My Adventures

Bieganie ma taki wymiar jaki mu nadajesz…

Od kilku miesięcy dostaje bardzo dużo pytań w sprawie obecnego sposobu żywienia, co jem, jak przygotowuje posiłki i jak to się dzieje że trenuje na dużej intensywności i nie brakuje mi żadnych mikroelementów w mojej diecie. A może mi brakuje ale o tym nie wiem. To temat na następny post.

Ale nie dziś chciałem o tym napisać, ponieważ następny temat o jaki jestem pytany,  i każdego dnia dostaje kilka wiadomości na temat –  jak to się stało że biegając przez pierwsze kilka lat byłem naprawdę wolnym i przeciętnym biegaczem, ale przyszedł ten czas że sprawy potoczyły się innym torem i mój progres zaczął pikować w górę i nagle znalazłem się po drugiej stronie, po stronie o której zawsze marzyłem, o stronie która była dla mnie sufitem, a teraz jest podłogą po której coraz swobodniej stąpam.

Im więcej dostawałem takich pytań tym częściej zacząłem się zastanawiać nad tym zjawiskiem sam. Bo niby tak naprawde nie stałem się biegaczem na poziom reprezentacji polski, ale obecne wyniki w świecie amatorskim zaczynają coś znaczyć.

Bo analizując swoje ostatnie 7 lat biegania to dopiero ostatnie 3 lata czyli rok 2017,2018 i 2019 coś pękło, i rozpocząłem wędrówkę po swoje marzenia. Dlatego aby dokładnie przyglądnąć się swoim treningom i innym czynnikom przeszperałem swoje notatki z lat poprzednich, rodzaje treningów, rodzaje diet i jak pracowałem zawodowo w tym czasie.  Prześledziłem swojego bloga w którym opisuje wydarzenia i codzienne życie od 2015 roku. To bardzo mi pomogło bo mogłem zrozumieć jakie błędy popełniałem na początku swojej przygody z bieganiem i jak bardzo się rozwinąłem fizycznie i teoretycznie z wiedzy biegowej, gdzie do dziś cały czas poszukuje nowych bodźców do treningów i większej wiedzy na temat biegania.

Śmiało mogę podzielić moje bieganie na trzy etapy:

  • pierwszą grubą kreskę stawiam po roku 2015. Lata 2013,2014 i 2015 to raczkowanie i wielkie męczarnie i rozczarowania gdzie w 2015 spadałem w dół bez progresu zagubiony w swoich treningach. Doszedłem do maratonu na poziomie 3:26:19 London Marathon April 2015 i zjechałem do prawie 4H ponownie maraton w Katowicach i Atenach.
  • drugi etap to chyba ten jeden z ważniejszych w ciągu 7 lat biegania, chodź na „cuda” musiałem trochę jeszcze poczekać i zapracować. Bo nic się nie dzieje bez przyczyny, nie wierze w przypadki, i wiem że dużo rzeczy jest nam pisane o wiele wcześniej.  Ale sprawy trzeba wziąć w swoje ręce. 

W rok 2016 wkraczałem z mocnym postanowieniem zmian, pierwszy krok to znalezienie osoby która mi pomoże w rozpisywaniu treningów i coś wiecej doradzi. Tym bardziej że na koniec Lutego miałem zaplanowany wyjazd do Japoni na Tokyo Maraton. W połowie stycznia rozpocząłem treningi z pierwszym trenerem. Nawet że to był trener na odległość to dało mi to duży bodżiec do treningów. Na postępy nie było długo czekać, bo chodż w Tokyo pobiegłem zaraz po kontuzji, ale już tam poprawiłem się na 3:17:00, gdzie 4 tygodnie póżniej pobiegłem w Zurichu i na dużym luzie i na negative split zrobiłem 3:11:00 gdzie do 30km biegłem z pace makerem na 3:15. Był to bardzo ważny bieg dla mnie bo ten wynik dał mi kwalifikacje czasową do Bostonu na rok 2017. Ale zanim tam pojechałem to wcześniej w October 2016 poleciałem z żoną do US do Chicago. Plan był prosty pobiec tak aby złamać pierwszy raz 3godziny. Stając na starcie byłem świecie przekonany że to właśnie w Chicago będzie ten dzień gdzie wpisze się jako maratończyk sub3h z dwójką z przodu. Jak zaplanowałem tak zrobiłem chodz zapraszam do przeczytania o tym posta bo emcji było bardzo dużo. Wiec rok 2016 zamknąłem z czasem 2:58:55 w maratonie. Ale chciałem zwrócic uwage że to właśnie tego roku bardzo dobry postep zrobiłem na dystansie pół maratonu bo z 1:32 rok wcześniej pobiegłem Reading Half w Kwietniu 2016 w 1:26:03 i we Wrześniu domowy Ealing half marathon 1:22:51 gdzie, właśnie wtedy poczułem że moge urwać z tego dystansu naprawde dużo i już wtedy wydawało mi się żę bedę mogł takie dystanse pokonywac w czasie 1godz12min.

Ale żeby pójść dalej za marzeniami i przygodą wiedziałem że mam jeszcze duże możliwości, bo do tego momentu czyli do początku roku 2017, tak naprawde nigdy nie dałem z siebie na treningu coś wiecej, lub nigdy ten trening nie był dla mnie zabójczy lub nie do wykonania. Dobrze wiedziałem że mam mocną głowe do maratonów i że coraz lepiej czuje się jak wychodzę poza komfort biegania. Zacząłem lubieć ból w biegu, niby dziwne ale to dla mnie taki afrozydniak w bieganiu.

Plan na 2017 był pobiec marathon w granicach 2godzin40min!!!! poważnie, tak mi się w głowie zrobiło że powiedziałem sobie, mając lat 42 pobiegne marathon w 2:42. Aby to zrobić i skoczyć ze średniej 4:12min/km  na 3:52min/km musiałem zaangażować się w bieganie jeszcze bardziej.  Podeszłem do tematu bardzo profesjonalnie, przynajmniej tak myślałem, bo skąd moglem wiedzieć jak wygląda profesjonalne życie biegacza. Wiec rozmawiałem z trenerem o jeszcze lepszych treningach, nowych bodzcach, które miały mnie zaprowadzić tam gdzie marzyłem o tym. Oprócz biegania i jednostek treningowych oraz ogromnej ilości ćwiczeń jakie sobie aplikowałem każdego dnia, postanowiłem zmienić system żywienia, bo chodz ta strefa była mi już znana ale pozostawiła dużo do życzenia. Problem był taki że moje ciało pamietało że jeszcze kilka lat wcześniej byłem grubasem 115kg-mowym który pożerał tony mięsa i fast foodów. Dlatego zawsze musiałem się pilnować aby nie pozwolić sobie na jakieś grzeszki.  Dlatego aby być pod wiekszą kontrola rozpocząłem współprace z Panią dietetyk która miała na zadanie abym zrzucił niezbedne (wdług mnie) kilogramy i poczuł wiecej energii w bieganiu.

Trzymając się założeń noworocznych w lutym 2017 pojechałem na pierwszy obóz biegowy w życiu. Tak naprawde nie wiedziałem co mnie czeka, ale na samą myśl że bedę mógł biegać dwa razy dziennie pod opieką, trenera, fizjo napawało mnie wielkim optymizmem. Obóz w Szklarskiej dodał mi następnego kopniaka i wiary we własne siły. troche skrzydla podcieła mi kontuzja jakiej się nabawiłem zaraz po przyjeżdzie ze Szklarskiej podczas biegu na 10km uszkodziłem mieśnie dwugłowe. Teraz już wiem że za mocno przepracowałem obóz zimowy na którym już ten mięsień dawał mi znaki, ale zlekceważyłem. Dlatego to kosztowało mnie 40 dni bez biegania!! A najgorsze że to były ostatnie 40dni przed boston Maratonem na który czekałem najbardziej. Bo być maratończykiem i nie pobiec w Bostonie to dla mnie jak być w Rzymie i nie zobaczyć Koloseum. Dlatego bardzo niezadowolony pojechałem do ameryki. ten wyjazd to jeden z moich najgorszych jakie mogłem sobie wtedy zorganizować. Sam, wylądowałem tam, tylko na 4 dni i w dodatku w Świeta Wielkanocne!!! Chociaż bieg był z tych których nigdy nie zapomnę. Cała trasa to bieg w strefie przyjemności i totalnie enjoyowałem się tym biegiem. A na końcu się okazało że poprawiłem nawet swoje PB na 2:57:33. Zaraz po Bostonie udalem się na wakacje z żoną i juz wtedy wiedziłem że na jesień już nie popełnie takiego samego bledu i przygotuje się tak aby uniknąc kontuzji.

Nastepną kwestą jaką chciałem wdrożyć do mojego życia biegowego to zapoznanie się z profesjonalnymi maratończykami, których mógłbym podglądać i uczyć się od nich jeszcze wiecej, bo same książki które czytałem nie dawały mi tego co rozmowa z zawodowcem.

A jak wspomniałem wcześniej że nie wierze w przypadki to przyciągnąlem do siebie te sprawy i tych zawodników. w krotkim czasie okazało się że koleżanka z pracy ma siostre sprinterke, vice mistrzynie świata na 400m w sztafecie. Zakolegowałem się szybko jak się dowiedziałem że będzie w Londynie i umówiłem się z Nią i poprosiłem o trening na hali lekkoatletycznej z bierznią 200metrową. Spedzilem bardzo dobry czas z Eweliną ale najważniejsze że przez Nią poznałem Arkadiusza Gardzielewskiego a za chwile Mariusza Giżyńskiego co okazało sie strzałem w 10 dla mnie. Bo to właśnie Gardziel doradził mi abym pojechał na przygotowania do St.Moritz zamiast do Keny o której myślałem odkad zacząłem biegać. Bardzo dużo dały mi rozmowy z Arkiem oraz jak byłem w Szawjcarii to kilka treningów zrobiłem z Mariuszem Giżyńskim. Gość pokazał mi takie ćwiczenia rozciągające że moje ciało nie umiało najprostrzego jakie mi pokazywał heheh. A dobrze wiedziałem że wlaśnie małe rzeczy, małe detale stają się głównym czynnikiem w póżniejszym wyniku.

Obóz w St.Moritz to chyba mój świat w innym życiu był bo tam od pierwszego wjazdu poczułem się jak w raju, raju biegowym. O tym miejscu mógłbym napisać kilka książek, jedną z każdego mojego pobytu tam.  Ale właśnie tam ST. Moritz 2017 roku w Sierpniu poczułem że to jest to miejsce ten czas że tutaj mogę się przygotować pod każde zawody. Moja adaptacja w tych górach przychodzi niezmiernie bardzo łatwo gdzie moje ciało po 3-5 dniach jest gotowe do cieżkich jednostek treningowych. Giża może potwierdzić jak biegałem na wysokości 2650npm trening tempowy jednokilometrówki po 3:30min/km na truchcie 4min. Może wtedy były to za silne jednostki dla mnie ale mój poziom adrenaliny w tym momencie wybuchał a po czasie zamieniał się w euforię i szczęście jakie odczuwałem wtedy.

Dlatego kiedy wróciłem do domu do Londynu , i wziąłem udział w pół maratonie na 4 tygodnie przed maratonem w Berlinie, wiedziałem że złamie wreszcie 1godz20min a bardziej myślałem o 1;19. Ale podczas biegu okazało się że bardzo swobodnie biegnie mi się po 3;40min/km wiec po 12-13km tylko przyśpieszałem. Bieg ukończyłem officjalnie z 1:17:00 i wiedziałem że berlina maratonu nie moge spieprzyc a moje 2:42 z początku roku 2017 jest bardzo realne. Dzień przed maratonem rozpisałem sobie czasy na poszczególnych punktach pomiarowych i końcowy czas napisałem 2:42:24 a ukończyłem w 2:42:13!!!! To był mój najłatwiej przebiegniety maraton !!! Byłem do niego przygotowany na tip top a myśle że mogłem się pokusić o urwanie jeszcze minuty ale to mi w zupełności starczyło. Zaraz dwa tygodnie pózniej pobiegłem 10km gdzie pierwszy raz wygrałem bieg w kwalifikacji ogólnej i przerwszy raz złamałem 35min.

Wtedy po Berlinie postanowilem że zmienie trenera. pomimo mojego suskcesu osobistego, naszego sukcesu bo jego zasługa była bardzo duża, ale wiedziałem że chcąc osiagnąc coś wiecej i przybliżyć się do magicznego czasu, kosmicznego jak dla mnie czyli do 2:29:59 . Aby to osiagnąc musiałem zmienić trenera który jest prawdziwym zawodowcem, maratonczykiem, lub był zawodowcem. Dlatego koniec roku 2017 i rok 2018 spedziłem i trenowałem pod nowym okiem trenerskim. trener z kadry narodowej naszej druzyny lekkoatletycznej ktora przebywała w lipcu 2017 w Londynie na Mistrzostwach Swiata. Tam sie spotkałem i umówiliśmy się że po Berlinie rozpoczniemy treningi.  Rok 2017 zakonczony w listopadzie w New York Marathon i odebranie Six Stars World Majors Marathon uwieczniło i zakończyło moje wyzwanie przebiegniecia 6 największych maratonów na świecie. Byłem 9-tym Polakiem który tego dokonał. Ale nie to było najważniesze, ważne było teraz aby z nowym trenerem potwwierdzic forme i zrobic krok następny.

Rok 2018 rozpoczął się nie najlepiej bo zszedłem z trasy z marcowego maratonu w Roterdamie gdzie mialem na zadanie przebiec testowo 21km a okazało się że głowa nie wytrzymała i po 11km opuściłem trase, tłumacząc sobie że mam kontuzje. Zaraz pożniej pobieglem na fantazji nie najlepiej przygotowany Orlen marathon w 2:42:34, ale prawda była taka żę nie czułem treningów nowego trenera. Do tego nałożyły się problemy osobiste oraz problemy w pracy. Bo jak się wali to się wali wszystko. Aby ratować sytuacje pojechalem ponownie do St. Moritz to drugi raz w 2018 roku bo wcześniej zawitałem na krótki czas w styczniu. Ale w St Moritz próbowałem chyba nadrobić stracony czas i doznałem kontuzji kolana, a dokładnie łękotki. Berlin marathon poszedł w odstawkę a ja się poddałem badanią kolana które zaprwadziły mnie do szpitala gdzie 12 listpada 2018 roku przeszedłem artroskopie kolana lewego. Wtedy przyszedł czas na przemyślenia i pożegnanie się z trenerem. To nie znaczy że był zły, wręcz przeciwnie to bardzo dobry fachowiec ale poprostu w układzie ze mną nie zadziałał ten mechanizm.

I tutaj kończe drugi etap mojej metamorfozy. Gruba kreska.

W rok 2019 wszedłem z myślą że rozpoczynam nowy rozdział biegania. Wszystko co było do tej pory wymazuje i rozpoczynam nową karte w bieganiu ale i nie tylko.

W grudniu 2018 roku postanowiłem że przejde na weganizm, który chodził za mną już wcześniej ale wtedy nie było mi po drodze z nim, można by było tak rzec. Do tego doszła zmiana pracy, więc zawodowo, biegowo, i żywieniowo rozpocząłem nowy rodział pod roboczym tytułem NOWY Ja.

W styczniu 2019 r znowu wziąłem pod lupę sprawy żywieniowe, bo jak mówią „jesteś czym jesz „, a ja poszedłem jeszcze dalej i powiedziałem ” jesteś co przyswajasz”. Wiec z weganizmu przeszedłem na witarianizm. Robiac ten krok zaryzykowałem bo to niezbadany grunt żywieniowy jeśli chodzi o płaszczyzne sportową. Wiarianizm to całkowite ożywianie się na surowo. Czyli weganizm na surowo. utrudnienie tutaj takie że nic nie gotujemy tylko jemy surowe warzywa, i owoce. Pijemy soki znich. Jemy suchone orzechy, i owoce. Spożywamy rośliny strączkowate, kiełki, kiszonki także.

Gama produktów jest obszerna lecz zawężona.  Nie jemy żadnych produktów przetwożonyc, ktore ulegly obróbce termicznej. wszystko co suszymy to w temeratuze nie wiekszej niz 48st cencjusza. Nie spożywamy, ryzów, makaranów, ziemnaków etc.

Jak widać wyzwanie, a jeszcze większe jak się trenuje i pracuje, dom i rodzina, wegańska ale gotująca nadal.

Wracając do biegania – szukałem od początku 2019 roku nowego trenera. Tym razem powiedziałem sobie że musi to być człowiek jeszcze aktywny biegowo, zawodowiec i umiejący trenować amatorów a przedewszystkim takie trudne charaktery jak mój.

Padło na Marcina Chabowskiego, którego dla każdego troche biegającego nie trzeba przedstawiać. Gość miał autorytet jaki szukałem i umiał przekazać wiedzę swoim podopiecznym w taki sposób aby zawodnik był zdrowy to przede wszystkim a przy tym robił postępy sportowe.

Chciałem się spotkac z Nim osobiście i postanowiłem że sciagne gościa do Londynu aby zrobił szkolenia dla naszych tutaj wyspiarskich biegaczy. ja przy okazji miałem okazje się z Nim zapoznać troche lepiej. I tak trafiłem na warsztat Marcina Chabowskiego.

Tym bardziej była to przemyślana osoba bo potrzebowałem bardzo doświadczonej głowy jak wyjśc z takiej kontuzji i nie wpaść w kolejną i spokojnie się przygotowywać i wrócic na swój poziom biegania w 2019 aby w 2020 uderzyc już na poważnie z pełnymi obciążeniami.

I właśnie znajduje się obecnie w moim trzecim etapie mojego biegania ale tak naprawde to mój pierwszy w którym ponownie zmieniłem prawie wszystko. Idziemy w nowe które stopniowo ma mnie przybliżyć do 2:29.

Sumując muszę napisać że musiałem bardzo dużo zmienić w swoim życiu biegowym, mentalnym, żywieniowym aby przeskoczyć bliżej swoich marzeń. Rozpoczynajac od bardzo rygorystycznej diety gdzie porzuciłem, cukry, słodycze, następnie jedna z ważniejszych spraw to nabiał. rezygnując z nabiału moje zdrowie naprawdę się poprawiło. Już nie bedę wspominał jak bardzo jestem wdzieczny sobie że porzuciłem produkty zwierzęce a przede wszystkim jajka, które mnie zamulały każdego południa. A surowe odżywianie to o wiele szybsza i lepsza regeneracja.

Jesli chodzi o aspekty treningowe to zmieniłem podejście do treningu i zawodów. Ja jak trenuje to daje z siebie wszystko, a jak myśle że to był mój max to próbuje wymusić jeszcze wiecej oszukując swoją głowe do jeszcze wiekszego wysiłku. Ćwiczenia stabilizacyjne, ćwiczenia siłowe, rolowanie to obecnie podstawa każdego dnia treningu. Moje podejście do treningu i zawodów jest takie, że może jestem nikim dla wiekszości ale dla siebie jestem zawodnikiem który ma swój cel i chce go osiągnąc, ale nie tylko chce -JA WIERZE ŻE TO OSIĄGNE.

Moja wiara w moje umiejetności, plus 100 innych mniejszych a jak ważnych czynnikow budują moją Pewność w to co robie i jak to robie.

Wiara, systematyczność, mądry i ciężki trening,zaufanie, radość prowadzi mnie każdego dnia i wiem że znajde się tam gdzie moje marzenia się spełnią.

Chris Wiciak

29/04/2020 London 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: