Koniec początku……

Zawsze jakiś okres w życiu się kończy, i nie ważne czy to dobry czy zły, tak samo jest w bieganiu. I nie zawsze możemy to świadomie kontrolować.

Sezon w tym roku rozpocząłem przygotowaniami do Rotterdam Marathon a wylądowałem w Warszawie nie w pełni przygotowany. Ale chcąc bardzo pobiec maraton na wiosnę zrobiłem to bardziej sercem i głowa niż przygotowaniem fizycznym. Ukończyłem go na 37 miejscu z czasem 2:42:39 to tylko 27 sekund gorzej od mojego PB. Wiec sumując ten bieg to byłem bardzo zadowolony i rokował dobrze na przyszłość na jesienne wojaże. Bo na jesień we Wrześniu miałem stanąć na starcie Berlińskiego maratonu który miał być dla mnie pierwszą kwalifikacją do Mistrzostw Świata Master w 2020r w Londynie.

Po drodze do jesiennego startu wystartowałem w kilku biegach na 5k,10k i pół maratonie, kilka biegów wygrałem gdzie takie wyniki ucieszyły mnie ale i potwierdziły że forma rośnie i wszystko idzie w dobrym kierunku.

Na początku Sierpnia wyjechałem na miesiąc na obóz do St.Moritz gdzie przez pierwsze dwa tygodnie wszystko szło według planu. Aklimatyzowałem się przez pierwszy tydzień ale już w drugim biegali mi się naprawdę super pomimo że treningi były ciężkie i kilometraż duży ze średnia 30km na dzień. Ale w trzecim tygodniu jak trenowałem zbiegi ( na ciul mi to było to do dziś nie mam pojęcia!!), i szybko zbiegając poczułem ból w lewym kolanie. Oczywiście lewe kolano ma swoją historie i to nie była nowość bo że mam kolano przeznaczone do operacji to dowiedziałem się już kilka lat wcześniej ale dopóki nie bolało lub ból był do wytrzymania to biegałem przez 5 lat. Nigdy nie było czasu na operacje.

Wróciwszy do domu we Wrześniu, odpocząłem od biegania kilka tygodni, ale powróciłem do treningów pod koniec miesiąca i 27 Września pobiegłem jeszcze pół maraton na Ealingu w Londynie gdzie przy kilku fajnych podbiegach i górkach pobiegłem 1:16:52 gdzie widać było że forma w sierpniu już była i sam się zastanawiałem jakbym pobiegł w Berlinie.

Ciężko przeżyłem tą kontuzje, tzn nadal przeżywam bo do końca się nie pozbierałem.

W wrześniu odwiedziłem Polskę dwu krotnie gdzie wykonałem badania rezonansu magnetycznego na kolano oraz wizyta u lekarza aby zrobił odczyt i powiedział co robimy dalej.

Zanim wyjechałem drugi raz do polski to trzy dni prędzej zrobiłem sobie trening wyzwanie. Biegając tylko sporadycznie ostatnie tygodnie postanowiłem że zrobię sobie bieg 12 godzinny. Trochę to wyglądało dziwnie, ale szukałem jakiś bodźców aby poczuć się lepiej po tej kontuzji i dlatego postanowiłem ze przed operacja pobiegnę ostatni raz właśnie w taki sposób. Wariactwo, ale ja nigdy nic w normie nie robiłem jeśli chodzi o bieganie wiec dla mnie to normalna sprawa.

Sam bieg bardzo ciężki bo przez pierwsze 4 godziny narzuciłem za duże tempo i już tak naprawdę po 3 godz jak przebiegiem 40km to miałem dość i chciałem zakończyć challange ale dzięki żonie i przyjaciół jacy przyjechali do mnie wieczorem i biegali wraz ze mną zdołałem wytrzymać ten trud tak długiego biegu jak dla mnie. Prędzej nic powyżej 4 godzin nie biegałem, a ostatnie 2 lata to nie dłużej niż 3godz.

To był naprawdę dobry test dla głowy bo to od niej najwiecej zależało. A ostatnio myślałem że moja najsilniejsza broń jaką była moja mentalna strona, trochę zawodzi mnie w kryzysowych sytuacjach podczas biegów. Wiec test przeszedłem chyba na ocenę dobrą.

Tym biegiem zakończyłem jakiś rozdział w swoim bieganiu. Podsumowując te ponad 5 lat nigdy nie zdawałem sobie sprawy że bieganie mnie tak pochłonie a ja uzależnię się od niego tak bardzo. Jeśli chodzi o aspekt sportowy to tez wielki pozytyw bo rozpocząłem

od 4godzin w maratonie i jak narazie dobiegłem do 2:42,

w pół maratonie od 1:36 do 1:16,

10km z 44min do 34min,

5km z 30min do 16min.

Operacja 12 Listopad we Wrocławiu. Mam nadzieje że wszystko pójdzie sprawnie i jeszcze w tym samym miesiącu będę mógł rozpocząć rehabilitacje. Najbardziej martwi mnie czy i kiedy powrócę do normalnego biegania, a najbardziej zastanawiam się czy będę miał jeszcze szanse biegać tak szybko jak dotychczas i czy mogę mógł pobiec w 2019 roku dwa maratony które zakwalifikują mnie do mistrzostw świata master w 2020 w Londynie. Bo nic lepszego by mnie nie spotkało jak udział w takich mistrzostwach a w dodatku u siebie w domu. Mam nadzieje że właśnie ten cel będzie mnie determinował do powrotu do szybkiego biegania.

Teraz tylko mogę kibicować innym, będę kontynuował pisanie do gazety cooltura+ oraz prowadził audycje w radio PRL24.co.uk w niedzielne poranki, ale dodatkowo rozpocząłem coś nowego czyli rozpocząłem trenowanie innych. Zobaczymy jak to mi się ułoży i czy mam już wystarczające doświadczenie aby poprowadzić innych i przekazać im swoją wiedzę. Dlatego jesień i zima będzie ciekawa mimo że z kilkoma niewiadomymi. Ale cóż właśnie to mnie najbardziej kręci w tym bieganiu.

Jakiś etap zamykam i łapie nowe co mi przyniesie przez najbliższe kilka miesięcy.

Chris Wiciak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: