Aby dotrwać do końca sezonu…

Zostało mi 5 dni sezonu biegowego który zakończę maratonem w Nowym Yorku.

Jestem już naprawdę zmęczony fizycznie jak i psychicznie i czekam aby było już po.

Ale na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas a teraz chciałem się podzielić jednym małym wydarzeniem które odbyło się ostatniej niedzieli 28th October.

Był to bieg na 10km gdzie pomimo mojego mniej intensywnego treningu miałem pobiec w trupa, czyli dać z siebie ile można w tym dniu.

Zanim ruszyłem z lini startu muszę wspomnieć że ostatnie 4 tygodnie po Berlińskim maratonie to czas odpoczynku i naprawdę delikatnego biegania z dwoma szybszymi akcentami gdzie nie wytrzymałem tempa i nie zrobiłem całego treningu i co z tym się wiązało był widoczny spadek formy.

Tydzień prędzej 20th w sobotę pojechałem na klubowe zawody sztafetowe 4x5km które odbywały się z trialowych warunkach czyli trawa,błoto i podbiegi.

Trasa okazała się dla mnie mordercza, a ze pierwsze dwa km przebiegłem w tempie 3:11 i 3:15 to do końca trasy ledwo dobiegłem bo tak mnie ścięło na 3 km ze nie miałem siły biec szybko. Przybiegłem po 15min30 sek (4500m się okazało) i byłem tak zmęczony jak po żadnym maratonie takiego czegoś nie czułem.

Wiec ostatniej niedzieli jadąc na te 10km za bardzo nie spodziewałem się fajerwerków ale miałem dobre przeczucie ponieważ w piątek wieczorem na treningu zrobiłem 4km szybkich jednostek gdzie biegłem po 3:25-3-20/km i dobrze mi się oddychało i kontrolowałem tempo.

Wiec stając na starcie byłem przekonany ze pomimo długiego sezonu zbiorę się jeszcze raz na moje wyżyny i pobiegnę dobrze równo co mi przyniesie poprawienie trochę mojego jakże słabego czasu na 10km 36:34🙈🤦‍♂️🙈🤦‍♂️

Wimbledon Common 9am: start i poszliśmy.

Na początku ustawiłem się jako trzeci i obserwowałem jakie tempo narzucą. Przeważnie jest to szybciej, bo się niektórzy wyrywają ale tym razem było spokojnie bo pierwszy km 3:26min/km, trasa na drugim lekko w dół i z automatu przyspieszamy i 2km pokazuje 3:16/km- szybko myśle ale tłumacze sobie ze z górki. Trzeci i 4 km wychodzą po 3:18/km. Wtedy odpada jeden i pozostaje nas dwóch. Następny 5 i 6km lecimy po 3:26-3:30/km, ale po 7km wyrasta nam długi 1km podbieg !!! Myśle sobie podbieg i na zbiegu odpocznę i będę próbował zostawić gościa za sobą.

Ale okazuje się ze na podbiegu klient mi uciekł na 25m ale ciśnie dalej. Wybiegam na górę zegarek pokazuje 8km 4:00/km wiec w głowie się kotłuje i jedyna myśl żeby przyspieszyć jak najmocniej na ostatnie 2km.

Zamiast zbiegu okazuje się że jest cały czas płasko już do mety, trochę mnie to rozczarowało ponieważ na podbiegu naprawdę dużo z siebie dałem i teraz okazuje się że nie mam aż tyle siły żeby przyspieszyć do 3:20/km.

Ale na tym 9km dostaje dodatkowego bodźca ponieważ doganiam gościa i go zostawiam z tyłu. 9km przebiegam po 3:35/km i próbuje lekko przyspieszyć na ostatnim km.

Na 400m do mety oglądam się za siebie widzę ze mam gdzieś 30-40sek przewagi i wiem ze to dziś jest ten dzień!!! W którym pierwszy raz wygram bieg !!!!

Niby śmieszna sprawa i mało znacząca ponieważ takich biegów gdzie startuje 500-800 osób jest co weekend dużo ale osobiście dla mnie człowieka amatora który rozpoczął dopiero bieganie jest to dodatkowy punkt motywacyjny a zarazem ogromna radocha oraz daje mi kopa na następny rok do dalszych treningów.

Ja wiem że mistrza ze mnie nie będzie ale ja ambitny człowiek jestem i rywalizację w krwi mam, wiec jak się nadarza możliwość rywalizacji to staram się brać udział i dać z siebie wszytko co najlepsze.

Po biegu wręczenie nagród i okazuje się że zgarnąłem dwa puchary ponieważ w kategorii V40 tez mi się należy 😂, do tego doszła mała nagroda pieniężna też pierwsza kasa jaką wygrałem przez bieganie💪🤷‍♂️.

Żona się śmiała że musiałbym wygrać z 500 takich biegów aby się zwróciło mi to co pochłonęły moje zawody, wyjazdy, obozy etc.

Nic, nie kasa jest najważniejsza w życiu ale rzeczy które przynoszą nam radość.

Czas jaki ukończyłem bieg tez był zadowalający bo zredukowałem go do 34min58sek co napawa mnie przekonaniu że 33min nie są aż tak daleko i niemożliwe jak by się wydawało rok temu.

Ponieważ co kiedyś było dla mnie sufitem jest teraz podłogą, na której coraz pewniej się czuje. 🤷‍♂️🤷‍♂️

W Piątek 3-ego Listopada melduje się na Manhattanie gdzie w spokoju spróbuje jeszcze raz w tym roku uruchomić swoją głowę aby przebiec z radością i w miarę komfortowo ostatni bieg roku.

Po nim spróbuje podsumować mój rok biegania w którym była radość, płacz, kontuzje i piękne i szybkie bieganie ale to dopiero za tydzień.

Teraz pakuje się i za ocean, weekendowy wypad po to co kiedyś mogłem tylko oglądać w Tv a teraz będę jednym z uczestników.

Marzenia się spełniają 👌💪🏃

Chris Wiciak

One Comment on “Aby dotrwać do końca sezonu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: