Z Północnej Walii do „nocnego” Wrocławia

Siedem czerwcowych dni które bardzo mocno dały się we znaki mojemu organizmowi.

Podczas dwóch wieczornych sobotnich biegów, w dwóch całkiem różnych pół maratonach wystawiłem swój organizm na próby wytrzymałościowe „chyba” z przekroczeniem granic. Ale jak już kiedyś powiedziałem, że jak staje na starcie to daje z siebie nie 100% (bo tyle daje na treningach) ale 120%!!!!

Może biegacze to jakiś rodzaj masochizmu sportowego którzy poprzez ból i cierpienie osiągają zadowolenie i radość.

Najpierw 9th czerwca pojechałem na dwu dniowe zawody drużynowe do Walii gdzie mieliśmy do przemierzenia z północnej części do Cardiff ponad 340km rozłożone na 20 etapów, (10 Sobota,10 Niedziela).

Ja pobiegłem ostatni etap sobotni o długości 21km gdzie nachylenia wynosiły 16% podbiegów, a na zbiegach momentami jeszcze większe!!! I nic by nie było złego w podbieganiu i wspinaniu się ale okazało się że ja nie umie zbiegać jak jest bardzo stromo!!! Jestem wolniejszy od siebie niż na płaskich odcinkach!!!

Czy to możliwe? Oczywiście, bo podczas zabiegania strasznie blokuje sobie biodra i nie pozwalam puścić nóg do przodu aby tylko co jakiś czas dotykały podłoża. Bardzo się dziwiłem że zabiegałem szybkościami 3:05-3:10/min a zawodnicy mijali mnie jakbym stał w miejscu!!!!

Wiec gdy skończyły się ostre zbiegi to byłem na pół metku trasy totalnie wykończony bo czułem ból wszędzie od bioder aż do stóp!!!

Na 9km byłem totalnie pusty i bez siły, a do tego po chwili musiałem się zatrzymać bo zacząłem wymiotować. Wiec pitstop przymusowy zaliczyłem i zanim się pozbierałem to minęło sporo czasu. Ruszyłem ponownie ale odczuwałem zawroty głowy i bałem się że mogę paść tego dnia bo słońce było niemiłosierne !!!!

Biegnąc mówiłem tylko do siebie żeby tylko dobiec do 15km , później następny i następny i tak dotrwałem do 18km gdzie ostatnie 3km to prosta do mety gdzie czekały na nas tłumy ludzi i nasze zespoły.

Dobiegłem 1:23:10, padłem i nie mogłem wstać.

Próbowałem ale miałem problem z balansem ciała wiec leżałem na trawie następne 15min.

Ten bieg wyssał ze mnie wszystkie siły oraz strasznie zmasakrował mi moje nogi i biodra na stromych zbiegach. Następne 4 dni praktycznie wcale nie biegałem bo nie mogłem, a czułem się jak po pierwszym maratonie. W ogóle bolało mnie wszędzie.

Byłem zły na siebie że tak bardzo źle pobiegłem ten bieg, a do tego czekał na mnie pół maraton we Wrocławiu na który się szykowałem i tam chciałem naprawdę pohasać.

Wiec próbowałem do soboty wieczora odpoczywać jak najwiecej. Nie trenowałem bo forma była i jest i tak bym nic nie zmienił.

W sobotę od rana poświęciłem trochę czasu najpierw na badania swojego ciała i odwiedziłem kilku lekarzy jak i terapeutów, ale preferencje moje bardziej idą w naturalne sposoby leczenia niż lekarskie systemowe framy.

Ale oczywiście zdążyłem zjeść dobry obiad i walnąć popołudniową drzemkę. O 8pm już kierowałem się na stadion gdzie niedaleko był start zawodów. Następnie spotkałem się ze znajomymi i powędrowałem na rozgrzewkę gdzie troszkę pobudziłem krew przed startem.

Próbowałem opóźniać wszystko aby nie stresować się na lini startu, wiec jeszcze na 10min przed startem robiłem szybkie przebieszka troszkę w oddali od lini startu.

Tam spotkałem jeszcze tak samo rozgrzewającego się Arkadiusza Gardzielewskiego znanego polskiego maratończyka, który przybył na start biegu prosto ze szpitala gdzie odbierał żonę i syna który urodził się dwa dni prędzej. Wiec była możliwość złożenia gratulacji i zamienienie słowa.

Na 3min do startu wskoczyłem zaraz za zawodnikami elity i z drugiej lini próbowałem wystartować tego wieczora.

11tys ludzi zgromadził nocny pół maraton we Wrocławiu gdzie wzorowa organizacja i głośna muzyka zagrzewała wszystkich do walki na dobrze przygotowanej trasie.

Jednego czego mi brakło to punktu wodnego szybciej niż na 7-mym kilometrze!!

Ale zanim dobiegłem tam to najpierw start…..

gdzie poszedłem jak na 400m ( śmiał się kolega po biegu) ale cóż adrenalina zrobiła ponownie swoje Hehehe.

Chcesz się poczuć jak elita to próbuj startować z nią na równo 🙈, wolałbym kończyć z nimi ale na to może kiedyś też przyjdzie czas, któż to wie.

Wiec wystartowałem ostro ale tym razem powiedziałem sobie że lecę pierwsze 10km na 35min z hakiem a później zobaczymy.

Troszkę mnie zatkało na pierwszych 3km gdzie biegłem po 3:25-3:28min/km i to mnie zaniepokoiło, ale chciałem się przykleić do jakiejś grupy lecz miałem problem bo przede mną biegła grupa 15-20 osób tempem o 5-8sek szybsze na km niż ja i nie mogłem się ich utrzymać a za mną biegła grupa 3:40/km

Na 6km bardzo już mi się pic chciało a stacji z wodą jak nie było tak nie było!!! Dopiero po znaku wskazującym 7km mogłem zamoczyć swoje spragnione usta. Trochę wcześniej dobiegłem do jednej z dziewczyn która odpadła z drugiej grupy cały czas biegliśmy razem przez następne 5km, była to zawodniczka z no21 Aleksandra Brzezinska.

W tym biegu najlepiej poczułem się po 7km jak zaczerpnąłem wody i wtedy poczułem przypływ energii. Od 7km do 13km były to moje najlżejsze kilometry gdzie nie schodziłem powyżej 3:35/km. Czułem się świetnie i powoli liczyłem że może to właśnie dziś mogę powalczyć o 75min.

10km minąłem z czasem 35:57 z 30sek za wolno ale czułem ze mogę spokojnie podkręcić tempo jeszcze. Po chwili koleżanka odpadła i nie utrzymała tempa a ja biegłem sam, ale na 12km dobiegł do mnie znajomy Dawid Smolak który tego dnia biegł po swój najlepszy wynik. Jak później powiedział czuł się tego nią znakomicie. Ja tez tak czułem się przez następne 4km gdzie na 16km zacząłem odczuwać pierwsze boleści w łydkach.

Na 17km Dawid oderwał się na 10 metrów i z każda chwila oddalał się wolno. W tym momencie już nie potrafiłem utrzymać tempa a wręcz przeciwnie zaczęło mi spadać o kilka sekund. Mijając 18km już naprawdę moje nogi zaczęły płakać i czułem naprawdę ból. Robiłem wszystko aby jak najmniej zwolnić i stracić.

Ostatnie 3km były dla mnie bardzo długie i bolesne. Zaczęły mnie mijać kolejne osoby co bardzo źle na mnie wpływało, na 20km poczułem głód, mówię siebie przecież ja mam żelka!! o którym kompletnie zapomniałem, wyciągnąłem i wypiłem do połowy i wyrzuciłem. Było już za późno na takie uzupełnianie paliwa, chciałem tylko dobiec do mety, ale na 800m do mety wyprzedziła mnie dziewczyna! Pomyślałem że to ta z no21 i zacząłem pędzić za młoda kobieta ile sił w nogach, a że ich nie pozostało za dużo to ciężko mi było przykleić się do niej. Ostatnie 500m daje z siebie co mogę i tylko koncentruje się na jej tyłku aby się zbliżyć i minąć 🙈🙈, lecz tym razem nie daje rady. Zatrzymuje się i upadam na ziemie……

…..po chwili czuje ukucie w palca, otwieram oczy i widzę jakiś sanitariuszy i mnie leżącego na łożku w namiocie. Pamietam że wbiegłem do mety do tego momentu nic więcej. Pozamiatało mnie strasznie pomyślałem, a myślałem że kontroluje bieg do końca. 🤔🤔

Po 20min wypuścili mnie gdzie udałem się do namiotu elity gdzie pierwsza trójka szykowała się do wręczenia nagród. Pogratulowałem wszystkim i poczekałem na wręczenie nagród oraz odsłuchanie hymnu polskiego.

Hmmm….jedząc zupę zastanawiałem się nad całym biegiem bo byłem strasznie zadowolony z całego biegu jak i z czasu 1:17:49 chodź nie złamałem 1:16 i nie zrobiłem swojego PB ale tego dnia dałem z siebie Wszytko i dziś moje nogi było stać na tamie a nie inne bieganie. Zastanawiałem się dlaczego mnie tak strasznie położyło na mecie bo wydawało mi się że na 20km moja głowa normalnie funkcjonuje.

Nic, nocny pół maraton wrocławski przebiegnięty w czasie 1:17:49 z podniesioną głową!!!

Pomimo że to tylko 21km ale muszę powiedzieć że te dwa biegi w ciągu 7dni dały mi w kość i to porządnie. Ale jestem bardzo zadowolony z progresu mojego i treningu, bo przecież przygotowania pod wrześniowy maraton jeszcze nawet nie rozpocząłem wiec mam dobre myśli co do jesieni bo wiem że będzie moja!!!

Jeszcze miesiąc i wyjeżdżam na obóz do St.Moritz gdzie w szwajcarskim kurorcie będę szlifował swoje marzenia aby później stały się osiągniętym celem. Jestem w takim miejscu teraz po tych latach treningu i wiem że mogę osiągnąć nadal wielkie rzeczy, które kiedyś nawet na myśl mi nie przychodziły ale wiarą i upartością wraz z pomocą kilku osób realizuje siebie i uczę się na nowo.

Chris Wiciak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: