Co to było za bieganie!!! Rok 2017 moimi oczami.

Sezon 2017 zakończony. Wow jak to szybko minęło.

Rok ten zapisać mogę śmiało- jako najlepszy czas spędzony podczas biegania .

Tak jak obiecałem sobie na koniec 2016 roku chciałem poświecić ten rok biegowy na szybsze bieganie i unikniecie kontuzji.

Jeśli chodzi o progres biegania to myśle że zrobiłem milowy krok w przód i że zaliczyłem naprawdę duży przeskok w bieganiu w porównaniu z poprzednim rokiem.

Jeśli chodzi o kontuzje to nie było aż tak tragicznie, ponieważ jedna kontuzja która wyeliminowała mi większość przygotowań pod Boston w Kwietniu ale oprócz tych 40 dni bez biegania to reszta sezonu była naprawdę pozytywna.

W tym roku podszedłem jeszcze bardziej wyczynowo i zawodowo do biegania,

Poświęciłem więcej czasu na rozciągania i ćwiczenia stabilizacyjne a przede wszystkim odbyłem dwa obozu biegowe.

Pierwszy w lutym w Szklarskiej Porębie był to mój pierwszy w życiu obóz biegowy i pomimo pierwszych oznak kontuzji przed, przetrenowałem go bardzo solidnie, a druga kwestia to ludzie z jakimi tam byłem stworzyli naprawdę zajebista atmosferę. Tego obozu nie zapomnę do końca życia.

Ale po obozie dopadła mnie kontuzja mięśnia dwugłowego którego tak naprawdę leczę do dziś, ponieważ jeszcze nieraz go czuje. Kontuzja pojawiła się w najgorszym momencie przed maratonem w Bostonie na 5 tygodni przed. Wyeliminowała mnie z biegania na ostatnie 40 dni, ale nie mogłem odpuścić tak ważnego i najsłynniejszego oraz najstarszego maratonu na Świecie, wiec nie poddając się pojechałem do Bostonu i uczestniczyłem naprawdę w święcie biegania. Boston ma ducha, prawdziwego ducha biegania, można to odczuć wszędzie na każdej ulicy, w rozmowie z mieszkańcami. Coś takiego nie spotkałem nigdzie a przebiegłem już 10 maratonów w tym czasie i tam naprawdę jest magia i unosi się coś w powietrzu. Wiec Boston pomimo kontuzji to bardzo udany maraton gdzie biegnąc zachwycałem się każdym kilometrem przebiegnięty.

Następnie był drugi obóz biegowy- to połowa sierpnia i zagościłem w Szwajcarii, światowa mecca biegaczy St. Moritz. Nie będę się powtarzał jak tam było pięknie, ale jeśli chodzi o punkt zwrotny w moim bieganiu to ja wskazuje właśnie ten czas. Jeśli prędzej podczas treningów nie mogłem zauważyć postępów w moim bieganiu a jednak je robiłem co pokazywały czasy na zawodach, to właśnie tam w St.Moritz w drugim tygodniu trenowania mój wzrost formy zauważałem w każdym aspekcie treningu.

Zacząłem na wysokościach 1850-2500 n.p.m osiągać takie czasy że każdego dnia tak się nakręcałem i czułem moc, gdzie nie chciałem aby trening się nie kończył a ja chciałem biegać więcej i więcej. W pierwsze 7 dni zrobiłem 215km gdzie taki wynik prędzej przebiegłem nieraz w ciągu miesiąca.

( a tak rosła moja forma w 2017 roku, gdzie podczas Berlina maratonu osiągnąłem szczyt formy gdzie garmin pokazał 74ml/kg/min!! )

Następnego energetycznego kopa dostałem jak przebiegłem dzień po powrocie pół maraton pod Londynem gdzie z życiówki 1:22:06 (Wrocław nocny) wkroczyłem na nieznane grunty w mym bieganiu a był to czas 1:16:59 czas to jedno ale styl w jakim pokonałem ten dystans dały mi tyle pewności siebie i rozwiały wszystkie wątpliwości że tylko kataklizm mógł mi spierniczyć maraton w Berlinie. Takiego uczucie w biegu tak szybkim i z jak z łatwością to zrobiłem nie miałem nigdy.

Średnia czasu 3:38/km na 21.1km to kiedyś kosmos odległy był dla mnie nawet jakbym chciał przebiec 400m!!!! Intervala na treningu, a teraz równo biegłem gdzie ostatnie 5km tylko przyśpieszałem 👌🏃. Niesamowite uczucie biegu to tak jakbyś zapierniczał Jaguarem kabrioletem 260km/h po autostradzie i wsłuchiwał się w głos pięknie brzmiącego silnika!! Tak ja wsłuchiwałem się w rytm swojego oddechu. Niesamowite uczucie .

Jeśli ktoś pyta dlaczego biegam i tak się nieraz męczę?? , odmawiam sobie niektórych przyjemności jakie mnie napotykają na drodze przygotowań, to właśnie wtedy odpowiadam-

że dla takich chwil warto to robić nawet jak nieraz boli.

Ale Ja nie Znam innego rodzaju bólu który bym tak bardzo pragnął go i kochał.

Wiec przygotowany sportowo ale i emocjonalnie wyciszony, pobiegłem w Berlinie swój najszybszy maraton dotychczas, w bardzo wyrafinowany i kontrolowany sposób. Może to brzmi bardzo nie ludzko i bez emocji, ale emocje były oczywiście, lecz w tym biegu od pierwszego kilometra do ostatnich 195metrow kontrolowałem wszystko- tempo, oddech, picie wody co 3-5km, wszystko miałem poukładane w głowie. Moje myśli były skierowane tylko w jednym kierunku wynik 2H42min tyle !!! Nic więcej.

Wiec Berlin odczułem trochę mniej emocjonalnie niż Boston, choć patrząc na wynik powinnienem być najbardziej zadowolony. Ale powiem tak- bardziej jestem zadowolony w jaki sposób się przygotowywałem do tego maratonu i jestem prze-szczęśliwy że wykonałem taki ogrom pracy i że przyniósł zakładany efekt.

I tutaj mógłbym zakończyć sezon chodź był dopiero początek Października, ale że właśnie w tym roku postanowiłem że ukończę swoją misje sześciu największych maratonów na Świecie Abbott World Marathon Majors, a że wybrałem sobie New York Marathon na koniec swoich światowy wojaży to musiałem chcąc nie chcąc spróbować utrzymać jeszcze trochę formę aby w sposób normalny przebiec ten maraton który w kalendarzu jest przypisany na pierwszy weekend Listopada.

Miałem równo 5 tygodni miedzy maratonami Wiec tak naprawdę 3 tygodnie treningów ponieważ pierwszy tydzień po Berlinie odpoczywałem i ostatni przed Nowym Jorkiem tez odpoczywałem, wiec tylko kilkanaście dni biegowych. Ale tak naprawdę moja głowa już była na wakacjach bo jak wychodziłem na trening to nie miałem motywacji aby jednostki szybsze biegać i utrzymywać tempo. Miałem taki jeden trening że miałem zrobić 28km po 3:45-3:50/km, nawet żeby nie czuć zmęczenia całym dniem zrobiłem go wcześnie rano ale okazało się ze jednak nie daje rady i ubiegłem tylko 23km po 3:45-3:47/km i opadłem z sił i zabrałem się do domu.

Wiec sam dobrze siedziałem ze ciężko będzie mi się zebrać na Nowy Jork, a gorsze że ja tam jadąc też chciałem powalczyć o bardzo dobry wynik.

Wiec mając mętlik w głowie jak pobiec w NY męczyłem się na treningach aż na tydzień przed pobiegłem kontrolnie na 10km sprawdzić czy mam jeszcze jakieś siły mentalne 😂😂. I się okazało że przebiegłem 10km w 34:59 co jest moim najszybszym czasem a co więcej wygrałem pierwszy raz wyścig i przybiegłem PIERWSZY!!!🥇👌🏃Wiec powiało trochę optymizmem na 7 dni przed maratonem, ale pamiętałem że 10km to nie maratoński dystans ale trochę pewności jednak mi dodało.

Maraton w Nowym Jorku opisałem w osobnym postcie ale muszę nawiązać w kilku zdaniach do tego maratonu, bo nie można przejść obok tak ważnego wydarzenia jakim jest ten maraton.

Teraz prawie miesiąc po, mogę powiedzieć dobrze że wybrałem NY maraton na mój ostatni Majors bo zakończyć cykl właśnie tam to coś naprawdę specjalnego.

Muszę się powtórzyć i powiadam wam – żeby odczuć to co dzieje się podczas tego maratonu to nie ważne jak się opisze,

tam trzeba być i przeżyć to na własnej skórze bo żaden opis, nawet żeby to Shakespeare przelał piórem na papier to nie odda tego w taki sposób jak osobiste uczestnictwo w tym biegu.

Jeśli się ktoś zastanawia gdzie pobiec maraton to proszę mi wierzyć że musi to być Nowy Jork!!! I nie ważne że tam są przeklęte mosty i trasa falista ale coś musi być tam magicznego że co rok kończy wyścig ponad 50tys uczestników. Takim wynikiem nie może się pochwalić żaden bieg na świecie!!!!

Ukończyć 6 Majorsów w 3 lat zwiedzając 3 kontynenty, podróżować miedzy Ameryką i Japonią i Europą to naprawdę przeżycie niesamowite !!! Rozpoczynając bieganie i wychodząc pewnego wieczoru w 2013 roku z żona na pierwsze moje 5km, nigdy nie sądziłem że takie rzeczy mnie spotkają i że tyle radości przyniesie mi bieganie i że zmieni mój sposób życia.

Biegowy rok 2017 już zakończyłem. Nie miałem dużo startów ale w tym roku nie postawiłem na ilość biegów lub na zbieranie blach na szyi ale na jakość i na szybkość.

Wszystko co założyłem i zapisałem na koniec 2016 roku to wykonałem z nawiązką. Takiego roku jeszcze dobrego nie miałem. Był to mój piąty rok biegania a drugi pod opieką trenera Piotra Ślęzaka. Statystycznie chłop zrobił ze mnie „maszynę do biegania” ponieważ w 2015 roku biegałem jak głupi kilometrów, dziennie po 20 lub więcej oraz pełno startów w pół maratonach i maratonach a czasy stały w miejscu lub były coraz gorsze.

Statystyki nie kłamią:

Piotr przejął mnie po Londynie 3:26:19. – Katowice 3:38:31 – Ateny 3:48:32 wszystko w 2015 stym. Rozpoczęliśmy współpracę początek roku 2016 i za chwile poszło jak po sznurku,

TOKYO 3:17:00

Chicago 2:58:55

Boston 2:57:31

Berlin 2:42:13

New York 2:51:23

Nic dodać nic ująć. Muszę powiedzieć że jeśli chodzi o czasu na 21.1 km oraz na 10km to ten progres mój wyglada jeszcze bardziej okazale.

Pytanie sobie można zadać czy trafił trener na dobrego zawodnika Hehehe czy zdolny „staruszek” trafił na dobrego trenera. 😂😂 Tego się nie dowiemy, ale trzeba przyznać że rodzaj i styl treningów trafiał do mnie idealnie. Właśnie takiego czegoś potrzebowałem jak rozpocząłem współpracę z Piotrem, aby ktoś kto się zna na bieganiu przygotowywał mnie do startów i rozwijał moja osobę pod względem motorycznym.

( tutaj wyraźnie widać na wykresie co zrobiły treningi od początku 2016r. z moją formą!!!) Bo muszę powiedzieć że oprócz tego że bieganie daje mi radość i niezależność, swobodę i uczucie czystości i mocy, to też dążę do współ-rywalizacji którą uwielbiam od najmłodszych lat. Lubię współzawodniczyć z innymi a najlepiej mnie kręci jak mogę się ścigać z młodszymi i szybszymi zawodnikami i próbować ich doścignąć.

Dlatego jeśli zdrowie dopisze to chciałbym w następnym roku kontynuować bieganie. Postawiłem sobie już cele i wyznaczyłem co chce osiągnąć w 2018 roku. Mam nowe wyzwanie na następne dwa lata oraz nowe marzenia ale o tym niedługo w innym rozdziale.

KTO NIE MA ODWAGI DO MARZEŃ, NIE BĘDZIE MIAŁ SIŁY DO WALKI. Przez najbliższe tygodnie będę poddawał się odpoczynkowi oraz treningu roztrenowania a dopiero w połowie grudnia ruszam z nowymi przygotowaniami. Wszystko rozpisane i zaplanowane, startów może nie będzie za dużo ale napewno ma być szybko, ciężko, ale z radością na ustach i chęcią dobrej zabawy.

Do usłyszenia

Chris Wiciak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: