Berlin Marathon 2017 The best of the best

702693_261291303_XLarge

25th km maratonu….skupienie i koncentracja 

….dobiegam do 40km biegu spoglądam na zegarek 2:34:07, obracam nadgarstek lewej ręki i odczytuje rozmazany napis 2:34:00…w jednej chwili uśmiecham się szeroko do siebie, i pomimo ze ostatnie dwa kilometry przebiegłem w tempie po 3:38mim/km to próbuje jeszcze przyspieszyć, wyprzedzam już zmęczonych na trasie innych biegaczy jeden po drugim co jeszcze bardziej mnie napędza i cieszy. Zostały mi tylko dwa zakręty jeden w prawo następnie kilkaset metrów i w lewo na ostatnia prostą. Dobiegam do 41km, odczuwam już przebiegnięty dystans w nogach ale przyśpieszam jeszcze bardziej kiedy wybiegam na długą prostą, 800m do mety!!!

Wiem ze dobiegnę w zakładanym czasie co do minuty to jednak zapier..lam nogami szybko i jeszcze szybciej, nie oszczędzam się na tych ostatnich metrach.

Na 600m przed meta przebiegam pod pompowaną reklamą gdzie na drodze stoi DJ z mikrofonem i wykrzykuje moje imię i dopinguje jeszcze bardziej, słyszę wrzaski i oklaski zgromadzonych kibiców, obracam się do nich i klaszcze i dziękuje ale pomimo tego biegnę…. tak szybko jeszcze nie biegałem nigdy, a to ostatni km w maratonie. Później okazuje się ze przebiegłem ostatni kilometr w 3min24sek

Niesamowite jak rozłożyły mi się siły że od 30km tylko przyśpieszałem i ani razu nie zwolniłem i w tym okresie wyprzedziłem kilkadziesiąt osób.

Do samej mety finiszuje naprawdę mocno, wybiegam na metę, zatrzymuje zegarek 2:42:14 później okazuje się oficjalny o sekundę szybciej. Jestem spokojny i opanowany, zmęczony ale nie wykończony. Spokojnym krokiem idę w stronę medali po odbiór tego na którego ostatnimi czasy pracowałem naprawdę ciężko!!

Odbieram medal z rąk ładnej młodej niemieckiej dziewczyny. Moja misja tutaj się kończy, ale ja nie chce kończyć tutaj pisania i zacznę od początku…🙈🙈

Przygotowując się do tego maratonu miałem dwa cele aby całe przygotowania przebiegły bez poważnej kontuzji, a drugi cel to aby moc się tak przygotować aby pobiec na 100% moich możliwości i zejść z średnim czasem na km poniżej 4min. Co by dawało czas 2h48min Wiedziałem ze stać mnie na taki rezultat bo za każdym razem jak się przygotowywałem to coś nie grało lub jakaś kontuzja zakłócała moje przygotowania.

Tym razem wszystko szło naprawdę dobrze i pierwsze 7 tygodni przygotowań to ciężka praca która przygotowywała moje ciało do coraz większych przeciążeń oraz kilometrażu tygodniowego gdzie rozpoczynałem od 80km a kończąc na rekordowym tygodniu 215km. 🙈🙈

Po 7 tygodniach zacząłem czuć że jest dobrze i że moje bieganie idzie w dobrym kierunku.

A w sierpniu czekał na mnie 2 tygodniowy obóz w szwajcarskich alpach.

Według mnie to właśnie te 14 dni w St. Moritz odmieniło moje bieganie. Nie odbyło się to od dotknięcia zaczarowanej rożki bo przebiegnięte kilometry tam oraz morderczy trening i intensywność oraz wysokość na jakiej trenowałem musiały dać efekt.

Do tego doszły porady i treningi z Mariuszem Giżyńskim.

Na tym obozie moja pewność siebie rosła

z dnia na dzień, moc jaka zacząłem czuć w drugim tygodniu obozu była zauważalna w każdym aspekcie treningu.

A wisienką na torcie to był bieg w pół maratonie w niedziele zaraz po przyjeździe ze Szwajcarii.

Trener Slezak napisał w dzienniczku treningowym: Chris łamiemy 1H20min!!!!hmm

Ja w tym momencie już złamałem to w głowie, i było mi mało, powiedziałem sobie 1H18min to minimum i pobiegłem naprawdę najspokojniejszy mój bieg na 21km 1h16min59sek!!! Ze średnia 3:38min/km Niesamowite.

Po pół maratonie przypadkiem pojawiłem się w lokalnej gazecie 

n bieg, ten czas i w jakim stylu go osiągnąłem dał mi takiego powera i pewności siebie i wiedziałem ze tylko kataklizm może spierdolić mi mój maraton w Berlinie.

Założenia były takie jeśli będzie 1:18 na połówce to będę próbował łamać 2:45 w maratonie ale wynik 1:16 dał mi mętlik w głowie trochę ponieważ nie chciałem przesadzić z tempem i robić duży przeskok z ostatniego maratonu ale w ostatnim tygodniu podjąłem decyzje ze pobiegnę na czas który kiedyś sobie życzyłem ze na 42-gie urodziny przebiegnie maraton w 2:42. Poważnie tak sobie marzyłem, wiec jak poczułem ze przyszła taka okazja to dlaczego jej nie wykorzystać.

Dlatego po przyjedzie do Berlina w Piątek wieczorem rozpisałem sobie cały maraton i nauczyłem się tych czasów na pamięć.

W sobotę rano przebiegłem 7km na pobudzenie następnie odebrałem numer, spotkałem ze znajomymi i udałem się na odpoczynek.

Rano wstałem o 6am zjadłem 2 jajka i banana z masłem orzechowym, kawa i gotowy do biegu pojechałem samochodem na start.

Stres dopiero mnie dopadł na 15min przed startem zaraz po rozgrzewce gdzie w kolejce do toitoja stałem 13min i wychodząc wskoczyłem w sector A na 90sek przed startem 🙈🙈🙈.

Ale spokojnie zdążyłem na prezentacje trzech najszybszych maratończyków na świecie którzy stali w pierwszym rzędzie.

9:15am i wystartowaliśmy, pierwsze kilometry jak zawsze wszyscy biegną za szybko i wyprzedzają się na wzajem.

Pierwsze 10km spokojnym tempem osiągnąłem pomiar czasu 38min, na 20km mijałem punkt pomiaru w czasie 1h17min ale na połówce maratonu 1h:21min poczułem się naprawdę źle. Ciężko zaczęło mi się oddychać i poczułem zmęczone nogi, strasznie dziwne uczucie bo to był dopiero 21km. Pomyślałem żeby może wziasc pierwszego żelka ale po chwili zastanowienia na 22km wziąłem tabletkę przeciwbólową pod język i po 2km przestało mi dokuczać, poczułem się ponownie dobrze, na 25km wziąłem pierwszy żelek, popiłem woda i przyspieszyłem.

30km pamietam ten czas zawsze najdokładniej, bo to w maratonie taka magiczna liczba. Każdy się jej obawia dlatego ja tym razem planowałem ze mijając ten punkt zacznę przyspieszać. Wiec wziąłem drugiego żelka następnie spojrzałem na zegarek i widzę 1h:55min i Wszytko idealnie tak jak napisałem na ręce.

W tym momencie zacząłem mijać ludzi, jeden po drugim, ogólnie zauważyłem że biegnący ze mną lub przedemną zaczynają zwalniać lub mieć problemy już od 28km. Im dalej biegłem tym więcej ludzi jednak odczuwało skutki tego morderczego dystansu i zwalniało albo stawali i szli bo skurcze ich dopadały.

35km zażywam ostatniego żelka i pokonuje kilometry w czasie 3:37, 3:38,3:42 dobiegam do 38k. Hmmm bardzo osobisty to dla mnie kilometr i miejsce właśnie tutaj w Berlinie ponieważ tutaj na tym km i na tym punkcie wodnym w 2013 roku tak złapały mnie skurcze ze leżałem pod stolikami i nie mogłem wstać z bólu!!!

Ale nic tym razem się nie wydarzyło, jedynie co zrobiłem to spojrzałem na lewa rękę swoją i na napis na niej – MOOOC !!! Wziąłem dwa palce i przyłożyłem do napisu aby poczuć coś co nie każdy może rozumie mojego zachowania,a ja nie chce tłumaczyć.

Powiem tylko że jak potrzebowałem pomocy i czegoś dodatkowego to właśnie ten punkt wypisany na ręce był i służył właśnie do takich chwil że poprzez dotyk wyzwala

w sobie jeszcze więcej siły!!!’ 🙈🙈🙈🙈działa !!!!

Pomogło bo do 40km dobiegłem zmęczony ale naprawdę zadowolony ……..

Reszte już znacie … 🙈🙈🙈

Sumując- pierwszy raz przygotowania do maratonu odbyły się w 95% bez zakłóceń. Mogę napisać ze nie miałem kontuzji ani dłuższej przerwy w treningach. Wykonałem wszystkie zakładane i rozpisane jednostki treningowe- tutaj największy ukłon do Piotra Slezaka za trud jaki włożył w rozpisywanie moich treningów i analizę ich i dopasowywanie poddemnie. Przez 12 tygodni przygotowań przebiegłem 1396.4 kilometrów i wykonałem 91 jednostek treningowych, odbyłem mordercza prace w St.Moritz, gdzie przebiegłem 367km w 14dni i spewnościa w następnym roku tam wracam i będę chciał zabrać kilku odważnych którzy wraz ze mną wspólnie będzie się przygotowywać do swoich imprez, bo w kupie jest siła.

Nie mogę tu ominać bardzo ważnej kwestii jaka jest żywienie i dieta i że przez ten cały okres byłem monitorowany i miałem ułożony plan żywieniowy dokładnie rozpisany na poszczególne posiłki i dni oraz full suplementacja oparta na moich badaniach krwi, wszystko pod okiem najlepszej specjalistki w sprawach żywieniowych Doroty Silarskiej.

Wiec ostatnie 12 tygodni podporządkowałem tylko pod ten jeden bieg, gdzie nie było łatwo połączyć i zgrać z moja intensywna pracą zawodowa która pochłania mi więcej czasu niż norma wskazuje a treningami i rodziną która już chyba się przyzwyczaiła do mojego konsekwentnego trybu treningowego.

I co dalej teraz??? Czy osiągnąłem szczyt swoich marzeń??

Nie.

Bo to nie marzenia tylko cele które sobie sam wyznaczam, ale  to całe moje bieganie to przede wszystkim bardzo dobra próba charakteru,

bo …

„ bieganie ma taki wymiar, jaki mu nadajesz…” W tym tygodniu odpoczynek i lekkie bieganie, w następnym tygodniu próba zrobienia życiówki a 10km i przygotowania pod New York Marathon 5th Listopada.

Tam nie spodziewam się PB ponieważ topografia terenu bardzo trudna, ale napewno pobiegnę szybko i na maxa swoich możliwości bo inaczej nie umie. Charakter mój nie pozwala inaczej, a ogólnie nie pochwalam jak się mówi żeby maraton sobie przebiec treningowo.

Wiec do usłyszenia już w listopadzie.

Chris Wiciak lat 42 z czasem 2:42:13!!!  ;-))

  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: