Rok Biegania 2015 w Trylogi Chrisa Wiciak cz.2

Druga odsłona roku to czas Triathlonu a krótko mówiąc po udanym roku 2014 w którym zaliczyłem kilka triathlonow na ten rok zaplanowałem nowe wyzwanie czyli Half IronMan 1.9km pływanie 🏊🏻, następnie 90km rower 🚴🏼, i na koniec 21.1km 🏃 i to wszystko za jednym zamachem 😅. 

Po Londyńskim Marathonie miałem 8 tygodni na finałowe przygotowanie sie, 

chodź czasu było bardzo mało bo normalnie potrzebujemy około 14-16 tygodni na takie przygotowania ale ja podłączyłem wszystko pod przygotowania do Marathonu w Londynie i tylko z pływaniem byłem do tylu. Jazda na rowerze była w miarę oka do tego doszło ze kupiłem nowy rower TT ( time trial bike) czyli rower który kwalifikuje się do ścisłej czołówki w triathlonie. Rower ten różni sie od poprzedniego ( używam do treningów) ze jest przede wszystkim lżejszy o kilka kilogramów, ma inny układ ramy, co podczas jazdy układa ciało bardzo aerodynamicznie. Krótko mówiąc różnica miedzy takim rowerem a normalnym z carbonu jest taka ze używając tej samej siły nóg moge poprawić czas na 180km około 1 godziny!!!!! A to daje naprawdę duża przewagę. 

Wiec jedyna rzecz jaka mnie martwiła to pływanie. Ponieważ dość ze dopiero od niedawna zacząłem pływać całe długie dystanse krytym kraulem a do tego przychodzi technika która bardzo u mnie kuleje. Ale sie nawet cieszę z tego bo przez ta zimę bede miał nad czym pracować.

Jak zaczynałem pływać na otwartej wodzie to przepłynąłem tym stylem koło 10metrow bo pozniej sie dusilem i brakowało mi powietrza. Dopiero z czasem i trenując i trenując uczyłem sie tego stylu. I wlasnie w tym roku na dystansie prawie dwóch kilometrów po raz pierwszy przepłynąłem dystans krytym kraulem. Prędzej mieszałem dwa style żabka i kraul. Teraz wyeliminowałem żabkę z pływania i tylko kraul. 

Ale teraz po czasie wiem ze przygotowałem sie do tego triathlonu zbyt za mało i troche amatorsko. 
Ale wracając do wyścigu to pojechałem w sobotę w południe juz na północ Angli bo tam odbywały sie zawody, ponad 4 godzinny jazdy, ale bez problemów znalazłem camp i miejsce startu. 

Odebrałem najpierw numer i rozbiłem namiot. Tutaj prawie wszyscy przyjeżdzają pod namiot lub caravanami i śpimy wszyscy na campie. Jest naprawdę rodzinna atmosfera i nie ważne czy stratuje 300 czy 1500 osób bo triathlonowa rodzinna jest zawsze razem. 

Pojechałem jeszcze kupic sobie coś energetycznego i proteinowego na kolacje i wróciłem zjadłem i zacząłem przygotowywać sprzęt do zawodów. 

W pewnej chwili dzwoni do mnie żona i pyta czy kupilem sobie nowe spodenki??? Myśle o ze jej chodzi ??

A Ona do mnie mówi że nie wziołem swoich spodenek do pływania, jazdy na rowerze i do biegania!!! Okazało sie ze jestem tylko w dzinsach. Spodenki zostały w domu przygotowane na suszarce bo dzień prędzej było prane 😦 z tego całego pośpiechu zapomniałem!!!!

Byłem w szoku ponieważ nie mogłem wystartować w spodniach a pora na zakupy – sobota było juz za późno i ogólnie byłem gdzieś w małej wiosce.

Ale trochę z panikowany, pobiegłem do punktu rejestracji ale było tez juz wszystko zamknięte. Wiec zaczepiłem jakiegoś pana który doradził mi ze wcześnie rano koło 5.30am powinnienem spróbować kupic coś w sklepiku który sie wystawiał na zawodach ze sprzętem. 

Lekko spokojny wróciłem do namioty i do spania bo noc zapowiadała sie długa i bardzo zimna. (Temp. spadła do 5stopni )
Od 5am rano juz nie mogłem spać bo budziły mnie myśli o zapomnianych spodenkach. 

Pół godzinny pozniej otworzyli sklepik i prawie było ok bo zakupiłem cały kombinezon do triatlonu tylko ze mieli jeden i rozmiar S !!!

Dobrze ze te materiały sie na tyle rozciągają ze mogłem wejść w to jakoś. 😀👌

Rano śniadanie lekkie i zabieram sprzęt i lecę do punktu gdzie zostawiamy rower i ubieram sie w piankę do pływania bo niedługo nastąpi start. Prędzej jeszcze był breafing na którym zostały wytłumaczone wszystkie zasady oraz trasa rowerowa i biegowa. 

Wszystko przygotowane i wchodzimy do wody kilka minut oczekiwania na start i po wystrzale pistoletu kilkuset ludzi zaczyna przebierać rekami jak wiatraki !!! Naprawdę trzeba uważać aby nie doznać kontuzji poprzez uderzenie w twarz. 

Ja ustawiłem sie spokojnie przy końcu stawki aby zacząć płynąc spokojnie swoim tempem i żebym ja nikomu nie zakłócał pływania jak i mi także. 

Dystans do przepłynięcia 1900 metrów w dwóch okrążeniach , z tym ze kończąc pierwsze okrążenie musieliśmy wyjsć z wody, następnie przebiec około 150m i znowu do wody i drugie okrążenie. 

Pierwsze okrążenie bardzo cieżko mi sie płynęło, nie mogłem złapać rytmu oddychania ale wszystko w miarę sie uspokoiło ba drugim okrążeniu chodź moje pływanie nadal pozostawiam duzo do życzenia :-((.

W biegając do wody na drugie okrążenie nadepnalem na kamień, poczułem lekki ból ale adrenalina u człowieka w tym momencie jest wielka i nic nie czujesz :-)).

Z wody wyszedłem naprawdę zmęczony, biegiem szybko do swojego roweru i strefa Transition 1 gdzie przebranie zajęło mi około 2min i wybiegłem z rowerem ze strefy i w wyznaczonym miejscu wskakujesz na rower i zaczynasz jechać ile masz sił w nogach. Tym razem do przejechania miałem 90km w dwóch pętlach. Pierwsze 25km okrążenia naprawdę pagórkowaty teren i do tego wiatr bardzo mocny. Cieżko sie pedałuje w wiatr ale szybkość pierwszych 45km wyszło mi naprawdę wysoka bo 38km/godz, drugie kółko troche wolniej ale zmęczenie wielkie poczułem na 60km ale średnia utrzymałem po 90km na wysokości 34km/godz. Wiedziałem ze pedałuje naprawdę dobrze bo co chwila wyprzedziłem osobę za osoba. Ostatnie 3km troche zwolniłem aby nabierać siły przed bieganiem. 

  
Dojechałem ponownie do strefy Transition 2 i tym razem przebranie sie do biegania zajęło mi tylko 40sec i ruszyłem w trasę o długości 21.1 km, ale juz na 2km sie zatrzymałem bo bardzo bolała mnie stopa i coś mnie uciskalo od spodu, myślałem ze jakiś kamień mi wpadł do buta ale szybko zdjąłem buta a tam pusto i wtedy doznałem stopy od spodu i poczułem wielki ból!!! Pozniej dopiero przypomniałem sobie ze to ten nieszczęsny kamień na który nadepnalem wchodząc na drugie okrążenie w pływaniu. Noga bolała mnie jeszcze przez tydzień!!!

Ale wracając do biegu, ubrałem buta i w drogę pomimo wielkiego bólu biegłem dalej. Dobiegłem na 8km gdzie przeżywałem największy kryzys, strasznie mnie bolały nogi i łydki i pojawiły sie pierwsze zwątpienie ze nie dam rady dobiec do mety ponieważ czekało mnie jeszcze 13km do pokonania!!!! 

Gdyby to nie były moje pierwsze zawody na tym dystansie w triathlonie to bym chyba sie poddał bo fizycznie wyglądałem naprawdę marnie a spoglądając na zegarek to pęlzlem zamiast biec. 

Byle. Troche podłamany sytuacja ponieważ byłem świecie przekonany ze gdzie a gdzie ale w biegu to sobie najlepiej poradzę!!! Ale okazuje sie ze bieg sam w sobie jest całkiem inny a jak połączymy z pływaniem i rowerem to nasz organizm naprawdę musi byc przygotowany na o wiele więcej niż wysiłek podczas Marathonu!!!! Ale po to są te zawody aby nabierać doświadczenia i wyciągać wnioski i sie uczyć.  

Dlatego na 8km jak złapał mnie kryzys to zacząłem do siebie krzyczeć i mowić do głowy do ciała ze sie nie poddam i zeby nie wiem co to dobiegnę do mety. 

Następne kilometry to prawdziwa uderenka i walka ze sobą samym!!! Dopiero od 16km coś pstryklo w ciele i w głowie i zacząłem przyspieszać i troche więcej czerpać radości z biegniecie, jesli wogole mozna w tym momencie mowić o radości lub przyjemności. Ale naprawdę ostatnie 5km przebiegłem najszybciej tego dnia a zrobiłem wszystko aby swój plan wykonać a był taki aby zawody ukończyć oraz aby ukończyć je ponizej 6 godzin.

Czas ukończenia założyłem sobie sam i oparłem sie o czas z zawodów triathlonu olimpijskiego gdzie dystans dyscyplin jest o polowe krótszy a który pokonałem w 3godz , wiec teraz powiedziałem sobie ze dwa razy dłuższe zawody muszę ukończyć ponizej 6 godzin.

Na 8mym km nawet nie myślałem o czasie ukończenia a tylko walczyłem aby nie zejść z trasy pokonany a teraz gdzie zostało mi 2km do mety biegłem jak nowo narodzony i pomimo zmęczenia cały czas przyśpieszałem aby zmieścić sie w 6 godzinnach 🙂 

Wbiegając na metę speaker czyta Twoje nazwisko i imię i wszyscy dopingują, a człowiek po tylu godzinnach wysiłku sprintuje i chce urwać kolejne sekundy!!

Wbiegam na metę łapie taśmę fishowa i zaczytuje mój zegarek, czas 5:54:22 !!!

   
 Następny krok do przodu wykonany !!! Cel osiągnięty!!!! Zawody ukończone w zadawalajcym czasie !!!!! 

Byłem nie żywy na 8km biegu a teraz mógłbym góry przenosić tyle siły człowiek czuje !!! A szczęścia i radości jeszcze więcej. 

Powrót do domu był najprzyjemniejszy w ostatnich miesiącach ponieważ po takich przeżyciach radość człowieka nie zna granic!!!!

Cel na ten rok 2015 wykonany, Marathon w Londynie przebiegnięte a teraz Half IronMan do końca roku pozostałej jeszcze 4 miesiące ale uwierzcie mi ze nie zamierzałem spokojnie ich przesiedzieć, resztę roku opisze w trzeciej części Trylogii mojego roku 2015 juz w krotce . 

Pozdrawiam Chris Wiciak 

   
   

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: