Rok Biegania 2015 w Trylogii Chris Wiciak cz. 3


Kończąc Half IronMan w sierpniu i wykonując główne założenia co do roku 2015      oczywiście nie osiadłem na laurach i nadal miałem druga polowe roku wypełniona    kilkoma biegami.

Dwa tygodnie pozniej musiałem jechać do polski po syna bo przebywał na obozie     żeglarskim wiec zeby na pusto nie jechać wyszukałem sobie Half Marathon w         Warszawie i plan był taki ze z Wrocławia lecimy do Warszawy jedna noc w hotelu    następnie szybki bieg i na samolot do Londynu. 
Jak zaplanowałem tak zrobiłem tylko pojawił sie mały problem, dwa dni po Ironmanie wskakując na murek rano w pracy naciągnąłem mocno mięsień dwuglowy !!! Wiec przez dwa tygodnie do samego wyjazdu nie przebiegłem ani kilometra, co dziennie tylko  robiłem okłady zimno- ciepłe na mięsień i odpoczynek. 

W Warszawie w tym dniu koniec Sierpnia był upał, słońce dobrze dawało. 
Ale na trasę wybiegłem jak ja ostatnich pół maratonach spokojnie i na 1:35godz.,  biegło mi sie dobrze do 11km pozniej juz było ciepło ciepło i bardzo gorąco :-),  po 18km opadłem z sił i wyszło troche to ze nie biegałem przez dwa tygodnie. 
Ostatnie kilometry naprawę byłem zmęczony i nie forsując tempa dobiegłem do mety z czasem 1:37 godz. Czas jak dla mnie to nie za wolny nie za szybki ale patrząc na  okoliczności w jakich biegłem to byłem zadowolony a do tego wystartowałem po raz  pierwszy w Polsce gdzie organizacja naprawdę była super i w porównaniu z innymi   takimi biegami to nie odbiega ani na troche.

We wrześniu juz tradycyjnie czekał na mnie koło domu mój bieg Ealing Half Marathon w którym biegłem juz wcześniej oraz Żona juz tez biegła wiec nasza półka z medalami z tego biegu jest naprawdę okazała. I w 2016 tez oczywiście pobiegnę bo w tym  czasie bede sie przygotowywał do ostatniego maratonu który pobiegnę w październiku. 

Ale druga połowa roku 2015 to okres gdzie mój organizm co chwile łapał jakaś 
kontuzje lub chorobę :-((, i tak było tydzień przed Ealingiem bo sie przeziębiłem i strasznie sie czułem. Ale tym razem powiedziałem sobie ze nie odpuszczę i       trenowałem cały czas z graczka i bólem głowy, powiedziałem sobie ze albo choroba  mnie albo ja Ją. 
W dniu wyścigu jak wstałem o 6am czułem sie jak na ścięcie, byłem nie przytomny i strasznie chory, ale nie rozczulając sie nad sobą ogarnolem sie w miarę szybko i  poszedłem na nogach na linie staru, bo to było nie daleko jakieś 5km od domu. 
Tym razem powiedziałem siebie ze muszę pobiedz szybciej niż w Warszawie ale zeby  nie umrzeć na ostatnich kilometrach a zważając na to ze nasza trasa tutaj liczy   sobie naprawdę kilka długich i wysokich podbiegów i mozna łatwo wpaść w pułapkę. 

Ale muszę powiedzieć ze mino choroby i słabego samopoczucia wystartowałem w miarę szybko i tempo utrzymywałem jakie sobie założyłem. Pogoda dopisała tym razem i    pięknie świeciło słoneczko a w dodatku na trasie dopingowała mnie Żona z moja     siostra to tym bardziej biegło mi sie lepiej :-)
Największe podbiegi były na 12 stym i 14 stym kilometrze i naprawdę trzeba byc do nich dobrze przygotowany bo są długie i bardzo dają po mięśniach. Ale z racji ze  to moje tereny, to trenuje tutaj na codzień wiec przebiegłem je w miarę bez bólu i spokojnym tempem. 
Pierwsze zmęczenie przyszło na 16km ale w głowie sobie ułożyłem ze to juz bardzo  blisko do mety i spokojnie dobiegnę. 
Na 18km poczułem ze mam coraz więcej siły i zacząłem przyspieszać i to nawet      bardzo jak na ten okres biegu. Byłem oczywiście zadowolony ze do mety pozostało   tylko 3 kilometry a ja biegnę tempem 4:00min/km, na 20km ostatnia stacja z woda z której skorzystałem i zaraz po niej poczułem kucie w brzuchu :-(
Powód był jeden za bardzo przyspieszyłem i złapała mnie kolka, do mety niby nie   duzo bo to juz tylko 1000 metrów ale ze skurczem mięśni naprawdę musiałem zwolnić do marszu gdzieś przez 200-300metrow bo taki ból mnie zaatakował :-(, po chwili    rozpocząłem powolny bieg i coraz szybciej przez park do mety. 
Ostatnie metry około 200metrow to ponownie sprint finiszu pomimo bólu i dotarłem  do mety z czasem 1:32:54 jaka sie pozniej okazało było to moje najszybsze 21,1 km. 
Troche zdziwiony byłem ponieważ biegłem z choroba i nawet na końcu szedłem 300    metrów a tu taki rezultat.
Wiec wróciłem do domu bardzo zadowolony z wyścigu :-)


Wracając do czasu to w pół maratonach to statystycznie tylko 5% biegaczy pokonuje ten dystans ponizej 90min. I po tym biegu wiedziałem ze juz niedługo i ja bede w  tym gronie bo brakuje mi juz naprawdę nie duzo.
I tak minął Wrzesień a juz na początku Października miałem pobiec cały Marathon w Polsce znowu, tym razem w Katowicach Silesia Marathon 2015.
Tak jak cały czas każdy swój star planuje duzo wcześniej to tym razem w tym biegu wystartowałem z łapanki w ostatniej chwili. 
A do tego sytuacja mnie zmusiła ponieważ miałem jechać do polski do rodzinny na 50 tke ale bardzo sie wachalismy bo bilety nie były tanie a tylko na weekend jechać to sie nieraz nie opłaca. 
Wiec poszukałem sobie ze moze jakiś bieg bedzie w tym czasie w okolicy.I jak    
szukałem to sie okazało ze w niedziele dzień po imprezie jest Marathon w          Katowicach :-)), zastanawiałem sie tylko przez ....10sec                          i po chwili wpłaciłem wpisowe i w głowie ustawiłem sobie ze za trzy tygodnie      pobiegnę w Marathonie. A dlaczego nie ? Przecież cały rok biegam to moge spróbować zaliczyć i w Polsce Marathon nie przygotowując sie specjalnie do niego. 
Wiedziałem ze jak głowa powie ze tak przebiegniesz to i nogi poniosą do mety.
Zrobiłem to przede wszystkim aby nabierać doswidczenia w pełnych maratonach.      Powiedziałem sobie ze bedzie bez napięcia i bez jakiś limitow, mam wyjsć i        przebiec normalnym tempem 42km195m . 
Prawdę mówiąc podeszłem do tego jak do codziennego treningu w którym przebiegam o polowe mniej :-) 
Wiec w sobotę byle na imprezie gdzie bawiłem sie do 2am pozniej do hotelu i do    łóżka.
6 rano wstałem, tym razem zabrałem. Ze sobą Żonę i Mamę bo była tez na imprezie   ale Ojca juz nie było szansy dobudzic ponieważ bawił sie jednak bardziej niż ja i miał problemy ze wstawaniem :-)))

Na starcie spotkałem 6 członków z mojego klubu z Londynu !!!Byle troszkę zdziwiony ze przyjechali specjalnie do Katowic na Marathon, wiec przed startem chwila      relaksu i gadki z nimi i przygotowani i wystartowali. :-) 
Początek troche szybki bo z górki kilka kilometrów ale z łatwością przeszedł. 
Nie przyśpieszałem bo w rozmowie wcześniejszej przed startem dowiedziałem sie ze  Marathon ten liczy naprawdę duzo podbiegów i jest strasznie ciężki. Ale z uwaga   biegłem swoim tempem aby nie szarżować bo przygotowany do tego Marathonu nie byłem bo zapisałem sie na 4 tygodnie przed wiec wystartowałem w nim tylko dla          nabierania doświadczenia a nie bicia jakiś swoich rekordów czasowych. Na pol metku czułem sie nawet za dobrze ale mocne podbiegi dawały sie we znaki juz od 25km. 
Ale tak naprawdę prawdziwy ból i zmęczenie poczułem na 35km i gdzie nie            wytrzymałem tempa na 3:30:00 i wiedziałem ze nie dam rady a jeszcze czekały mnie kilka podbiegów. 
Na 40km ostatni podbieg i widziałem spodek i do mety. 
Ostatnie dwa kilometry jeszcse bardziej zwolniłem bo zacząłem czuć ból w łydkach i nie chciałem aby złapał mnie skurcz. 
Dobiegłem wycieńczony w 3:38 z groszami. Zadowolony ze poradziłem sobie z drugim  maratonem w tym roku a wiedziałem ze za 4 tygodnie bedzie następny w Atenach. 

Na mecie czekała na mnie zona i mama gdzie po odebraniu medalu udaliśmy sie do    hotelu. Ja wziolem szybki prysznic i o godz.13 juz jadłem obiad na poprawinach u  Wujaszka jak gdyby nic sie nie stało :-)))
Nogi miałem zmęczone ale normalnie funkcjonowalem co było dla mnie najważniejsze. 
Wróciwszy do domu rozpocząłem intensywne treningi do Athen które miałem pobiec na początku listopada, było to zadość uczynienie ponieważ tydzień prędzej 1 listopada planowałem start w Nowym Yorku ale podałem sie, ponieważ cenna jaka chcieli abym biegł poprzez organizacje charytatywna byla o wiele za duża niż sobie zakładałem a wyniosła 5000 dolarów plus koszty przelotu i hotelu wiec stwierdziłem ze aż tyle to nie zapłacę. 
Wiec tak wybrałem Atheny Marathon gdzie koszt był 100 euro i wezmę udział w       orginalnym zwanym Authentic Marathon. 
Wiec tam gdzie narodzila sie historia marathonow. 
Przygotowania miałem naprawdę intensywne 120km tygodniowo,ciężki trening pod      względem fizycznym jak i zarazem psychologicznym. 
Ale jak to bywa u 41 letniego gościa po dwoch tygodniach treningu w czasie jednego z interwałów odezwał sie mięsień dwugłowy!! Przy przyspieszeniu poczułem straszny ból i pozostało tylko sie zatrzymać i wrócić Taxi do domu!!!!
Następne 10dni odpuściłem wogole bieganie i tylko mroziliśmy mięsień w lodzie     dzień i noc. 
Kupiłem sobie ściągacz aby jesli bedzie szansa ze pobiegnę to założę moze coś by  pomógł. 
Do Grecji leciałem z Zona która oczywiście nie wiedziała ze mam jakiś bieg bo     miałem mowić ale jak doznałem kontuzji stwierdziłem ze jednak nie pobiegnę wiec pojedziemy tylko na romantyczny weekend do Acropolisu :-))
Oczywiście w dniu wyjazdu wziolem ze sobą rzeczy do biegania troszkę pokryjomu    przed zona i jazda do Athen. 
Juz w samolocie widziałem duzo osób lecących na Marathon bo byli juz widoczni :-))) ale milczałem, dopiero Pani w recepcji jak robiliśmy check in zapytała czy na   Marathon !!!!?? A ja zdziwiony ze nie heheheh , Zona patrzy i juz coś podejrzewa :-)))hehehhe
Po kilku minutach będąc w pokoju wyciągnąłem kartę zgłoszeniowa z Marathonu. 
Żona troszkę zdziwiona ale mogła sie spodziewać ze od jakiegoś czasu jak gdzieś   jedziemy to zawsze szukam sposobu aby gdzieś pobiec :-)))
Wiec zapytała mnie czy napewno chce biec w tym biegu bo po pierwsze to 42km a po  drugie to od prawie dwoch tygodni nie biegałem i leczyłem kontuzje. 
Decyzja była taka ze pojechaliśmy na Targi aby odebrać numer i wtedy sie zobaczy. 

Problem w tym ze jak juz jesteś tam i odbierzesz numer i widzisz tylu ludzi tam i każdy szczęśliwy ze jutro pobiegnie i widzisz tyle wystawców ze sprzętem sportowym to nawet chyba jakbym nie miał nogi to bym spróbował bo tam w stodku jeszcsz     bardziej nabierasz ochoty i adrenalina rośnie !!! 

Po wszystkim udaliśmy sie na kolacje a pozniej jeszcze na zwiedzanie Athen. 
Wróciwszy do hotelu decyzja ostateczna ze spróbuje pobiec spokojnym tempem aby    ukończyć Marathon. 
Wiec przygotowałem sie spokojnie i do spania. 
Rano wcześnie pobudka bo Marathon zaczyna sie nie w Athenach ale 40km od i        miejscowość nazywa sie Marathon. :-))
To tam jest kamień upamiętniający greckiego żołnierza który dobiegł z wiadomością i skonał, oprócz tego pali sie olimpijski ogień. 
Wiec poszedłem z hotelu na nogach na wyznaczone miejsce i z tamtąd zabraly nas    autobusy.Ja byłem 2 godziny przed startem juz na miejscu ale był czas przynajmniej na troche zwiedzenie wioski i zrobienie kilku zdjeć-:))

Po porządnej rozgrzewce i rozciąganiu około 30min trwało to wszystko stawiłem sie w 3 sektorze do startu. Ogólnie było 6 sectorow. 
Dzień prędzej będąc na targach obejrzałem dokładnie trase biegu i topografie wiec wiedziałem ze pierwsze 5km to płasko lub lekko z górki ale pozniej prawie cały    czas pod gore a momentami nawet mocno. Dopiero od 32km bedzie w dół i tylko w dół.
Wiec plan był taki dotrwać bez skurczy do 32km a pozniej bedzie lżej. 
Ale plan planem a życie pisze swoje kartki histori. Pierwsze kilometry biegło mi  sie dobrze fakt faktem słońce tego dnia świeciło mocno i było ponad 20 stopni jak kończyłem i upał tez dawał sie we znaki ale 
bieglem na czas 3:30 moze troche szybciej. Czułem naprawdę swieżość w nogach bo   nie biegałem tyle dni, kilometr za kilometrem i podbieg za podbiegiem szło mi     dobrze. 
Na 25km miałem miedzy czas jak na Londyńskim Marathonie wiec byłem bardzo      
optymistyczny ponieważ wiedziałem ze ostatnie 12km to upad w dół. 
Ale zadowolenie nie trwało długo bo na 32km dokładnie poczułem mięsień dwugłowy !!I odrazu z tempa 4:45 spadam na 7:00!! Biegnę i myśle co dalej trzymam sie za udo i zastanawiam sie czy dam rade w ten sposób dobiec następne 10km. Ale juz nie     takie bóle człowiek miał i biegł wiec mowię dawaj człowieku dopóki mięsień nie    spadnie i noga nie odleci masz biec, !!!!! 
Nie zważając na czas kontynuacja biegu trwała ale to co najgorsze przyszło na 38km niby blisko ale w Marathonie to 1 km z ostatnich to wieczność a jak cię łapią    skurcze a takie mnie dopadły to dopiero te 4 km to dla mnie rzecz nie do pdZejscia. 
Zatrzymuje sie bo w jednej nodze czyje ból uda w do tego w obu łydkach łapią mnie mocne skurcze które nie pozwalają nawet dobrze stanąć na stopach!!!!
Troche masażu na mięśnie i odpoczywam kilka minut i próbuje biegnąc, wolno wolno  biegnę. 
Na 40km staje ponownie bo ból jest nie do wytrzymania, nie umie ustać na nogach   ale wiem ze jak sie położę to nie wstanę wiec próbuje ustać na piętach ,zatrzymuje sie inny maratończyk daje mi jakaś mieszankę i mówi ze na skurcze ze powinno     pomoc. 
Pije i masuje nadal mięśnie, podejmuje następna walkę i zaczynam biegnąc widzę ze juz nie daleko bo tłumy ludzi dopingują i krzyczą do mnie moje imię żebym sie nie poddawał!!!! W tym momencie co mogłem zrobić to tylko mocno przeklinałem do siebie i krzyczałem i z łzami oczach pokonywałam metr po metrze. 
Ostatnie 500 metrów do ostro w dół rondo i następnie wbiegasz na stadion. 
W Athenach jest to stadion w kształcie literki U, to tu odbywały sie pierwsze     olimpiady sportowców .....


Wiec próbuje biegnąc coraz szybciej z podniesiona twarzą w z łzami w oczach       wbiegam na stadion, pozostaje jeszcze 200m prostej i meta !!!! 
Wbiegając na metę wydaje głośny okrzyk z siebie i wiem ze pokonałem ...nie 42km195 bo to nie o to chodziło ale pokonałem ból i cierpienie i pokonałem ponownie jakaś granice która wydawała sie w pewnym momencie nie do przejścia. Ale pamiętałem ze w biegach głowa to 70% i mentalnie oszukiwanie myśli i bólu sprawiło ze dobiegłem do końca. 
Wiem ze to jest cenna za dwa tygodnie nie przygotowań , nic nie robienia bo       Marathon wypacza wszystkie błędy i każda jednostka treningowa jaka opuścimy bedzie na nasza nie korzyść :-((.

Wracając z Zona powoli do hotelu zaczepiła mnie jaka rodzinna i pytała czy        dobiegłem do mety bo widzieli mnie jak walczyłem ze skurczami i jak krzyczałem do siebie !!!! Chwile porozmawialiśmy i człowiek wtedy widzi dopiero życzliwość ludzi którzy przychodzą i dopingują i chcą tym biegnącym naprawdę pomoc. 
I wtedy człowiek rozumie cze takie rzeczy nie zdążają sie wszędzie i jesli ktoś   mnie pytam dlaczego biegam to niech wie ze wywalanie dla takich chwil które       spotykam za każdym razem. 

Z końcem tego maratony dobiegł mój koniec roku w biegach chodź na grudzień        pozostawiłem sobie jeden mały szczegół który chciałem wykonać ale w tym momencie   nie wiedziałem czy to sie wydarzy. 
Dlatego rok zakończyłem na bogato i bardzo obwicie bo przebiegłem trzy maratony,  trzy Half maratony i jednego Half Ironmana i życzę sobie aby rok 2016 był         przynajmniej tak obfity jak ten,  ale z jednym wyjątkiem w roku 2016 bede bardziej skupiał sie na poprawie rekordów życiowych i drążenia do swych celów i marzeń. 
Miłego 
Chris Wiciak 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: