Chris Wiciak

Orlen Warsaw Marathon 2018 w 2:42:39

Że wystartowałem w Orlen Warsaw Marathon 2018, to wielki przypadek i podjęta decyzja na kilka tygodni przed samym biegiem. Jeszcze raz się potwierdza że spontan mnie nie zawodzi. Wiec zamiast pobiec pierwszy mój maraton w tym roku w Rotterdamie, bo tak zaplanowałem już pod koniec roku, to ze względu na trudny początek przygotowań i na borykające mnie problemy i kontuzje postanowiłem trochę namieszać w swoich planach startowych i opóźnić ten bieg do maximum i spróbować nadrobić stracony czas.

Orlen wydawał mi się bardzo dobra opcją, równa i szybka trasa, oraz obsada biegu była dobra ponieważ w tym dniu odbywały się także Mistrzostwa Polski PZLA na królewskim dystansie gdzie najlepsi oprócz medali zamierzali zrobić minima kwalifikacyjne na sierpniowe Mistrzostwa Europy w Berlinie.

Ciekaw byłem rywalizacji pomiędzy Mariuszem Giżyńskim ( z którym trenowałem w tamtym roku w Szwajcarii), a Arkiem Gardzielewskim któremu też bardzo kibicuje i On tez udzielił mi kilku ważnych wskazówek w bieganiu.

Wiec bieg wydawał się atrakcyjny i uprzedzając fakty taki właśnie był. Przyjeżdżając do Warszawy już w piątek nie wiedziałem czego mogę się spodziewać sam po sobie, bo niby na koniec ostatniego sezonu obiecałem sobie że na wiosnę powalczę o czas na poziomie 2:3…pare, ale że moje przygotowania i forma pozostawiała dużo do życzenia to byłem trochę zakłopotany.

Nie chciałem wystartować w maratonie w Warszawie i przebiec go luźno i zrobić 2:55 lub więcej bo nie o to mi chodziło i nie taki cel, a z drugiej strony jak przesadzę z tempem to zapewne zejdę z trasy i wtedy jeszcze bardziej się zafiksuje, że może ten mój czas w Berlinie to był mój „pick” w bieganiu!!!

Bo już takie myśli mi przychodziły w tym sezonie jak było ciezko na treningach Hehehe, a do tego nie pomogło mi kilka biegów w których albo umierałem podczas wyścigu albo zeszłem z trasy bo nie dałem rady utrzymać tempa lub coś bolało. Tak było w Rotterdamie gdzie startując razem z elita na starcie przeskoczyłem nad leżącymi Kenijczykami którzy upadli w efekcie kraksy i coś mi przeskoczyło w biodrze, biegnąc z bólem pokonałem tylko 11.5km i zeszłem z trasy.

Później analizowałem ten start bo coś mi nie pasowało w tym co zrobiłem, bo niby kontuzja i ból poczułem, ale dlaczego na 5km miałem miedzy-czas 17min25sek, a na 10km 35min25sek gdzie mój PB to 34:59 wiec tylko 26sek wolniej. Im głębiej się zastanawiałem tym bardziej przychodziło mi do głowy że może moje ciało mnie oszukało, bo biegłem za szybko pierwszy odcinek i dawało sygnały w postaci różnych bóli a najbardziej biodra.

Czy byłem w ten dzień tak przygotowany aby pokonywać kilometry w czasach 3:20-3-30min/km? Bo mógłbym najprościej powiedzieć sobie że kontuzja mnie dopadła i musiałem odpuścić i że jest wszystko w porządku. Ale to nie ja, mój charakter nie pozwala mi na łatwe wymówki, ja chce wiedzieć dokładnie co się stało aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. Nienawidzę podchodzić do sprawy że dziś był upał lub trasa była z kilkoma podbiegami, że wiało lub że napewno się nie wyspałem i dlatego pobiegłem słabo lub źle, ja nie szukam tego rodzaju wymówek bo dla mnie takie nie istnieją.

Ja szukam problemu u siebie i próbuje analizować aby w następnych startach to się nie powtórzyło.

Dlatego ten maraton w Warszawie miał mi dać kilka ważnych odpowiedzi. Ostatnie dwa tygodnie po zejściu z trasy w Rotterdamie więcej analizowałem i odpoczywałem niż się ruszałem, chodź przejażdżka rowerowa dobrze mi zrobiła.

Nie chciałem wywierać dodatkowej presji na sobie i dlatego nigdzie się nie afiszowałem że startuje, do tego stopnia że o moim starcie wiedziało 2 osoby. Przez ostatni tydzień biłem się z myślami że jeśli pobiegnę, to na jaki czas? Jakie tempo obrać? Jaka taktyka? Postanowiłem że pobiegnę na 2:40 na negatives split czyli druga połowa ma być szybsza. Trudne zadanie ale nie chciałem zaczynać za szybko i zobaczyć jak będę biegł pierwsze 21km .

Wiec po długich namysłach zakodowałem sobie miedzy czasy i pozostał mi start w niedziele.

W sobotę dzień przed startem to szybkie odebranie numeru z expo i totalny relaks połączony z duchową terapią ciała.

Fizyka kwantowa na ciele biegacza to nowość jaką wprowadzam w tym sezonie 🙈🙈 i poddaje się jej totalnie. Dochodzę do wniosku że bieganie to nie tylko czysta matematyka i przeliczenia czasów, dieta i ile zjedliśmy i co?, ale coś więcej. 🤷‍♂️

Tym razem troszkę zmieniłem swoje przyzwyczajenia w dniu maratonu i wstałem na 2,5godz przed startem wiec późno, śniadanie też inne bo tym razem toast z masłem i dżemem, pół banana plus dwa jajka na miękko. Obeszło się bez kawy na samej wodzie.

Jeśli chodzi o buty to postawiłem ponownie na Bostony 6 bo przy mojej wadze (ile? Za duża!!🙈🙈) i długości biegu nowe adidasy sub2 by się nie sprawdziły. Zmieniłem tylko ze pobiegłem bez skarpetek, ale za to ubrałem rękawki thermalne które miały na zadanie chłodzić moje ręce!!! Fajna sprawa i działa- im więcej się pociłem na słońcu tym bardziej zimne były moje rękawki !!! Jak zauważycie MoFarha w Londynie też takie cóż używał, a mogło by się wydawać że było za gorąco na taki ubiór. Nic mylnego.

 

Przybywszy na start długo czekałem na rozgrzewkę bo dopiero 15min przed rozpocząłem rozciąganie i lekkie przebieżki, ale nie przesądzałem z tym rozgrzewaniem bo wiedziałem że jak się rozciągnę to mi wystarczy ponieważ większość energii potrzebuje na bieg. Wiec 8:55am wskoczyłem do pierwszej strefy zaraz za elita i czekałem spokojnie na start.

Tym razem postanowiłem ze nie będę się pchał na czoło i spokojnie wystartuje, pierwsze dwa km wyszły bardzo wolno bo po 3:55min/km, ale po chwili skorygowałem tempo biegu i zegarek pokazywał 3:43-3:48min/km .

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_03_srv_20180422_091906_1

Na pierwszych 5km uformowała się grupa 6-8 biegnących którzy chowali się za mną ponieważ momentami wiał straszny wiatr. Troszkę nie podobało mi się to ale pierwszy raz biegłem taką grupą. Na 6km zaraz po mocnym podbiegu na starówce dobiegł do mnie jeden kolega i powiedział, „domyślam się że biegniesz na 2:40”, przytaknąłem tylko głowa. Usłyszałem po chwili że jeśli dobiegniemy trochę szybciej do jednego przed nami to tamten biegnie również na 2:40 i będziemy się go trzymać.

Zrozumiałem że to jakiś pewny zawodnik, a dodatku miał numer elity z nazwiskiem. W miarę szybko złapaliśmy kolegę z przodu i tak biegliśmy przez następne kilometry. Ustawiłem się koło niego i pierś w pierś dyktowaliśmy tempo które po 10km zaczęliśmy trochę podkręcać ponieważ było trochę straty około 53sek, ale dobiegając do połowy dystansu praktycznie byliśmy tak jak zaplanowałem 1godz20min,

…czułem świeżość i dużo siły, oddychało mi się swobodnie na niskim tętnie 138bpm.

Nagle po połówce biegnący z boku kolega pyta:

⁃ biegłeś w Berlinie we Wrześniu? Odpowiadam ze tak.

⁃ W białej koszulce Bostonu? Zadaje drugie pytanie.

⁃ Tak. Odpowiadam.

⁃ To biegliśmy razem większość dystansu i prawie razem skończyliśmy. Byłeś szybszy ode mnie o kilkanaście sekund.

Zamurowało mnie !!! Ja nie pamiętałem z kim biegłem w Berlinie. I nie pamietam chłopaka. 🙈🙈🤷‍♂️🤷‍♂️To jeszcze bardziej związało mnie z nim.

Na 25km zacząłem odczuwać pierwsze zmęczenie w nogach, gdzie odcinek następnych 4km przebiegliśmy w silnym przeciwnym wietrze, który strasznie spowalniał nas i męczył. Wziąłem pierwszego żelka (miałem tylko dwa), ale za bardzo dużo nie pomógł, tzn nie odczułem tego. W tym momencie już pozostało nas tylko dwójka, reszta się wykruszyła bo słońce, wiatr i dystans zbierał swoje żniwo. Punkt wodny na 31km i biorę kilka kubków wody następnie gąbki z wodą i cisnę ale oglądam się i widzę że partner został z tylu lekko, wiec zwalniam i czekam, ale podbiega do mnie i mówi żebym biegł dalej sam bo nie utrzymuje tempa. Kurde myśle sobie, kiwam ręka i zapraszam aby ruszył, ale nic z tego, jak nogi nie podają to nic nie pomoże.

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_02_rkl_20180422_111449_2

Wiec biegnę sam i naprawdę zaczynam odczuwać trudy biegu, pod drodze mijam kilku zawodników ale widzę ze tempo moje zaczyna spadać i to radykalnie powyżej 3:53/km.

Zaczynam mówić sobie aby tylko do 35km dobiec a później już zostanie tylko 5km bo nie liczę ostatnich dwóch hehhe.

Mijając 35km mówię teraz już się nie poddam nawet widząc że moje 2:40 odpłynęło to walczę aby osiągnąć jak najlepszy czas.

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_02_msf_20180422_113808_2

Mekki przyszły na 38 i 39km gdzie tempo spadło mi na 3:58/km i tam wziąłem drugiego żelka, ale wydawało mi się że człapie, odcięło mi totalnie nogi, czułem podobny ból nóg i niemoc jak w New York tylko tutaj miałem do pokonania zaledwie kilka kilometrów a tam 20 pare Hehehe. I z tego wyciągałem pozytywy, i tak wbiegam na most Świętokrzyski 40km punk kontrolny i duża grupa kibiców którzy tak mnie podbudowali i dopingowali ze wracam na swój tor i ostatnie dwa kilometry przebiegam w normalnym tempie 3:44min/km i w pełni zadowolony wpadam na metę w czasie 2:42:39 co daje mi drugi mój czas i tylko 26 sekund wolniej od Berlina. Wow

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_01_ajk_20180422_114210

Staje za meta i czekam za meta na kolegów którzy pozostali troszkę za mną ale którzy przez większość dystansu biegli razem ze mną.

Wbiegają i przybijam każdemu piątkę i ściskam kolegę z którym przebiegłem prawie cały dystans, okazuje się że to Krystian Kochanek znany biegacz w świecie warszawki. Fajny bieg z fajnymi ludźmi, pierwszy raz biegłem w takiej grupie i z grupą, muszę powiedzieć że strasznie pomaga bieg w takim gronie aby utrzymać tempo i strasznie mobilizuje.

2:42:39 38 miejsce w kwalifikacji generalne i 17th w polskim championacie (jeśli był bym zgłoszony w PZLA)

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_01_mz_20180422_114304_1

Pisząc teraz po kilku dniach i po analizie muszę powiedzieć że zrobiłem mega wynik.

Przygotowania były pod psem, nadwaga startowa, brak konsekwencji w treningach i odżywianiu i suplementacji,ale widocznie tak miało być bo to dało mi odpowiedz że ostanie pół roku nie zmarnowałem i nie cofnąłem się w rozwoju a wręcz przeciwnie zrobiłem postęp który może nie widać po lepszym czasie maratonu ale w tym przypadku taki czas to tak jakbym przebiegł maraton w 2:37:00

( ostatni miesiąc treningu!!! Można powiedzieć bez treningu 🙈🙈🤷‍♂️)

Powaga- daleki jestem od chwalenia siebie po biegu ale tak jak kiedyś napisałem że byłem zadowolony z przygotowań do Berlina niż z samego biegu bo to było odzwierciedlenie mojego treningu, tak tutaj jestem mega zadowolony z całej taktyki biegu i jak go pokonałem bo tym razem to był dla mnie kosmos.

I właśnie takie coś potrzebowałem aby jeszcze bardziej się zmotywować na następne starty podczas tego sezonu.

Wiec zapowiada się ciekawie 💪💪🏃🏃👌💪💪

Chris Wiciak

To my maratończycy z UK…

Dziś napisze o osobach którym się należy aby usłyszało o Nich grono ludzi.

Są to tacy sami zapaleńcy jak ja w bieganiu, ale jak wiemy każdy z nas różni się od siebie, charakterem, sposobem życia, wiekiem, ale łączy nas jedno jesteśmy mieszkańcami Great Britain, gdzie życie pędzi z prędkością światła i każdy goni za pracą i polepszeniem swojego statusu życiowego, ale to nie przeszkadza nam po godzinach ciężkiej pracy, ubrać buty i wyjść i pobiegać aby zrzucić siebie stres i problemy jakie spotykamy każdego dnia.

Wiosna u biegaczy ma to do siebie że to początek sezonu dla startów. Jeśli chodzi o maratończyków to właśnie na wiosnę większość planuje swoje pierwsze maratony w roku. I właśnie dziś odbyło się kilka maratonów w UK jak i w Europie. Ja wylądowałem w Rotterdamie gdzie próbowałem przebiec tylko połowe dystansu, a inni znajomi albo wybrali upalne Dębno, inni Bratysławę lub Ci najbliżsi pochmurny Manchester.

Jak wiadomo większość biegających i mieszkających w UK jest memberami na FB „Polacy biegają w UK ” gdzie właśnie poprzez ten sposób poznałem takie grono biegających. W dzisiejszych czasach nie da się obejść na dłuższy czas bez obecności w takich mediach online ponieważ otaczają nas wszędzie, może nieraz zatracamy naturę spotykania się bo poprzez FB, Instagram, twitter przekazujemy i pokazujemy swoje codzienne życie, ale cóż zrobić jak drzemie w nas próżność i chęć „chwalenia się”, oczywiście nie chce wrzucać wszystkich do jednego kosza ale mówię o ogóle bo wyjątki wszędzie się zdarzają 🙈.

O ludziach których chce napisać, to właśnie ich poznałem poprzez portal na FB i później przyszło spotkanie w realu i tak się zawiązują przyjaźnie i koleżeństwo. Każdy sposób jest dobry jeśli jest pożyteczny dla obu stron i nie krzywdzi nikogo.

Zacznę od – Piotra Skorupski „Bzik” bardzo ciekawa osoba z jeszcze bardziej ciekawą i burzliwą przeszłością zanim rozpoczął bieganie. Biega dopiero od dwóch lat ale jak sam powiedział, bieganie daje mu żyć normalnie i dzięki bieganiu może egzystować jak normalny człowiek. To właśnie na bieganie przerzucił swoje największe nałogi i bardzo dobrze mu z tym. Dziś przebiegł swój pierwszy maraton asfaltowy w życiu w czasie 3:40:43 jeśli biorąc po uwagę, że dopiero niedawno rozpoczął treningi pod okiem naszego kolegi Michała Leśniaka to wyczyn do pozazdroszczenia!!!! Ja swój debiut zrobiłem w 4h prawie, wiec wielki szacunek dla tego 35 letniego chłopaka🏃🏃💪💪💪🏃🏃 Bzik jesteś wielki!!!! Gratulacje🥇

Następnego gościa Gieryk Piotr podesłał mi Piotrek Tymula (też poznany podczas biegania), chyba już nie wytrzymywał z gościem i chciał odciążyć siebie i dał namiary na mnie. 🙈🙈😂😂Pan Gieryk to ciekawy okaz osobowości, perfektcjonalista w tym co robi ale zarazem straszny gaduła.

Dużo biegamy ze sobą – można tak powiedzieć, ponieważ ja nie biegałem z nikim wcześniej i w obecnej sytuacji jeśli biegamy 3-4 razy w miesiącu razem to wydaje mi się że to dużo, plus dochodzą wspólne odnowy na basenach wiec chłopa troszkę poznałem. Prawdę mówiąc myślałem że Piotrek bardziej lubi rower i tenisa od biegania, ale zaimponował mi pierwszy raz jak postanowił przebiec ultra 100km w tamtym roku, tak porostu nie z gruszki nie z pietruszki, trenując naprawdę nie wiele i nigdy nie przebiegając więcej niż 40km chłop pobiegł naprawdę dobrze i pokonał dystans 100km z uśmiechem na ustach!!! Byłem w szoku!!! Drugi raz zaszokował mnie dziś 8th Kwietnia 2018, jak przebiegł maraton w imponującym czasie 2:57:28!!!!! Gdzie to był jego drugi maraton w życiu. Wiem dokładnie jak przebiegały jego przygotowania i że przygotowywał się tylko 8 tygodni naprawdę do tego maratonu. Jeszcze wczoraj dzwonił wieczorem i pytał czy wierze w Niego? heheheh …odpowiedziałem że najważniejsze żeby On sam w siebie wierzył!!!, a dokona tego co zapragnie. Rozpisaliśmy czasy jak ma pobiec, podałem mu moje miedzy-czasy z Bostonu i proszę mi wierzyć że gość pobiegł je toczka w toczkę !!!! No może 6 sekund za szybko na końcu Hehehe ale wyszło idealnie!!! Piotr zwracam honor bo wierzyłem w Ciebie ale miałem jakieś „ale”, lecz po dniu dzisiejszym mogę powiedzieć że masz jaja i złamanie 2:50 to kwestia czasu, a może być jeszcze szybciej myśle.

Piotr Gieryk SZACUNEK!!!!🏃🏃👌🥇🥇

Rafał Siwiarek- Siwego znam najmniej ale mam do niego sentyment, nie wiem dlaczego Hehehe ale tak jest. Gość bieganie też rozpoczął niedawno bo biega od 2015r, gdzie w swoim debiucie rok później wybiegł 3h22min w Liverpool. Na Siwego zwróciłem uwagę rok temu jak w Birmingham otarł się o sub3 i pobiegł 3h02 gdzie umarł na ostatnich kilometrach i brakło trochę do magicznej granicy. Ale że gość ma charakter to nie poddał się i dziś ponownie stanął na starcie Manchesteru Maraton przebiegł tak jak zaplanował 2:58, chodź twierdził że mu 2:59 wystarczy i z takowym numerem na bucie biegł podczas tego maratonu, mało tego aby być jeszcze bardziej zmobilizowany zakupił kilka miesięcy temu Adidasy Bostony z autorskim grawerem „Siwy 2:59”. Podoba mi się takie podejście do sprawy, ponieważ w takim zachowaniu widać było że mu zależy, że ma cel i każdego dnia, tydzień za tygodniem widziałem jak robi postępy w swoich treningach. Wysyłał nieraz mi treningi i analizując je widziałem duży potencjał w tym co robi!!! Dlatego ten wynik to dopiero początek jego możliwości jakie może osiągnąć biegając amatorsko maratony.

Siwy jesteś Psi Chu…💪💪🏃🏃💪💪🥇🥇Ciężka praca popłaca ale tylko w bieganiu hehe

Dziś moja radość jest wielka ponieważ następni biegacze weszli do grupy Sub3hr, gdzie dla nas amatorów i dla początkujących amatorów to jest coś specjalnego!!! Niby wszyscy tutaj biegamy dla fanu ale bieganie to jak „jedzenie słonecznika” rozpoczniesz i nie wiesz kiedy skończyć, pochłania nas i zabiera.

Na początku wychodzimy pobiegać i próbujemy przebiec jak najdłuższy dystans, później zaczynamy uczestniczyć w biegach masowych, następnie rozpoczynamy myśleć o poprawieniu wyników i rozpoczynamy jakieś plany treningowe i codzienne treningi i wchodzimy coraz głębiej i głębiej!!! Ja już nie będę się podpierał sobą i opisywał jak ja głęboko wpadłem i jak często myśle o bieganiu bo może jestem świrem, ale wiem że bieganie uzależnia i to bardzo. Tak bardzo że dziś stałem na finishu w Rotterdamie i jako kibic oglądałem najlepszych którzy kończyli ten morderczy dystans i się zastanawialiśmy z żoną patrząc na młodego chłopaka który z rozwalonym kolanem i zakrwawionymi nogami próbował ukończyć bieg, gdzie na 150m przed metą był tak odwodniony że nie umiał ustać sam na nogach!!! Reanimowany i cudzony przez sanitariuszy po 2min wyrwał im się z rąk i jak niewidomy pijany gość na uginających się nogach próbował biec w stronę mety zygzakiem, i tak ukończył w imponującym czasie 2h25min.

Widok straszny i niezrozumiały dla przeciętnego widza który patrząc na to zastanawiam się …po co się tak męczyć i doprowadzać swój organizm ???!!! A najlepsze jest to że większość tych ludzi zapłaciło z własnej kieszeni sporo pieniędzy aby znaleść się właśnie tam!!!!

Bieganie dla mnie to najprostsza dyscyplina sportu, ale NIESAMOWITA I NAJBARDZIEJ EKSCYTUJĄCA !!!!

Gratuluje dziś wszystkim którzy brali udział w swoich biegach, bo dla każdego takie zawody to jak mistrzostwa świata, tylko że my stajemy w szranki z własnymi słabościami i walczymy z samym sobą i to jest NAJPIĘKNIEJSZE!!!

WIELKIE GRATULACJE !!!

Chris Wiciak

Adidas adizero Sub2

Kiedy biegnie się maraton to każdy gram jest ważny. Może nie u nas amatorów ale jeśli chodzi o czołówkę światową, oraz o rekordy to liczy się wtedy naprawdę każdy detal i każdy gram.

Adidas rozpoczął plan złamania 2 godzin w maratonie zaraz po olimpiadzie w Londynie w 2012 kiedy ich przedstawiciel Wilson Kipsang zdobył brązowy medal.

Od tamtego czasu rozpoczęła się era boostów które Adidas upgejduje co jakiś czas.

Wiedząc że Nike przygotowuje się do złamania 2h w maratonie, Adidas mając w szeregach najszybszego człowieka na świecie z Berlina 2013 kiedy przebiegł maraton w 2:03:23 próbował zaprojektować najszybsze i najlżejszej buty na świecie które poprowadzą do złamania 2H w maratonie.I tak w Tokyo 2017r Kipsang założył jako pierwszy człowiek adizero sub2 i przebiegł maraton w 2:03:58 bijąc rekord japońskiej trasy. Drugi raz i już dla większej ilości maratończyków adizero sub2 było do przetestowania podczas Berlińskiego maratonu w wrześniu 2017 gdzie zgromadzili się najszybsi maratończycy na świecie. Próba bicia rekordu świata 2:02:57 (Denis Kimetto Berlin 2014 – też w Adidas boostach Ja biegłem wtedy swój pierwszy maraton właśnie tam) nie powiodła się ponieważ warunki jakie były na trasie przekreślały taką próbę. Już w tedy na expo można było zobaczyć adizero sub2.

Na drugim biegunie w Maju 2017, Nike podjął próbę złamania 2h na torze Monza i był bardzo blisko, gdzie obecnie najszybszemu maratończykowi na świecie Eliud Kipchoge brakło 26sek. Nike ubrał Kipchoge też oczywiście w nowość a były to Nike Vaporfly 4% Elite

O tych butach opisze w osobnym poście jak je przetestuje osobiście. Chodź będzie mi trudno dostać dokładnie typ 4% Elite ,ponieważ został wycofany nie dokładnie podjąć przyczyny.

IAAF- czyli międzynarodowa federacja lekkoatletyczna poprosiła Nike aby dokładnie wyjaśnił jakie korzyści daje ich but i czy nie przekroczyli tutaj jakiś przepisów. Ale mam nadzieje że w obecnych czasach wszystko jest możliwe i jedna para Vaporfly 4% trafi niedługo do mnie.

Wracając do testu adidasa adizero sub2 muszę powiedzieć że jak je zobaczyłem pierwszy raz to zachwytu nie było, bo design nie jest najlepszy,

..ale to nie pokaz mody tylko buty do biegania i to do szybkiego, ale jak wziąłem w ręce to włosy stanęły mi dęba!!!

Nie sądziłem że but może być tak LEKKI!!!!!

W dotyku strasznie miękki i elastyczny.

Zdziwiła mnie podeszwa buta ponieważ jest płaska jednolita gumowa krata z Continetala AG, bardzo podobny wzór jak New Balance Zante V3.

A że ostatnio dużo trenowałem w New Balance właśnie, wiec myśl była pozytywna bo taki rodzaj podeszwy się sprawdza na mojej nodze.

Następna uwaga jaka mnie zaciekawiła to cała podeszwa buta jest jak styropian, biało-szary grubszy kawałem „beconu”, grubość nieprzekracza 15mm

Według adidasa oddaje 8% zwrotnej energii, gdzie przy tak wyglądającym materiale nie spodziewałbym się tego(Podeszwa Vaporfly 2 razy grubsza).

Adidas się szczyci tym że wypuścił najlżejsze buty do biegania jakie kiedykolwiek wyszły dzięki materiałowi.

Siatka „micro-fit ultralight mesh upper” buty te idealnie dostosowują się do naszej stopy i są takie lekkie, nawet sznurówki są z tego samego materiału. But ten jest lżejszy od Nika Vaporfly aż o 100g co Adidas przeliczył to że to daje 1% zysku czasu w przeciągu całego maratonu.

Ale starczy porównań, zakładamy buty na nogi i jazda na trening. Czwartek dziś 25km na tetnie 75% czyli u mnie 128bpm srednia tempa 4:10-4:15/km.

Rozpoczynam trening i już po 300m zastanawiam się czy nie zapomniałem butów w domu!!!! 😂😂😂🏃🏃🏃😂😂😂 nic z tych rzeczy dobrze związane pięknie dopasowują się do nogi a ja nie czuje że coś mam 👌🙈🙈.

Biegnie się naprawdę swobodnie lekko, nie odczuwasz sprężystości ale nie znaczy że są bardzo twarde.

Pierwsze 15km na spokoju ze średnim tempem 4:10/km, ale właśnie gdzieś po godzinie zacząłem odczuwać lekkie pieczenie pod palcami, pierwsze myśli to odcisk mi się robi.

Ale nic po 22km postanawiam trochę przyspieszyć do tempa maratonu 3:45/km aby zobaczyć jak przy zmianie kadencji kroków będę czuł te buty. Powiem szczerze że bez zmiany, wiec nadal czuje swobodę i lekkość, jedynie zaniepokojony biegłem ponieważ piekło pod stopą.

Trening zakończyłem na 25km i co się okazało że tego dnia ubrałem nowe skarpetki adidasa które kupiłem razem z butami, odcisnęły mi nogęale odcisku nie zrobiły. Moje stopy nie preferują materiału z jakąś strukturą, ja biegam zawsze w najcieńszych jakie są możliwe.

Cóż, więcej już ich nie ubiorę Heheh, następny dzien to tylko lekkie 14km wiec dla odmiany ubrałem NB ZanteV3 i pomimo że są bardzo wygodne i maja podobny kształty podeszwy to jednak to inny rodzaj biegania, odrazu widać różnice.

Sobota 24/03/18 pojechałem do Battersea park bo miałem lekkie interwały, a do tego z rana padało wiec była okazja wypróbować adizero na mokrej nawierzchni. I od pierwszych metrów treningu już czułem że przyczepność jest zajebista, buty nie ślizgają się a wręcz przeciwnie but „tępo” uderza o asfalt i wydaje piszczące dźwięki jak na parkiecie hali. Poleciałem 5k rozgrzewkowe 4:20/km później 5km po 3:45/km a następnie były sprinty 100/200/300/400/500 na przerwie 200m , trening wszedł mi naprawdę luźno, tak luźno że ostatnie 500m intervala zrobiłem na tempie 3:08/km i nie był to mój max. Wiec buty bardzo dobrze się sprawdziły dzisiaj na mokrym alsfalcie i na końcu dziś założyłem normalne skarpetki i już nie było problemu z odciskami.

7:50am Niedziela 25/03 zameldowałem się w tym samym parku co dzień poprzednio i dziś ostatni dzień biegania w adizero sub2 przed połówka w Rotterdamie. Dziś 3x4km miedzy 3:25-3:45/km na przerwie 1km 4:45/km, ale tak jak wczoraj buty mnie niosły to dziś nie czułem się najlepiej na szybszych odcinkach. Pomimo że plan wykonałem z nawiązką to dziś te buty mi nie pomogły Heheheh. Po treningu pojechałem na spa później popołudniowa sesja treningowa z programem metamorfoza gdzie spędziłem kilka fajnych godzin na treningu na siłowni.

Podsumowując po trzech treningach różnych rodzaju gdzie biegałem wolno i długo, jak i szybko i krótko, mogę z pewnością powiedzieć że moje £160 nie było wyrzucone w błoto.

Jeśli Bostony 6 kosztują £100-£110 to z pewnością można się pokusić o dołożenie £50 i zakup tych butów, ale proszę pamiętać że w tych butach nie zrobimy tyle samo kilometrów co w Bostonach lub w podobnych startówkach, według mnie 400-600km to max co wyciśniemy z nich bo kilku milimetrowa powierzchnia Continentala zetrze się.

Ale jeśli zakupisz Bostony 6 za £60 tak ja ostatnio znalazłem i kupiłem to myśle że śmiało można także mieć Bostony 🙈🙈🤷‍♂️🏃🏃.

Odkąd zacząłem biegać to 90% butów to Asics, gdzie sądziłem że to firma która specjalizuje się w butach do biegania, ale z czasem zakupiłem pierwsze adidasy boosty w 2014r., które do dziś traktuje jako najlepiej do mnie pasujące na starty w zawodach. Próbowałem oczywiście Asics DS-Race które też są lekkie i wygodne ale napewno nie leżą mi tak dobrze jak Adidas Bostony czy te Sub2.

Jedynie czego nie próbowałem w bieganiu to buty Nike!!! Poważnie jak zacząłem biegać to powiedziałem sobie że Nike to totalna komercja i nie interesuje mnie jako buty do biegania, ale z czasem muszę powiedzieć że zmieniłem zdanie i coraz przychylnie spoglądam na inne marki butów. Ostatnio już zacząłem biegać w New Balance i napewno przyjedzie w tym roku czas na Nike i na przetestowanie kilka typów tej marki.

A teraz pozostaje mi potrenować jeszcze trochę bo już za 4 tygodnie pobiegnę w Orlen Marathon w Warszawie, a braki treningowe widać na każdym kroku.

🙈🏃🤞🤞.

ChrisWiciak

Nowy rok, nowe nadzieje i jeszcze większa wiara.

Niby Nowy Rok zawitał a już mamy Luty.

Czas mija nieubłaganie, ale zanim przejdę do stycznia muszę wrócić do grudnia bo był to okres gdzie niby miałem rozpocząć nowy sezon ale czułem się zmęczony, moje ciało chciało dłuższego odpoczynku po wyczerpującym udanym sezonie, a organizm w czasie Świąt zażyczył sobie słodyczy i raczył się dobrodziejstwem naszej wspaniałej słowiańskiej tradycji gdzie stoły sowicie zastawione zmuszają mimowolni nas do wspaniałego uczucia jakim jest objadanie się 🙈🙈🤷‍♂️.

Wiec w tym okresie więcej chyba grzeszyłem jedząc niż biegałem i jak wskoczyłem w styczniu na wagę to się okazało ze 11kg przybyło od końca września (waga startowa) i że to oznacza koniec słodyczy i powrót do codzienności.

Treningi rozpocząłem od 1st Stycznia, ale pierwsze dni treningów i poczułem coś nowego albo dawno niespotykanego u mnie w ostatnim czasie.  Duża trudność w czasie biegu i trudność oddychania, a przede wszystkim ze męczę się podczas tempa 4:45- 5:00/km gdzie jeszcze w październiku biegało mi się naprawde swobodnie i na tętnie poniżej 118 a teraz biegne 4:50/km i czuje ze serce wali mi a zegarek pokazuje 150 tętno!!! Jak to możliwe przecież z niższą średnią przebiegłem w Berlinie maraton w tempie 3:50/km!!!

Nic bez paniki to dopiero pierwsze dni i zapewne potrzebuje troche czasu aby złapać swój pułap tlenowy.

Dzien za dniem, mecze się  strasznie każdym treningiem, wszytko mnie zaczyna boleć, poprzez mięśnie, kości a nawet głowa. Pierwsze dwa tygodnie stycznia nie wykonałem ani jednego treningu jak planowałem. Fartek padł już po pierwszych 9min biegu gdzie biegłem naprawde nie szybkim tempem 3:55-4:00/km a już po kilku minutach odcięło mnie totalnie.

Wróciwszy z treningu zacząłem notować codziennie treningi i odczucia, aby mieć podgląd do analizy. Kilka wpisów oryginalnych moich z początku roku:

2nd January Tuesday :

Trening zrobilem według planu 6km po 4:40/km i później 3x1km ale miło być po 3:40/km a zrobiłem po 3:50-3:55/km Porostu nie miałem siły przebiec jeden km w tempie 3:40/km!!!!

Szok dla mnie. Widać ze kompletnie jestem bez formy i nadwaga dokucza.

Ale już rozpoczalem normalne moje jedzenie i sprawdzam posiłki tylko do 3 na dzien i zero cukrów. Za kilka tygodni powinnienem wrócić do normy.

3rd January Wednesday:
Dziś miał być fartek, wiec rozpocząłem spokojnie 4:50-5:00/km ale już czuje że nie mam swobody biegania, jest cieżko. Po 3km przyśpieszam i 9min ma być po 3:55/km a biegnę po 4:05/km, następnie 3min wolno po 5:00/km i znowu przyśpieszam ale okazuje się że zatrzymuje się po 1km i koniec, pochylam się nisko na nogach, ledwo oddycham, ślina leci mi sama z ust, ledwo żyje. Kurwa…co się dzieje przecież to nie możliwe!!!!! podnoszę się i truchtem wracam do domu. Trening zakończyłem na 9km zamiast na 21!!! Totalna tragedia, okazuje się że coś mi nie idzie w nowym roku.

Thursday 4th January:

Dziś tylko 16km w jednym tempie 4:30/km ale było ciezko. Strasznie ciezko mi się oddycha.

Po bieganiu poszedłem na 60 min fittness ćwiczenia.

Piątek wolne .- bardzo źle się czułem po lunchu i nie poszedłem na trening.

Niedziela 7th January :

Dziś biegałem z kolega w Richmond parku dwa kulka tempem 5:00/km ale nadal się mecze okropnie. Zrobiliśmy 22.5km

Wieczorem się zważyłem 83.6kg czyli ponad 2.5kg spadło w tydzień. Dobrze. Aby tak dalej.

Drugi tydzień przygotowań:

Wtorek 9th styczeń-

Miało być 5km 4:45/km plus 10km po 4:05/km

Ale co się okazało ponownie 5km ubiegłem normalnie ale następnie przyspieszyłem do 4:00/km i już po 2km się zatrzymałem !!!

30sek odpoczynku i znowu zryw. I tak 5km zrobiłem po 4:05/km . Po tych szybszych 5km byłem wykończony totalnie. Kurwa nowy tydzień a ja nadal bez poprawy!!!!

Zostało mi 3km do domu pomyślałem ze nie mogę wrócić truchtem do domu-

Zbiorę się przynajmniej na jakieś krótkie i terwaly, i tak zrobiłem.

1min biegu wolnego 1min szybko sprint i tak zrobiłem 6 powtórzeń i wróciłem do domu.

Załamany totalnie ponieważ nic mi nie idzie a organizm się buntuje abym biegał szybko.

Nie mogę wychodzić z komfortu biegania już przy truchtaniu. Coś się dzieje ze mna a ja nie wiem co???!!!!

Przecież jeszcze w grudniu w święta biegałem po 24-25km i szybszym tempem i było w miarę dobrze, ale teraz jest tragedia.

Moje nogi nie podają a mnie dusi przy lekko szybszym tempie. Tętno skocze jak głupie !!!

Formo moja GdiZe jesteś!!!!!

Już w wczoraj miałem dzien wolny od biegania i postanowiłem ze z nowym tygodniem zmienie buty i poszedłem kupić nowe i spodnie do biegania także. Ale nawet to dziś nie pomogło.

Czas leci a ja jestem w czarnej dupie z moimi przygotowaniami bo coś się we mnie dzieje a ja nie wiem co.

Jak widać początek roku nie był dla mnie łaskawy, a do tego rozchorowałem się i zaprzestałem treningów na kilka dni aż się wyleczę i odpocznę. W połowie miesiąca  zrobiłem sobie analizę co robiłem przed Berlinem w lipcu poprzedniego roku  i  postanowiłem powoli wprowadzać w życie to samo. Pierwsze wróciłem do mojej dietetyczki Doroty Silarskiej ponieważ od października odłożyłem swoje suple totalnie na bok oraz sposób odżywiania.

Myślałem że sobie poradzę bez Niej ale hmmm „jak trwoga to do Boga”….rozmowa telefoniczna i juz pierwszy impuls dostałem i wróciłem do treningów, następnie rozpisała mi suplementy plus wracam na drogę 3 posiłki na dzień, dużo wody i nic więcej. Poleciałem do Polski na badania oraz wizyta u mojej terapeutki sprawiły że wróciła nadzieja na lepsze jutro. Moja głowa uwierzyła że będzie dobrze i ostatni tydzień miesiąca już coś się poprawiło, troche mnie odetkało i widzę że zaczynam normalnie biegać, waga spadła w ciagu miesiąca ponad 6kg. Nawet VO2Max się poprawił i ruszył się na 64ml/kg/min wiec teraz muszę solidnie przepracować miesiąc Luty plus dwa tygodnie Marca i zobaczymy czy zdążę przygotować się na pół maraton w Reading.

Bo jeśli bede widział że moje przygotowanie jest w lesie to odpuszczę i wole nadal kontynuować trening aby sprobować jednak się przygotować po Rotterdam, ponieważ już ostatnio nawiedziły mnie myśli abym odpuścił Rotterdam i pobiegł troche później w Warszawie Orlen i tak naprawdę nadal taka opcje przewiduje, ale to wtedy niesie konsekwencje że nie pojadę do Gruzji na Wings for Life gdzie liczyłem na dobry występ ponieważ te dwa wydarzenia są za blisko siebie. Ale ta sytuacja się roztrzygnie w ciagu miesiąca lutego bo to właśnie treningi w tym miesiącu odpowiedzą jak bede przygotowany.

Wiec rozpoczęcie sezonu u mnie nie należy do przyjemnych ale dobrze że to dopiero początek bo planuje kilka fajnych startów w tym roku. W czerwcu biegnę Nocny we Wrocławiu połóweczkę i obiecałem sobie że tym razem przygotuje się o wiele lepiej niż w roku ubiegłym i powalczę o jakiś bardzo dobry czas który da optymizm na letnie przygotowania pod jesienny Maraton w Berlinie który to ma być u mnie pickiem i mam nadzieje że trafie z formą, bo gdzie mogę podjąć próbę złamania granicy 2:40 jak nie w Berlinie.

Dlatego w tym roku znowu wyjeżdżam do St.Moritz i bede chciał zabrać ze soba małą grupę zapaleńców biegania takich jak ja, aby wspólnie trenować w tym magicznym miejscu. Wyjazd planuje w sierpniu gdzie ja osobiście chce spędzić cały miesiąc ale wiem że nie wszyscy mogą być tak długo wiec będzie możliwość do mnie dojechać w trakcie. Koszty nie są aż takie duże jakby się mogło wydawać a grupowy wyjazd znacznie obniża koszt pobytu. Dlatego jeśli jest ktoś zainteresowany to zapraszam po szczegóły do mnie bo plan się już robi, a wiem że nigdzie indziej lepszego treningu nie zrobimy jak właśnie tam!!! Bo gdzie do jesiennych startów lepiej się przygotowywać jak nie w St.Moritz!!!!

IMG_2149 Kończąc chcę wszystkich trenujących zachęcić do dalszych treningów nawet jak coś nie idzie ( tak jak mi) to nie poddawać się i wierzyć że nasze noworoczne ambitne cele zrealizujemy, bo nikt inny  i nic nie jest wstanie nas pokonać!!!

Chris Wiciak

 

6 STARS – Abbott World Marathon Majors

W 2013 roku we wrześniu jak przebiegłem swój pierwszy pół maraton upadając za meta wykończony i pół przytomny powiedziałem sobie wtedy że nie jest możliwe abym kiedyś przebiegł cały dystans, ponieważ tamtego dnia ostatnie 400m do mety dobiegłem ale za bardzo nie pamiętając za dużo z finishu.

Ale kiedy odpocząłem, minął jakiś czas i dojrzałem emocjonalnie to pierwszego mojego maratonu, postanowiłem pobiec go w Berlinie w 2014.

A jak bardzo przeżyłem ten moment ?

Już na starcie moje serce waliło mi 175bpm!!

Czas prawie 4 godziny i straszne skurcze

łydek od 35km to nie był najlepszy mój czas i nie wspominam go dobrze.

Ale wtedy powiedziałem sobie ze chce przebiec jeszcze tylko jeden maraton w Londynie gdzie mieszkam od prawie 20lat i to wystarczy jeśli chodzi o maratony bo dystans ten mnie tak wykończył że pomyślałem sobie- maratony nie dla mnie są pisane.

Ale po Berlinie dowiedziałem się że jest takie piękne wyzwanie w którym trzeba przebiec 6 największych maratonów na świecie i stajesz się eksluzywnym członkiem i odbierasz przepiękny medal wraz z certyfikatem.

Sprawdziłem listę i okazało się że jest tylko niecałe 400 osób na świecie i tylko kilka osób z polski którzy ukończyli wszystkie te maratony (koniec 2014 roku).

Wiec mój challenge wdrożyłem w życie odrazu i zapisałem się na Londyn maraton.

Londyn 2015 to był mój drugi Majors i pobiegłem go wtedy naprawdę dobrze bo 3:26:19 co było dużo poprawa z Berlina i nie miałem żadnych skurczy i nie musiałem się zatrzymywać ani iść. Ostatni odcinek 5km wyprzedziłem ponad 850 osób co dodało mi dużego kopa na przyszłość.

Istniał jeden problem z moim wyzwaniem, to koszty maratonów. I nie mówię tutaj o kosztach podróży ale o wpisowym. Berlin mnie kosztował £300, a Londyn £1500!!!! Bo tyle musiałem zapłacić dla organizacji charytatywnej aby pobiec. Prawda jest taka że trochę pomogli mi koledzy, przyjaciele mojej żony, ale to i tak dawało wielkie koszty.

Największy koszt to jednak TOKYO bo wpisowe £1000 plus kilka tysięcy £ kosztowała mnie wyprawa z dziećmi do kraju kwitnącej wiśni.

Istniały też możliwości inne, losowanie, lub limit czasowy dla odpowiedniego wieku uczestnika. Hmm sprawdziłem limity czasów i okazało się że Londyn ma 2:45!!!🙈🙈🙈kosmos dla mnie wtedy, Boston 3:15 też daleko i ciężko.

Wiec po Londynie i kilku nie udanych biegach gdzie „trenowałem” jak głupi, tak oczywiście myślałem że dobrze trenuje ale okazywało się że biegam coraz gorzej i nie robię postępów.

Wiedziałem ze jak tak dalej pójdzie to nigdy nie zrobię kwalifikacji do Bostonu lub NY, gdzie za ten maraton śpiewali sobie 5000$!!

Wiedziałem że przebiegając maraton w 3:15 to nie takie sobie i naprawdę trzeba się na trenować aby osiągnąć taki czas.

Ale dobrze wiedziałem i czułem że jestem na tyle uzdolniony i uparty że te 3:15 złamie i to wtedy był cel numer jeden.

Dużymi cyframi napisałem na kartce swój cel 4:37min/km – był to moje marzenie średnia kilometra do przebiegnięcia aby złamać 3godz15min.

Doszedłem do wniosku że plany internetowe nic tu nie pomogą i w styczniu 2016 natknąłem się na Piotra Ślęzak który trenował grupę amatorów i zapaleńców biegania. Zgłosiłem się do niego natychmiast i rozpoczęliśmy współpracę pod TOKYO. Czasu było mało bo koniec lutego biegłem w Japonii a do tego doznałem kontuzji mięśni piszczela.

Wiec czas jaki pobiegłem 3:17:00 był dla mnie bardzo dobry i wtedy uwierzyłem że jeśli potrenuje bez kontuzji to 3:15 złamie.

Pięć tygodni później pojechałem do Zurichu i tam biegłem do 33km z pace makerem na 3:15 ale postanowiłem się oderwać od nich i na ostatnich kilometrach nadrobiłem 4min i ukończyłem z czasem 3:11:00!!!! Byłe w niebie !!!! Bo zrobiłem kwalifikacje do Bostonu i Chicago. Cel osiągnąłem z nad wiązką.

Wtedy zwróciłem się do Piotra żeby mnie przygotował do Chicago na mój 4-ty z rzędu Majors i aby właśnie tam w Ameryce złamać 3godziny .!!!! 🙈🙈

Stała się rzecz niesamowita-

zacząłem myśleć tylko o sub3H i jak to złamać. Zacząłem czytać dużo książek na temat biegania Heheheh i nakręcałem się do tego wydarzenia naprawdę mocno. Chciałem nawet do Kenii jechać aby tam się przygotować ale wszyscy odradzali że to za szybko. Byłem tak nafazowany na ten bieg że nie mogłem spać po nocach. W połowie roku w lipcu zrobiłem nawet dwie połówki ironmana gdzie trening pod triathlonu wzmocnił mi wytrzymałość.

Chicago Październik 2016 pierwszy maraton w Ameryce!!! Wspominam z dreszczami na skórze bo takiej organizacji nie widziałem ani w Berlinie ani w Tokyo, a do tego mam sentyment do Ameryki, wiec chyba dla tego tak to odbieram. Sam bieg to od poczatku utrzymywanie tempa 4:15min/km i walka na ostatnich 4km bo nie miałem już siły totalnie ale przy mecie przyspieszyłem aby osiągnąć czas 2:58:55!!!!!

Poczułem się wtedy jakbym zdobył mistrzostwo olimpijskie i był lepszy od Kiptoche!!! Już od dawna koledzy mnie przezywali Jarek Szegumo albo biały Kenijczyk hehehe😂😂.

Wiec Chicago zapisało się w moim sercu jako pierwszy maraton poniżej 3 godzin!!!!! Niesamowite przeżycie!!! Daje takiego kopa do dalszych treningów i dało mi bardzo dużo pewności siebie że można wszystko jeśli ma się to w głowie.

Po Chicago miałem już 4 majorsy i brakowało mi tylko Boston i New York. Zaraz po Chicago byłem tak naładowany że chciałem pobiec w listopadzie tego samego roku NY !!!! A była taka możliwość poprzez załatwienia pakietu ale po powrocie do domu przemyślałem i postanowiłem że najpierw czas na Boston a na koniec zostawię sobie New York. I to była jedna z lepszych moich decyzji.

Do Bostonu (kwiecień 2017) rozpocząłem przygotowania w grudniu 2016 gdzie prędzej jeszcze uczestniczyłem w zakończeniu sezonu naszego zespołu Slezak Team z PL i odebrałem medal od trenera za rok wspólnej pracy. Byłem bardzo dumny ze widniałem na tablicy jako jedyny z całego zespołu który przebiegł poniżej 3 godzin.

Tam się dowiedziałem że w lutym jest organizowany obóz biegowy w Szklarskiej Porębie, gdzie zgłosiłem się minutę po ogłoszeniu informacji 🙈😂😂🤷‍♂️.

W grudniu 2016 roku rozpisaliśmy z Piotrem cele na 2017 rok gdzie uwzględniłem trzy maratony, Boston miał być biegniety na 2:48 a Berlin na 2:42 i NY tylko pobiec ale poniżej 3godzin. Piotr wtedy powątpiewał trochę w ten Berlin na 2:42 ale ja wierzyłem po Chicago że mogę wszystko 😂😂😂💪🏃👍.

Te 2:42 to moje małe marzenie było jak rozpoczynałem współpracę z Piotrem, wtedy wypełniłem formularz i w pytanie- jakie mam marzenie czasowe w maratonie odpisałem 2:42.

Ale wracając do tematu, zbliżał się obóz ale na tydzień przed naciągnąłem mięsień dwugłowy, a na obozie go doprawiłem na górkach i zaraz po doznałem kontuzji na biegu na 10km, wiec moje przygotowania pod Boston poległy w gruzach gdzie ostatnie 40dni nie mogłem biegać wcale.

Ale za to robiłem inne ćwiczenia aby być fit i nie polec na polu walki. W tamte przygotowania w których byłem kontuzjowany włożyłem wszystko co mogłem aby tylko pobiec w Bostonie.

Przecież to najsłynniejszy maraton na świecie!!! Filmów się naoglądałem o nim i książek naczytałem, wiedziałem że większość maratończyków marzy aby właśnie tam pobiec.

Będąc tam przekonałem się dlaczego tak jest.!!

Pomimo że czas był nie fortunny bo wypadały święta Wielkanocne a ja poleciałem tam sam to od sprawy sportowej śmiało mówię że takiego czegoś nie czułem nigdy nigdzie, a biegałem już w wielu biegach.

Tam pobiegłem z wielka radością cały dystans i z uśmiechem ba ustach, tam ten bieg dał mi pierwszy raz radość podczas maratonu. Zazwyczaj mam to na mecie ale tam miałem prawie przez cały czas!!! Do tego złożyło się że pobiegłem swoją życiówkę 2:57:31 pomimo kontuzji wcześniej, wiec po maratonie byłem podwójnie zadowolony.

Boston maraton z wszystkich Majorsow to duchowo mój najwyżej postawiony w hierarchii.

Wiec bo Bostonie jedno co chciałem to aby wyleczyć do końca kontuzje i przygotować się jak najlepiej do Berlina we Wrześniu. Do tego biegu miałem sporo czasu, wiec powoli i ostrożnie rozpocząłem przygotowania pod Berlin. W czerwcu poleciałem do Wrocławia na połówkę aby wystartować w nocnym i sprawdzić jak forma rośnie. Pomimo dobrego początku biegu poległem na ostatnich 4km i nie utrzymałem tempa i przebiegłem w 1:22:06 co i tak dało mi moje PB.

Lipiec przepracowałem solidnie a w połowie sierpnia wyjechałem na wyprawę na która czekałem od dłuższego czasu. Zameldowałem się w St.Moritz w Szwajcarii na wysokości 1850 n.p.m gdzie przez prawie 3 tygodnie trenowałem każdego dnia po dwie jednostki plus siłownia lub odnowa. Takiej szkoły biegania nie przeżyłem nigdy, a robiłem to pod okiem wyśmienitego maratończyka Mariusza Giżyńskiego, gdzie wspólne treningi oraz jego porady były bezcenne jak dla takiego amatora biegania jakim jestem. Forma rosła każdego dnia a ja nie chciałem się zatrzymywać i tylko biegać i biegać. Pomimo że harowałem każdego dnia ciężko na treningach, był to najwspanialszy okres treningowy jaki przetrenowałem. Po powrocie czekał na mnie sprawdzian na 3 tygodnie przed Berlinem, pobiegłem zaraz po przyjeździe pół maraton gdzie 21.1km przebiegłem w 1:16:59 i przebiegając metę sam się złapałem za głowę bo nie wierzyłem co zrobiłem. Po tym dniu wiedziałem ze Berlin będzie mój!!!!

Do Berlina wybrałem się prze Szczecin i wylądowałem 30km w jakieś wiosce pod Berlinem nad pięknym jeziorkiem. Tam spędziłem ostatnie godziny przed biegiem.

Berlin tego dnia to tez specjalny dzień dla mnie. Nie chodzi tu o organizacje która jest dobra ale właśnie w ten dzień przyszedł prawdziwy sprawdzian moich możliwości.

Ten maraton miał dać mi odpowiedz czy jestem w stanie przebiec maraton tempie średnim 3:50min/km gdzie dla amatora to już naprawdę czasu do pozazdroszczenia. Jeszcze na początku roku nie wydawało mi się realne że właśnie w tym roku przygotuje się na czas 2H42min, pomimo że takie czasy zapisałem w moich celach.

Berlin przebiegłem z zimna krwią i tylko odhaczałem co 5km pokonane kilometry.

Wszystko szło jak w szwajcarskim zegarku a ja skupiony na celu brnąłem do mety.

Czas ukończenia 42km195m 2godz.42min13sek!!!!!! Alleluja !!!zrobiłem to co kiedyś było fikcją dla mnie a teraz rzeczywistość, piękna rzeczywistość!!!

Do ostatniego Majorsa pozostało 5 tygodni a mi pozostała pustka w głowie i zero chęci do biegania w tym roku. Pod względem fizycznym byłem zmęczony ale pod względem psychologicznym byłem totalnie wypalony. Osiągnąłem swój szczyt i ciężko było mi nawet myśleć że będę musiał zrobić to jeszcze raz w tym roku już za kilka tygodni.

Wiec piec tygodni biegałem naprawdę w kratkę i bez większego zaangażowania. Trzymała mnie tylko jedna myśl przy treningach, że jadę na największy maraton na świecie i na mój ostatni szósty Majors.

Nowy Jork przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Cały pobyt to wspaniała przygoda i nie zapomniane chwile które można przeżyć tylko tam w Nowym Jorku.

Jest to tak duży bieg oraz taka ilość uczestników oraz kibiców że nigdzie indziej tego nie doświadczycie.

Nowy Jork ukończyłem z czasem 2:51:23 może nie tego oczekiwałem po Berlinie ale tego dnia dałem z siebie wszystko co miałem w nogach i w głowie. Dawno tak się nie zmęczyłem jak na tym maratonie, dawno nie biegałem tak dziwnej trasy, drugie 21km to jedne z trudniejszych km jakie przebiegłem w dotychczas. Ale tego dnia nie ważne było w jakim czasie dobiegnę albo jak bardzo się zmęczę, tego dnia kończyła się pewna historia której nadałem życie dwa pół roku wcześniej.

Tego dnia ukończyłem szósty Majors!!! Zapisałem się do historii maratonów jako jeden z niewielu uczestników którzy ukończyli te sześć maratonów.

1.Londyn 3:26:19

2.TOKYO 3:17:00

3.Chicago 2:58:55

4.Boston 2:57:31

5.Berlin 2:42:13

6.New York 2:51:23

Przeszedłem długa drogę, przemierzyłem trzy kontynenty, odwiedziłem Amerykę trzykrotnie,

Miałem możliwość zobaczyć Japonię i kulturę kraju kwitnącej wiśni, a to Wszytko dzięki pasji która pochłonęła moja duszę pewnego dnia i targa nią po dzień obecny. Bieganie jest chyba najprostszą dyscypliną sportową a do tego najwspanialszą. Ubierasz buty, wychodzisz na zewnątrz i biegniesz przed siebie!! Nic bardziej mnie nie relaksuje i oczyszcza mija głowę jak bieganie.

Wyzwanie zakończone. Abbott World Marathon Majors przebiegnięte.

Co teraz?? Następne wyzwanie, nowe cele. Plan się już robi i mam nadzieje że i tym razem podołam tym celom, które teraz są o wiele wyżej i dalej ale właśnie po to żyjemy aby spełniać swoje marzenia i cele.

Wesołych Świat Bożego Narodzenia Życzę Wszystkim

Chris Wiciak