Hmm…40 lat minęło …

no to złapała mnie czwórka z przodu,

Dwadzieścia lat temu powiedziałbym ze to juz starość a dzis wchodząc w czterdziestoletnie buty musze powiedzieć ze nawet nie mysle ze to połowa, bo radość jaka czerpie z życia oraz uczucie jakie towarzyszy mi na codzień mówi mi ze to pełnia wieku. 

Pamietam 30 ste urodziny i jak mam porównać siebie teraz a wtedy to musze przyznać ze nadal jestem pełny wigoru i nie czuje wcale ze minęło następne 10 lat.

Dwa lata temu jak postanowiłem cos zmienic w swoim życiu i zacząłem zauważać te rzeczy które dotychczas nie zauważałem i nie sadziłem ze sa wazne. 

Rozpoczynając bardzo aktywny tryb życia po jakim czasie moi synowie stwierdzili ze przechodzę kryzys wieku średniego. Prawde mówiąc nawet sie nad tym zastanawiałem ale to nie kryzys tylko wypełnienie czegoś co mi brakowało czymś czego moja osobowość potrzebowała.

Zawsze lubiłem rywalizacje ale teraz z czasem zrozumiałem ze to nie rywalizacja z kimś tylko z samym sobą. 

Każdego dnia pokonując swoje słabości dostaje dawkę adrenaliny która jeszcze bardziej mnie napędza.

Prawde mówiąc nie myślałem ze dzis przyjdzie chwila na refleksje ale dzisiejszego poranka poczułem jakas nostalgie. Chwila przemysleń i uczucie radości jakie mi towarzyszy dzis.

Kurczę od kilku dni zbierałem sie z napisaniem o statnich tygodniach treningu i rzeczach jakie sie wydarzyły a tu przyszedł dzień urodzinowy i post sie zmienił 🙂

Ale zeby nie zapominać na jakie tematy tutaj pisze wrócę do tematu biegania i do początku miesiąca czyli 8 Marca.

Prawde mówiąc tytuł postu miał byc – … jak ja nie lubię dnia 8 Marca..

A od tego roku juz naprawdę nie bede lubiec tego dnia.

Po pierwsze jesli daje kwiaty Zonie to wtedy jak czuje taka potrzebę a nie w wyznaczonym dniu i jak to robią wszyscy. Dla mnie to nie ma takie dawanie kwiatów znaczenia. Mysle ze nasze kochane połówki sa bardziej zadowolone i radosne jak otrzymają od nas kwiatów wtedy kiedy sie nie spodziewają. 

Druga sprawa to w tym roku 8Marca wypadał w niedziele i tego dnia miałem pobiec w Surrley Half Marathon.

Bardzo chciałem tam byc ponieważ rok wcześniej pobiegłem ponad swoje możliwości  i chcąc dotrzymać tempa mojego dobrego przyjaciela po 10km zgarnęła mnie karetka !!!! Podejrzewali ze to zawał ale po EKG wyszło ze tylko brak cukru i osłabienie organizmu doprowadziło do tego ze moja meta byla w ambulansie. Zły na cały świat a przedewszystkim na siebie postanowiłem ze wrócę tu za rok i juz wiecej mnie takie cos nie dopadnie.

Wiec w tym roku przygotowując sie do London Marathon odrazu wpisałem na tablice moja ze 8 Marca biegnę half Marathon. 

Ale pamiętając co sie wydarzyło rok wcześniej i co mnie zgubiło postanowiłem ze w tym toku bie bede sie kontaktował przed wyścigiem z moim przyjacielem i sam dojadę na wyścig i pobiegnę swoim tempem ale zakładałem ze chce pobić swoja życiówkę czyli 1godz.35min.

W sobotni wieczór jak juz wszyscy poszli spać usiadłem przy kartce papieru i rozpisałem sobie plan biegu, jakie tempo na pierwszych 5km nastepnie po 15km i sprint do mety i tak aby było 1:33 lub poniżej.

Rano wcześniej wstałem i codziena porcja porich i expresso i jazda na wyścig. Wjeżdzając do Guildford minolem kumpla od którego stroniłem tego dnia ale miałem ochotę zadzwoni do niego ale powiedziałem sobie ze zdopingować pi wyścigu.

Zostawiłem samochod gdzies w bocznej uliczce z dała od startu i juz przebrany wyruszyłem na Start biegu. Idąc zastanawiałem sie dlaczego jest tak mało ludzi i jakoś spokojnie, do startu zostało 40min i pobłądziłem troche ale rozpocząłem lekki trucht aby sie nie spóźnić. Po jakimś czasie odnalem kierunek i kiedy zostało 20min do biegu doszedłem do ośrodka gdzie miało sie wszystko zaczynać ale bardzo mało ludzi tam było wiec pytam gościa gdzie jest start half Marathonu?? A chłopina mi mówi ze w tym roku wyścig zaczyna sie w Woking a kończy w Guildford!!!!!

Kur…wa pioruny przeszły po mnie jak to usłyszałem!!!!

Okazuje sie ze co roku wyścig startuje na przemian!!

Takie to ku…angielskie zeby coroczny Marathon odbywał sie w innym miejscu!!! Zawsze wszystko maja na odwrót!! Po usłyszeniu tego podjąłem próbę dzwonienia na Taxi i zeby mnie zawiozła do drugiej miejscowości która leżała 10km dalej. Nic z tego ponieważ była niedziela i pierwszy Cab był za 30min!!!!

Totalna porażka, zawód na całej lini!!! Moja złość była w zenicie!! Przecież ja byłem gotowy na 1:33 lub szybciej ( tak myślałem) a tu taki zong.

Dump and Dumper przy mnie to nic wielkiego. Zachowałem sie jak totalny idiot !!!!

Rozczarowany wróciłem do domu gdzie wlasnie z trasy wróciła moja żona która tego dnia miała w treningu 22km biegu. Ona radosna pi przebiegnięciu swojego biegu i ja człowiek idiota który poszedł pobić rekord i pobił rekord głupoty!!:-)))

Jak ja nienawidzę 8 Marca!!!!

Zeby tego było mało wieczorem dowiaduje sie ze mój promotor biegania William przebiegł ten half Marathon w 1:33:35 i od 15km oglądał sie za sobą w poszukiwaniu mojej osoby bo wiedział ze tego dnia była chyba jedyna szansa abym mogl go dogonić i wygrać z nim :-))

Ale co nas nie zabije to nas wzmocni i ze każda porażka przybliża nas do sukcesu z takim postanowieniem kontynuowałem treningi i czekałem na następna okazje do pobiegbiecia na zawodach.

Po 12 dniach dostałem wiadomość (Friday wieczór) ze moge wystartować w Reading Half Marathon ponieważ  Willa kolega doznał kontuzji w piatek i zrezygnował wiec zrobiło sie miejsce dla mnie!!’

Tym razem juz w sobotę pojechałem do Willa i nocowałem u niego i razem rano pojechaliśmy na half Marathon. Pogoda była piękna słońce temp.12 stopni idealna do biegania.

Na start poszliśmy razem :-)) stanęliśmy zaraz za Kenijczykami  aby wystartować w pierwszej grupie która biegnie 1:30 lub szybciej. Ja wychodzę z założenia jesli sue uczyć to od mistrzów wuec jesli biegać to z najszybszymi, wole byc słaby w najmocniejszej grupie niz najlepszy wsród najwolniejszych :-))

Ale zakładałem ze za Willem tym razem nie biegnę:-)) . Wystartowaliśmy pierwsze 2km chyba troche za wolno bo 4:10min/km i 4:30min/km, dlatego William przyspieszył na 4:05 ja przyspieszyłem na 4:10.

Trasa była na początku płaska momentami nawet z górki gdzie schodziłem poniżej 4min ale na 13km było kilka poważnych podbiegów i dopadł mnie kryzys i tempo mi spadło na 4:30 przeszło dopiero po 15km i próbowałem przyspieszyć na 18km czułem sie naprawdę dobrze i według pomiarów moich miałem tempo na 1:32min.

Dobiegłam do 20km tempo 4:17 jest dobrze mysle, długa prosta prosto do stadionu na którym był finish. Przyspieszam chociaż juz czuje duże zmęczenie ale wiem ze moge wiecej. Widze znak 1000m do mety spoglądam na zegarek wychodzi ze bedzie poniżej 1:33 biegne dalej przebiegnąlem 400m nagle widze znak 800m do mety!!!!!! Mysle o co tu chodzi???! Strasznie sie zdenerwowałem bo tu człowiek biegnie aby czas poprawić życiówkę zrobic a tu takie oszustwo!!!

Wbiegam na stadion speaker krzyczy ludzie dopingują atmosfera jak w starożytnym Rzymie na walce gladiatorów ( oprócz speakera), spoglądam na czas bedzie zyciowka, wylanczam 7 bieg i sprintem tempo 2:30 mijam kilka osób które sa przeddemna!!!

Wpadam na metę troszkę przymroczony tym 200m sprintem ale spoglądam na zegarek jest zyciowka poprawiona o 2min 1:33 pięknie.

Zadowolony spoglądam spoglądam na Willa który czekał na mnie, tym razem William przybiegł w swoim tempie 1:30 wiec pozostaje mi jeszcze tylko 3min a zarazem bedzie to granica która mam nadzieje ze pobije jesZcze w tym roku. 

Zejść poniżej 90min na 21,1km to juz piękny czas. Statystycznie w każdym takim biegu na tym dystansie tylko. 5% biegaczy schodzi poniżej. I ja bede w tych 5% jeszcze w tym roku bo małymi krokami osiągnę zakładane cele a pomaga mi w tym wiara!!! i i mój charakter który nie pozwoli aby byc w tyle.

Dzis wtorek 31 Marca normalny dzień treningu którym rozpoczynam kolejny tydzień. W Poniedziałki zawsze mam wolne ponieważ niedziela to czas na dłuższe dystanse :-)) i tak było i tym razem, pozostało 4 niedziele do Marathonu i czas przyszedł abym sie zmierzył z Long Run, plan treningowy przewidywał 30km w last sunday ale ze względu na Reading Half Marathon przesunąłem na ostatnia niedziele.

Pobiegłem na tempo Marathonu jakim zamierzam biegnąc czyli 4:50min/km i to musi byc średnia 42km195m. Zadanie ambitne jak na mnie ale po to trenuje aby pokonywać swojej granice wytrzymałości. 

Wiec w niedziele rozpocząłem spokojnie od 4.38min/km ale po 5km starałem sie zwolnić do zakładanego 4:50. Przez pierwsze 12km non stop padał deszcz i temperatura 6stopni i wiatr co naprawdę nie pomagalo mi.

Ale energy Gel na 12km pomógł następny był na 18km gdzie dobiegłem do punktu zawrotu i powrót do domu :-)) na 25km ponownie energy gel u tak dobiegłem do 30km a ze mój dom Nahdowal sie jeszxze troche dalej to kontynuowałem bieg chociaż ostatnie 1,5 kilometry to cały czas pod górkę i ostatnia prosta 500 metrów to juz w dół ;-)) 

Dystans przebiegniety 32km200metrow czas biegu 2:34:25

Musze przyznać ze jak na taki dystans moje łydki naprawdę dały radę  i nie czułem az takiego zmęczenia jakiego oczekiwałem. Jesli podczas Marathonu nic mi sie nie przydazy i bede sie czuć tak jak ostatniej niedzieli to brakujące 10km dam radę przebiec w normalnym tempie i osiągnę czas jako sobie założę. 

Dzień mija a ja nadal nie czuje ze mam 40 lat hehehhe pozdrawiam

Chris Wiciak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: