121st Boston Marathon 2017

Jest kilka dni po moim maratonie w Bostonie siedzę wygodnie na leżaku nad basenem hotelowym w tropikalnych warunkach, graco i wilgotno 30deg, późno 2:00 nad ranem i zastanawiam się jak mam przelać na papier coś co przeżyłem i  poczułem pierwszy raz podczas biegu hmm…..

IMG_7651

.  Ale zanim do tego przejdę chciałem przypomnieć słowa które chce powtórzyć jeszcze raz:

JEŚLI POTRAFISZ O CZYMŚ MARZYĆ, POTRAFISZ TAKŻE TEGO DOKONAĆ

…to te słowa mnie nakręcały przez ostatnie dni przygotowań i podczas biegu.

Jeśli ktoś się spodziewa dramatu dziś, to może się poczuć troszkę rozczarowany bo takiego nie było hehehe, ale biegnac w Bostonie odczułem coś czego jeszcze nie doznałem podczas dotychczasowych biegów, dlatego proszę pozostać do końca  🙂 .

Monday 17th April 2017 – ta datę nie zapomnę do końca moich dni. Może niektóre rzeczy nie doceniam bo przychodza mi za łatwo ale uczestnictwo właśnie w tym maratonie odczułem bardzo specjalnie i myśle że tutaj nastapił punkt zwrotny w moim bieganiu.

5.00am miasteczko Somerville pod Bostonem – Słyszę dzwoniacy budzik,

………..wyspany i spokojny zrobiłem sobie kawę i 2x jajka na miękko plus batonik energetyczny. Do startu jeszcze daleko bo dopiero o 10am więc mogłem spokojnie więcej zjeść ale to mi starczało dziś. Pod czas śniadania byłem o dziwo bardzo spokojny i wyciszony, jak nigdy, jak nie ja, i nie było to spowodowane jetlogiem (różnica czasu).

IMG_6872

Oczywiście byłem już spakowany dnia poprzedniego więc tylko zamówiłem ubera i jazda na metę biegu gdzie w pobliżu stały autobusy i przewoziły nas na start do miasteczka Hopkinton gdzie miał nastapić 121st z rzędu najstarszy maraton. Ja biegłem z stanowiska 1-szego ale z sekcja 4. Ogólnie stanowiska do startu i numery przydzielane sa do osiagniętych wcześniej wyników, czyli im mniejszy numer tym szybszy zawodnik.

Tym razem uber przyjechał inny, amerykański ford  lata 70’s i a w nim biały amerykanin z długim wasem. Bardzo przyjemny Pan, kilka słów zamieniliśmy ale ogólnie cała podróż byłem spokojny pełen optymizmu. Moje autobusy odjeżdżały miedzy 6am a 6:40am, więc celowo dojechałem na 6:40am aby opóźnić przyjazd na linie startu, nie chciałem tam długo czekać.

IMG_6917

(6:30am gotowy do podróży na linie startu)

Ale w czasie tej podróży miałem prawie godzinne na ostatnie przeanalizowanie biegu. Dzień wcześniej zrobiłem plan na bieg, bo bez tego nie miałbym punktu docelowego. Wiec ustaliłem że nie mogę pobiec na wariata i próbować wyniku jaki planowałem na poczatku przygotowań ale że nie chcę pobiec go za wolno bo krótsze męczarnie szybciej się kończa heheheh, wiec założenie było aby pobiec tak jak w Chicago i zmieścić się poniżej 3H.

W głowie ułożyłem sobie że biegnę pierwsze 5km  4:15 -4:10min/km ale ze każde 5km robić będę około 21min. I dopiero od 25km rozpisałem sobie na ręce miedzy czasy, wiec miałem mieć 1H:45min na 25th km na 30km 2h:06min,  35km 2h27min i  wiedziałem że jak dobiegnę w tym tempie do tego 35km to ukończę ten bieg poniżej 3H bo motywacji miałem naprawdę dużo aby tego dokonać.

NASTAWIENIE JEST MAŁA RZECZA, KTÓRA ROBI DUŻA RÓŻNICE

Może moje myślenie było szaleństwem aby porywać się na czas na który w Chicago (October 2016) przygotowywałem się ciężko przez kilka miesięcy ale teraz jestem z każdym dniem lepszym i madrzejszym biegaczem i pomimo że straciłem ostatnie 40 dni przygotowań to czułem że mentalnie jestem gotowy powtórzyć ten wynik, przecież cieżko trenowałem na obozie gdzie po Szklarskiej Porębie przebiegłem prawie 180 km w tydzień wiec nie zakładałem planu B lub innego scenariusza jak tylko bieg na sub 3H, wiec nie pozostawiłem mojej głowie miejsca na słabość i rozmyślanie.

Więc podróż minęła szybko, jak dojechaliśmy na miejsce to byłem bardzo zauroczony organizacja przed startem i Campem jaki był przygotowany dla czekajacych na swój start. Ja osobiście miałem ponad 2H do startu wiec zdażyłem coś jeszcze podjeść, (rozdawane były różnego rodzaju napoje i batoniki energetyczne oraz rogaliki, bułki, etc), ja osobiście skorzystałem z medytacji do której dostawałeś słuchawki i drivera z muzyka  i poduszeczkę na której spoczałem i z zamknientymi oczami oddałem się głębokiej medytacji.  To  była fajna forma relaksu i wyciszenia się przed czekajacym mnie startem.

IMG_8007

(2godz. przed startem)

Na swoje stanowisko dotarłem 15min przed startem, rozciagałem się przez 10min i wskoczyłem w wyznaczony sector 1(4). Kilka minut do startu zostały wyczytane nazwiska kilku najlepszych zawodników większości z Kenii i Ethopii ale największe brawa otrzymał Amerykanin Galen Rupp 21 lat bardzo perspektywiczny zawodnik który specjalizował się w 5k i 10k gdzie na olimpiadzie w Londynie był drugi zaraz za Mo Farah, a od jakiegoś czasu próbuje swoich sił w pół maratonach i ostatnio w maratonach.

Po prezentacji nastapił czas na alla kapela hymn amerykański i na koniec hymnu z sekundowa precyzja przeleciały nam nad naszymi głowami dwa odrzutowce F-15 z 104-th Dywizjonu Sił Powietrznych Ameryki,   wow to było bardzo widowiskowe i ciarki przeszły nie jednemu po plecach. Ale czego mogłem się spodziewać po amerykanach i to jeszcze przy tak ważnym i prestiżowym maratonie.

Wybiła 10am i ruszyła elita, a zaraz za nimi następne sekcje, ja wybiegłem około 2min za pierwszymi.  Pierwsze 5-6km bardzo stromo w dół i już widać że niektórzy  pędza na skręcony kark!!!! A ja się pytam co będzie za 35km i czy oni nie widza że słońce daje z nieba niemiłosiernie!!!! a do tego trasa naprawdę jest trudna techniczne i ma pełno podbiegów!!!  Ale to mój któryś z kolei maraton i ja jednak myślenie właczyłem od pierwszego km i  jak sobie powiedziałem tak biegnę 4:13, 4:13, 4:09, 4:15, 4:04 – mijam pierwsze 5k 21:08 wszystko według planu co do sekundy można powiedzieć.

Następne kilometry 6-sty 4:12, i 7-my 4:12, i właśnie po 7km przychodzi inne myślenie i szybka analiza, po co ja się spinam i stresuje co chwile miedzy czasami i co 20sek spogladam na zegarek!!!! Przecież to nic nie zmieni!! przecież to wariactwo co robie, zero przyjemności i stres totalny..!!! .. i szybko dochodzę do wniosku że nie będę spogladał na ten cholerny zegarek co kilka sekund i pilnował tempa, postanawiam się cieszyć biegiem…mówię do siebie …rozejrzyj się chłopie wokół siebie, zacznij oddychać amerykańska wsia, podziwiaj mijajace jeziora i zielona przyrodę, śpiewajace ptaki, raduj się z ludzmi stojacymi na tym upale i kibicujacym !!!!  Wiec biegnę i uśmiecham się do siebie i do kibicujacych ludzi, nie spogladam na zegarek teraz co chwile. Do 25km to sa moje najlepsze przebiegnięte kilometry jakiekolwiek przebiegłem!!!!!! Takiej radochy i przyjemności z biegania nie miałem jak nigdy dotychczas!

Musze tutaj napomnieć że jak nigdy wcześniej, piłem wodę i się polewałem co 5-7km, żelek energetyczny pierwszy wziałem dopiero po 17km, drugi na 30km i trzecie na 37km, dodatkowo na 35km raz dawkowałem torebkę sóli ale profilaktycznie dla przestrogi.

IMG_8013

(sprawdzenie międzyczasu)

Dopiero na 25km dochodzi do mnie aby sprawdzić międzyczas, na ręce pierwsza notatka 25km 1H45min , mijam pomiar i pokazuje  1h44min hmm myśle sobie minuta zapasu ostatni km przebiegnięty pokazuje 4:09/km wiec wszystko pod kontrola, nie odczuwam zmęczenia, nie czuje objawów skurczy, jest dobrze wiec mimo woli, w chwili uniesienia przyśpieszyłem i nagle zegarek pokazuje 26km 3:58min/km wiec zwalniam i mówię do siebie czekaj bo miedzy 30 a 32km czekaja nas największe podbiegi i tam możesz zdechnać, ale musze się przyznać że właśnie w tym momencie czuje się bardzo silny psychicznie, pewny siebie, bez zwatpień, i wiem że dam radę.

Dobiegam do 30km i czekam na ten podbieg heheheh… i się zaczyna pierwszy ale z duża łatwościa go pokonuje na 31km pokazuje mi się że przebiegłem go w tempie 4:08/km wow uśmiecham się do siebie, po chwili pojawia się następny i myśle to chyba ten najgorszy ale polewam się woda przed podbiegnięciem i lekko zwalniam bo podbieg naprawdę w górę i zegarek pokazuje 4:21/km, myśle ok już najgorsze za nami i  przyśpieszyłem do 4:05/km, było trochę z górki. I rozpoczynam 34km hmm według mnie miało być już  tylko w dół a tu nagle wyrasta przede mna długi 6-8 procentowy podbieg !!!!! rozpoczynam go pokonywać ale zaczynam czuć  że strasznie daje mi w nogi!!!! skracam krok biegowy i zaczynam drobnić ale zarazem przyszpieszać i powoli wspinam się sukcesywnie pod górę, strasznie ciężko i zaczynam walkę w głowie i próbuje  się pobudzić, nie spogladam gdzie koniec podbiegu tylko zaciskam zęby, zaczynam bardziej rekami pracować i krok po kroku z bólem pokonuje metry. Dasz rade, dasz rade, come on, come on !!! takie tam pod nosem słowa sobie wypowiadałem ale wbiegłem tam pokazuje 4:31/km 34th km, wiec biorę się do roboty aby trochę odrobić stratę ale czy ja mam jakaś stratę?? przecież dziś czas nie gra takiej roli jak zawsze, ale nastepny km jednak pokonuje w 4:01/km!!!

IMG_8012

(najgorysz podbieg na 34km)

IMG_8010

(35km usmiech na twarzy)

Jestem na 35km na ręce napisane 2H27min zegarek pokazuje 30sek że jestem szybciej!!! Wiec teraz juz wiem że jak przebiegnę następne 3km w normalnym tempie to spokojnie z uśmiechem na ustach ukończę ten maraton poniżej 3H. Nastepne km biegne 4:09, 4:13, i…

…3:58min/km!! przebiegam 39th km i biegnę non stop z uśmiechem na ustach i jakbym mogł to bym już teraz podskakiwał do góry!!!! Dobiegam do 40km tempo 4:11/km, międzyczas na spoconej ręce 2H48min, spogladam na zegarek 2:48:02 idealnie!!!!!

Teraz tylko Panie Wiciak pozostało się nadal cieszyć ostatnimi dwoma kilometrami i tak robie!!!!! biegnę z uśmiechem na ustach, wiem że czas będę miał lepszy niż w Chicago, ale dziś nie o to mi chodziło, nie biegłem aby cierpieć  w stresie i bić nic nie znaczace swoje rekordziki, bo nic nie jest ważniejsze w biegu jak radość i uczucie szczęścia !!!! A takie doznawałem dziś przez większość biegu i ta ostatnia prosta około 700m bardzo długa ale ile bólu i radości widzi..,

….tu się tworzy historia, tu sa emocje, dramaty ludzkie i łzy.

Ja tym razem bez łez wbiegam na metę ale cała radość była i towarzyszyła mi przez 42km195m i dopiero po kilku godzinach dochodzi do mnie że ja miałem (mam) kontuzje ale ani przez chwile nie pomyślałem o tym !!!! zostawiłem ten problem w pokoju przed biegiem, jedynie co mnie bolało po biegu to ramiona!!!!! tak bardzo że nie mogłem za bardzo nimi ruszać hehehe ale to już nie ważne.

TO BRAK WIARY SPRAWIA, ŻE LUDZIE BOJA SIĘ STAWIAĆ CZOŁA WYZWANIOM.

JA WIERZYŁEM W SWOJE UMIEJETNOŚCI.

IMG_6923

Odebrałem medal to już  piaty w kolejności do korony WORLD MARATHON MAJORS, pozostanie tylko Nowy Jork 5th November 2017 i będzie to wiśenka na torcie jak to powiedziała koleżanka kilka tygodni wcześniej. Ale musze na koniec powiedzieć że to właśnie Boston Maraton był tym niezwykłym, czarujacym mnie i chyba właśnie ten maraton, ten bieg nadchnał mnie do biegania z radoscia i przyjemnościa.

IMG_6983

( od lewej górny rzad…

  • Berlin Marathon       September 2014       3:58:57
  • London Marathon    April 2015                  3:26:19
  • Tokyo Marathon       February 2016          3:17:00
  • Chicago Marathon    October 2016            2:58:55
  • Boston Marathon      April 2017                 2:57:33

Musze się przyznać że był to mój najłatwiej przebiegnięty maraton w ciagu ostatnich 4lat, małe cierpienie na 34-tym km to nic wielkiego do tego, jakie już doznawałem we wcześniejszych biegach lub triatlonach.

Zaraz zaraz, zapomniałem napisać ż dobiegłem w czasie 2:57:33 heheheh ale widocznie jak zapomniałem o tym wcześniej to widać że to nie było dla mnie aż tak istotne. Dodam jeszcze dla smaczku że w tym biegu wystartowałem w nowkach butach adidas adizero Boston version które zakupiłem dzień wcześniej!!!! oraz nowe spodenki i koszulkę!!! Ty samym złamałem umowne zasady biegaczy, ale widocznie nie ma to wielkiego znaczenia jeśli bardzo chcesz coś dokonać wtedy nie myślisz o takich szczególach.

Po tym biegu wiem jedno, że chce nadal kontynuować bieganie i to jeszcze bardziej niż przed, ale chce to robić tak aby  bolało ale i cieszyło przede wszystkim!!!!

IMG_6929

Hmm zastanawiam się …jak i komu podziękować bo czas przygotowania do tego maratonu miałem ciężki i mozolny. Często popadałem w panikę i mała depresje hehehe…

..ale nie, nie wymienię nikogo bo każdy z osobna wie ile zrobił dla mnie i wie jak bardzo jestem mu wdzięczny, każda ta osoba dołożyła swój kamyczek do tego biegu, może to nie będzie standartowe, ale najbardziej komu chce podziękować za wolę walki, determinacje, systematyczność w ciężkich treningach, i nie poddanie się i start w tym maratonie to…moja osoba!!!! Sam sobie chciałem podziękować bo ja sam wiem ile nocy nie przespałem i ile bólu przeszedłem.

I nikomu nie życzę takich przygotowań ale życzę aby każdy czerpał tyle przyjemności i radości co ja podczas tego biegu.

IMG_8006

Dziekuje

Chris Wiciak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: