Kontuzja i pacemaker

Muszę wrócić do połowy sierpnia i do dni na obozie gdzie przygotowywałem się do berlińskiego maratonu.

Rozpoczynałem 3 tydzień przygotowań gdzie wszedłem w fazę najważniejszych jednostek treningowych, czułem że forma szybuje w górę co nawet potwierdził mój VO2max, gdzie nie zawsze się do tego przywiązuje.

Ale pewność w głowie rosła strasznie i podniecenie biegowe szło w parze, ale jak w książce „Sekret”- Rhondy Byrne, możemy się dowiedzieć że dużo rzeczy które się dzieją z nami lub w naszym życiu to przyciągane są przez nas samych. I te dobre rzeczy jak i złe, ja się przekonałem już kilka razy że tak mam, i tym razem było tak samo.

Nie wiadomo skąd podczas drugiego tygodnia treningu w głowie zrodziła się myśl o kontuzji. Biegając cieszyłem się że nie mam kontuzji a moje ciało zajebiecie reaguje na dużą ilość kilometrów, gdzie każdego dnia sobie coś dokładałem i zwiększyłem dawki, ale cały czas kłębiło mi się w głowie – kontuzja.

W piątek zakończyłem drugi tydzień treningów i w sobotę na porannej sesji miałem rozpisane zbiegi 10×200/200, ale ponownie moje ego się odezwało i było mądrzejsze od trenera i powiedziałem sobie że jeśli mam biegać zbiegi to zrobię to 500/500, gdzie nawet podbiegłem w miarę szybko. Wiec przy piątej próbie zbiegu w sprincie poczułem ból w „lewym oczywiście” kolanie!!! Ale zignorowałem to i kontynuowałem trening. Następnego dnia zrobiona mocna sesja 3-2-1km szybkie po 3:25/km plus całodzienna niedzielna wycieczka górska dała się we znaki i wstając rano w poniedziałek już wiedziałem że coś z kolanem nie tak.

Lecz nie poddałem się i rowerem wjechałem na 2600npm i tam chciałem odbyć następną szybką sesje treningowa 10x1km, lecz nawet się nie rozgrzałam dobrze bo już po 1km truchtania noga odmówiła posłuszeństwa. Następne dni były tylko gorsze. I tak zakończyłem swoje przygotowania do najważniejszej imprezy roku. Próbowałem jeszcze masowanie, rozciaganie,rolowanie, nakłuwanie i inne zabiegi aby pomogło ale nic.

Wracając ze Szwajcarii zahaczyliśmy z żoną (była u mnie ostatni tydzień pobytu w Szwajcarii) o włoski Mediolan i tam szukając pocieszenia w mojej tragedii jakim była kontuzja postanowiłem kupić sobie buty do biegania !!! Co za ironia!- nie może biegać a kupuje buty!!! Ale tym razem zakup zrobiłem solidny bo właśnie co wyszedł update nowych Nike typ: ZM FLY INNOV V7.2 Racing Fast. Brzmi groźnie hehehe. Już prędzej jak testowałem inne biegówki to pisałem że nie jestem przekonany do Nike jako do butów do biegania, ale powiedziałem że spróbować jedna pare to przetestuje i właśnie chodziło mi o ten typ. Buty przetestowane i niedługo napisze artykuł. Ale wracając do tematu….

…….po powrocie do domu wyłączyłem się totalnie z mediów socjalnych i odinstalowałem wszystko z telefonu. Chciałem spokojnie poukładać sobie sam wszystko w głowie. W między czasie poleciałem do polski na rezonans magnetyczny aby zbadać kolano i dostałem opis po kilku dniach:

Jak widać najlepiej nie jest z moim kolanem, ale żeby być pewnym tego opisu niedługo lecę na następną wizytę aby potwierdzić diagnozę. Prawdopodobnie czeka mnie zabieg łękotki bo kolano to dokucza mi już kilka dobrych lat. Ale od kiedy zacząłem biegać to nie mogę znaleść czasu na naprawę tego. Ale tym razem już chyba nie mogę tego przekładać, bo w następnym roku mam najważniejsze starty i rok 2019 ma być moim jednym z ważniejszych.

Na koniec miesiąca Września, a dokładniej 30-stego miałem już wcześniej zaplanowany rodzinny pół maraton Ealing Half. Była to już 7 edycja tego biegu a moja trzecia. Żona startowała drugi raz i do tego biegu namówiliśmy dwóch synów aby wystartować całą ekipą. Młodszy syn właśnie w dniu biegu obchodził swoje 17-ste urodziny co było przepustką dla niego aby mógł wystartować legalnie w takim biegu. Chłopki przygotowania mieli nie za długie bo twierdzili że taki dystans 21km przebiegną na spokojnie. Ale już po kilku pierwszych treningach na 2 miesiące przed stwierdzili że to nie takie łatwe. Może widząc Ojca dziennie wychodzącego biegać myśleli że to bułka z masłem. Żona podeszła do tego bardziej profesjonalnie i regularnie 3 razy w tygodniu odbywała sesje treningowe, a kilka krotnie wspólnie zrobiliśmy treningi interwałowe po których musiałem Ją reanimować 😂🙈🙈, ale po dniu milczenia ponownie się odzywała hehe.

Jeśli chodzi o mnie to lekkie bieganie rozpocząłem na 14 dni przed połówka, lekkie treningi pokazały że kolano już tak mocno nie boli i chyba je trochę uspałem.

Na 7dni przed zrobiłem sobie bieg tempowy 16km. Na początku zakładałem że zrobię z narastająca szybkością, ale pierwsze kilometry rozpocząłem za ostro wiec próbowałem utrzymać tylko tempo które po 16km pokazało 3:45/km średnia. Wtedy powiedziałem sobie że spróbuje ten bieg pobiec na 1:18-1:19 bo wiedziałem że trasa ciężka z wieloma podbiegami i może braknąć mi siły w końcówce.

Do biegu wystartowaliśmy w okrojonym składzie rodzinnym bo syn starszy musiał zrezygnować w ostatniej chwili ponieważ tego samego dnia wypadł mu piłkarski trial i nie mógł pobiec tego biegu. Ale reszta ekipy była w mocnych bojowych nastrojach i przystąpiliśmy do zabawy.

Miałem wystartować pierwsze 4 km na spokojnie nie szybciej niż 3:45/km ale troszkę tempo z przodu było większe i pobiegłem 3:27-3:40/km a od piątego kilometra rozpoczynał się odcinek podbiegów i zbiegów. Taktyka była prosta pod górkę nie wolniej niż 3:50/km, a z górki przyspieszać do 3:15-3:20/km. Do 10km biegłem sam z przodu była może dziesiątka zawodników może kilku więcej.

Na 11km dobiegło do mnie dwóch zawodników i próbowali ślizgać się na moich plecach. Nie podobało mi się to i puściłem ich do przodu na 15km. Na 17km dobiegł do mnie jeszcze jeden młody człowiek i wyprzedził. To mnie rozzłościło i złapałem się jego pleców i postanowiłem utrzymać jego tempo. Było dla mnie szybko jak ta ten odcinek biegu bo na 18km zegarek pokazał 3:27/km, myśle sobie nie wytrzymam i do tego ostatni podbieg i gość się oddala. Na zbiegu mówię sobie łapie go i muszę utrzymać jego tempo.

Dobiegam i metr za nim biegnę ostatnie trzy kilometry. Na 500m do mety postanowiłem zaatakować i wyprzedziłem gościa i tylko widziałem z dała metę i nic więcej. Już wtedy wiedziałem że mnie nie dogoni a co później się okazało ostatnie 500m biegłem po 2:48/km wiec to już moje maximum chyba.

Na metę wpadłem w czasie 1:16:53 hmm niezły czas a nawet bardzo dobry można powiedzieć.

Trasa ciężka, na kontuzji (choć kolano nie bolało podczas biegu) bez mocnych treningów, bez spiny, – to wszystko złożyło się na naprawdę spokojny kontrolowany bieg.

Odebrałem medal i szybko na trasę biegiem z powrotem aby pomóc synowi, według umowy miałem robić za zająca i go poprowadzić do mety. Złapałem go na ponad 3km do mety gdzie znajdował się okoli 1min za pacemakerem na 1:50 z którym biegła żona i trzymała się tempa.

Od pierwszych metrów syn ruszył za mną i z tempa 5:20/km przeszliśmy na 4:40/km i rozpoczęliśmy gonitwę za żona oraz za zającem 1:50. Najpierw na 900metrow przed metą minęliśmy żonę a za chwile pacemakerow i ostrym finiszem wbiegaliśmy na metę w czasie 1:48 a 52sek za nami Kasia z czasem 1:49.

Podsumowując impreza się udała i urodziny także. Tym razem w biegowym tempie ale wszyscy byli zadowoleni …chyba 🙂

 

Teraz czeka mnie wyjazd do PL już na dniach i zobaczymy czy potwierdzi się opis z badania i czy? i jaki? zabieg będę potrzebował na te nieszczęsną lewą nogę.

Chce jak najszybciej mieć to za sobą i ze spokojna głowa przejść rehabilitacje i zimowe przygotowania. Myśle że jeszcze trochę odpoczynku od biegania przyda się dla mojego organizmu i głowy bo staranie kilka lat to życie tylko od biegu do biegu, bez większych przerw na odpoczynek.

Pomimo że teraz będę odpoczywał trochę od biegania to zamierzam pisać nadal do cootury tygodniowe artykuły o bieganiu oraz poprowadzę kilka weekendowych audycji radiowych w radio PRL24.co.uk na które zapraszam.

Z pozdrowieniami

Chris Wiciak

%d blogerów lubi to: