6 STARS – Abbott World Marathon Majors

W 2013 roku we wrześniu jak przebiegłem swój pierwszy pół maraton upadając za meta wykończony i pół przytomny powiedziałem sobie wtedy że nie jest możliwe abym kiedyś przebiegł cały dystans, ponieważ tamtego dnia ostatnie 400m do mety dobiegłem ale za bardzo nie pamiętając za dużo z finishu.

Ale kiedy odpocząłem, minął jakiś czas i dojrzałem emocjonalnie to pierwszego mojego maratonu, postanowiłem pobiec go w Berlinie w 2014.

A jak bardzo przeżyłem ten moment ?

Już na starcie moje serce waliło mi 175bpm!!

Czas prawie 4 godziny i straszne skurcze

łydek od 35km to nie był najlepszy mój czas i nie wspominam go dobrze.

Ale wtedy powiedziałem sobie ze chce przebiec jeszcze tylko jeden maraton w Londynie gdzie mieszkam od prawie 20lat i to wystarczy jeśli chodzi o maratony bo dystans ten mnie tak wykończył że pomyślałem sobie- maratony nie dla mnie są pisane.

Ale po Berlinie dowiedziałem się że jest takie piękne wyzwanie w którym trzeba przebiec 6 największych maratonów na świecie i stajesz się eksluzywnym członkiem i odbierasz przepiękny medal wraz z certyfikatem.

Sprawdziłem listę i okazało się że jest tylko niecałe 400 osób na świecie i tylko kilka osób z polski którzy ukończyli wszystkie te maratony (koniec 2014 roku).

Wiec mój challenge wdrożyłem w życie odrazu i zapisałem się na Londyn maraton.

Londyn 2015 to był mój drugi Majors i pobiegłem go wtedy naprawdę dobrze bo 3:26:19 co było dużo poprawa z Berlina i nie miałem żadnych skurczy i nie musiałem się zatrzymywać ani iść. Ostatni odcinek 5km wyprzedziłem ponad 850 osób co dodało mi dużego kopa na przyszłość.

Istniał jeden problem z moim wyzwaniem, to koszty maratonów. I nie mówię tutaj o kosztach podróży ale o wpisowym. Berlin mnie kosztował £300, a Londyn £1500!!!! Bo tyle musiałem zapłacić dla organizacji charytatywnej aby pobiec. Prawda jest taka że trochę pomogli mi koledzy, przyjaciele mojej żony, ale to i tak dawało wielkie koszty.

Największy koszt to jednak TOKYO bo wpisowe £1000 plus kilka tysięcy £ kosztowała mnie wyprawa z dziećmi do kraju kwitnącej wiśni.

Istniały też możliwości inne, losowanie, lub limit czasowy dla odpowiedniego wieku uczestnika. Hmm sprawdziłem limity czasów i okazało się że Londyn ma 2:45!!!🙈🙈🙈kosmos dla mnie wtedy, Boston 3:15 też daleko i ciężko.

Wiec po Londynie i kilku nie udanych biegach gdzie „trenowałem” jak głupi, tak oczywiście myślałem że dobrze trenuje ale okazywało się że biegam coraz gorzej i nie robię postępów.

Wiedziałem ze jak tak dalej pójdzie to nigdy nie zrobię kwalifikacji do Bostonu lub NY, gdzie za ten maraton śpiewali sobie 5000$!!

Wiedziałem że przebiegając maraton w 3:15 to nie takie sobie i naprawdę trzeba się na trenować aby osiągnąć taki czas.

Ale dobrze wiedziałem i czułem że jestem na tyle uzdolniony i uparty że te 3:15 złamie i to wtedy był cel numer jeden.

Dużymi cyframi napisałem na kartce swój cel 4:37min/km – był to moje marzenie średnia kilometra do przebiegnięcia aby złamać 3godz15min.

Doszedłem do wniosku że plany internetowe nic tu nie pomogą i w styczniu 2016 natknąłem się na Piotra Ślęzak który trenował grupę amatorów i zapaleńców biegania. Zgłosiłem się do niego natychmiast i rozpoczęliśmy współpracę pod TOKYO. Czasu było mało bo koniec lutego biegłem w Japonii a do tego doznałem kontuzji mięśni piszczela.

Wiec czas jaki pobiegłem 3:17:00 był dla mnie bardzo dobry i wtedy uwierzyłem że jeśli potrenuje bez kontuzji to 3:15 złamie.

Pięć tygodni później pojechałem do Zurichu i tam biegłem do 33km z pace makerem na 3:15 ale postanowiłem się oderwać od nich i na ostatnich kilometrach nadrobiłem 4min i ukończyłem z czasem 3:11:00!!!! Byłe w niebie !!!! Bo zrobiłem kwalifikacje do Bostonu i Chicago. Cel osiągnąłem z nad wiązką.

Wtedy zwróciłem się do Piotra żeby mnie przygotował do Chicago na mój 4-ty z rzędu Majors i aby właśnie tam w Ameryce złamać 3godziny .!!!! 🙈🙈

Stała się rzecz niesamowita-

zacząłem myśleć tylko o sub3H i jak to złamać. Zacząłem czytać dużo książek na temat biegania Heheheh i nakręcałem się do tego wydarzenia naprawdę mocno. Chciałem nawet do Kenii jechać aby tam się przygotować ale wszyscy odradzali że to za szybko. Byłem tak nafazowany na ten bieg że nie mogłem spać po nocach. W połowie roku w lipcu zrobiłem nawet dwie połówki ironmana gdzie trening pod triathlonu wzmocnił mi wytrzymałość.

Chicago Październik 2016 pierwszy maraton w Ameryce!!! Wspominam z dreszczami na skórze bo takiej organizacji nie widziałem ani w Berlinie ani w Tokyo, a do tego mam sentyment do Ameryki, wiec chyba dla tego tak to odbieram. Sam bieg to od poczatku utrzymywanie tempa 4:15min/km i walka na ostatnich 4km bo nie miałem już siły totalnie ale przy mecie przyspieszyłem aby osiągnąć czas 2:58:55!!!!!

Poczułem się wtedy jakbym zdobył mistrzostwo olimpijskie i był lepszy od Kiptoche!!! Już od dawna koledzy mnie przezywali Jarek Szegumo albo biały Kenijczyk hehehe😂😂.

Wiec Chicago zapisało się w moim sercu jako pierwszy maraton poniżej 3 godzin!!!!! Niesamowite przeżycie!!! Daje takiego kopa do dalszych treningów i dało mi bardzo dużo pewności siebie że można wszystko jeśli ma się to w głowie.

Po Chicago miałem już 4 majorsy i brakowało mi tylko Boston i New York. Zaraz po Chicago byłem tak naładowany że chciałem pobiec w listopadzie tego samego roku NY !!!! A była taka możliwość poprzez załatwienia pakietu ale po powrocie do domu przemyślałem i postanowiłem że najpierw czas na Boston a na koniec zostawię sobie New York. I to była jedna z lepszych moich decyzji.

Do Bostonu (kwiecień 2017) rozpocząłem przygotowania w grudniu 2016 gdzie prędzej jeszcze uczestniczyłem w zakończeniu sezonu naszego zespołu Slezak Team z PL i odebrałem medal od trenera za rok wspólnej pracy. Byłem bardzo dumny ze widniałem na tablicy jako jedyny z całego zespołu który przebiegł poniżej 3 godzin.

Tam się dowiedziałem że w lutym jest organizowany obóz biegowy w Szklarskiej Porębie, gdzie zgłosiłem się minutę po ogłoszeniu informacji 🙈😂😂🤷‍♂️.

W grudniu 2016 roku rozpisaliśmy z Piotrem cele na 2017 rok gdzie uwzględniłem trzy maratony, Boston miał być biegniety na 2:48 a Berlin na 2:42 i NY tylko pobiec ale poniżej 3godzin. Piotr wtedy powątpiewał trochę w ten Berlin na 2:42 ale ja wierzyłem po Chicago że mogę wszystko 😂😂😂💪🏃👍.

Te 2:42 to moje małe marzenie było jak rozpoczynałem współpracę z Piotrem, wtedy wypełniłem formularz i w pytanie- jakie mam marzenie czasowe w maratonie odpisałem 2:42.

Ale wracając do tematu, zbliżał się obóz ale na tydzień przed naciągnąłem mięsień dwugłowy, a na obozie go doprawiłem na górkach i zaraz po doznałem kontuzji na biegu na 10km, wiec moje przygotowania pod Boston poległy w gruzach gdzie ostatnie 40dni nie mogłem biegać wcale.

Ale za to robiłem inne ćwiczenia aby być fit i nie polec na polu walki. W tamte przygotowania w których byłem kontuzjowany włożyłem wszystko co mogłem aby tylko pobiec w Bostonie.

Przecież to najsłynniejszy maraton na świecie!!! Filmów się naoglądałem o nim i książek naczytałem, wiedziałem że większość maratończyków marzy aby właśnie tam pobiec.

Będąc tam przekonałem się dlaczego tak jest.!!

Pomimo że czas był nie fortunny bo wypadały święta Wielkanocne a ja poleciałem tam sam to od sprawy sportowej śmiało mówię że takiego czegoś nie czułem nigdy nigdzie, a biegałem już w wielu biegach.

Tam pobiegłem z wielka radością cały dystans i z uśmiechem ba ustach, tam ten bieg dał mi pierwszy raz radość podczas maratonu. Zazwyczaj mam to na mecie ale tam miałem prawie przez cały czas!!! Do tego złożyło się że pobiegłem swoją życiówkę 2:57:31 pomimo kontuzji wcześniej, wiec po maratonie byłem podwójnie zadowolony.

Boston maraton z wszystkich Majorsow to duchowo mój najwyżej postawiony w hierarchii.

Wiec bo Bostonie jedno co chciałem to aby wyleczyć do końca kontuzje i przygotować się jak najlepiej do Berlina we Wrześniu. Do tego biegu miałem sporo czasu, wiec powoli i ostrożnie rozpocząłem przygotowania pod Berlin. W czerwcu poleciałem do Wrocławia na połówkę aby wystartować w nocnym i sprawdzić jak forma rośnie. Pomimo dobrego początku biegu poległem na ostatnich 4km i nie utrzymałem tempa i przebiegłem w 1:22:06 co i tak dało mi moje PB.

Lipiec przepracowałem solidnie a w połowie sierpnia wyjechałem na wyprawę na która czekałem od dłuższego czasu. Zameldowałem się w St.Moritz w Szwajcarii na wysokości 1850 n.p.m gdzie przez prawie 3 tygodnie trenowałem każdego dnia po dwie jednostki plus siłownia lub odnowa. Takiej szkoły biegania nie przeżyłem nigdy, a robiłem to pod okiem wyśmienitego maratończyka Mariusza Giżyńskiego, gdzie wspólne treningi oraz jego porady były bezcenne jak dla takiego amatora biegania jakim jestem. Forma rosła każdego dnia a ja nie chciałem się zatrzymywać i tylko biegać i biegać. Pomimo że harowałem każdego dnia ciężko na treningach, był to najwspanialszy okres treningowy jaki przetrenowałem. Po powrocie czekał na mnie sprawdzian na 3 tygodnie przed Berlinem, pobiegłem zaraz po przyjeździe pół maraton gdzie 21.1km przebiegłem w 1:16:59 i przebiegając metę sam się złapałem za głowę bo nie wierzyłem co zrobiłem. Po tym dniu wiedziałem ze Berlin będzie mój!!!!

Do Berlina wybrałem się prze Szczecin i wylądowałem 30km w jakieś wiosce pod Berlinem nad pięknym jeziorkiem. Tam spędziłem ostatnie godziny przed biegiem.

Berlin tego dnia to tez specjalny dzień dla mnie. Nie chodzi tu o organizacje która jest dobra ale właśnie w ten dzień przyszedł prawdziwy sprawdzian moich możliwości.

Ten maraton miał dać mi odpowiedz czy jestem w stanie przebiec maraton tempie średnim 3:50min/km gdzie dla amatora to już naprawdę czasu do pozazdroszczenia. Jeszcze na początku roku nie wydawało mi się realne że właśnie w tym roku przygotuje się na czas 2H42min, pomimo że takie czasy zapisałem w moich celach.

Berlin przebiegłem z zimna krwią i tylko odhaczałem co 5km pokonane kilometry.

Wszystko szło jak w szwajcarskim zegarku a ja skupiony na celu brnąłem do mety.

Czas ukończenia 42km195m 2godz.42min13sek!!!!!! Alleluja !!!zrobiłem to co kiedyś było fikcją dla mnie a teraz rzeczywistość, piękna rzeczywistość!!!

Do ostatniego Majorsa pozostało 5 tygodni a mi pozostała pustka w głowie i zero chęci do biegania w tym roku. Pod względem fizycznym byłem zmęczony ale pod względem psychologicznym byłem totalnie wypalony. Osiągnąłem swój szczyt i ciężko było mi nawet myśleć że będę musiał zrobić to jeszcze raz w tym roku już za kilka tygodni.

Wiec piec tygodni biegałem naprawdę w kratkę i bez większego zaangażowania. Trzymała mnie tylko jedna myśl przy treningach, że jadę na największy maraton na świecie i na mój ostatni szósty Majors.

Nowy Jork przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Cały pobyt to wspaniała przygoda i nie zapomniane chwile które można przeżyć tylko tam w Nowym Jorku.

Jest to tak duży bieg oraz taka ilość uczestników oraz kibiców że nigdzie indziej tego nie doświadczycie.

Nowy Jork ukończyłem z czasem 2:51:23 może nie tego oczekiwałem po Berlinie ale tego dnia dałem z siebie wszystko co miałem w nogach i w głowie. Dawno tak się nie zmęczyłem jak na tym maratonie, dawno nie biegałem tak dziwnej trasy, drugie 21km to jedne z trudniejszych km jakie przebiegłem w dotychczas. Ale tego dnia nie ważne było w jakim czasie dobiegnę albo jak bardzo się zmęczę, tego dnia kończyła się pewna historia której nadałem życie dwa pół roku wcześniej.

Tego dnia ukończyłem szósty Majors!!! Zapisałem się do historii maratonów jako jeden z niewielu uczestników którzy ukończyli te sześć maratonów.

1.Londyn 3:26:19

2.TOKYO 3:17:00

3.Chicago 2:58:55

4.Boston 2:57:31

5.Berlin 2:42:13

6.New York 2:51:23

Przeszedłem długa drogę, przemierzyłem trzy kontynenty, odwiedziłem Amerykę trzykrotnie,

Miałem możliwość zobaczyć Japonię i kulturę kraju kwitnącej wiśni, a to Wszytko dzięki pasji która pochłonęła moja duszę pewnego dnia i targa nią po dzień obecny. Bieganie jest chyba najprostszą dyscypliną sportową a do tego najwspanialszą. Ubierasz buty, wychodzisz na zewnątrz i biegniesz przed siebie!! Nic bardziej mnie nie relaksuje i oczyszcza mija głowę jak bieganie.

Wyzwanie zakończone. Abbott World Marathon Majors przebiegnięte.

Co teraz?? Następne wyzwanie, nowe cele. Plan się już robi i mam nadzieje że i tym razem podołam tym celom, które teraz są o wiele wyżej i dalej ale właśnie po to żyjemy aby spełniać swoje marzenia i cele.

Wesołych Świat Bożego Narodzenia Życzę Wszystkim

Chris Wiciak

One Comment on “6 STARS – Abbott World Marathon Majors

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: