Raw vegan runners/surowe odżywianie/Biegiem na surowo

Zostań Mistrzem razem ze mną- Tadeusz Sekretarczyk

ZOSTAŃ MISTRZEM RAZEM ZE MNĄ

To projekt, którego częścią może się stać każdy z Nas.

Może właśnie Ty znajdziesz tu swoją drogę do celu, a może nawet swój cel…

Tadeusz Sekretarczyk bo o Nim mowa, przedstawia nam nowy project który ma doprowadzić „naszego” najlepszego ultra 24h do Mistrzostwa Świata.

Tadek do skromnych osób nie należy, dobrze wie co chce i jego osobiste cele są wyraziste i mocno powiedziane. Ale właśnie tacy ludzie osiągają swoje cele najczęściej. Sam o sobie pisze tak:

Kilka lat temu, podczas przedmaratońskiej kolacji zrozumiałem ze urodziłem się po to żeby zostać Mistrzem.

Gdy już odkryłem jaka konkretne to będzie forma biegów (biegi 24h) to wtedy rozpocząłem moją drogę do celu.

W 2018r zostałem Mistrzem Polski (213km638m)w kat over 50, i zająłem 6 miejsce w klasyfikacji gen. MP

Rok 2019 ma być rokiem wyjątkowym a zarazem przełomowym dla mnie.

  • Zamierzam zostać Mistrzem Polski w biegu 24h w kat wiekowej,
  • Międzynarodowym Mistrzem Czech,
  • Mistrzem Świata i pobić dotychczasowy rekord Polski (235km) w swojej kategorii wiekowej.

Taki wynik daje też bardzo wysoką lokatę w klasyfikacji generalnej na każdych z tych zawodów.

A teraz project i moja drużyna.

Postanowiłem ze zbuduje zespół fachowców który przez najbliższe 10 miesięcy będzie mnie wspierał i pomagał w osiągnięciu tego celu i naprawdę dużego dystansu.

Wszyscy których poniżej wymienię wyrazili zgodę i chęć uczestnictwa w tym przedsięwzięciu.

Jest jeszcze coś, właściwie coś najważniejszego.

To Wy moi mili😌

Zespół będzie składał się z

Supportu :

  • Moja kochana Żona Dorota
  • Córka Nina Wachowicz
  • Nasza podopieczna i przyjaciółka domu Kasia Chojnacka
  • „Synowa” Agata Kubicka i niezastąpiony
  • Syn Bartek

(Oczywiście osób pomagających i wspierających jest znacznie więcej ale nie będę tu wszystkich wymieniał)

Zaprosiłem do pomocy fachowców:

  • Lekarz Medycyny – Marcin Goczewski
  • Mountain Fuel Polska– będzie moim głównym dostawcą energii niezbędnej do przebiegnięcia około 7500 km w roku 2019 (takie założenie )

Jako ze moje metody treningowe troszeczkę odbiegają od obowiązujących standardów, a ja nie chce tracić energii na zbędne dyskusje i kłótnie, wiec nadal trenerem będę ja sam😉

Wprowadzę tez kilka nowych elementów do treningu(myśle ze tez Wam może się to przydać) :

  • medytacja w ruchu- czyli jak być „ tu i teraz”
  • Spowolnić metabolizm- rzecz niesłychanie ważną w biegach naprawdę długich, z zakresu psychologii sportów wytrzymałościowych.

No i Wy moi mili-

zapraszam Was wszystkich do współuczestnictwa w tym przygotowaniu. Możecie stać się częścią tego planu, bardzo ważna częścią być może najważniejszą.

Zdałem sobie sprawę ze typ samotnego długodystansowca jakim jestem musi się zmienić w otwartego na ludzi biegacza,który zdejmie muzykę z uszu i dostosuje się do wymogów regulaminowych imprez rangi mistrzowskiej( nie wolno słuchać muzyki).

Potrzebuje Was, potrzebuje Waszej pomocy. Chce biegać z Wami…chce z Wami rozmawiać,chce brać i dawac…

Musicie wiedzieć ze bieg 24h zaczyna się tak naprawdę po 16-18h.

Umiejętne radzenie sobie przez kilka pierwszych godz (tak by poruszać się do przodu równocześnie jak najmniej tracąc energii fizycznej i psychicznej) decyduje o końcowym sukcesie.

Biegając z Wami nauczę się trwać…

Co jakiś czas na profilu rzucę hasło kiedy i gdzie biegam, zapraszam wszystkich którzy chcą pomoc i dobrze się bawić czy tez dowiedzieć się czegoś o biegach ultra i o mnie do wspólnego treningu .

Nie ważne jakie tempo, ile czasu, znajdę dla każdego czas, dopasuje się do tempa, opowiem o wszystkim co was interesuje a jeśli będziecie potrzebować pomocy to pomogę.

Mogę tez do was przyjeżdżać, rzucicie hasło „Tadek wpadnij na kilka godz,będzie pare osób to zbiorę „swoich” i przyjadę.

Żeby nie było ze mysle tylko o sobie to mam dla wszystkich którzy wezmą w tym udział SUPER NAGRODĘ.

Poprosiłem Mistrzynię Świata, Rekordzistkę Świata, Europy i Polski, zwyciężczynie i rekordzistkę wśród kobiet Spartathlonu itd…(łatwiej byłoby wymienić czego nie zdobyła )

Bezwzględnie najlepszą Ultramaratonke na świecie (w tego typu biegach i nie tylko) Patrycję Bereznowską żeby w odpowiednim czasie przyjechała tu do nas do UK na wspólny trening i pogaduchy.

Nie wiem czy może być coś bardziej zachęcającego dla pasjonata biegania?!🤔

Patrycja zgodziła się i obiecała ze przyjedzie napewno.

Tak wiec nie zastanawiajcie się bo druga okazja może się szybko nie zdarzyć 😉

Nad całością,patronat medialny obejmie POLSKIE RADIO LONDYN. http://www.prl24.co.uk

oraz cooltura24.co.uk

Specjalnie dla tego wydarzenia został otwarty youtube tv kanał na którym będą pokazane moje przygotowania dokumentujące drogę od marzenia do Mistrzostwa.

Jest jeszcze jedna rzecz w którą chce się zaangażować, na wiosnę chciałbym zorganizować bieg pomocy dla Kasi i jej rodziny w moich rodzinnych Pszczółkach.

Dla wszystkich tych co już biegają i tych co jeszcze nie wiedza ze będą biegać😉

Historia która możecie prześledzić w poniższym linku potrzebuje dobrego zakończenia,a my możemy je stworzyć.

https://rik.pl/katarzyna/

Szczęście jest nic nie warte jeśli nie potrafisz nim się dzielić.

Nie czekajcie,pomóżcie jeśli możecie❤️

A teraz od autora:

Jeśli nadal zastanawiasz po co taki szum?

Ano po to aby każdy z Was,(nas)zobaczył i zrozumiał, że to do czego dążymy jest w naszej głowie w naszym zasięgu.

Każdy z nas może tego doświadczyć.

Chciałbym pokazać że niczym się nie różnimy,(no może wiekiem🤔🙈)że jesteśmy tacy sami.

A to dokąd dążymy i czy tam dojdziemy zależy tylko od nas samych.

Zostań Mistrzem razem ze mną

…..i poczuj choć odrobine szczęścia i satysfakcji gdy dotrzemy do celu…

Wiara i pasja czyni małych, Wielkimi

T.Sekretarczyk

Zapraszamy do wspólnej drogi

Chris Wiciak

Tadeusz Sekretarczyk

Nowy ja. Powrót do życia.

Dawno już nie pisałem posta na bloga.

Przygotowania pod Berlin maraton pochłonęły mnie tak bardzo ze postanowiłem nie udzielać się w tym okresie i opisywać moich treningów aby w spokoju trenować.

Przypomnę tylko że przed moją operacja 12Listopada 2018 r przebiegłem ostatni bieg treningowo 12-godzinny trening ultra w którym przetruchtalem 113,5km i zamknąłem tym samym pewien etap w moim bieganiu.

Od 2013 roku kiedy z grubaska 115.5kg zacząłem zrzucać wagę do 85kg w 12 tygodni(dziś waga 73kg) i rozpocząłem przygodę z bieganiem, z dyscyplina z która nigdy nie miałem nigdy do czynienia. Bieganie polubiłem od dnia pierwszego i trwa do dziś.

Pierwszy Marathon to Berlin i 4godzina walka ze skurczami i ze swoimi słabościami. Później było coraz lepiej i w ciągu pięciu fajnych biegowych lat zeszłem do 2:42:13. Gdzie po drodze zrobiłem Majorsa Londyn,Berlin,Tokyo,Chicago,Boston i New York.

Kontuzja kolana i operacja w 2018 zakończyła pewien etap biegowy.

Od 2019 roku rozpocząłem nowy etap sposobu odżywiania i przeszedłem na weganizm a ścisłe mówiąc na witarianizm. Polega on na jedzeniu tylko produktów roślinnych i owoców surowych i żadnych rzeczy przetworzonych lub gotowanych. Czyli warzywa, owoce i orzechy wszystko surowe lub suszone.

(Pizza na surowo)

Wtedy także ponownie rozpocząłem biegać, chodź najpierw była długa i mozolna rehabilitacja dzień po dniu, gdzie dopiero w kwietniu przebiegłem pierwsze 2.5km na bieżni mechanicznej. Był to tylko lekki trucht który sprawił mi dużo radości ale bardzo dużo bólu.

Wtedy właśnie sobie zdałem sprawę że bieganie rozpoczynam od punktu zero, ale z dużym bagażem doświadczenia i przygody z dwoma trenerami.

Najpierw chciałem sam się trenować i wrócić do formy ale pomyślałem że jeśli chce to zrobić dobrze i bez błędów i bałem się że mogę szybko doznać nowej kontuzji, wiec postanowiłem że muszę znaleść fachowca w tej dziedzinie. Tym razem postanowiłem że uderzę do fachowca który na pierwszym stopniu stawia zdrowie zawodnika a później wyniki.

I właśnie takim człowiekiem jest Marcin Chabowski 10cio krotny mistrz polski na 10k i mistrz polski w maratonie z tego roku. Czwarty zawodnik mistrzostw Europy.

W rehabilitacji i pierwszych miesiącach ćwiczeń pomagał mi Jakub Juniewicz który także współpracuje z Marcinem Chabowskim.

Znam jeszcze jednego podobnego gościa to Mariusz Giżyński, który ma jeszcze chyba większy bagaż doświadczenia. Byłem dwa lata temu w St.Moritz i miałem przyjemność trochę trenować z nim wiec z stąd moja opinia o nim.

Ale postawiłem na Marcina i muszę powiedzieć że to była moja jedna z lepszych decyzji jakie dokonałem w ostatnich kilku latach.

Od maja 2019 rozpoczęliśmy pierwsze treningi i naprawdę bardzo wolno wchodziliśmy w bieganie. Początkowo to truchtanie easy w tempie komfortowym z kilometrażem 40km w tygodniu. I tak 8 tygodni, później pierwsze jakieś lekkie akcenty. Biegać coś zacząłem dopiero w lipcu ale byłem jeszcze bardzo daleko z formą.

Później wyjechałem w sierpniu na 3 tygodnie do Szwajcarii do St.Moritz i razem mieszkając, przebywając 24h na dobre i trenując, robiąc sprawność, ćwiczenia i jego wskazówki poczułem że naprawdę mogę wrócić na swój poziom już we wrześniu w Berlinie. Choć Marcin mnie ostrzegał i powiedział że najpierw mam wrócić na bieganie na poziomie 2:42 w Berlinie a dopiero jak przepracujemy zimę to na wiosnę mogę sobie coś więcej obiecać.

Ale jak już większość wie ja KOCHAM StMoriz i jeśli mógłbym się przeprowadzić to bym już tam mieszkał.

Te miejsce daje mi takiego kopa motywacyjnego że nigdzie tak się nie czuje. A w tym roku doszły wspólne treningi z takim Mistrzem!!! Na początku nawet nie myślałem że będę biegał wspólnie razem ale już w drugim tygodniu wieczorne człapanie które On biega w tempie 4:00-4:10/km okazało się ze moje HR nie przekraczało 132 i z łatwością przychodziło mi takie easy bieganie.

Ale najbardziej gość dopasował do mnie treningi gdzie zwiększył tylko lekko kilometraż i robiłem tylko dwie mocniejsze jednostki treningowe a reszta to easy runy.

Tu właśnie poczułem różnice trenera że dawkuje idealnie z ostrożnością treningi a nie zajeżdża zawodnika kilometrażem lub intensywnością danych jednostek. Jak biegałem lub próbowałem coś szybciej to za każdym razem był przy mnie i dostawałem taki opierdol że szkoda gadać.

Słowa jego zapamiętam na zawsze które powtarzał na lotnisku na tempie- CHRIS TRENING BUDUJĄCY!!!! Masz czuć lekkość i luz a nie zażynać się aby przebiec daną jednostkę. Nie masz dziś siły biegniesz trening albo wolniej lub mniej powtórzeń. Nic na siłe.

Formę w górach budujemy a nie rujnujemy.

Powiem wam że po dwóch tygodniach jak przebiegłem long Run na luzie 30k ze średnią 3:58/km to wtedy poczułem że zachodzą we mnie już zmiany. Bo biegać tak szybko poniżej 2godzin 30km na wysokościach 1850npm to dla mnie była rzecz wielka.

A wszytko to kompletnie na surowo na samych surowych warzywach i sokach owocowych robionych wszytko samemu.

Z „nieroba”kuchennego zostałem dobrze działającym i radzącym sobie robotem kuchennym!!! Wszytko robię i przyrządzam sobie sam. Chodź bakcyla załapała żona i także unika mięsa i je dużo na surowo.

Wróciłem do UK po trzech tygodniach w sobotę 31 Sierpień i pierwsze kroki skierowałem tego dnia do przychodzi MY MEDYK aby zrobić badania krwi i zobaczyć gdzie jestem po obozie. Okazało się że wyniki zaskoczyły mnie na plus, wyniki krwi były najlepsze od kilku lat ponownie. Wiec to utwierdziło mnie w wierze że można mocno trenować i biegać i zdrowym być jedząc warzywa,owoce i pijąc soki. Marcin do dziś przecięta oczy ze zdumienia że byłem w stanie robić dwie jednostki treningowe dziennie na obozie przy tylko dwóch warzywnych posiłkach każdej doby!!!

W niedziele pierwszy Wrzesień, czekał mnie mały test czyli pół maraton w Maindhead.

Muszę napisać że naprawdę z dużą łatwością wybiegałem nową życiówkę 1:15:51 czyli średnia 3:35/km . Byłem zadowolony bo zrobiłem to tak łatwo i prosto z treningu że wiem ze to tylko kwestia czasu jak złamie 1:15 i myśle ze i 1:14. Stać mnie na biegi po 3:20/km lub szybciej. Znam siebie i wiem że tam zawędruje pomimo że na zegarze już zaraz 45lat. Ale chce nadrobić stracony młodzieńczy czas. Myśle ze mi się uda.

Po połówce zostało 4 tygodnie treningów a tak naprawdę to dwa bo ostatnie dwa do maratonu w Berlinie to spokojne schodzenie z ilością km oraz z intensywnością. Czułem że mam formę bo na 3 tygodnie do maratonu na długim wybiegania 30km w Bushy Park czułem się jak młody Bóg pokonując każdy kilometr po 3:50-3:55/km, a do tego testowałem własnej roboty żelki które przyrządziła mi żona, i Ona tego dnia była jako serwis na rowerze gdzie przez prawie 2 godziny jechała koło mnie i podawała napoje.

Tak bardzo nie mogłem się doczekać tego maratonu bo od ostatniego dzieliło ponad 18 długich miesięcy.

A jak już przyszedł czas na lot do Berlina to taki stres mnie ogarnął że dawno takiego czegoś nie czułem.

Chyba trochę to moja wina bo za dużą presję na siebie nałożyłem jak ja pierwszy Marathon po kontuzji, i na surowo gdzie tez się tego obawiałem czy nie braknie mi energii na 35-40km ale wiedziałem że głowa tu odegra najważniejszą role.

Ale powiedziałem sobie – „Teraz jestem nowy Ja” . Tamten Chris Wiciak już nie wróci. Bieganie od tego roku to nowy rozdział i byłe wyniki wszystkie i biegi i wydarzenia poszły w przedawnienie i nie wracam myślami. Rozdział zamknięty.

Chce poczuć coś nowego i myśle że to mi się uda- a z pomocą moje żony Kasi i rodziny oraz zajebistego trenera jestem świecie przekonany że będziemy się świetnie bawić nadal w bieganie.

Berlin Marathon to w tym roku najlepsze moje przeżycie. Tak bardzo oczekiwane ale jest już po. (Pisane 1st Października)

Jak dobrze, z chwilą strzału pistoletu startera o 9:15am czasu berlińskiego cały stres opadł i zacząłem robić to co obecnie lubię najbardziej czyli przebierać bogami i mijać kilometry w jak najszybszym czasie.

Wszystko miałem rozpisane i „zastrzeżone” że biegnę pierwsze 21.1km ostrożnie na spokoju w 1:20:30 i ani sekundy szybciej. Dopiero po 30km mogę coś przyspieszyć, a po 35km jeśli dam radę to mogę nawet lecieć. Wskazówek się trzymałem cały czas, a poszczególne strefy czasowe co 5km mijałem z uśmiechem na ustach i ze szwajcarską precyzją.

Jak przebiegłem punkt 21.1 w 1:20:30 to pomyślałem sobie Panie Chabowski powinnieś być dumny z ucznia bo plan wykonuje jak szwajcarski zegarek. Do 35km odhaczałem poszczególne kilometry w miarę z łatwością nawet biegnąc już jakiś czas po 3:40/km każdy kilometr, zmęczenie poczułem w nogach na 38km ale wtedy powiedziałem sobie jeszcze dwa do 40 stego i już będziemy w domu. Ostatnie dwa to z zamkniętymi oczami przebiegnie.

Wiec starałem się tylko aby dobiec do 40km w czasie i wtedy sprawdziłem i ostatnie dwa to już tylko walka z czasem aby złamać 2:40 i trochę walka z wiatrem bo właśnie tam wiało najbardziej i na zmęczonego już był bardzo dokuczliwy, a nie miałem się za kim schować. Ostatnia prosta to radość i ulga że meta i tylko zerkałem ile mogę jeszcze urwać z czasu.

Wpadłem na metę 2:39:41 hmm zajebisty czas !!! Druga połowa dystansu przebiegnięta o 1min20sek szybciej od pierwszej. Mało kto biega na negative split mi się udało dopiero drugi raz w życiu. Drugi raz oczywiście w Berlinie. Dlatego nie ważne było dla mnie jak zaczynałem ważne jak skończyłem, bo do 15km mijało mnie dużo kozaków którzy później musieli przeprosi dystans i zwalniali lub szli. Szacunek do maratonu trzeba mieć zawsze nie ważne na jakim poziomie się biega.

Złota zasada to – maraton to ostanie 12km na nie pierwsze 30km i tego niech się każdy trzyma.

Kurde tyle się dzieje podczas takiego maratonu ze mógłbym pisać i pisać, dziś naprawdę dystans 42km i 195 metrów minął mi w oku mgnieniu. Niby tak daleko a tak blisko.

Dziś swoją życiówkę zrobiła moja żona która w sprinterskim tempie także przemierzała między punktami aby mnie dopingować i wspierać. Jej obecność jest dla mnie najważniejszym wsparciem i nie wyobrażam sobie biegać następnych biegów bez jej obecności.

Dlatego już niedługo meldujemy się we Włoszech na połówce gdzie będzie mnie ponownie dopingować i pomagać abym cały dobiegł do mety.

W planach jeszcze jakaś 10k i 5k już za kilka tygodni wiec formę będę chciał utrzymać aż do końca listopada.

Później trochę odpocznę i w grudniu zaczynamy nowe przygotowania pod maraton w Londynie.

Życie nie lubi przestojów i ciszy. A napewno nie życie biegacza.

Jestem wdzięczny wszystkim co mi pomagali od dnia operacji aż po dzień w Berlinie bo bez wsparcia rodziny i znajomych by mnie tu nie było. Dziękuje.

Do śledzenia moich relacji zapraszam na stronę http://www.biegiemnasurowo.com gdzie już za kilka dni wrzucę opis zatytułowany – Jeden dzień treningu w nowych Nike Vaporfly Next% ”

Warto przeczytać. Bo przeżycia były niesamowite.

Zapraszam

Biegnę z Pomocą

Zaraz na początku roku 2019 Tadek powiedział do mnie-

Od dawna mnie męczyło, ze zbyt mało robię by pomóc. Po wielu perturbacjach życiowych osiągnąłem poczucie, że jestem człowiekiem w miarę szczęśliwym, odnalazłem swoje ścieżki i pasje i niezmiennie towarzyszy mi moja rodzina.

Z drugiej jednak strony, cóż warte jest szczęście jeśli nie potrafimy się nim dzielić!!!

Czwartek 20 Grudzień 2018r. ruszamy z projektem „Zostań Mistrzem razem ze Mną” tego dnia jeszcze nie wiedzieliśmy jak się będzie nazywać ale wiedzieliśmy jak ma wyglądać ten projekt.

Pomysł narodził się na dzień przed audycją.

Zostań Mistrzem razem ze mną- tak brzmiała pełna nazwa projektu i tutaj rozpoczęliśmy wspólne działania.

Project wszedł w życie i realizował się w 100% ale jak na początku wspomniałem Tadka coś dręczyło.

Spotkaliśmy się na bieganiu u niego na dzielni i spędziłem z nim ponad połowę dnia.

Tadek zaczął opowiadać o tragicznych wydarzeniach jakie dotknęły młodą rodzine w Pszczółkach jego żony rodzinnej miejscowości. Jego opowieść poruszyła mnie, przeczytałem kilka linków jakie mi podesłał o Kasi Wondołowskiej, takich historii słyszy się teraz wiele ale ta poruszyła mnie specjalnie.

Tadek wymyślił że zorganizuje bieg w Pszczółkach i że będziemy zbierać pieniążki na pomoc dla Kasi na jej rehabilitacje.

Pomysł zajebisty pomyślałem ale mając doświadczenie już w organizowaniu biegów, zwróciłem uwagę że może to się okazać trudne ponieważ mieszkamy w UK, ale Tadek powiedział że mamy tam swojego człowieka, jego córka Nina Wachowicz będzie nam pomagać i sterować wszytko pod nasza nieobecność.

Tadek wtedy napisał do mnie-

To ma być akcja ponad podziałami.

W dzisiejszych czasach gdzie jesteśmy tak podzieleni mam nadzieje ze potrafimy być ponad własną małostkowością i zjednoczyć się w obliczu ludzkiej potrzeby.

Uznałem ze sport jest tym co mogą zaakceptować wszyscy i zapomnieć na chwile o podziałach.

Jeszcze w styczniu 2019 pojechał do polski aby uzyskać aprobatę wójta gminy Marcina Urbanka. Okazało się że dostaliśmy zielone światło i możemy działać.

Całą czarna robotę wykonała Nina, gdzie od sklepu do sklepu biegała i prosiła się o sponsoring i pomoc oraz o datki. Zorganizowała wszytko co nam było potrzebne.

Wójt dołożył resztę organizacyjnie tam na miejscu oraz przygotował park w którym miałby się odbyć piknik.

Bardzo dużo nam pomógł Przemysław Zieliński z firmy reklamowej który zorganizował wszystkie napisy, plakaty i projekty ze strony graficznej. Wszystko w sposób expresowy.

Wiec na 15 czerwiec wszytko było przygotowane i zapięte na ostatni guzik. Obawialiśmy się tylko o frekwencję ale mieliśmy nadzieje że właśnie taka tragedia zjednoczy ludzi i przyjdzie dużo osób. Po drodze jeszcze dopracowaliśmy i omówiliśmy wirtualny bieg, bo bardzo nam zależało aby mogli pobiec wszyscy którzy o tym usłyszą, a nie mogą przyjechać na wydarzenie. Dlatego tak mocno reklamowaliśmy w ostatnim tygodniu wydarzenie na mediach społecznościowych.

Impreza przeszła moje najśmielsze oczekiwania!!! Ludzie dopisali, mieszkańcy Pszczółek i okolic spisali się na medal. Podczas tego dnia było czuć ducha solidarności i chęć pomocy. Wszyscy chętnie brali udzielał w różnych zabawach oraz w biegach organizowanych. Najpierw ruszyły dzieci, później marsz dla wszyskich którzy nie mogą biegnąc i na koniec bieg na 5km. Liczyła się zabawa i uczestnictwo nie rywalizacja.

Najważniejszy punkt imprezy to uczestnictwo samej Kasi w marszu gdzie przez 2 km Tadek biegł i prowadził Kasie na wózku. Kasia dumnie i szczęśliwie ubrana została w no1 na piersi i rozpoczęła marsz.

Co się działo podczas tego marszu to tylko sam Tadeusz może powiedzieć ale byle tam w kilku momentach i widziałem coś niesamowitego.

Widziałem jak Kasia to przeżywa i jak bardzo dobrze się połączyła z Tadeuszem w tym biegu i jak z nim nawiązuje dialog, chodź mówić nie może. Jej oczy i cieknącej łzy mówiły do Tadka.

Tadek powiedział kilka zdań po wydarzeniu chodź przyszło mu to z dużym ciężarem.

Nie chciał o tym pisać ale ja pozwolę sobie na opublikowanie tych slow.

Tadek mówi do mnie- coś Ci powiem chodź wiem że nie lubisz gadać o ptakach, ale to cała prawda o tym biegu…..

Chris –

…to co przeżyliśmy z Katarzyną podczas biegu nie da się opisać słowami …

Jakimś cudem zostaliśmy sami,tylko ja i ona (ludzie chyba się bali do nas zbliżać )

Biegliśmy i całe dwa okrążenia ciagle do niej mówiłem…

Mowilem jej jak jest,

– jaka jest,

– kim jest,

– dlaczego,

– jak będzie…

Co jakiś czas zatrzymywałem wózek patrzyłem jej w oczy i albo gładząc Ją po ręku ocierałem Jej łzy, albo śmiałem się razem z nią …😍

Nigdy nie zapomnę jak na mnie patrzyła!!!

Kilkadziesiąt metrów przed meta zatrzymałem wózek i kucnalem koło niej i dłonią wskazałem metę,powiedziałem …

…tam jest meta,Kasiu któregoś dnia przekroczysz ją na własnych nogach,nikt już nie będzie Ci mówił co masz robić jak robić ( patrzyłem jej w oczy a ona jakby zaglądała do mojej duszy,jeszcze dziś gdy zamykam oczy widzę jej wzrok),

Patrzyliśmy sobie w oczy,mówiłem ze przekroczysz tą linie i staniesz się WOLNA,

…pójdziesz dokąd zechcesz i kiedy zechcesz…

….po jej twarzy płynęły łzy

(czas stanął w miejscu,tak jakby wszyscy zniknęli,Chris zbliżał się z kamera ale go zatrzymałem bałem się spłoszyć ta chwile za nim się uśmiechnie)

…powiedziałem ,musisz tylko wytrwać ,walczyć do końca nie poddawać się…

Ocieralem jej łzy z policzka i powiedziałem jeśli mi wierzysz to uśmiechnij się…

Czułem jej oczy w mojej duszy i uśmiechnęła się…śmiała się i płakała😍

Była szczesliwa,ja też…

Powiedziałem tylko dziekuje ze mogę być z Tobą i wiem już o kim będę myślał gdy przyjdą ciężkie chwile w Czechach …otarłem jej łzy i pobiegliśmy do mety

Bardzo dużo rzeczy jej powiedziałem ,mówiłem bez przerwy …

….będziesz się śmiała z tego kiedyś, będziesz wspominać to co Ci tu mówię i przypominać mi o tym,

…będziesz mi opowiadać co wtedy myślałaś (tak do niej miwilem )

Nigdy nie zapomnę tych oczu,one mówiły,nie chciałem przestać w nie patrzeć,niewiarygodne 😍

Jak ja mam napisać relacje,nie umiem sie za nią wziąć🙈

Tego napisać nie mogę a cała akcja choć okazała się być wielkim sukcesem przestała mieć znaczenie.

Tutaj nic nie trzeba więcej dodawać. Znam Tadka już kilka lat i wiem że to co mówi to najprawdziwsza prawda. Każde słowo wypowiedziane powyżej jest prawdziwe, ten człowiek ma w sobie coś wyjątkowego i dlatego warto o tym napisać i mówić.

Dzięki kolego że los pozwolił mnie Ciebie poznać bliżej. Mało ludzi jest właśnie takich w tym nieprawdziwym i zakłamanym świecie który otacza nas.

W jaki kolejek następny projekt wchodzę z zamkniętymi oczami i daje siebie całego.

Trzymam kciuki za Czechy i wiem ze tego dokonasz, a ja tam będę, i spróbuje pomóc aby marzenia się spełniły.

Tak bardzo wierze w Ciebie i tak samo w wyzdrowienie Kasi która poprzez rehabilitacje też kiedyś stanie na własnych nogach i pójdzie na spacer ze swoim kochanym synkiem.

Tadek dziękuje Ci.

Chris Wiciak

5&6 week przygotowań.

Jestem w drugim miesiacu treningow po przerwie 5 miesiecznej spowodowanej operacja kolana. Te dwa tygodnie juz powoli daly mi w kość bo cieżko idà mi zabawy biegowe lub bieganie w tempie steady. Wiem ze przedemna jeszcze daleka droga do powrotu do formy ale jestem cierpliwy i realizuje plan treningowy biegowy oraz silowy na silowni. w ciagu dwoch tygodni nabiegałem 170km wieckilometraz sie zwieksza. Jest dobrze. 🙂

Biegiem przez nasz dom.

Imprezka kulinarno- biegowa. Dzieki mojej zonie moglismy zajadac sie smakolykami i wszystko na surowo. Po imprezie wszyscy byli zadowoleni i zdrowi 😉

Witariański chleb z suszonymi pomidorami