Orlen Warsaw Marathon 2018 w 2:42:39

Że wystartowałem w Orlen Warsaw Marathon 2018, to wielki przypadek i podjęta decyzja na kilka tygodni przed samym biegiem. Jeszcze raz się potwierdza że spontan mnie nie zawodzi. Wiec zamiast pobiec pierwszy mój maraton w tym roku w Rotterdamie, bo tak zaplanowałem już pod koniec roku, to ze względu na trudny początek przygotowań i na borykające mnie problemy i kontuzje postanowiłem trochę namieszać w swoich planach startowych i opóźnić ten bieg do maximum i spróbować nadrobić stracony czas.

Orlen wydawał mi się bardzo dobra opcją, równa i szybka trasa, oraz obsada biegu była dobra ponieważ w tym dniu odbywały się także Mistrzostwa Polski PZLA na królewskim dystansie gdzie najlepsi oprócz medali zamierzali zrobić minima kwalifikacyjne na sierpniowe Mistrzostwa Europy w Berlinie.

Ciekaw byłem rywalizacji pomiędzy Mariuszem Giżyńskim ( z którym trenowałem w tamtym roku w Szwajcarii), a Arkiem Gardzielewskim któremu też bardzo kibicuje i On tez udzielił mi kilku ważnych wskazówek w bieganiu.

Wiec bieg wydawał się atrakcyjny i uprzedzając fakty taki właśnie był. Przyjeżdżając do Warszawy już w piątek nie wiedziałem czego mogę się spodziewać sam po sobie, bo niby na koniec ostatniego sezonu obiecałem sobie że na wiosnę powalczę o czas na poziomie 2:3…pare, ale że moje przygotowania i forma pozostawiała dużo do życzenia to byłem trochę zakłopotany.

Nie chciałem wystartować w maratonie w Warszawie i przebiec go luźno i zrobić 2:55 lub więcej bo nie o to mi chodziło i nie taki cel, a z drugiej strony jak przesadzę z tempem to zapewne zejdę z trasy i wtedy jeszcze bardziej się zafiksuje, że może ten mój czas w Berlinie to był mój „pick” w bieganiu!!!

Bo już takie myśli mi przychodziły w tym sezonie jak było ciezko na treningach Hehehe, a do tego nie pomogło mi kilka biegów w których albo umierałem podczas wyścigu albo zeszłem z trasy bo nie dałem rady utrzymać tempa lub coś bolało. Tak było w Rotterdamie gdzie startując razem z elita na starcie przeskoczyłem nad leżącymi Kenijczykami którzy upadli w efekcie kraksy i coś mi przeskoczyło w biodrze, biegnąc z bólem pokonałem tylko 11.5km i zeszłem z trasy.

Później analizowałem ten start bo coś mi nie pasowało w tym co zrobiłem, bo niby kontuzja i ból poczułem, ale dlaczego na 5km miałem miedzy-czas 17min25sek, a na 10km 35min25sek gdzie mój PB to 34:59 wiec tylko 26sek wolniej. Im głębiej się zastanawiałem tym bardziej przychodziło mi do głowy że może moje ciało mnie oszukało, bo biegłem za szybko pierwszy odcinek i dawało sygnały w postaci różnych bóli a najbardziej biodra.

Czy byłem w ten dzień tak przygotowany aby pokonywać kilometry w czasach 3:20-3-30min/km? Bo mógłbym najprościej powiedzieć sobie że kontuzja mnie dopadła i musiałem odpuścić i że jest wszystko w porządku. Ale to nie ja, mój charakter nie pozwala mi na łatwe wymówki, ja chce wiedzieć dokładnie co się stało aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. Nienawidzę podchodzić do sprawy że dziś był upał lub trasa była z kilkoma podbiegami, że wiało lub że napewno się nie wyspałem i dlatego pobiegłem słabo lub źle, ja nie szukam tego rodzaju wymówek bo dla mnie takie nie istnieją.

Ja szukam problemu u siebie i próbuje analizować aby w następnych startach to się nie powtórzyło.

Dlatego ten maraton w Warszawie miał mi dać kilka ważnych odpowiedzi. Ostatnie dwa tygodnie po zejściu z trasy w Rotterdamie więcej analizowałem i odpoczywałem niż się ruszałem, chodź przejażdżka rowerowa dobrze mi zrobiła.

Nie chciałem wywierać dodatkowej presji na sobie i dlatego nigdzie się nie afiszowałem że startuje, do tego stopnia że o moim starcie wiedziało 2 osoby. Przez ostatni tydzień biłem się z myślami że jeśli pobiegnę, to na jaki czas? Jakie tempo obrać? Jaka taktyka? Postanowiłem że pobiegnę na 2:40 na negatives split czyli druga połowa ma być szybsza. Trudne zadanie ale nie chciałem zaczynać za szybko i zobaczyć jak będę biegł pierwsze 21km .

Wiec po długich namysłach zakodowałem sobie miedzy czasy i pozostał mi start w niedziele.

W sobotę dzień przed startem to szybkie odebranie numeru z expo i totalny relaks połączony z duchową terapią ciała.

Fizyka kwantowa na ciele biegacza to nowość jaką wprowadzam w tym sezonie 🙈🙈 i poddaje się jej totalnie. Dochodzę do wniosku że bieganie to nie tylko czysta matematyka i przeliczenia czasów, dieta i ile zjedliśmy i co?, ale coś więcej. 🤷‍♂️

Tym razem troszkę zmieniłem swoje przyzwyczajenia w dniu maratonu i wstałem na 2,5godz przed startem wiec późno, śniadanie też inne bo tym razem toast z masłem i dżemem, pół banana plus dwa jajka na miękko. Obeszło się bez kawy na samej wodzie.

Jeśli chodzi o buty to postawiłem ponownie na Bostony 6 bo przy mojej wadze (ile? Za duża!!🙈🙈) i długości biegu nowe adidasy sub2 by się nie sprawdziły. Zmieniłem tylko ze pobiegłem bez skarpetek, ale za to ubrałem rękawki thermalne które miały na zadanie chłodzić moje ręce!!! Fajna sprawa i działa- im więcej się pociłem na słońcu tym bardziej zimne były moje rękawki !!! Jak zauważycie MoFarha w Londynie też takie cóż używał, a mogło by się wydawać że było za gorąco na taki ubiór. Nic mylnego.

 

Przybywszy na start długo czekałem na rozgrzewkę bo dopiero 15min przed rozpocząłem rozciąganie i lekkie przebieżki, ale nie przesądzałem z tym rozgrzewaniem bo wiedziałem że jak się rozciągnę to mi wystarczy ponieważ większość energii potrzebuje na bieg. Wiec 8:55am wskoczyłem do pierwszej strefy zaraz za elita i czekałem spokojnie na start.

Tym razem postanowiłem ze nie będę się pchał na czoło i spokojnie wystartuje, pierwsze dwa km wyszły bardzo wolno bo po 3:55min/km, ale po chwili skorygowałem tempo biegu i zegarek pokazywał 3:43-3:48min/km .

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_03_srv_20180422_091906_1

Na pierwszych 5km uformowała się grupa 6-8 biegnących którzy chowali się za mną ponieważ momentami wiał straszny wiatr. Troszkę nie podobało mi się to ale pierwszy raz biegłem taką grupą. Na 6km zaraz po mocnym podbiegu na starówce dobiegł do mnie jeden kolega i powiedział, „domyślam się że biegniesz na 2:40”, przytaknąłem tylko głowa. Usłyszałem po chwili że jeśli dobiegniemy trochę szybciej do jednego przed nami to tamten biegnie również na 2:40 i będziemy się go trzymać.

Zrozumiałem że to jakiś pewny zawodnik, a dodatku miał numer elity z nazwiskiem. W miarę szybko złapaliśmy kolegę z przodu i tak biegliśmy przez następne kilometry. Ustawiłem się koło niego i pierś w pierś dyktowaliśmy tempo które po 10km zaczęliśmy trochę podkręcać ponieważ było trochę straty około 53sek, ale dobiegając do połowy dystansu praktycznie byliśmy tak jak zaplanowałem 1godz20min,

…czułem świeżość i dużo siły, oddychało mi się swobodnie na niskim tętnie 138bpm.

Nagle po połówce biegnący z boku kolega pyta:

⁃ biegłeś w Berlinie we Wrześniu? Odpowiadam ze tak.

⁃ W białej koszulce Bostonu? Zadaje drugie pytanie.

⁃ Tak. Odpowiadam.

⁃ To biegliśmy razem większość dystansu i prawie razem skończyliśmy. Byłeś szybszy ode mnie o kilkanaście sekund.

Zamurowało mnie !!! Ja nie pamiętałem z kim biegłem w Berlinie. I nie pamietam chłopaka. 🙈🙈🤷‍♂️🤷‍♂️To jeszcze bardziej związało mnie z nim.

Na 25km zacząłem odczuwać pierwsze zmęczenie w nogach, gdzie odcinek następnych 4km przebiegliśmy w silnym przeciwnym wietrze, który strasznie spowalniał nas i męczył. Wziąłem pierwszego żelka (miałem tylko dwa), ale za bardzo dużo nie pomógł, tzn nie odczułem tego. W tym momencie już pozostało nas tylko dwójka, reszta się wykruszyła bo słońce, wiatr i dystans zbierał swoje żniwo. Punkt wodny na 31km i biorę kilka kubków wody następnie gąbki z wodą i cisnę ale oglądam się i widzę że partner został z tylu lekko, wiec zwalniam i czekam, ale podbiega do mnie i mówi żebym biegł dalej sam bo nie utrzymuje tempa. Kurde myśle sobie, kiwam ręka i zapraszam aby ruszył, ale nic z tego, jak nogi nie podają to nic nie pomoże.

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_02_rkl_20180422_111449_2

Wiec biegnę sam i naprawdę zaczynam odczuwać trudy biegu, pod drodze mijam kilku zawodników ale widzę ze tempo moje zaczyna spadać i to radykalnie powyżej 3:53/km.

Zaczynam mówić sobie aby tylko do 35km dobiec a później już zostanie tylko 5km bo nie liczę ostatnich dwóch hehhe.

Mijając 35km mówię teraz już się nie poddam nawet widząc że moje 2:40 odpłynęło to walczę aby osiągnąć jak najlepszy czas.

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_02_msf_20180422_113808_2

Mekki przyszły na 38 i 39km gdzie tempo spadło mi na 3:58/km i tam wziąłem drugiego żelka, ale wydawało mi się że człapie, odcięło mi totalnie nogi, czułem podobny ból nóg i niemoc jak w New York tylko tutaj miałem do pokonania zaledwie kilka kilometrów a tam 20 pare Hehehe. I z tego wyciągałem pozytywy, i tak wbiegam na most Świętokrzyski 40km punk kontrolny i duża grupa kibiców którzy tak mnie podbudowali i dopingowali ze wracam na swój tor i ostatnie dwa kilometry przebiegam w normalnym tempie 3:44min/km i w pełni zadowolony wpadam na metę w czasie 2:42:39 co daje mi drugi mój czas i tylko 26 sekund wolniej od Berlina. Wow

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_01_ajk_20180422_114210

Staje za meta i czekam za meta na kolegów którzy pozostali troszkę za mną ale którzy przez większość dystansu biegli razem ze mną.

Wbiegają i przybijam każdemu piątkę i ściskam kolegę z którym przebiegłem prawie cały dystans, okazuje się że to Krystian Kochanek znany biegacz w świecie warszawki. Fajny bieg z fajnymi ludźmi, pierwszy raz biegłem w takiej grupie i z grupą, muszę powiedzieć że strasznie pomaga bieg w takim gronie aby utrzymać tempo i strasznie mobilizuje.

2:42:39 38 miejsce w kwalifikacji generalne i 17th w polskim championacie (jeśli był bym zgłoszony w PZLA)

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_01_mz_20180422_114304_1

Pisząc teraz po kilku dniach i po analizie muszę powiedzieć że zrobiłem mega wynik.

Przygotowania były pod psem, nadwaga startowa, brak konsekwencji w treningach i odżywianiu i suplementacji,ale widocznie tak miało być bo to dało mi odpowiedz że ostanie pół roku nie zmarnowałem i nie cofnąłem się w rozwoju a wręcz przeciwnie zrobiłem postęp który może nie widać po lepszym czasie maratonu ale w tym przypadku taki czas to tak jakbym przebiegł maraton w 2:37:00

( ostatni miesiąc treningu!!! Można powiedzieć bez treningu 🙈🙈🤷‍♂️)

Powaga- daleki jestem od chwalenia siebie po biegu ale tak jak kiedyś napisałem że byłem zadowolony z przygotowań do Berlina niż z samego biegu bo to było odzwierciedlenie mojego treningu, tak tutaj jestem mega zadowolony z całej taktyki biegu i jak go pokonałem bo tym razem to był dla mnie kosmos.

I właśnie takie coś potrzebowałem aby jeszcze bardziej się zmotywować na następne starty podczas tego sezonu.

Wiec zapowiada się ciekawie 💪💪🏃🏃👌💪💪

Chris Wiciak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: