje tempo 6:10min/km!!!! przyspieszam ale myśle przecież to nie możliwe, czuje tempo i wiem ze biegne naprawdę szybko, podenerwowany wybiegam z pod tunelu nagle Garmini zaczyna łapać satelite i pokazuje 4:40min/km i wiem ze to zanik sygnału GPS byl przyczyna chwilowego zastoju mojego zegarka. Biegnę dalej w zdluz Tamizy ludzi od groma, krzyki wrzaski i doping ….bardzo zmeczony biegne dalej i utrzymuje tempo a pomagają mi inni biegacze ktorych mijam i widze ze bardzo duzo ludzi juz nie ma sily dalej biec, rzesza ludzi idzie juz nie biegnie ponieważ rozpoczeli za szybko i teraz placa cenne za ambitne tempo na poczatku, ,marathon wypatrza wszystkie drobne błędy, wiec natchnieniem słabości innych biegaczy probuje biec jak najszybciej!!!!! ….Dobiegam do 40km jestem juz naprawde wyczerpany ale nie czuje znaków skurczy to dobry znak, biore ostatnie podwójne paliwo, po chwili doznaje lekkiego szoku ponieważ ten żelek naprawde posiadał sama coffeine i to w bardzo dużej dawce, zaczyna mi sie krecic w głowie i mam chęć  wymiotować ale widze stacje z woda mocze usta polewam sie woda i walcze z każdym metrem z każdym krokiem biegowym. Mijam Big Ben zostaje 1.5km do mety niby blisko a zarazem bardzo daleko, jesli ktos biegl juz taki dystans to wie ze te ostatnie 195metrow po 42km przebiegnieciu jest strasznie długie. Biegne dalej naprawde przychodzi mi mysl zwolnij nie dasz rady takie tempo utrzymać , mam pełna głowę myśli , widze 800 metrow do mety i po lewej stronie piekny palacyk Królowej Backigham Palace wic wiem ze to juz tu zaraz bedzie meta tylko pozostaje mi dobiec do fontany która jest naprzeciw palacu i ostatnia prosta ostatnie 500metrow,-  mijam Palac Elki ,-

…dzień prędzej myślałem ze finiszujac tam bede spogladal czy nie stoji starsza Pani z Great Britan flaga i nie macha i dopinguje takich malutkich ludzi jak my 😉 ale rzeczywistość byłaby inna,  wbiegając na ostatnia  prosta mialem gdzieś krolowa i jej flage ponieważ zobaczyłem napis Finish a nad nim zegar który pokazywal w tym momencie czas, spoglądam na swoj zegarek i widze 3:25:00 !!!!jestem bardzo zadowolony ale oczywiscie przyspieszam i sprint do mety aby wygrać z czasem i ze swoimi słabościami, jeśli jeszcze 300metrow wcześniej mialem zwątpienia czy nie zwolnic i dobiec wolniej to w tym  momencie dostaje potężnego kopa energi i wiem ze bede mial bardzo dobry czas nawet o takim nie myslalem, liczylem najlepszy na 3:30:00  a tu wiegam na mete z szybkością Usain Bolta stopuje zegarek i widze 3:26:19!!!!! to co otrzymuje w tym momencie od natury to można by ksiazke napisać, ale właśnie po to spędzam na przygotowaniu do takiego biegu  200-300 godzin aby teraz zebrać plony, Lzy lzy i jeszcze raz lzy i okrzyk radosci i małe przekleństwa ze dalem rade!!!!!!!!!!!!!!!!

Odbieram medal, ściskam jakaś dziewczyne która mi wrecza i ide po odbior torby, predzej kilka zdjec ludzi którzy stoja za meta.  nastepnie podążam do punktu spotkania sie z moim Kolega Willem oraz zona i przyjaciółmi których tego dnia kilku dopisalo pomimo nienajlepszej pogody.

Spotykam kolege Willama i gosc oznajmnia mi ze wygralem z Willem o 21sec!!!!!!!!!!!! slucham go i nie wierze co gość mówi, jak ja???? przecie William to gość kozak , zrobil kilka ironmenow i to w tempie zdumiewajacym, na pół marathonie miesiąc temu przegrałem z nim o 3min a tu marathon i ktoś mi mówi ze lepszy o 21sec. wow a smaczku dodaje fakt ze William na 30km był szybszy oddemnie o 5min!!!!!!!!!!!!! a ostatnie 5km nadrobiłem kolejne minuty i wygrałem o 21 sec…i teraz juz wiem ze następnym razem jak bede biegł to napewno nie pójdę na sikanie bo jakbym to zrobil to byłbym za nim i nie darowałbym  sobie tego !!!! Spotykam rodzinne i przyjaciol i wszyscy idziemy na wspólny obiad. Mijają  kolejne godzinny i wracajac do domu widzimy ze ludzie jeszcze biegną i walczą ze soba i upacie brną do mety aby poczuć to co ja!!!!

Virgin London Marathon zakończony powodzeniem . Chce wszystkim podziękować za słowa otuchy i wsparcie jakie otrzymałem przed, podczas i po biegu, i wszystkim którzy także  wsparli organizacje Get’s Kids Going poprzez która bieglem i zbierałem fundusze na dzieci niepełnosprawne a które tak jak ja chcą uprawiać nadal jakieś sporty.

Kończąc Matathon londynski pozostaje mi 8 tygodni do głównego mojego celu roku 2015, czyli do przebiegnięcia, pokonania  Half IronMan  czyli 1.9km pływanie, 90km jazda rowerem i 21.1km bieganie a to wszystko opisze w poście no2 juz wkrótce .

pozdrawiam Chris Wiciak

(Na odwrocie koszulki był dopisek „fast” ;-)))    )

 

IMG_0001

..36godz. przed London Marathon !!!!

Jeszcze kilka godzin i stanę na starcie wsród 60 tysięcy maratończyków, biegaczy i normalnych ludzi takich jak ja dla których taki Marathon to wydarzenie zyciowe.

Pomimo ze bede biegł ten dystans 42km juz drugi raz to towarzyszący stres i trema jest taka sama albo i większa niż we Wrześniu 2014 toku.

Tym razem biegnę na swoim podwórku w mieście gdzie mieszkam od ponad 16 lat i tym razem zrobić mam to w obecności większej ilości swoich kibiców a orzedewsxtstkim biegnę poprzez charity Get Kids Going która to organizacja zajmuje sue pomocą dzieci niepełnosprawnych które uprawiają rożnego rodzaju dyscypliny sportowe.

Będący sam związany ze sportem przez wiele lat dlatego wybrałem tego rodzaju organizacje bo jeśli mam pomagać komuś poprzez mój wysiłek jaki włożę w biegu to naprawdę chce być z ta organizacja jakoś zwiazany.

Chciałem także podziękować wszystkim którzy wpłacili jakiekolwiek pieniądze na moje konto charity które to powędrowały dla potrzebujacych małych i młodych pociech.

Naprawdę jestem wdzięczny wszystkim którzy tak licznie mnie wspierają i dzięki tym słowa otuchy dodają mi wiary ze niemożliwe staje sie możliwe.

Ale wracając do samego biegu i mojego przygotowania to ostatnie kilka tygodni było intensywne ale bardzo stresujące ponieważ ostatnie dni treningu niby przebiegały zgodnie z planem ale zaczęły mi dokuczać bóle ścięgna lewego piszczela która w ostatnim tygodniu bolało mnie kilka razy i za każdym razem zawsze na pierwszych 10km a pózniej z czasem puszczało i przechodziło. Ostatnio sie zastanawiałem czy to mentalnie tak sie nakręciłem ze sie boje i szukam sobie chorób w sobie czy zeczywoscie coś mam. 

Dziś przebiegłej ostatni raz jogigngowo 8km aby nogi sie nie zastygły i bólu ścięgna nie czułem ale tym razem ubrałem nowe zakupione compressora skarpetki które miały mi jeszcze bardziej pomoc a co sie okazało ze juz po 2km strasznie mnie zaczęło kłuć i jak dobiegłem do domu to okazało sie ze zaczęły mi sie robić odciski!!!!

Jestem trochę przerażony takim stanem ponieważ wszystko naprawdę mam juz przygotowane, ułożone, rozpisane wszystkie kilometry biegu z czasami i zaplanowane od A do Z.

Numer na koszulce 39093 to będzie mój szczęśliwy numer i obiecuje ze zrobię wszystko na co będzie mnie stać aby w niedziele 26.04.15 stanąć na starcie i przebiec ten morderczy wyścig w jak najlepszym czasie i obiecuje sobie ze przedewsztkim zrobię wszystko aby ten Marathon ukończyć!!!!

Jestem juz strasznie poddenerwowany i stres coraz większy ale wiem ze jak zrobię tak jak zakładałem intak jak trenowałem to wszystko sie ułoży i zakładany cel osiągnę. 

Juz nie mogę sie doczekać startu i juz biegnąc nie raz wyobrażałem sobie jak wbiegłam w ostatnia prosta The Mail koło domu Elki Buckingham Palace i z całych sił finiszuje sprintem i wbiegam na metę!!!

Pogoda ma dopisać bo nie ma być za gorąco i ma być przelotny deszcz. Taka pogoda myśle ze bardziej będzie mi sprzyjać niż przeszkadzać. 

Jutro sobota ostatni dzień przed maratonem i mam zamiar go spędzić bez stresu i relacyjne. Spać tez pójdę jak nigdy czyli przed 10pm bo rano wcześnie trzeba będzie wstać a zamierzam tym razem być wypoczęty i gotowy na starcie. 

Dlatego do usłyszenia po maratonie bo mam zamiar następny post poświecić tylko temu ważnemu wydarzeniu. 

Pozdrawiam i dziękuje za wsparcie 

Chris Wiciak 

Hmm…40 lat minęło …

no to złapała mnie czwórka z przodu,

Dwadzieścia lat temu powiedziałbym ze to juz starość a dzis wchodząc w czterdziestoletnie buty musze powiedzieć ze nawet nie mysle ze to połowa, bo radość jaka czerpie z życia oraz uczucie jakie towarzyszy mi na codzień mówi mi ze to pełnia wieku. 

Pamietam 30 ste urodziny i jak mam porównać siebie teraz a wtedy to musze przyznać ze nadal jestem pełny wigoru i nie czuje wcale ze minęło następne 10 lat.

Dwa lata temu jak postanowiłem cos zmienic w swoim życiu i zacząłem zauważać te rzeczy które dotychczas nie zauważałem i nie sadziłem ze sa wazne. 

Rozpoczynając bardzo aktywny tryb życia po jakim czasie moi synowie stwierdzili ze przechodzę kryzys wieku średniego. Prawde mówiąc nawet sie nad tym zastanawiałem ale to nie kryzys tylko wypełnienie czegoś co mi brakowało czymś czego moja osobowość potrzebowała.

Zawsze lubiłem rywalizacje ale teraz z czasem zrozumiałem ze to nie rywalizacja z kimś tylko z samym sobą. 

Każdego dnia pokonując swoje słabości dostaje dawkę adrenaliny która jeszcze bardziej mnie napędza.

Prawde mówiąc nie myślałem ze dzis przyjdzie chwila na refleksje ale dzisiejszego poranka poczułem jakas nostalgie. Chwila przemysleń i uczucie radości jakie mi towarzyszy dzis.

Kurczę od kilku dni zbierałem sie z napisaniem o statnich tygodniach treningu i rzeczach jakie sie wydarzyły a tu przyszedł dzień urodzinowy i post sie zmienił 🙂

Ale zeby nie zapominać na jakie tematy tutaj pisze wrócę do tematu biegania i do początku miesiąca czyli 8 Marca.

Prawde mówiąc tytuł postu miał byc – … jak ja nie lubię dnia 8 Marca..

A od tego roku juz naprawdę nie bede lubiec tego dnia.

Po pierwsze jesli daje kwiaty Zonie to wtedy jak czuje taka potrzebę a nie w wyznaczonym dniu i jak to robią wszyscy. Dla mnie to nie ma takie dawanie kwiatów znaczenia. Mysle ze nasze kochane połówki sa bardziej zadowolone i radosne jak otrzymają od nas kwiatów wtedy kiedy sie nie spodziewają. 

Druga sprawa to w tym roku 8Marca wypadał w niedziele i tego dnia miałem pobiec w Surrley Half Marathon.

Bardzo chciałem tam byc ponieważ rok wcześniej pobiegłem ponad swoje możliwości  i chcąc dotrzymać tempa mojego dobrego przyjaciela po 10km zgarnęła mnie karetka !!!! Podejrzewali ze to zawał ale po EKG wyszło ze tylko brak cukru i osłabienie organizmu doprowadziło do tego ze moja meta byla w ambulansie. Zły na cały świat a przedewszystkim na siebie postanowiłem ze wrócę tu za rok i juz wiecej mnie takie cos nie dopadnie.

Wiec w tym roku przygotowując sie do London Marathon odrazu wpisałem na tablice moja ze 8 Marca biegnę half Marathon. 

Ale pamiętając co sie wydarzyło rok wcześniej i co mnie zgubiło postanowiłem ze w tym toku bie bede sie kontaktował przed wyścigiem z moim przyjacielem i sam dojadę na wyścig i pobiegnę swoim tempem ale zakładałem ze chce pobić swoja życiówkę czyli 1godz.35min.

W sobotni wieczór jak juz wszyscy poszli spać usiadłem przy kartce papieru i rozpisałem sobie plan biegu, jakie tempo na pierwszych 5km nastepnie po 15km i sprint do mety i tak aby było 1:33 lub poniżej.

Rano wcześniej wstałem i codziena porcja porich i expresso i jazda na wyścig. Wjeżdzając do Guildford minolem kumpla od którego stroniłem tego dnia ale miałem ochotę zadzwoni do niego ale powiedziałem sobie ze zdopingować pi wyścigu.

Zostawiłem samochod gdzies w bocznej uliczce z dała od startu i juz przebrany wyruszyłem na Start biegu. Idąc zastanawiałem sie dlaczego jest tak mało ludzi i jakoś spokojnie, do startu zostało 40min i pobłądziłem troche ale rozpocząłem lekki trucht aby sie nie spóźnić. Po jakimś czasie odnalem kierunek i kiedy zostało 20min do biegu doszedłem do ośrodka gdzie miało sie wszystko zaczynać ale bardzo mało ludzi tam było wiec pytam gościa gdzie jest start half Marathonu?? A chłopina mi mówi ze w tym roku wyścig zaczyna sie w Woking a kończy w Guildford!!!!!

Kur…wa pioruny przeszły po mnie jak to usłyszałem!!!!

Okazuje sie ze co roku wyścig startuje na przemian!!

Takie to ku…angielskie zeby coroczny Marathon odbywał sie w innym miejscu!!! Zawsze wszystko maja na odwrót!! Po usłyszeniu tego podjąłem próbę dzwonienia na Taxi i zeby mnie zawiozła do drugiej miejscowości która leżała 10km dalej. Nic z tego ponieważ była niedziela i pierwszy Cab był za 30min!!!!

Totalna porażka, zawód na całej lini!!! Moja złość była w zenicie!! Przecież ja byłem gotowy na 1:33 lub szybciej ( tak myślałem) a tu taki zong.

Dump and Dumper przy mnie to nic wielkiego. Zachowałem sie jak totalny idiot !!!!

Rozczarowany wróciłem do domu gdzie wlasnie z trasy wróciła moja żona która tego dnia miała w treningu 22km biegu. Ona radosna pi przebiegnięciu swojego biegu i ja człowiek idiota który poszedł pobić rekord i pobił rekord głupoty!!:-)))

Jak ja nienawidzę 8 Marca!!!!

Zeby tego było mało wieczorem dowiaduje sie ze mój promotor biegania William przebiegł ten half Marathon w 1:33:35 i od 15km oglądał sie za sobą w poszukiwaniu mojej osoby bo wiedział ze tego dnia była chyba jedyna szansa abym mogl go dogonić i wygrać z nim :-))

Ale co nas nie zabije to nas wzmocni i ze każda porażka przybliża nas do sukcesu z takim postanowieniem kontynuowałem treningi i czekałem na następna okazje do pobiegbiecia na zawodach.

Po 12 dniach dostałem wiadomość (Friday wieczór) ze moge wystartować w Reading Half Marathon ponieważ  Willa kolega doznał kontuzji w piatek i zrezygnował wiec zrobiło sie miejsce dla mnie!!’

Tym razem juz w sobotę pojechałem do Willa i nocowałem u niego i razem rano pojechaliśmy na half Marathon. Pogoda była piękna słońce temp.12 stopni idealna do biegania.

Na start poszliśmy razem :-)) stanęliśmy zaraz za Kenijczykami  aby wystartować w pierwszej grupie która biegnie 1:30 lub szybciej. Ja wychodzę z założenia jesli sue uczyć to od mistrzów wuec jesli biegać to z najszybszymi, wole byc słaby w najmocniejszej grupie niz najlepszy wsród najwolniejszych :-))

Ale zakładałem ze za Willem tym razem nie biegnę:-)) . Wystartowaliśmy pierwsze 2km chyba troche za wolno bo 4:10min/km i 4:30min/km, dlatego William przyspieszył na 4:05 ja przyspieszyłem na 4:10.

Trasa była na początku płaska momentami nawet z górki gdzie schodziłem poniżej 4min ale na 13km było kilka poważnych podbiegów i dopadł mnie kryzys i tempo mi spadło na 4:30 przeszło dopiero po 15km i próbowałem przyspieszyć na 18km czułem sie naprawdę dobrze i według pomiarów moich miałem tempo na 1:32min.

Dobiegłam do 20km tempo 4:17 jest dobrze mysle, długa prosta prosto do stadionu na którym był finish. Przyspieszam chociaż juz czuje duże zmęczenie ale wiem ze moge wiecej. Widze znak 1000m do mety spoglądam na zegarek wychodzi ze bedzie poniżej 1:33 biegne dalej przebiegnąlem 400m nagle widze znak 800m do mety!!!!!! Mysle o co tu chodzi???! Strasznie sie zdenerwowałem bo tu człowiek biegnie aby czas poprawić życiówkę zrobic a tu takie oszustwo!!!

Wbiegam na stadion speaker krzyczy ludzie dopingują atmosfera jak w starożytnym Rzymie na walce gladiatorów ( oprócz speakera), spoglądam na czas bedzie zyciowka, wylanczam 7 bieg i sprintem tempo 2:30 mijam kilka osób które sa przeddemna!!!

Wpadam na metę troszkę przymroczony tym 200m sprintem ale spoglądam na zegarek jest zyciowka poprawiona o 2min 1:33 pięknie.

Zadowolony spoglądam spoglądam na Willa który czekał na mnie, tym razem William przybiegł w swoim tempie 1:30 wiec pozostaje mi jeszcze tylko 3min a zarazem bedzie to granica która mam nadzieje ze pobije jesZcze w tym roku. 

Zejść poniżej 90min na 21,1km to juz piękny czas. Statystycznie w każdym takim biegu na tym dystansie tylko. 5% biegaczy schodzi poniżej. I ja bede w tych 5% jeszcze w tym roku bo małymi krokami osiągnę zakładane cele a pomaga mi w tym wiara!!! i i mój charakter który nie pozwoli aby byc w tyle.

Dzis wtorek 31 Marca normalny dzień treningu którym rozpoczynam kolejny tydzień. W Poniedziałki zawsze mam wolne ponieważ niedziela to czas na dłuższe dystanse :-)) i tak było i tym razem, pozostało 4 niedziele do Marathonu i czas przyszedł abym sie zmierzył z Long Run, plan treningowy przewidywał 30km w last sunday ale ze względu na Reading Half Marathon przesunąłem na ostatnia niedziele.

Pobiegłem na tempo Marathonu jakim zamierzam biegnąc czyli 4:50min/km i to musi byc średnia 42km195m. Zadanie ambitne jak na mnie ale po to trenuje aby pokonywać swojej granice wytrzymałości. 

Wiec w niedziele rozpocząłem spokojnie od 4.38min/km ale po 5km starałem sie zwolnić do zakładanego 4:50. Przez pierwsze 12km non stop padał deszcz i temperatura 6stopni i wiatr co naprawdę nie pomagalo mi.

Ale energy Gel na 12km pomógł następny był na 18km gdzie dobiegłem do punktu zawrotu i powrót do domu :-)) na 25km ponownie energy gel u tak dobiegłem do 30km a ze mój dom Nahdowal sie jeszxze troche dalej to kontynuowałem bieg chociaż ostatnie 1,5 kilometry to cały czas pod górkę i ostatnia prosta 500 metrów to juz w dół ;-)) 

Dystans przebiegniety 32km200metrow czas biegu 2:34:25

Musze przyznać ze jak na taki dystans moje łydki naprawdę dały radę  i nie czułem az takiego zmęczenia jakiego oczekiwałem. Jesli podczas Marathonu nic mi sie nie przydazy i bede sie czuć tak jak ostatniej niedzieli to brakujące 10km dam radę przebiec w normalnym tempie i osiągnę czas jako sobie założę. 

Dzień mija a ja nadal nie czuje ze mam 40 lat hehehhe pozdrawiam

Chris Wiciak

Trening moj przeciwko otaczajacym mnie pokusa… 03.03.2015

Jest juz poczatek marca i czas biegnie nie ublaganie, mijaja tygodnie jeden za drugim…ale ja chce sie cofnac do stycznia i lutego poniewaz poczatek tego roku w naszej rodzinnie obfituje w uroczystosci urodzinowe i specjalne okazje.
i tak pod koniec stycznia starszy syn Dorian obchodzil swoje 18ste urodzinny a ze to specjana data
wiazalo to sie z przyjazde rodzinny do naszego domu.
Normalnie i zawsze bardzo sie ciesze jak ktos nas odwiedza ale tym razem obawialem sie ze jak rodzinna posiedzi kilka ladnych dni to odbije sie to na moich treningach poniewaz kazda taka wizyta wprowadza dyskrukcja w naszym codziennym zyciu.
i bylo tak i tym razem, najpier odwiedzil nas chrzesny syna z zona ale pomimo ich pobitu dzielnie sie trzymalem planu treningowego i nie poddalem sie pokusa aby oposcic trening i isc gdzies out.
za kazdym razem jak przychilem do domu odrazu pierwsze kroki kierowalem po buty i szybko wychodzilem aby wykonac zakladany trening.

nastepnie na poczatku lutego przyjechala nastepna partia gosci tym razem rodzice i tescie i stacjonowali 10dni.
pomimo napietego grafiku w ciagu dnia udalo mi sie pogodzic wizyte i impreze urodzinnowa a moje teningi.

ale przyszedl 12 Luty gdzie moja kochana zona obchodzi swoje uodzinny i by nie bylo z tym problemu jakby nie to ze w tym roku to okragla rocznica i 40lat nie moglem potraktowac obojetnie wiec pomimo bolu oposcilem dwa dni treningu od czwartku do niedzieli.
ale powiedzialem sobie ze takie urodzinny nie sa na codzien wiec przezylem to w miare.
nastepnie mialem ruszyc po weekendzie do treningu i tu nagle dopadlo mnie jakies chorobsko !!! bylem nie milosiernie wkur… na wlasna osobe ze teraz oposzcze nastepne dni treningu… wiec podjalem probe treningu ale problem polegal na tym ze mialem chyba grype zoladkowa i co 30min musialem leciec na dwojke. co w czasie biegu nie jest konfortowe i malo wykonalne .
wiec bardzo zly odposcilem nasatepne 4 dni treningu… ale aby nie wracac do tego co bylo w planie treningowym postanowilem przekreslic te treningi i w sobote przebieglem 10km lekko po kilku dlugich dniach przerwy i musze powiedzic ze bardzo dobrze mi sie bieglo.. ale na drugi dzien w niedziele czekal na mnie wedlug rozpiski ciezki trening poniewaz byl to long run 25km z tym ze piewsze 20km w tempie 4.50min/km i nastepnie ostatnie 5km w tempie 4.15min/km co oznaczalo dla mnie naprawde szybsze tempo biegu i to juz po pokonanych 20km.

ale powiedzialem sobie ze sprobuje wyzwaniu i w wietrzysta niedziele wyruszylem z rana….
najpierw ustawilem navigacje w glowie aby nie bladzic lub biegac w kolko i kilka minut rozciagniecia i ruszylem troszke zaniepokojonym moja dyspozycja poniewaz kilka ladnych dnie nie biegalem wcale…
..jak to umnie bywa potrzebuje 6-8km aby sie dobrze rozgrzac i aby poczuc pierwsze poty na plecach ale bieglo mi sie dobrze i w tempie o 10-15 sek szybszym niz powinnieniem ale jak juz to u mnnie bywa zawsze moja ambicja zwycieza z rozsadkiem ;-)))
…na 15km poczulem kucie w brzuchu i odezwaly sie demony w moich jelitach, odrazu pomyslalem ze musze ukonczyc bieg i zadna sila mnie nie pokona…przestalem o tym myslec i skoncentrowalem sie na czasach jakie osoagalem na przebiegnietych kilometrach, i weszcie przyszedl ten 20 km gdzie trzeba bylo przyspieszyc i ruszylem odwaznie;;;;
pierwszy kilometr ostroznie 4.20min/km nastepnie troche przyspieszylem i moj Garmini pokaz mi 4.13min/km, utrzymywalem wysokie tempo na nastepnych dwoch kilkometrach a na ostatnim poszlem na calosc i pobieglem na 4.00min/km co malo kiedy mi sie zdaza aby na 25km biec w tempie na 10km.
dobieglem naprawde zmeczony ale to dodalo mi jeszcze wiekszej satysfakcji ze pomomo ze dystrukcja treningow wydazyla sie na pewien czas ale nie odcisnelo sie az tak bardzo na mojej dyspozycji i kondycji.

Nastepne dni biegania juz odbywaly i odbywaja sie z usmiechem na ustach i w tamym tygodniu przeszedlem naprawde ciezkie i szybkie interwaly gdzie przy dystansie 16km szybkie interwaly byly w tempie 3.20min/km co daje to okolo 90% mojej szybkosci …
ale zawsze po takich ciezkich biegach czuje ze naprawde mam moc w nogach i jak tak dalej pojdzie i nic mnie nie dopadnie to powinnienem sie przygotowac do London Marathon wedlug zakladanego planu.

Wczoaj w niedziele odmienilem trening i poszedlem na gyma na spina … klasa spina to cos pieknego, 60min totalnego wycisku na roweze gdzie pot leje sie ze mnie jak nigdy. tak intensywny trening jest mi potrzebny na wzmocninie miesni brzucha a przy okazji musze zrzucic troche tluszczu na brzuchu ktory mi dokucza i denerwuje.

dzis poniedzialek rozpoczynam nastepny tydzien treningow ktory zakoncze w niedziele w Half Marathon w Surrey w Guildford. obecnie jestem w takim momencie przygotowan ze moze nie pobiegne po swoja zyciowke na tym dystansie ale jak przebiegne ponizej 1:40:00 to bede zadowolony.
wszystko zalezec bedzie jak przebiegne pierwsze 10km i ile sil mi pozostanie na reszte wyscigu a do tego pogoda gdzie ostatnio nas nie rozpieszcza i jest deszczowo i bardzo wietrzyscie,
ale mam nadzieje ze w niedziele bedzie w miare nomalnie i spokonie przebiegne polowe marathonu i bedzie to dobry trening.

podsumowujac dzisiejszy temat musze powiedziec ze jest naprawde bardzo trudno utrzymac rygor i systematycznosc treningowa jak w domu jest rodzinna i czychaja na ciebie tuz za rogiem rozne uciechy zycia towarzyskiego takie jak wyjscia na kolacje lub impreza domowa gdzie taka impreza zawsze pozwala nam na chwile zwatpienia i powiedzenia a najwyzej dzis nie pobiegne bo wszyscy w domu siedza w cieplym i impezuja a na dworze zimno i pada a ja mam isc biegac….ale pamietajmy ze jak juz wyjdziesz i zrobisz pierwsze kroki biegu to automatycznie zapominasz o calym towarzystwie i cieszyz sie tym co robisz i po powrocie do domu sytysfakcja jest jeszcze wieksza bo pokonales slabosci samego sobie.

bo wszystko co robie to nie nogi tylko glowa.. i tak pozostanie zawsze ;-))

Mój trening biegowy a trening mentalny …05.02.15

…znajduje sie po pierwszym miesiącu przygotowań do Londyńskiego Marathonu. Teraz treningi rozpoczynają sie naprawdę ciekawe a mój organizm coraz lepiej sobie radzi z nimi i widze ze forma ma rośnie z dnia na dzień.
Ale żeby nie osiadać na laurach i wykonywać tylko to co założyłem sobie w planie treningowym zastanawiałem sie czy aby ten plan jest dobry i czy sprawdzi sie w głównym biegu, czy ja podołam to co sobie założyłem i czy mój organizm sie nie sprzeciwi znowu po 30km biegu, bo za duzo sie naczytałem o białej scianie która dopada maratończyków na odcinku 30-40km.
Dlatego rozpocząłem treningi mentalne :-))
Ćwiczę swoj mózg – organ ten powiadamia nas o zmęczeniu i nakazuje nam zwolnić podczas biegu.
Działa to tak ze Nasz organizm odczuwajac zmęczenie zaczyna sie bronić i wysyła sygnały do mózgu a mózg do naszej podświadomości i tak wlasnie podczas biegu z łatwością sie poddajemy i zwalniamy lub przestajemy biec.
Bo wszystko lub prawie wszystko jest w naszej głowie a nie w nogach.
Ostatnio sprawdziłem swoją historie biegów na Strava ( aplikacja na ktorej biegam) i przeanalizowałem moje ostatnie kilometry biegowe na zawodach lub na treningach gdzie nie było interwałów i zauważyłem ze moje tempo strasznie opada i widoczne jest ze brakuje mi siły. Ale czy napewno brakuje mi siły??? Czy to tylko moja słabość mentalna powoduje ze zwalniam.
Wiec rozpoczalem prace nad ta strefa ponieważ dotychczas podczas biegów treningowych wykonywałem swoj założony plan ale w czasie biegu myślałem o duzo innych rzeczach ale jak przychodziło tzw zmęczenie poprostu z automatu moje ciało zwalniało 😦 a dlaczego ? ponieważ byłem zajęty czymś innym.
Zmienilem to i zacząłem myślec świadomie podczas biegu i mentalnie podeszłem do treningu gdzie rozmawiając sam z sobą , dopingując siebie samego oraz oszukując swoj mózg zobaczyłem bardzo szybko efekty i różnice w tych miejscach czasowych gdzie zawsze byłem słabszy.
Ostatniej niedzieli biegnąc treningowo 16km miałem założenie pierwsze 8km na czas 4.50min/km i drugie 8km 4.35min/km czyli szybciej i bieg na dwa tempa.
Okazało sie ze pierwsze 8km przebiegłem w tempie 4.35min/km i widząc to pomyślałem ze teraz drugie 8km jesli utrzymam tempo które pierwotnie było wyznaczone to nie wykonam planu treningu który zakładał dwa tempa biegu wolniejszy pierwszy i szybszy drugi.
Wiec spróbowałem przyspieszyć choć akurat moment po 8km nie pomagał bo zrobiło sie pod górkę ale powiedziałem sobie „dasz radę i musisz przyspieszyć!!! ”
Dopingując sam siebie powiedziałem dobiegnę najwyżej do końca parku czyli około 2km i zwolnię …wiec zaciąłem zeby, wyregulowaniem oddech i patrząc co chwile na zegarek utrzymywałem tempo 4.17min/km do 4.20min/km. Walczyłem strasznie na początku ale….
Dobiegając do wyznaczonego punktu który zakładał w myślach aby zwolnić co zrobiłem ???….
Krzyknąłem sobie w duchu dam radę jeszcze dalej tak biec!!! , jestem na tyle dobry aby wykonać dwa tempa biegu nawet jesli wydaje mi sie ono za szybkie, a jesli padnę po drodze to znaczy ze nie umie jeszcze znaleść kompromisu pomiędzy możliwościami fizycznymi organizmu a mentalnymi .
I biegnąc tym wysokim tempem co raz jak zegarek pokazywał ze tempo mi spada o kilka second dodawałem sobie kopniaka i przyśpieszałem aby utrzymać średnia 4.20min/km.

W czasie treningu biegam rożnymi trasami ale często końcowe kilometry sa te same.
Trasa wiec rym razem na kilometrze 14 i 15 była upadem terenu (-23 ELEV Gain)i prawie dwa kilometry miałem łatwiej ale aby nie odpoczywać automatycznie przyspieszyłem i zacząłem biec na 4.10km , po dwoch kilometrach teren sie wyrównał i pozostał mi ostatni kilometr treningu i będąc naprawdę zmęczonym ale i zadowolonym z tempa biegu , naciskając na zegarek rozpocząłem ostatni kilometr 16 km treningu … Ponownie zacząłem krzyczeć do siebie i przyspieszyłem szybciej i szybciej czułem ze naprawdę brakuje mi powietrza w płucach a nogi mówią stop ale pędziłem nawet nie spoglądałem na zegarek tylko brnąłem do przodu, na koncu biegu spoglądałem na zegarek i widząc 120m
do celu tylko utrzymywałem szybkie tempo.
Nagle usłyszałem sygnał zegarka ze wybił 16km treningu :-))))!!!!! Jesttttt
Zrobiłem to!! Przebiegłem 8km w tempie szybszym a ostatni kilometr okazało sie ze był na 3.55min/km co po 15km biegu nigdy mi sie nie zdażyło aby przyspieszyć na koncu a co dopiero osiągnąć wynik jednego kilometra az tak szybko.
Siadając przed komputer i analizując bieg byłem naprawdę zdziwiony ze kilka dni treningu mentalnego pozwala mi na takie bieganie , na sposób w jaki to osiągnąłem.
Musze jeszcze napisać ze ostatnie poł kilometra do domu prZebieglem truchtem a pod domem wykonałem 10min ćwiczeń rozciągających jakie zawsze robie po biegu.

Zapytacie czy każdy trening tak mój wyglada ?
Odpowiem ze teraz juz tak!!!
I bede robił wszystko, abym nadal ćwiczył i trenował mentalnie siebie poniewaz wiem ze mam jeszcze bardzo duże, ukryte pokłady energi i tylko sposób w jaki sięgnę po nią zalezy oddemnie.

Dzis juz 5tydzien treningu rozpoczęty.
Jadąc do domu juz nie moge sie doczekać kiedy ubiorę buty i pobiegnę przed siebie pomimo ze na dworze bardzo zimno i nie przyjemnie a ja sam jestem po 12 godzinach pracy ale wiem ze po powrocie z biegu moja adrenalina jest jak ranne podwójne expresso.
Człowiek żyje!!!
I czego wam życzę 🙂

Chris Wiciak