My Adventures

Nowy ja. Powrót do życia.

Dawno już nie pisałem posta na bloga.

Przygotowania pod Berlin maraton pochłonęły mnie tak bardzo ze postanowiłem nie udzielać się w tym okresie i opisywać moich treningów aby w spokoju trenować.

Przypomnę tylko że przed moją operacja 12Listopada 2018 r przebiegłem ostatni bieg treningowo 12-godzinny trening ultra w którym przetruchtalem 113,5km i zamknąłem tym samym pewien etap w moim bieganiu.

Od 2013 roku kiedy z grubaska 115.5kg zacząłem zrzucać wagę do 85kg w 12 tygodni(dziś waga 73kg) i rozpocząłem przygodę z bieganiem, z dyscyplina z która nigdy nie miałem nigdy do czynienia. Bieganie polubiłem od dnia pierwszego i trwa do dziś.

Pierwszy Marathon to Berlin i 4godzina walka ze skurczami i ze swoimi słabościami. Później było coraz lepiej i w ciągu pięciu fajnych biegowych lat zeszłem do 2:42:13. Gdzie po drodze zrobiłem Majorsa Londyn,Berlin,Tokyo,Chicago,Boston i New York.

Kontuzja kolana i operacja w 2018 zakończyła pewien etap biegowy.

Od 2019 roku rozpocząłem nowy etap sposobu odżywiania i przeszedłem na weganizm a ścisłe mówiąc na witarianizm. Polega on na jedzeniu tylko produktów roślinnych i owoców surowych i żadnych rzeczy przetworzonych lub gotowanych. Czyli warzywa, owoce i orzechy wszystko surowe lub suszone.

(Pizza na surowo)

Wtedy także ponownie rozpocząłem biegać, chodź najpierw była długa i mozolna rehabilitacja dzień po dniu, gdzie dopiero w kwietniu przebiegłem pierwsze 2.5km na bieżni mechanicznej. Był to tylko lekki trucht który sprawił mi dużo radości ale bardzo dużo bólu.

Wtedy właśnie sobie zdałem sprawę że bieganie rozpoczynam od punktu zero, ale z dużym bagażem doświadczenia i przygody z dwoma trenerami.

Najpierw chciałem sam się trenować i wrócić do formy ale pomyślałem że jeśli chce to zrobić dobrze i bez błędów i bałem się że mogę szybko doznać nowej kontuzji, wiec postanowiłem że muszę znaleść fachowca w tej dziedzinie. Tym razem postanowiłem że uderzę do fachowca który na pierwszym stopniu stawia zdrowie zawodnika a później wyniki.

I właśnie takim człowiekiem jest Marcin Chabowski 10cio krotny mistrz polski na 10k i mistrz polski w maratonie z tego roku. Czwarty zawodnik mistrzostw Europy.

W rehabilitacji i pierwszych miesiącach ćwiczeń pomagał mi Jakub Juniewicz który także współpracuje z Marcinem Chabowskim.

Znam jeszcze jednego podobnego gościa to Mariusz Giżyński, który ma jeszcze chyba większy bagaż doświadczenia. Byłem dwa lata temu w St.Moritz i miałem przyjemność trochę trenować z nim wiec z stąd moja opinia o nim.

Ale postawiłem na Marcina i muszę powiedzieć że to była moja jedna z lepszych decyzji jakie dokonałem w ostatnich kilku latach.

Od maja 2019 rozpoczęliśmy pierwsze treningi i naprawdę bardzo wolno wchodziliśmy w bieganie. Początkowo to truchtanie easy w tempie komfortowym z kilometrażem 40km w tygodniu. I tak 8 tygodni, później pierwsze jakieś lekkie akcenty. Biegać coś zacząłem dopiero w lipcu ale byłem jeszcze bardzo daleko z formą.

Później wyjechałem w sierpniu na 3 tygodnie do Szwajcarii do St.Moritz i razem mieszkając, przebywając 24h na dobre i trenując, robiąc sprawność, ćwiczenia i jego wskazówki poczułem że naprawdę mogę wrócić na swój poziom już we wrześniu w Berlinie. Choć Marcin mnie ostrzegał i powiedział że najpierw mam wrócić na bieganie na poziomie 2:42 w Berlinie a dopiero jak przepracujemy zimę to na wiosnę mogę sobie coś więcej obiecać.

Ale jak już większość wie ja KOCHAM StMoriz i jeśli mógłbym się przeprowadzić to bym już tam mieszkał.

Te miejsce daje mi takiego kopa motywacyjnego że nigdzie tak się nie czuje. A w tym roku doszły wspólne treningi z takim Mistrzem!!! Na początku nawet nie myślałem że będę biegał wspólnie razem ale już w drugim tygodniu wieczorne człapanie które On biega w tempie 4:00-4:10/km okazało się ze moje HR nie przekraczało 132 i z łatwością przychodziło mi takie easy bieganie.

Ale najbardziej gość dopasował do mnie treningi gdzie zwiększył tylko lekko kilometraż i robiłem tylko dwie mocniejsze jednostki treningowe a reszta to easy runy.

Tu właśnie poczułem różnice trenera że dawkuje idealnie z ostrożnością treningi a nie zajeżdża zawodnika kilometrażem lub intensywnością danych jednostek. Jak biegałem lub próbowałem coś szybciej to za każdym razem był przy mnie i dostawałem taki opierdol że szkoda gadać.

Słowa jego zapamiętam na zawsze które powtarzał na lotnisku na tempie- CHRIS TRENING BUDUJĄCY!!!! Masz czuć lekkość i luz a nie zażynać się aby przebiec daną jednostkę. Nie masz dziś siły biegniesz trening albo wolniej lub mniej powtórzeń. Nic na siłe.

Formę w górach budujemy a nie rujnujemy.

Powiem wam że po dwóch tygodniach jak przebiegłem long Run na luzie 30k ze średnią 3:58/km to wtedy poczułem że zachodzą we mnie już zmiany. Bo biegać tak szybko poniżej 2godzin 30km na wysokościach 1850npm to dla mnie była rzecz wielka.

A wszytko to kompletnie na surowo na samych surowych warzywach i sokach owocowych robionych wszytko samemu.

Z „nieroba”kuchennego zostałem dobrze działającym i radzącym sobie robotem kuchennym!!! Wszytko robię i przyrządzam sobie sam. Chodź bakcyla załapała żona i także unika mięsa i je dużo na surowo.

Wróciłem do UK po trzech tygodniach w sobotę 31 Sierpień i pierwsze kroki skierowałem tego dnia do przychodzi MY MEDYK aby zrobić badania krwi i zobaczyć gdzie jestem po obozie. Okazało się że wyniki zaskoczyły mnie na plus, wyniki krwi były najlepsze od kilku lat ponownie. Wiec to utwierdziło mnie w wierze że można mocno trenować i biegać i zdrowym być jedząc warzywa,owoce i pijąc soki. Marcin do dziś przecięta oczy ze zdumienia że byłem w stanie robić dwie jednostki treningowe dziennie na obozie przy tylko dwóch warzywnych posiłkach każdej doby!!!

W niedziele pierwszy Wrzesień, czekał mnie mały test czyli pół maraton w Maindhead.

Muszę napisać że naprawdę z dużą łatwością wybiegałem nową życiówkę 1:15:51 czyli średnia 3:35/km . Byłem zadowolony bo zrobiłem to tak łatwo i prosto z treningu że wiem ze to tylko kwestia czasu jak złamie 1:15 i myśle ze i 1:14. Stać mnie na biegi po 3:20/km lub szybciej. Znam siebie i wiem że tam zawędruje pomimo że na zegarze już zaraz 45lat. Ale chce nadrobić stracony młodzieńczy czas. Myśle ze mi się uda.

Po połówce zostało 4 tygodnie treningów a tak naprawdę to dwa bo ostatnie dwa do maratonu w Berlinie to spokojne schodzenie z ilością km oraz z intensywnością. Czułem że mam formę bo na 3 tygodnie do maratonu na długim wybiegania 30km w Bushy Park czułem się jak młody Bóg pokonując każdy kilometr po 3:50-3:55/km, a do tego testowałem własnej roboty żelki które przyrządziła mi żona, i Ona tego dnia była jako serwis na rowerze gdzie przez prawie 2 godziny jechała koło mnie i podawała napoje.

Tak bardzo nie mogłem się doczekać tego maratonu bo od ostatniego dzieliło ponad 18 długich miesięcy.

A jak już przyszedł czas na lot do Berlina to taki stres mnie ogarnął że dawno takiego czegoś nie czułem.

Chyba trochę to moja wina bo za dużą presję na siebie nałożyłem jak ja pierwszy Marathon po kontuzji, i na surowo gdzie tez się tego obawiałem czy nie braknie mi energii na 35-40km ale wiedziałem że głowa tu odegra najważniejszą role.

Ale powiedziałem sobie – „Teraz jestem nowy Ja” . Tamten Chris Wiciak już nie wróci. Bieganie od tego roku to nowy rozdział i byłe wyniki wszystkie i biegi i wydarzenia poszły w przedawnienie i nie wracam myślami. Rozdział zamknięty.

Chce poczuć coś nowego i myśle że to mi się uda- a z pomocą moje żony Kasi i rodziny oraz zajebistego trenera jestem świecie przekonany że będziemy się świetnie bawić nadal w bieganie.

Berlin Marathon to w tym roku najlepsze moje przeżycie. Tak bardzo oczekiwane ale jest już po. (Pisane 1st Października)

Jak dobrze, z chwilą strzału pistoletu startera o 9:15am czasu berlińskiego cały stres opadł i zacząłem robić to co obecnie lubię najbardziej czyli przebierać bogami i mijać kilometry w jak najszybszym czasie.

Wszystko miałem rozpisane i „zastrzeżone” że biegnę pierwsze 21.1km ostrożnie na spokoju w 1:20:30 i ani sekundy szybciej. Dopiero po 30km mogę coś przyspieszyć, a po 35km jeśli dam radę to mogę nawet lecieć. Wskazówek się trzymałem cały czas, a poszczególne strefy czasowe co 5km mijałem z uśmiechem na ustach i ze szwajcarską precyzją.

Jak przebiegłem punkt 21.1 w 1:20:30 to pomyślałem sobie Panie Chabowski powinnieś być dumny z ucznia bo plan wykonuje jak szwajcarski zegarek. Do 35km odhaczałem poszczególne kilometry w miarę z łatwością nawet biegnąc już jakiś czas po 3:40/km każdy kilometr, zmęczenie poczułem w nogach na 38km ale wtedy powiedziałem sobie jeszcze dwa do 40 stego i już będziemy w domu. Ostatnie dwa to z zamkniętymi oczami przebiegnie.

Wiec starałem się tylko aby dobiec do 40km w czasie i wtedy sprawdziłem i ostatnie dwa to już tylko walka z czasem aby złamać 2:40 i trochę walka z wiatrem bo właśnie tam wiało najbardziej i na zmęczonego już był bardzo dokuczliwy, a nie miałem się za kim schować. Ostatnia prosta to radość i ulga że meta i tylko zerkałem ile mogę jeszcze urwać z czasu.

Wpadłem na metę 2:39:41 hmm zajebisty czas !!! Druga połowa dystansu przebiegnięta o 1min20sek szybciej od pierwszej. Mało kto biega na negative split mi się udało dopiero drugi raz w życiu. Drugi raz oczywiście w Berlinie. Dlatego nie ważne było dla mnie jak zaczynałem ważne jak skończyłem, bo do 15km mijało mnie dużo kozaków którzy później musieli przeprosi dystans i zwalniali lub szli. Szacunek do maratonu trzeba mieć zawsze nie ważne na jakim poziomie się biega.

Złota zasada to – maraton to ostanie 12km na nie pierwsze 30km i tego niech się każdy trzyma.

Kurde tyle się dzieje podczas takiego maratonu ze mógłbym pisać i pisać, dziś naprawdę dystans 42km i 195 metrów minął mi w oku mgnieniu. Niby tak daleko a tak blisko.

Dziś swoją życiówkę zrobiła moja żona która w sprinterskim tempie także przemierzała między punktami aby mnie dopingować i wspierać. Jej obecność jest dla mnie najważniejszym wsparciem i nie wyobrażam sobie biegać następnych biegów bez jej obecności.

Dlatego już niedługo meldujemy się we Włoszech na połówce gdzie będzie mnie ponownie dopingować i pomagać abym cały dobiegł do mety.

W planach jeszcze jakaś 10k i 5k już za kilka tygodni wiec formę będę chciał utrzymać aż do końca listopada.

Później trochę odpocznę i w grudniu zaczynamy nowe przygotowania pod maraton w Londynie.

Życie nie lubi przestojów i ciszy. A napewno nie życie biegacza.

Jestem wdzięczny wszystkim co mi pomagali od dnia operacji aż po dzień w Berlinie bo bez wsparcia rodziny i znajomych by mnie tu nie było. Dziękuje.

Do śledzenia moich relacji zapraszam na stronę http://www.biegiemnasurowo.com gdzie już za kilka dni wrzucę opis zatytułowany – Jeden dzień treningu w nowych Nike Vaporfly Next% ”

Warto przeczytać. Bo przeżycia były niesamowite.

Zapraszam

5 komentarzy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: