NYC MARATHON 2017 !!!

…5th November 2017 w moim biegowym życiu przejdzie do jednych z najlepszych wydarzeń zaraz obok Bostonu Maratonu.

Nie da się porównać tych dwóch maratonów bo w Boston duch, spiryt i historia unosi się w powietrzu, tutaj w NY wszystko jest WOW…

..ogrom tego wydarzenia i liczba uczestników przewyższa wszystkie maratony na świecie. Nigdzie indziej nie spotkasz tylu uczestników i tylu kibiców którzy w sposób niewyobrażalnie głośny dopingują wszystkich uczestników!!!

Biegłem już w TOKYO gdzie było też naprawdę dużo kibiców ale tutaj to są tylko dwa miejsca gdzie nie ma wrzawy i kibiców- to dwa mosty – pierwszy na którym startujemy czyli Verrazano Narrows Bridge a drugi to Queensboro Bridge pomiędzy 23-26km, ale tylko nikogo tam nie ma ponieważ jest całkowity zakaz ze względu bezpieczeństwa. Po za tymi miejscami każdy metr chodnika przestrzeni jest wypełniony w głośno krzyczących ludzi z całego świata!!

Ale zanim stanęliśmy na starcie to w piątek wieczorem odbyła się parada wszystkich krajów jakie będą reprezentowane w biegu, a było w tył roku 127 narodowości !!!!! Niesamowite. Impreza naprawdę godna zobaczenia. Natomiast w sobotę odbywały się mistrzostwa USA na 5km najszybszych amerykańskim zawodników oraz na końcu bieg masowy dla reszty chętnych gdzie w tym roku pobiegło na odcinku 5km 11tysiecy ludzi.

Bardzo udana impreza gdzie osobiście byłem kibicem, ponieważ poranny trening zrobiłem właśnie w Central Parku i zakończyłem na mecie maratonu. Po treningu zostałem tam i byłem świadkiem naprawdę szybkiego biegania gdzie czołowa trójka finiszująca zmieściła się w jednej sekundzie!!! A u kobiet nie było już takich dramatycznych finishow ponieważ wygrała faworytka i obecnie najszybsza w tym roku na tym dystansie amerykańska gwiazda Molly Huddle.

Po wszystkich tych wydarzeniach udałem się do domu gdzie oddałem się całkowitemu wypoczynkowi i leżakowaniu, wieczorem wyszliśmy tylko na kolacje aby uzupełnić węglowodany i później do łóżka spać.

Tym razem nie spałem w hotelu, ale zostałem zaproszony do Artura Tyszuk prezesa największego polonijnego klubu biegowego POLSKA RUNNING TEAM. Zostałem ugoszczony przez Artura i jego żonę jak „elit zawodnik” !!!! U nas w Londynie nie spotyka się aż tak narodowej wspólnoty polskiej z jak się spotkałem tam w Nowym Jorku. Dlatego warunki podczas tego pobytu miałem najlepsze gdzie z góry dziękuje jeszcze raz Arturowi i Monice za takie ugoszczenie mnie.

Niedziela 5 Listopada 2017 godzina 5:00am obudził mnie zegarek ale muszę powiedzieć ze już od godziny czekałem już nie spiąć, to zrobiła różnica czasu oraz tej nocy w stanach przesuwali czas na zimowy wiec spaliśmy dłużej o godzinę a mi pierwszy raz w w życiu przyszło ze w ciągu jednego miesiąca spałem dwa razy dłużej o godzinę !!!!! 😂😂🤷‍♂️🤷‍♂️.

Poranne śniadanie plus woda z cytryna ubrani i przygotowani w ciepłe ciuchy zostaliśmy przetransportowani na wynajęty specjalnie dla nas autobus który kilkudziesięciu uczestników Running Team Polska w tym mnie odtransportował do wioski maratońskiej na linie startu która znajduje się na wyspie Staten Island. Pomimo ze start pierwszej grupy jest dopiero o 9:50am to już tam musisz być później o 6:30pm ponieważ zostaje zamknięty most po którym biegną uczestnicy a to jedyna droga dojazdu, wiec to duże wyzwanie dla wszystkich którzy musza się tam stawić. Oprócz autobusów można tam dotrzeć promem który przewozi uczestników. Ale sumując jest to w miarę skomplikowane punkt maratonu. Następna sprawa to wiosła maratonu gdzie ponad 50tys uczestników się zbiera i czeka na start. Cała infrastruktura która jest przygotowana to tylko tak może być w Ameryce !! Ponieważ czekają tam godzin 3-4 na start masz do dyspozycji wszystkie udogodnienia wraz z rozsypana słoma na której uczestnicy sobie leżą i relaksują. Są punkty żywieniowe, herbata, kawa, czekolada graca, żelki energetyczne i batony, izotoniki do picia, rozdają czapki , jest tego naprawdę dużo.

Wioska jest podzielona na 3 strefy- niebieska, zielona i pomarańczowa i tak też jest podzielony start gdzie najszybsi startują z niebieskiej strefy która jest jeszcze podzielona na fale i corale, później pomarańczowi i zieloni , godziny startu tez zróżnicowane zależnie od fali.

Mi przyszło startować tym razem w pierwszej fali z corala pierwszego czyli jak się dobrze ustawisz to możesz stać w pierwszym rzędzie zaraz za elita. I tak oczywiście zrobiłem gdzie nawet doprowadzenie nas ze strefy wioski na linie startu odbywało się w sposób spektakularny gdzie tylko Amerykanie mogą w taki sposób to zorganizować. Chcąc poczuć ducha tego największego wydarzenia maratońskiego oczywiście znalazłem się w pierwszej lini frontu 50 tysięcznej rzeszy startujących, co nie było łatwe do osiągnięcia ale szybkość i spryt pozwoliły ze znalazłem się zaraz za 12-stką najlepszych startujących zawodników jako elita tego dnia.

Zaraz przed startem odbyła się ceremonia otwarcia oraz został odśpiewany hymn amerykański gdzie na koniec wzmogły się owacje i gorące oklaski!!! Coś niesamowitego!! Flagi amerykańskie na każdym kroku wszędzie policjanci i wojsko, latające helikoptery, wszystko prezentowane w sposób z najlepszy. Takie rzeczy można zobaczyć tylko w filmach amerykańskich albo tutaj na miejscu na takich imprezach, gdzie człowiekowi skóra jeży się w każdym zakątku ciała!!!

9:52am i słyszymy potężny huk z armaty który dał sygnał do startu!!!! Wciskam zegarek i rozpoczynam swoją drogę po medal za którym zjeździłem prawie cała kule ziemską. Jest to ostatnia odsłona mojej misji która jeszcze w 2015 roku wydawała się niemożliwa do osiągnięcia i była magia a teraz wystarczyło przebiec spokojnie 42km195m i czekał na mnie specjalny medal kończący moja podróż maratonów świata.

Ale tak jak napisałem w blogu kończąc posta o Berlinie 5 tygodni temu że w tym biegu nic nie muszę bo w tym roku swoje zrobiłem i czas jaki osiągnąłem 2:42:13 to wielki wyczyn dla mnie- w 2013 zaraz po zakończonym moim pierwszym pół maratonie jakbym usłyszał ze kiedyś przebiegnie maraton i to w takim czasie to bym powiedziała ze prędzej zostanę prezesem PiSu za życia Kaczora niż osiągnę coś co dla zwykłego amatora i przeciętnego początkującego biegacza jakim jak jestem jest po prostu nie osiągalne nawet w myślach.

Ale także w tym poście napisałem że znają mój charakter nie uznaje maratonów aby sobie tylko zaliczyć i że napewno w Nowym Jorku pobiegnę szybko.

Ale ja sam nie spodziewałem się że zrobię to tak spektakularnie lub nie odpowiedzialnie, zależy kto jak nazwie że na połowe dystansu przewidywany czas ukończenia miałem na 2H33min 🙈🤷‍♂️.

Albo szaleniec mógł myśleć że to się powiedzie lub nazywać się Wiciak.

Ale już tłumacze- w sobotę rozpisałem sobie czasy i końcowy czas był 2:39:55 czyli życiówkę. I oczywiście dokładnie wiem i świadomy byłem że nie wolno nic zmieniać na lini startu i trzymać się planu ale teraz z perspektywy czasu muszę powiedzieć że nawet ten plan na 2:39 też by się nie udał bo kilka czynników było o których dobrze wiedziałem że nie zadziałają. Po pierwsze miedzy maratonami dwoma było tylko 5 tygodni różnicy, w Berlinie zrobiłem wielki skok w bieganiu i życiówkę na prawdę dużym poziomie gdzie przygotowywałem się do niej jak nigdy wcześniej, następnie w ciągu 5 tygodni ostatnich przebiegłem mniej niż na obozie w 14dni i to wiele mniej i następna rzecz to moja silna głowa była już tak bardzo zmęczona całym sezonem że odmawiała mi posłuszeństwa przez ostatnie 5 tygodni.

Wiec wszystkie znaki na niebie mówiły żeby pobiec na spokoju na 2:58 i z uśmiechem na ustach odebrać po co przyjechałem.

Ale wystartowałem zaraz za najlepszymi i rozpocząłem gonitwę na moście na którym jesteś totalnie odsłonięty, a wiatr wiał tak mocno że nie mogłem oddychać, a mi samemu wydawało się że stoję w miejscu!!! Jedynie co mnie dziwiło że cała elita wcale szybko się nie oddalała jak zwykle, tylko przez cały podbieg pierwsze 2km, oraz cały odcinek na tym moście biegli z przodu na wyciągnięcie ręki!!!

Dopiero na zbiegu po 3 kilometrach przyspieszyli na 3:04 i poszli do przodu normalnym tempem dla nich 🙈. Wiec biegnąc w miarę samotnie pokonywałem następne dwa km i zameldowałem się na pomiarze 5km 18min07sek i już miałem minutę za szybko do rozpisanych czasów na ręce, wtedy pomyślałem że jednak zwolnię po mogę tym tempem nie dobiec nawet do półmetka. I niby to zrobiłem ale zegarek nadal pokazywał mi pokonywane km 3:29, 3:26, 3:36,3:33,3:41 i tak dobiegłem do 10km 36min21sek !!!! Mówię sobie kurwa zwariowałem!!! W Berlinie miałem 38:27!!! Ponad 2 minuty szybciej na 10km!!! Dla tych co biegają wiedza że to kawał czasu!!!! Przecież ja jeszcze kilka miesięcy temu miałem gorszą życiówkę na 10km a tutaj na maratonie wale o 2min szybciej!!!

I wtedy po 10km Pan Wiciak mówi do swojego ciała że dziś dostanie prawdziwy sprawdzian i lecimy na zniszczenie!!!

Wszyscy amatorzy biegają na negatywie ponieważ chcą ukończyć bieg i świadomie biegną tak aby dobiec do mety i nie wydobywają z siebie od początku maximum jakie mogą ponieważ obawa że zaraz skończą jest większa.

Ja też tak dotychczas biegałem gdzie zawsze z rozwaga i zapasem i nigdy nie wykorzystałem moich możliwości na maxa. Ponieważ cele i zakładane czasy były poparte różnymi czynnikami które mówiły mi jaki czas mogę pobiec. Ale przesuwając swoją poprzeczkę i granice wytrzymałości robiłem to z rozwagą.

Dlatego po 36min biegu moje ciało już dostało tak po dupie że czułem się jakbym był na 40km maratonu ale naprawdę tak nawet w Berlinie nie czułem się na końcowych km gdzie pobiegłem bardzo mocna końcówkę. Nic mi nie pozostało tylko trzymać tak długo tempo aż się da!!!

Bo w tym momencie glikogen już z mojego organizmu zużyłem totalnie i ulotnił się, (jednak w tym tygodniu za mało naładowałem się węglami) i szybkie zapasy glikogenu w moich mięśniach i wątrobie się skończyły co dało się odczuć dość szybkim zmęczeniem, plus doszło większe niż normalnie zakwaszenie mięśni w tym momencie, wiec moje zniszczenia organizmu były nie odwracalne i zwolnienie tempa by nic nie dało.

Biegniemy dalej na 12km pokazuje 3:41 Wiec uważam ze zwolniłem 😂 i następny już przebiegłem 3:25/km!!! Oraz 15km tak samo 3:26🤦‍♂️🤦‍♂️🤷‍♂️🤷‍♂️

Właśnie tutaj na 15km przebiegam w czasie 55:01!!!!! W Berlinie było 57:50!!!!🤦‍♂️🤦‍♂️

Wiec na 15km mam prawie 3min szybciej!! Jestem już naprawdę zniszczony, odczuwam bóle nóg i przebiegnięty dystans ale nie myśle że to dopiero początek i jedna trzecia biegu. Walczę dalej, myśle sobie co kiedyś mi mówił Mariusz Giżyński jak On przeżywa katusze i boleści i jak go boli jak biegnie na życiówkę na wyniszczenie. Dlatego tłumacze sobie że to ma bolec nawet żeby bolało bardzo bardzo, nie lubię się z czegoś wycofywać a że boli to nie oznacza żeby się poddać, nasza głowa będzie wysyłać różne sygnały do ciała aby te zaczęło bolec i daje nam sygnały żeby zwolnić lub stanąć i skończyć te katorgi. Ale nic z tego zaciskam zęby próbuje wyrównać oddech i lecę dalej.

Dobiegam do Greenpoint przy Puławski Bridge 13- sta mila i polska stacja wody plus pizza i inne mocniejsze ocieplające drinki 🥃🍹przecież to stacja POLSKA wiadomo że takie sprawy to tylko u nas👌💪. Oprócz tego pełno polskich flag i balonów i piękne dziewczyny podające wodę i izotoniki. Ja osobiście wbiegając tam czekała na mnie osobista grupa serwisantów 🙈🙈 Piotr Cypriyanski i Artur Tyszuk, którzy podają mi przygotowany specjalny eliksir życia ale jak już wiemy w tym momencie nic mi wstanie nie było pomóc!!!!dopingują mnie i to pomaga !!!

Wziąwszy butelkę z płynem wbiegam ostro na most gdzie mijam półmetek dokładnie 13.1mili czas 1:18:19!!! Proszę mi wierzyć że moja życiówka jeszcze dwa miesiące temu była 1:22:07!!!!! A tu zostało jeszcze tyle samo do pokonania a co później się przekonałem to była ta łatwiejsza połowa gdzie pokonałem dopiero jeden most i to na którym startowałem świeży a tutaj totalnie zmęczony czekały mnie jeszcze 4 sztuki i trasa z długimi podbiegami.

Ale zabawa trwa dalej a ja bawię się w białego Kenijczyka i zapier…lam na ostatnich oparach jak 40letni landrover sąsiadki z naprzeciwka🤦‍♂️,

….dobiegam do strategicznego miejsca w tym maratonie- Queensboro Bridge, proszę zapamiętać ten most jeśli się wybieracie do NY na maraton QUEENSBORO BRIDGE!!!!!

Żeby nie było nie jasności ze nie wiemy jak wyglądał albo że nie uprzedzałem !!! Dodaje zdjęcie 🙈.

Długość mostu ponad 3km, długość podbiegu 3km🙈🙈 bo nawet jak jest zbieg to tam jest pod górę!! Możecie zapytać każdego kto tam biegł i nie ważne czy nazywa się Wiciak czy Kipsang czy Kopeć, każdy odczuwa to samo.

Wbiegam na most długi długi podbieg i cisza jak makiem zasiał!!! Zero duszy, jesteś sam i słyszysz tylko krok za krokiem, słyszę każde uderzenie jak moje Continentala podeszwy z bostonów dotykają co chwile asfaltu!! Można dostać paranoi!! W połowie mostu punkt pomiaru czasu 25km gdzie wyniszczony mijam z czasem 1:34:35 w Berlinie ponad 2 min było wolniej. Jest to moment gdzie chce się zatrzymać i usiąść i już nie biegnąć!!!! Próbuje różnych sztuczek aby oszukać swoją głowę i próbuje nie zwalniać i dalej biegnąc ale 26km pokazuje mi pierwszy raz 4:02/km totalna klapa i załamka!!’ Podejmuje próbę przyspieszenia jest trochę górki plus wybiegam w 1St Avenue gdzie ogrom kibiców czeka i krzyczy jakby czekali na krew walczących gladiatorów !!! Km 26 oddaje i 3:30, następny 3:48 mówię sobie może się uda, może się zbiorę !!!

Ale przychodzi 28km i następne dwa gdzie na 3km jednostajnym podbiegu wyniszczają moje nogi totalnie!!!! Nie chcą biec, kurwa krzyczę!!! Jeszcze trochę tłumacze wstrzymajcie do 35km proszę!!! Ale boli, strasznie boli!!! Głowa chce, ja chce kibice rzeczą i chcą ale moje nogi już skończyły bieg, moje ciało już skończyło się !!!! Nie ma nic!!! Wyglądam jak trup!!! Mijam 30km jestem pokonany, wykończony i biegne i płacze z bólu!!! Ale mówię sobie będę pełzał a się nie zatrzymam, będę robił wszystko ale nie przejdę do marszu nie dziś!!!! Będę biegł i nie ważne jak szybko ale będę biegł!!! Następne kilometry to 4:07,4:09,4:16,4:33,4:18,4:18 i tak dalej człapie… w tym momencie to nie jest dla mnie bieg to walka krok za krokiem. Dobiegam do 38km i tutaj następna próba że jednak się zatrzymam albo będę szedł!!! Ale podejmuje próbę liczenia ile mi zejdzie iść przez ponad 4km i okazuje się że wole biec wolno w bólu niż iść w bólu, ale kryzys mija lekko i na 39 i 40 i 41 km odzyskuje lekki wigor i biegnę z bólem ale odeszły mi myśli abym zejść z trasy, może to magia Central Parku bo właśnie na 39km tam wbiegaliśmy i biegliśmy nim przez 3km następnie wybiegliśmy na chwile na 34th south wzdłuż parku gdzie znowu cały kilometr był podbiegu i na ostatnie 600m wybiegam do parku ponownie i lekko z górki pomiędzy flagami wszystkich biegnących narodów ustawionymi po bokach trasy, zmierzam zniszczony totalnie który wlecze swoje nogi niczym wojownik słaniający się na nogach ciągnie swój miecz po ziemi!!!

Przebiegam punkt 26mila zostaje 200 yardów !!!! Ostatnie dwieście jardów już mi nie robi różnicy że jest ostro pod górkę, czy to ma znaczenie? Przecież dziś przeszedłem przez piękna walkę dnia, walkę życia, bo tak jeszcze nigdy nie biegłem i tak jeszcze nigdy nie walczyłem bo można walczyć z bólem i go znieść ale najgorsza jest walka z NIEMOCĄ a taka właśnie miałem i odczuwałem od 26km !!!

Przebiegam przez linie mety i unoszę ręce do góry !!! Bo wiem że dziś wygrałem z samym sobą z moim ciałem które pozostało tam na Queensboro Bridge a moja dusza przybiegła tutaj na linie mety. Podchodzę dalej, opuszczam głowę aby został mi nałożony medal po który biegłem jak nigdy dotąd, jedni powiedzą ze jak głupiec, amator ale ja wiem że takiego biegu potrzebowałem, takiej lekcji bólu i takiej próby !!! Jeśli chcesz być silny i osiągać w życiu rzeczy nie możliwe trzeba podejmować próby niemożliwe. Nauka jest najlepszym sposobem na osiągniecie celu ale wtedy jeśli wyciągnie się z niej dobre wnioski.

Ja mam nadzieje ze będzie tak w moim przypadku.

Ale na jednym medalu dziś maraton się nie skończył ponieważ czekał na mnie drugi który kończy pewny etap w maratonach moich bo misja jakiej się podjąłem dobiegła końca!!

Przebiegłem 6 największych maratonów na świecie!!!! Jestem jednym z niecała 2 tysięcy ludzi na świecie co tego dokonali do tego dnia !!!! Przebiec maraton i ukończyć to przeżycie niesamowite!!! Przebiec i ukończyć sześć największych maratonów na trzech różnych kontynentach to naprawdę dla mnie wielkie osobiste wydarzenie.

LONDON 3:26 – można powiedzieć ze pierwszy normalnie przebiegnięty maraton w życiu

TOKYO 3:17- niesamowita wyprawa, niesamowita kultura. Jedna z najciekawszych moich maratońskich wypraw.

CHICAGO 2:58- symboliczny maraton ponieważ to właśnie tam złamałem pierwszy jak ważna barierę 3 godzin!!

BOSTON 2:57- najstarszy, historyczne miejsce dla maratonów. Pomimo ze przez kontuzje nie mogłem się do niego przygotować to mój najszczęśliwszy bieg jaki kiedy zrobiłem. Takiego uczucie nigdy i nigdzie nie miałem podczas biegu. Napewno tam wrócę i pobiegnę tam jeszcze raz.

BERLIN 2:42:13 PB – tutaj nic dodać nic ująć. Bieg życia do tej pory ale wynik oczekiwany ponieważ tak jak się przygotowałem pod ten maraton to jeszcze tak nigdy nie byłem. W tym biegu wszystko kontrolowałem od pierwszego km do końca. Wyrachowanie i profesorskie biegniecie na czas. Fajne przeżycie.

NEW YORK 2:51 – wszystko już chyba napisałem o tym maratonie, może prawie wszystko bo jest on taki przeogromny że mógłbym napisać książkę o nim. Takiego biegu jeszcze nie przeżyłem jeśli chodzi o emocje sportowe. Tutaj mogę powiedzieć że dałem z siebie wszytko co miałem tego dnia. Nie, nie prawda !!! Dałem tutaj tego dnia z siebie 200%!!! Tu też wrócę jeszcze aby rozprawić się z Queensboro Bridge.

I tak ukończyłem 6 Abbott World Marathon Majors !!!!

Misja dobiegła końca. Koniec roku biegowego uważam za zamknięty. Teraz oddaje się na odpoczynek zasłużony i nie chce słyszeć o bieganiu przez najbliższe pare tygodni 🤦‍♂️🏃🤷‍♂️.

Do usłyszenia niedługo

Chris Wiciak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: