ST.Moritz …..magiczne miejsce dla biegaczy.

Na ten obóz czekałem z utęsknieniem i odliczałem dzień za dniem do wyjazdu.  To moja pierwsza wyprawa na takie wysokości w bieganiu i byłem ciekaw jak zachowa się mój organizm i jak poradzę sobie sam bez grupy biegającej ze mną. Co prawda był na obozie Mariusz Giżyński ale to tak jakbym chciał biegać z MoFarah hehe, ale nie powiem kilka treningów zrobiliśmy.

Na obóz wybrałem się samochodem ponieważ mogłem zabrać wszystkie przyrządy do ćwiczeń oraz jedzenie które w Szwajcarii jest droższe niż w Londynie co pozwoliło mi obniżyć koszty pobytu.

Do Szwajcarii przybyłem już w piatek w południe gdzie po drodze odwiedziłem siostrę i szwagra pod Zurichem i tam przeprowadziłem pierwsze dwa treningi. Następnego ranka udałem się do miejsca docelowego jakim było St.Moritz.

Ostanie 50km do St.Moritz to najlepsza przyjemność jazdy, ponieważ dawno takich pięknych widoków nie podziwiałem. Piałem się serpentynami w górę na przełęcz Julierpass prawie 2300m, następnie w dół do miasteczka. Po drodze mijałem piękne 3 jeziora które rozcieraja się na długości 20km.

Same st.Moritz urzeklo mnie od pierwszego kontaktu wzrokowego, czegoś takiego dawno nie widziałem. Miasteczko położone nad jeziorami, a wokół  otaczajace wysokie skaliste u szczytów góry!!!! Mógłbym godzinami tutaj biegać i enjoyować sie pięknymi widokami.

IMG_2149IMG_2059

Jak dotarłem na miejsce to jedyne co chciałem zrobić to ubrać buty i iść pobiegać, bo już nie mogłem się doczekać. Wiec szybko się rozpakowałem, co nie było proste ponieważ troszkę rzeczy miałem.

Szybka wprowadzka do pokoju i ubrałem buty i wyruszyłem w pierwszy dziewiczy bieg…hhehe ..na początku wolno aby zobaczyć jak się oddycha jak samopoczucie. Ale o dziwo biegło mi się dobrze, i co się okazało w miarę szybko jak na trucht. Pierwsze km jakie zrobiłem to jak radość dziecka z nowej zabawki dopiero kupionej!!! Biegłem i chciałem podskakiwać do góry, może to śmieszne ale ja się nasłuchałem tyle o tym miejscu od ludzi którzy na codzień się zajmuja profesjonalnie bieganiem, że to najlepsze miejsce do biegania w europie i jeśli przygotowywać się do czegoś ważnego to tylko St.Moritz. To tutaj kilka tygodni przed moim przyjazdem przygotowywała się cała śmietanka najlepszych lekkoatletów przed Mistrzostwami Świata w Londynie, dlatego biegając teraz tutaj mogłem się poczuć przynajmniej przez te dwa tygodnie jak Pro biegacz który szlifuje swoja formę  na najważniejszy start roku. W moim przypadku będzie to maraton w Berlinie 24th Września.

Będąc tutaj już w pierwszy dzień złamałem swoja zasadę że nie trenuję z telefonem przy sobie. Trening dla mnie to bardzo ważne wydarzenie na którym zawsze koncentruje swoja cała uwagę i nie potrzebuje dodatkowych nośników poza zegarkiem. Ja musze się skoncentrować na oddechu podczas biegania na każdym elemencie treningu i obecność telefonu albo słuchawek bardzo mi przeszkadza w takich rzeczach. Ale dziś nic mnie nie powstrzymało od złamania mojej zasady i pomimo że mój iphone jest bardzo duży zabrałem go ze soba na trening w celu uwiecznienia tego wydarzenia. Praca z samo-wywoływaczem zawsze mi dobrze szła i za pierwszym strzałem kamery ująłem esencje całego St.Moritz, przepiękne błękitne jezioro z przezroczysta woda a nad nim wyłaniaja się szczyty urodziwych Alp Szwajcarskich.fullsizeoutput_ba6

„(nagrane po jednym z pierwszych treningów)”

Jadac tutaj chciałem poczuć magie tego miejsca.

Czy poczułem???  myśle ze już po 3-4km wiedziałem że decyzja aby nie jechać na obóz do Szklarskiej z grupa Slezak Team a wybrać St.Moritz była trafna w 100% choć nie przyszła łatwo.

Mój kortyzol i adrenalina były u szczytu!!! I takiego kopa mi dawały ze pierwsze 5km biegłem pod góre nachylenie z 7% i nie chciałem zwolnić, tylko ciagłem do góry jak głupek hehe. Trening zakończyłem po 11.5km i był to mój najszczęśliwszy bieg treningowy jaki odbyłem sam.

Poddałem sie podczas tego biegu magi tego miejsca i płynąłem przebierając nogami nie zważając co zegarek pokazuje, a mówili i przestrzegali żebym uważał bo może zatkać bo góry i wysoko, ale nie myślałem wtedy jak biegłem o tym. hehehhe

Nie zamierzam tutaj opisywać każdy mój trening lub dokładnie dzień bo musiałbym pisać i pisać. Ale przedstawię wam jak wyglada mój typowy dzień na takim obozie.

Dzień rozpoczynałem o 7:45am

8:15am  breakfast – większości było to 4 plastry bekonu i 4-5 jajek sadzonych plus zielone warzywa, roszponka

10:30am -11am wchodziłem na pierwszy trening, przed wyjściem było oczywiście rozciąganie i rożne ćwiczenia

12:30pm jadłem Lunch – lekki czyli zielone świeże warzywa, lub warzywa pieczone plus salmon

13:30-16:00 odpoczynek plus drzemka

16:30-17:00 drugi trening

18:30 siłownia na której robię rozciąganie i ćwiczenia stabilizacyjne lub basen z masażami wodnymi, wszystko zależne jaki treningi miałem danego dnia

20:00 dinner – tutaj ładowałem się węglami (makarony, ryż,quinoa,kasza) plus mięso wołowe, lub indyk. Tym razem nie jadłem ani razu kurczaka, bez powodu, bez przyczyny.

21:00 już leżałem w łóżku i relaks i odpoczynek.

IMG_1562Moja rozpiska dnia wisiała na ścianie.6BE82A54-5C34-4F58-A535-96590265C76D

Jeśli chodzi o trening biegowy to w pierwszym tygodniu biegałem rano sesje cięższe czyli interwały, lub 3x3km lub 10x 1km lub 28-30km z narastająca szybkość, przeważnie było to kilometraż 18-24km, wieczorny trening to o wiele łatwiejszy gdzie spokojne bieganie było i to tylko 10-12km w tempie wolnym 4:50-4:30/km. Jednak najbardziej mnie jarały biegi ciężkie, gdzie biegłem 30km z tym że ostatnie 20km to już w tempie poniżej 4:00/km a ostatnie 8-10km to już po 3:45-3:35/km czyli jak na obecna chwile to dla mnie bardzo szybko.

Następny trening jaki przypadł mi do gustu to 3x3km 3:40-3:35/km z przerwa 4min  trucht plus 3x1km 3:30-3:20/km przerwa 3min trucht. Wszystko w jednym ciagu gdzie wychodziło ponad 22km wszystkiego razem z początkowymi rozgrzewającymi kilometrami.

W pierwszym tygodniu czekałem na dwie rzeczy, pierwsza to kiedy pójdę na trening z Mariuszem Giżyńskim a drugi to kiedy pobiegam po tracku na stadionie interwały heheheh…takie małe rzeczy a ile radości.  Pierwszy trening z Mariuszem wsadzę fragment z mojego pamiętnika obozowego:

Wtorek 22/08/17

…dziś piękny dzień od samego rana, słońce i błękitne niebo!! Pobudka standartowo o 7:45am i śniadanie syte: zielenina z boczkiem i 5 jajek sadzonych plus 1L wody ciepłej z cytryna. Chwila relaksu do 10:30am i czas na rozciąganie i wyjście na trening..

  • pierwszy trening to 20km w tym 12km zakres II 3:50-3:55min/km później dodałem 5x 1min sprint w tempie 3:08min/km 

….biegało mi sie naprawde dobrze , nogi podawały i kilka sekund  za szybko dzis było na każdym km ale bardzo udany trening. Tętno było w normie jak na obecna chwile. 

  • wieczorny trening miał być 10km spokojnie, ale na obozie jest też Mariusz Giżyński jeden z najlepszych polskich maratończyków , nasza polska gwiazda dla takich jak ja zwykłych ludzi próbujących coś tam dreptać każdego dnia to spotkanie kogoś takiego i możliwość treningu wspólnego to więcej o co prosiłem :-)).Wiec miałem lekkie wybieganie z nim, wyszło trochę szybciej niż miało być bo „truchtaliśmy” po 3:55-4:05min/km,  tzn on truchtał a ja biegłem hehe.
  • …Po 10km poszliśmy na stadion i na bosaka zrobiliśmy kilka okrążeń po trawie plus rozciąganie „technika Mariusz Giżyński”  i do tego 10x sprinty 100m/100m rest  i na koniec mrożenie mięśni w strumyku lokalnym przy boisku. Piękna sesja treningowa, mógłbym z nim trenować każdego dnia. Samo rozciąganie które u większości amatorów strasznie kuleje bo albo się nie rozciągamy albo robimy to w bardzo zły sposób nawet nie wiedzac o tym. Przy takich ćwiczeniach wystarczy zła pozycja bioder lub ułożenie nogi i ćwiczenie dane jest technicznie źle robione. Wiec dobrze wiedziałem że jak mam brać coś dobrego z tych spotkań z Mariuszem to właśnie takie rzeczy które robimy razem i w których mam największe braki.  Następny trening z nim już za kilka dni, już się nie moge doczekać.  

To był fragment z moich dziennych skryptów.

Stadion w St.Moritz -magia troche wokół tego miejsca jest i odczułem osobiście na swojej skórze. Odbyłem tak kilka sesji treningowych z interwałami, podczas których dostawałem zawrotów głowy i odcinało dopływ powietrza totalnie!!! Ale tak się dzieje jak taki amator jak ja próbuje biegać 800m lub 600m interwały w tempie 3:08min/km to wtedy musi zatkać. Ale taki ciężki trening napewno mi pomógł niż zaszkodził.

Więc pierwszy tydzień mijał lepiej niż myślałem, zamknąłem go 215km gdzie to moje najwiecej wybiegane kilometry  w ciagu 7 dni,  a miesiąc Sierpień z 29 dniami biegowymi i z 49 jednostkami treningowymi dał mi rekordowa ilość 675km!!!!! ze średnia 4:38min/km. Gdy to sobie podliczyłem lekko się przestraszyłem ponieważ nigdy wcześniej takich kilometrów moje nogi nie przebiegły a o dziwo głowa mi podpowiadała że nie jestem zmęczony i mogę nadal kontynuować taka sama intensywność moich treningów.

fullsizeoutput_a6b

(zielone kreski to jednostka treningowa)

Więc po analizie pierwszego tygodnia już w poniedziałek z rana czekał mnie bardzo ciekawy trening którego lubię najbardziej,jak jestem w formie hehehehe czyli bieg z narastająca szybkością. Tym razem miałem 28km total gdzie pierwsze 10km na spokoju na rozruszanie kości po 4:30/km następne 10km pobiegłem po 3:58/km i zostało mi 8km najlepszego biegania.

Lubie takie coś jak mija 20km zaczynasz czuć w nogach dystans i musisz przyśpieszyć o następne 10sek/km. Tym razem biegałem przy lokalnym lotnisku koło St.Moritz (Celerina) gdzie trasa płaska jak stół i długie odcinki gdzie można naprawdę szybko pobiegać. Miedzy innymi M.Giżyński robił tutaj często swoje szybkie odcinki. Wracając do ostatnich km treningu to zmusiłem swój organizm aby wszedł na moje największe obroty i każdy km pokonywałem po 3:35-3:38min/km na 27-mym kilometrze poczułem że jeszcze chce przycinać ale tak porzadnie i chciałem się naprawdę zmęczyć i przebiegłem ten przedostatni km po 3:17min/km !!! Normalnie jak zegarek pokazał mi taki czas to nie chciałem się zatrzymać, ponieważ takiego kopa się dostaje jak widzisz że zaczynasz naprawdę robić postępy  w bieganiu i że właśnie jesteś tutaj i to przynosi efekty.  Po zakończeniu 28km chwile dychnałem, 3min i lekkim truchtem po 4:50/km wróciłem 4km do pokoju.

fullsizeoutput_a35

Tego dnia już nie biegałem więcej. Pojechaliśmy do Livigno (Italy), gdzie objadaliśmy się pizzami i popijaliśmy włoska kawa, jedzenie wyśmienite a do tego tak tanio to nawet w PL nie ma heheheh. Spędzone popołudnie było bardzo relaksujące i bardzo pomogło mi oderwać się od rygoru treningowego i dietetycznego.

IMG_1984

Następne dni nadal były intensywne w bieganie oraz w ćwiczenia stabilizacyjne, gym. We wtorek poszliśmy na spa gdzie wodne masaże masowały nasze przemęczone mięśnie, oprócz tego w pokoju dozowałem sobie co wieczora moczenie w solankach oraz w chlorku magnezu. Patrząc na regeneracje przy takiej ilości km musze przyznać że starałem się mieć wszystko co było potrzebne wraz z duża ilościa wypoczynku oraz dieta która miałem rozpisana wcześniej. Jednym słowem miałem jak paczek w maśle heheheh.

Środa zrobiłem poranny trening i w południe udaliśmy się na wyprawę kolejka na wysokość 3303m szczyt Corvatsch gdzie siedząc popijaliśmy dobra kawę i podziwialiśmy przepiękne krajobrazy. A widok jest naprawdę nie ziemski.

2272DA67-15BB-41FD-9926-6132E541BD46

IMG_2151

Wyprawa nasza oprócz widoków miała też inne podłoże że chcieliśmy na tej wysokości dotlenić się jeszcze bardziej hehehe i dostarczyć do naszej krwi jak najwiecej oxygenu. Może to śmieszne ale muszę powiedzieć że na podświadomość działa gdzie późniejszym czasie się przekonałem. Dzień zakończyłem wieczornym bieganiem plus ćwiczenia na siłowni.

Jeden z ostatnich mocnych i ciężkich treningów czekał na mnie w czwartek, gdzie miałem robić 10x1000m w tempie pół maratonu na przerwie trucht ale nie wolniej niż 5:00/km. Aby dodać trudności i smaczku do treningu pojechaliśmy na specjalny 1km odcinek na około jeziorka na wysokości 2550m!!!!! Wyciag dojeżdżał do 2200m i reszta na nogach około 3km trasy w góre, ale przy takich widokach można iść i nie czuć zmęczenia.

IMG_2223

Jak dotarliśmy do celu zostałem oczarowany miejscem!!! Normalnie coś pięknego. Piękne błękitne jezioro a w okół utwardzona trasa do biegania wraz z oznaczeniami co 100m, wszystko idealnie jak w Szwajcarii heheh. Nic tylko biegać lub spocząć na ławeczce i podziwiać piękność natury!!!! Ale ja zdecydowałem się na opcje pierwsza i najpierw ostrożnie pierwszy km 5:00/km następne dwa po 4:40/km i rozpocząłem szybkie 1km – pierwszy 3:39/km, następnie 3min po 4:50/km i troszkę przyśpieszyłem gdzie następne 9 razy wyszło po 3:35-3:36min/km. Ale po 5 razie myślałem że nie utrzymam tempa bo co chwile silny wiatr zawiewał, ale dotrwałem do końca ale ten ostatni to już na fantazji bez  sił ale 3:35/km ubiegłem i padłem. W tym momencie naprawdę brakowało mi powietrza i jak się podniosłem po kilku minutach to w głowie tak mi się kręciło że potrzebowałem szybko się woda polać!!! Trening wykonany, 20km na wysokości 2550m nad poziomem morza zrobione!!!! to był ostatni taki mocny akcent na tym obozie. Do końca tygodnia pozostało tylko kilka jednostek biegowych i w sobotę wracam do domu, gdzie z marszu czeka na mnie pół maraton pod Londynem, mój target to złamanie 1H20min a tak naprawdę w głowie mam 1H18min bo wtedy taki rezultat dałby mi spokojna głowę przed maratonem w Berlinie.

Podsumowując cały obóz nie da się tego ująć jednym zdaniem,

…dla mnie to sportowa przygoda życia, pomimo że każdego dnia katowałem organizm mocnymi jednostkami treningowymi to robiłem to w tak przepięknym otoczeniu że nieraz zapominałem o bólu. Jadac tutaj nie wiedziałem czego się mogę spodziewać ale to co tu przeżyłem przeszło moje oczekiwania i wypełniło mnie całkowicie. Takiego powera jaki czuje teraz i takiej spokojnej głowy, pewności siebie nie czułem nigdy wcześniej podczas przygotowań. Chciałem podziękować Arkowi Gardzielewskiemu że zrodził we mnie pomysł tego obozu, Mariuszowi Giżyńskiemu za wspólny czas i treningi, Piotrowi Ślęzak za trafne rozpisanie każdej jednostki treningowej i jeszcze kilku osoba które sprawiły że ten obóz mógł się odbyć i był taki niezwykły dla mojej osoby. WIELKIE THANK YOU!!!

ps.

Jak wspominałem wcześniej w niedziele zaraz po przyjeździe z obozu wystartowałem w pół maraton w Maidenhead. Pomimo że byłem nie wyspany i zmęczony podróża z Szwajcarii pobiegłem moje najlepsze 21,1km w życiu jak dotychczas gdzie wykręciłem czas  1:16:59 poprawiając dotychczasowy wynik o 5min5sek.!!!!Średnia to 3:38min/km!!..

…hmmm co date mi ten wynik??? może nic ktoś powie,

…ale mi daje SPOKÓJ W GŁOWE.

IMG_2374IMG_2375

Pozostaje dwa tygodnie do najważniejszej próby tego roku, nic już więcej nie poprawie, teraz pozostaje mi tylko spokojnie  i lekko trenować do 24-tego Września. Nic sobie nie mam do zarzucenia, cały okres 12 tygodni przygotowań wykonałem najlepiej jak potrafiłem i na tyle ile mogłem i jakie miałem możliwości. Teraz znikam, wylogowuje się z  FB,Instagrama etc i focus, spokój, odpoczynek.

Zapraszam wszystkich na 24 Wrzesień Berlin godzina 9:00am.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kind Regards

Chris Wiciak

One Comment on “ST.Moritz …..magiczne miejsce dla biegaczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: