Chris Wiciak

NIKO NIKO – bieganie z uśmiechem

Kto raz przynajmniej spróbował biegać wie dobrze że bieganie nie jest łatwe i często zniechęca początkujących.

Ja mam dla tych wszystkich ludzi oraz dla każdego kto myśli ze bieganie nie jest dla niego, inna formę ruchu przy której nie będzie bólu, zmęczenia i kontuzji.

Trend Slow podbija kolejne dziedziny naszego życia. Dotarł do biegania i tak powstał Slow Jogging. Gdzie się narodził?

Oczywiście w Japonii gdzie statystyczny człowiek żyje o 8lat dłużej niż przeciętny europejczyk, a na otyłość cierpi tylko 3% japońskiego społeczeństwa.

Twórcą i promotorem Slow Joggingu był doktor nauk medycznych prof.Hiroaki Tanaka który dzięki takiej technice pokonał swoją nadwagę ,a w wieku 50 lat przebiegł marathon w czasie 2:38:50. Ta nietuzinkowa osoba, slow joggingiem i wieczną młodością zarażała ludzi na całym świecie, z uśmiechem pomagając im zapobiegać chorobom cywilizacyjnym m.in. otyłości,nadcisnieniu czy miażdżycy a nawej jej leczeniu.

Fot. Sebastian Woźniak ze swoim nauczycielem i twórcą slow Joggingu prof.Hiroaki Tanaka

Z materiałów stowarzyszenia SLOW JOGGING POLSKA:

  • Badania potwierdzaja, że trucht daje dobre efekty leczenia nadwagi, podczas treningu można stracić dwukrotnie więcej kalorii niż podczas marszu i porównywalnie jak podczas biegu. Poprawia metabolizm, pomaga w leczeniu nadciśnienia, miażdżycy i cukrzycy.
  • Trucht nie obciąża stawów jak bieganie, a również daje dobre efekty. Z czasem kondycja poprawia się i można w tempie niko niko pokonywać coraz szybciej coraz większe odległości.
  • Ryzyko urazów i kontuzji jest minimalne.

Na czym polega slow jogging?

1) Truchtasz w tempie NIKO NIKO, czyli z uśmiechem, a wiec bez zadyszki. Kiedy przyśpieszony oddech uniemożliwia Ci swobodnej rozmowy to zwolnij.

B) Kiedy czujesz jakie kolwiek zmęczenie, ból w mięśniach to przejdź do marszu. Grupa tak Ci nie ucieknie bo porusza sie w tempie marszu.

C) Pamiętaj o dobrej technice biegu. Slow jogging wzmacnia ciało,aby to osiagnać musisz zadbać o właściwa postawe. Wyprostuj sie, głowa do góry, barki do tyłu, łokcie ugięte,dłonie w trabkę i nie powinny wisieć bezwładnie.Spadaj na śródstopie. Jeśli nie wiesz gdzie to jest, to potruchtaj przez chwile tyłem, wtedy poczujesz je. Ważne aby nie spadać na piętę, bo to nie tylko wyhamowuje, ale powoduje też rezonans w ciele. Rob drobne kroki, wysoka kadencja sprawi ze trening będzie efektowniejszy.

D) Truchtaj najlepiej godzinę, wtedy organizm będzie czerpał energie z zapasów. Dowiedziono, że nawet bardziej intensywny, ale krótki trening jest mniej efektywny niż dłuższy i lekki.

E) Biegaj w grupie

F)Po drodze rozmawiaj. Wylaczysz gonitwe mysli i zredukujesz napiecie. Posmiejesz sie, bo to zabawny bieg.

W UK, mieszkajacego w zachodnim Londynie mamy swojego instruktora Slow Joggingu, bardzo dobrego specjalistę w tej dziedzinie Sebastiana Woźniaka który każdego dnia pokonuje dziesiatki kilometrów w tempie NIKO NIKO. Odkąd Sebastian biega slow jogging to nigdy nie dopadła go kontuzja, stracił kilkadziesiąt kilogramów nadwagi a tak uśmiechniętego i pozytywnego jak teraz to go nigdy osobiście nie widziałem, choć znamy sie już ponad 15 lat.

Slow jogging to forma ruchu którego pokocha każda osoba, nie ważne na dolegliwości lub choroby. Tempo biegu niko niko rewolucjonuje obecnie swiat sportu i nie tylko dlatego nie czekaj i wyjdź na zewnątrz, a jak nadal nie wiesz jak to zrobić to zgłoś się do Sebastiana Wozniaka Slow Jogging London a on sprawi NIKO NIKO na Twoich ustach.

Aby więcej posłuchać o Slow Joggingu zapraszam do odsłuchania audycji radiowej, gdzie w programie Biegaj z Chrisem rozmawiałem właśnie z Sebastianem.

Link:

 

 

Polacy Biegają w UK

W najnowszym  #764 # numerze Cooltura+ napisałem artykuł o grupie biegowej Polacy Biegają w UK. Ze względu na ograniczenia jakie tam mam nie byłem w stanie rozwiać tematu na tyle ile bym chciał, dlatego spróbuje to zrobić tutaj.

C305E569-4D7B-4893-823C-FE79C4DC40AA

Każdego dnia widzę biegających ludzi, trenujących, pokonujących kolejne kilometry. Jedni robią to, aby zrzucić wagę, inni by osiągnąć określony cel sportowy, kolejni – bo to
lubią. Bieganie to nie hobby lub kilkudniowa przygoda, to obecnie forma sposobu na życie. Dziesiątki tysięcy ludzi każdego pranka lub wieczora wychodzi aby realizować swoje cele, a to wszystko dzięki bieganiu.

Bieganie daje nam wolność i swobodę, daje radość i uczy systematyczności. Stajemy się bardziej otwarci na wszystkich i wszystko. Stajemy się bardziej odporni na ból i dokonujemy czegoś co większość obecnie nie aktywnych „jeszcze”ludzi traktuje jak sprawy z innej planety, nie możliwe dla nich. Nie ma rzeczy niemożliwych, a ograniczenia sa w naszych głowach i to nas hamuje w osiąganiu „niemożliwego”.

376EB7E3-D563-468C-AF87-93B868DD3437

Prawie 6 lat temu sam rozpocząłem przygodę z bieganiem chcąc trochę schudnąć i być bardziej„fit”. Biegając po londyńskich parkach odczuwałem, że czegoś mi w tym brakuje, że nie mam się do kogo zwrócić w sprawie poszerzenia wiadomości o tej dyscyplinie sportu i pogadania. Szukałem coś czegoś skad można zaczerpnać wiedzę. Przez przypadek dowiedziałem się o jednej z największych tego typu: grupie społecznościowo-biegowej „Polacy biegają w UK” grupa na FB dopiero rozpoczynała działalność, ale już po chwili okazało się że to był trafny wybór.

FA22EDD7-152E-412B-84D8-E3B8E393BFE8

Grupa została założona prawie 5 lat temu ( w kwietniu 2014) przez Grzegorza Grabowskiego z pomoca przyszło mu kilku kolegów. Obecnie grupa zrzesza prawie 3 tys. osób z Wielkiej Brytanii, jak i z innych regionów świata.  A już niebawem stanie się klubem biegowym w UK, bo Grzegorz z kilkoma innymi zapaleńcami postanowili pójść krok dalej i utworzyć z FB-wej grupy ciało prawne, nie tylko wirtualne. Dzięki temu członkowie otrzymaja wiele benefitów z tym związanych.

12845231-A21D-4CC0-A1C1-789D9BF3F882

Grupa na FB oczywiście także pozostanie bo to właśnie w niej zawiązało się wiele przyjaźni, a nawet związków partnerskich. Członkowie wspierają się nie tylko przez Facebook, ale spotykają się na zawodach, po zawodach lub na imprezach okolicznościowych. Powiedzenie „siła grupie” naprawdę się  tutaj sprawdza najlepiej. Jeśli biegasz i szukasz towarzysza do wspólnych treningów, zawsze znajdzie się ktoś w grupie, kto pomoże i pobiega z tobą.  Ja będąc aktywnym członkiem grupy osobiście wspieram i pomagam początkującym, doradzam i służe pomocą.

Wiele osób z grupy spotyka się regularnie  na ścieszkach biegowych, mamy swój prawie kultowy Box Hill w Surrey. Przyjeżdżający tam  biegacze tworzą wyjątkową atmosferę, prawie co niedziele światło włącza nie złomny i nie pokonany Tadeusz Sekretarczyk (Mistrz Polski w biegu 24h kat.50-55) wraz ze swoją żona Dorotą, która zawsze mu towarzyszy i nie ważne czy jest ciepło i czy pada deszcz, Ona zawsze tam jest. Naprawdę podziwiam Dorotę tym bardziej że Ona nie biega!!! Wiec ukłony i szacunek. Box Hill to wymagające trasy i jeśli myślisz, że nie dasz rady, to otaczający Cię entuzjaści sprawią, że bieganie po niej sprawi ci radość i przyjemność. Dlatego jeśli nie jesteś jeszcze w grupie Polacy Biegają w UK to zapraszam do polubienia nas na FB i uczestnictwa w najlepszej zabawie jakim jest bieganie.

W tym roku grupa „Polacy Biegają w UK” została organizatorem Narodowego Biegu Stulecia w ramach obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Bieg na 10 km w Richmond Park rozpocznie  się o godz. 10:11am w Niedziele 11 Listopada.  Ja i Grzegorz Grabowski wraz z grupą zapraszamy wszystkich chętnych, którzy chcą właśnie w taki sposób uczcić to święto. Spotykamy się przy wejściu do Parku Sheen Gate gdzie obok znajduje się parking samochodowy oraz kawiarnia. Uczestnicy przebiegna dwa kółka po 5km każde, na trasie będą rozstawieni marshale, a trasa oznaczona będzie biało czerwonymi strzałkami. Po biegu zapraszamy na wspólnie odśpiewany hymn o godzinie 11.11am, miejmy nadzieje że wiekszość uczestników do tego czasu już dobiegnie do mety a Ci którzy nie zdarza to zachęcam odśpiewania hymnu  podczas biegu. A jak już wszyscy dobiegną to zapraszam na wysłuchanie wykładu na temat biegania z bardzo doświadczonym biegaczem, maratończykiem Mariuszem Mackiewiczem.

Życzę wszystkim biegającym w tym dniu, nie ważne gdzie biegniecie aby każdy dobiegł do mety.

ps

masz pytania w sprawie biegania lub chcesz zacząć  bieganie a nie wiesz jak to zrobić? Napisz do mnie a ja postaram się Ci pomóc. E-mail: biegajzchrisem@gmail.com

 

Pozdrawiam

Chris Wiciak

C305E569-4D7B-4893-823C-FE79C4DC40AA

Koniec początku……

Zawsze jakiś okres w życiu się kończy, i nie ważne czy to dobry czy zły, tak samo jest w bieganiu. I nie zawsze możemy to świadomie kontrolować.

Sezon w tym roku rozpocząłem przygotowaniami do Rotterdam Marathon a wylądowałem w Warszawie nie w pełni przygotowany. Ale chcąc bardzo pobiec maraton na wiosnę zrobiłem to bardziej sercem i głowa niż przygotowaniem fizycznym. Ukończyłem go na 37 miejscu z czasem 2:42:39 to tylko 27 sekund gorzej od mojego PB. Wiec sumując ten bieg to byłem bardzo zadowolony i rokował dobrze na przyszłość na jesienne wojaże. Bo na jesień we Wrześniu miałem stanąć na starcie Berlińskiego maratonu który miał być dla mnie pierwszą kwalifikacją do Mistrzostw Świata Master w 2020r w Londynie.

Po drodze do jesiennego startu wystartowałem w kilku biegach na 5k,10k i pół maratonie, kilka biegów wygrałem gdzie takie wyniki ucieszyły mnie ale i potwierdziły że forma rośnie i wszystko idzie w dobrym kierunku.

Na początku Sierpnia wyjechałem na miesiąc na obóz do St.Moritz gdzie przez pierwsze dwa tygodnie wszystko szło według planu. Aklimatyzowałem się przez pierwszy tydzień ale już w drugim biegali mi się naprawdę super pomimo że treningi były ciężkie i kilometraż duży ze średnia 30km na dzień. Ale w trzecim tygodniu jak trenowałem zbiegi ( na ciul mi to było to do dziś nie mam pojęcia!!), i szybko zbiegając poczułem ból w lewym kolanie. Oczywiście lewe kolano ma swoją historie i to nie była nowość bo że mam kolano przeznaczone do operacji to dowiedziałem się już kilka lat wcześniej ale dopóki nie bolało lub ból był do wytrzymania to biegałem przez 5 lat. Nigdy nie było czasu na operacje.

Wróciwszy do domu we Wrześniu, odpocząłem od biegania kilka tygodni, ale powróciłem do treningów pod koniec miesiąca i 27 Września pobiegłem jeszcze pół maraton na Ealingu w Londynie gdzie przy kilku fajnych podbiegach i górkach pobiegłem 1:16:52 gdzie widać było że forma w sierpniu już była i sam się zastanawiałem jakbym pobiegł w Berlinie.

Ciężko przeżyłem tą kontuzje, tzn nadal przeżywam bo do końca się nie pozbierałem.

W wrześniu odwiedziłem Polskę dwu krotnie gdzie wykonałem badania rezonansu magnetycznego na kolano oraz wizyta u lekarza aby zrobił odczyt i powiedział co robimy dalej.

Zanim wyjechałem drugi raz do polski to trzy dni prędzej zrobiłem sobie trening wyzwanie. Biegając tylko sporadycznie ostatnie tygodnie postanowiłem że zrobię sobie bieg 12 godzinny. Trochę to wyglądało dziwnie, ale szukałem jakiś bodźców aby poczuć się lepiej po tej kontuzji i dlatego postanowiłem ze przed operacja pobiegnę ostatni raz właśnie w taki sposób. Wariactwo, ale ja nigdy nic w normie nie robiłem jeśli chodzi o bieganie wiec dla mnie to normalna sprawa.

Sam bieg bardzo ciężki bo przez pierwsze 4 godziny narzuciłem za duże tempo i już tak naprawdę po 3 godz jak przebiegiem 40km to miałem dość i chciałem zakończyć challange ale dzięki żonie i przyjaciół jacy przyjechali do mnie wieczorem i biegali wraz ze mną zdołałem wytrzymać ten trud tak długiego biegu jak dla mnie. Prędzej nic powyżej 4 godzin nie biegałem, a ostatnie 2 lata to nie dłużej niż 3godz.

To był naprawdę dobry test dla głowy bo to od niej najwiecej zależało. A ostatnio myślałem że moja najsilniejsza broń jaką była moja mentalna strona, trochę zawodzi mnie w kryzysowych sytuacjach podczas biegów. Wiec test przeszedłem chyba na ocenę dobrą.

Tym biegiem zakończyłem jakiś rozdział w swoim bieganiu. Podsumowując te ponad 5 lat nigdy nie zdawałem sobie sprawy że bieganie mnie tak pochłonie a ja uzależnię się od niego tak bardzo. Jeśli chodzi o aspekt sportowy to tez wielki pozytyw bo rozpocząłem

od 4godzin w maratonie i jak narazie dobiegłem do 2:42,

w pół maratonie od 1:36 do 1:16,

10km z 44min do 34min,

5km z 30min do 16min.

Operacja 12 Listopad we Wrocławiu. Mam nadzieje że wszystko pójdzie sprawnie i jeszcze w tym samym miesiącu będę mógł rozpocząć rehabilitacje. Najbardziej martwi mnie czy i kiedy powrócę do normalnego biegania, a najbardziej zastanawiam się czy będę miał jeszcze szanse biegać tak szybko jak dotychczas i czy mogę mógł pobiec w 2019 roku dwa maratony które zakwalifikują mnie do mistrzostw świata master w 2020 w Londynie. Bo nic lepszego by mnie nie spotkało jak udział w takich mistrzostwach a w dodatku u siebie w domu. Mam nadzieje że właśnie ten cel będzie mnie determinował do powrotu do szybkiego biegania.

Teraz tylko mogę kibicować innym, będę kontynuował pisanie do gazety cooltura+ oraz prowadził audycje w radio PRL24.co.uk w niedzielne poranki, ale dodatkowo rozpocząłem coś nowego czyli rozpocząłem trenowanie innych. Zobaczymy jak to mi się ułoży i czy mam już wystarczające doświadczenie aby poprowadzić innych i przekazać im swoją wiedzę. Dlatego jesień i zima będzie ciekawa mimo że z kilkoma niewiadomymi. Ale cóż właśnie to mnie najbardziej kręci w tym bieganiu.

Jakiś etap zamykam i łapie nowe co mi przyniesie przez najbliższe kilka miesięcy.

Chris Wiciak

Kontuzja i pacemaker.

Muszę wrócić do połowy sierpnia i do dni na obozie gdzie przygotowywałem się do berlińskiego maratonu.

Rozpoczynałem 3 tydzień przygotowań gdzie wszedłem w fazę najważniejszych jednostek treningowych, czułem że forma szybuje w górę co nawet potwierdził mój VO2max, gdzie nie zawsze się do tego przywiązuje.

Ale pewność w głowie rosła strasznie i podniecenie biegowe szło w parze, ale jak w książce „Sekret”- Rhondy Byrne, możemy się dowiedzieć że dużo rzeczy które się dzieją z nami lub w naszym życiu to przyciągane są przez nas samych. I te dobre rzeczy jak i złe, ja się przekonałem już kilka razy że tak mam, i tym razem było tak samo.

Nie wiadomo skąd podczas drugiego tygodnia treningu w głowie zrodziła się myśl o kontuzji. Biegając cieszyłem się że nie mam kontuzji a moje ciało zajebiecie reaguje na dużą ilość kilometrów, gdzie każdego dnia sobie coś dokładałem i zwiększyłem dawki, ale cały czas kłębiło mi się w głowie – kontuzja.

W piątek zakończyłem drugi tydzień treningów i w sobotę na porannej sesji miałem rozpisane zbiegi 10×200/200, ale ponownie moje ego się odezwało i było mądrzejsze od trenera i powiedziałem sobie że jeśli mam biegać zbiegi to zrobię to 500/500, gdzie nawet podbiegłem w miarę szybko. Wiec przy piątej próbie zbiegu w sprincie poczułem ból w „lewym oczywiście” kolanie!!! Ale zignorowałem to i kontynuowałem trening. Następnego dnia zrobiona mocna sesja 3-2-1km szybkie po 3:25/km plus całodzienna niedzielna wycieczka górska dała się we znaki i wstając rano w poniedziałek już wiedziałem że coś z kolanem nie tak.

Lecz nie poddałem się i rowerem wjechałem na 2600npm i tam chciałem odbyć następną szybką sesje treningowa 10x1km, lecz nawet się nie rozgrzałam dobrze bo już po 1km truchtania noga odmówiła posłuszeństwa. Następne dni były tylko gorsze. I tak zakończyłem swoje przygotowania do najważniejszej imprezy roku. Próbowałem jeszcze masowanie, rozciaganie,rolowanie, nakłuwanie i inne zabiegi aby pomogło ale nic.

Wracając ze Szwajcarii zahaczyliśmy z żoną (była u mnie ostatni tydzień pobytu w Szwajcarii) o włoski Mediolan i tam szukając pocieszenia w mojej tragedii jakim była kontuzja postanowiłem kupić sobie buty do biegania !!! Co za ironia!- nie może biegać a kupuje buty!!! Ale tym razem zakup zrobiłem solidny bo właśnie co wyszedł update nowych Nike typ: ZM FLY INNOV V7.2 Racing Fast. Brzmi groźnie hehehe. Już prędzej jak testowałem inne biegówki to pisałem że nie jestem przekonany do Nike jako do butów do biegania, ale powiedziałem że spróbować jedna pare to przetestuje i właśnie chodziło mi o ten typ. Buty przetestowane i niedługo napisze artykuł. Ale wracając do tematu….

…….po powrocie do domu wyłączyłem się totalnie z mediów socjalnych i odinstalowałem wszystko z telefonu. Chciałem spokojnie poukładać sobie sam wszystko w głowie. W między czasie poleciałem do polski na rezonans magnetyczny aby zbadać kolano i dostałem opis po kilku dniach:

Jak widać najlepiej nie jest z moim kolanem, ale żeby być pewnym tego opisu niedługo lecę na następną wizytę aby potwierdzić diagnozę. Prawdopodobnie czeka mnie zabieg łękotki bo kolano to dokucza mi już kilka dobrych lat. Ale od kiedy zacząłem biegać to nie mogę znaleść czasu na naprawę tego. Ale tym razem już chyba nie mogę tego przekładać, bo w następnym roku mam najważniejsze starty i rok 2019 ma być moim jednym z ważniejszych.

Na koniec miesiąca Września, a dokładniej 30-stego miałem już wcześniej zaplanowany rodzinny pół maraton Ealing Half. Była to już 7 edycja tego biegu a moja trzecia. Żona startowała drugi raz i do tego biegu namówiliśmy dwóch synów aby wystartować całą ekipą. Młodszy syn właśnie w dniu biegu obchodził swoje 17-ste urodziny co było przepustką dla niego aby mógł wystartować legalnie w takim biegu. Chłopki przygotowania mieli nie za długie bo twierdzili że taki dystans 21km przebiegną na spokojnie. Ale już po kilku pierwszych treningach na 2 miesiące przed stwierdzili że to nie takie łatwe. Może widząc Ojca dziennie wychodzącego biegać myśleli że to bułka z masłem. Żona podeszła do tego bardziej profesjonalnie i regularnie 3 razy w tygodniu odbywała sesje treningowe, a kilka krotnie wspólnie zrobiliśmy treningi interwałowe po których musiałem Ją reanimować 😂🙈🙈, ale po dniu milczenia ponownie się odzywała hehe.

Jeśli chodzi o mnie to lekkie bieganie rozpocząłem na 14 dni przed połówka, lekkie treningi pokazały że kolano już tak mocno nie boli i chyba je trochę uspałem.

Na 7dni przed zrobiłem sobie bieg tempowy 16km. Na początku zakładałem że zrobię z narastająca szybkością, ale pierwsze kilometry rozpocząłem za ostro wiec próbowałem utrzymać tylko tempo które po 16km pokazało 3:45/km średnia. Wtedy powiedziałem sobie że spróbuje ten bieg pobiec na 1:18-1:19 bo wiedziałem że trasa ciężka z wieloma podbiegami i może braknąć mi siły w końcówce.

Do biegu wystartowaliśmy w okrojonym składzie rodzinnym bo syn starszy musiał zrezygnować w ostatniej chwili ponieważ tego samego dnia wypadł mu piłkarski trial i nie mógł pobiec tego biegu. Ale reszta ekipy była w mocnych bojowych nastrojach i przystąpiliśmy do zabawy.

Miałem wystartować pierwsze 4 km na spokojnie nie szybciej niż 3:45/km ale troszkę tempo z przodu było większe i pobiegłem 3:27-3:40/km a od piątego kilometra rozpoczynał się odcinek podbiegów i zbiegów. Taktyka była prosta pod górkę nie wolniej niż 3:50/km, a z górki przyspieszać do 3:15-3:20/km. Do 10km biegłem sam z przodu była może dziesiątka zawodników może kilku więcej.

Na 11km dobiegło do mnie dwóch zawodników i próbowali ślizgać się na moich plecach. Nie podobało mi się to i puściłem ich do przodu na 15km. Na 17km dobiegł do mnie jeszcze jeden młody człowiek i wyprzedził. To mnie rozzłościło i złapałem się jego pleców i postanowiłem utrzymać jego tempo. Było dla mnie szybko jak ta ten odcinek biegu bo na 18km zegarek pokazał 3:27/km, myśle sobie nie wytrzymam i do tego ostatni podbieg i gość się oddala. Na zbiegu mówię sobie łapie go i muszę utrzymać jego tempo.

Dobiegam i metr za nim biegnę ostatnie trzy kilometry. Na 500m do mety postanowiłem zaatakować i wyprzedziłem gościa i tylko widziałem z dała metę i nic więcej. Już wtedy wiedziałem że mnie nie dogoni a co później się okazało ostatnie 500m biegłem po 2:48/km wiec to już moje maximum chyba.

Na metę wpadłem w czasie 1:16:53 hmm niezły czas a nawet bardzo dobry można powiedzieć.

Trasa ciężka, na kontuzji (choć kolano nie bolało podczas biegu) bez mocnych treningów, bez spiny, – to wszystko złożyło się na naprawdę spokojny kontrolowany bieg.

Odebrałem medal i szybko na trasę biegiem z powrotem aby pomóc synowi, według umowy miałem robić za zająca i go poprowadzić do mety. Złapałem go na ponad 3km do mety gdzie znajdował się okoli 1min za pacemakerem na 1:50 z którym biegła żona i trzymała się tempa.

Od pierwszych metrów syn ruszył za mną i z tempa 5:20/km przeszliśmy na 4:40/km i rozpoczęliśmy gonitwę za żona oraz za zającem 1:50. Najpierw na 900metrow przed metą minęliśmy żonę a za chwile pacemakerow i ostrym finiszem wbiegaliśmy na metę w czasie 1:48 a 52sek za nami Kasia z czasem 1:49.

Podsumowując impreza się udała i urodziny także. Tym razem w biegowym tempie ale wszyscy byli zadowoleni …chyba 🙂

Teraz czeka mnie wyjazd do PL już na dniach i zobaczymy czy potwierdzi się opis z badania i czy? i jaki? zabieg będę potrzebował na te nieszczęsną lewą nogę.

Chce jak najszybciej mieć to za sobą i ze spokojna głowa przejść rehabilitacje i zimowe przygotowania. Myśle że jeszcze trochę odpoczynku od biegania przyda się dla mojego organizmu i głowy bo staranie kilka lat to życie tylko od biegu do biegu, bez większych przerw na odpoczynek.

Pomimo że teraz będę odpoczywał trochę od biegania to zamierzam pisać nadal do cootury tygodniowe artykuły o bieganiu oraz poprowadzę kilka weekendowych audycji radiowych w radio PRL24.co.uk na które zapraszam.

Z pozdrowieniami

Chris Wiciak

Gdzie to szukać formy??

Lato to okres przygotowań dla maratończyków którzy planują starty jesienne.W szczególności Sierpień to miesiąc gdzie nasze przygotowania idą całą parą i są bardzo intensywne.

U mnie druga połowa roku przebiegała trochę leniwie na treningach. Po wiosenny maratonie nie mailem za bardzo wolnego od biegania a wręcz przeciwnie wystartowałem w kilku pół maratonach i 10km także. Wiec było bardzo intensywnie ale w startach, bo trening trochę kulał pod względem mobilizacji.

Pomimo że moja forma była wysoka co pozwoliło wygrać mi kilka biegów na 5k, 10k i 21km, to nie mogłem się przegrupować w głowie że już czas zacząć przygotowania pod Berlin.

Tygodnie uciekały, ja niby trenowałem ale tych kilometrów w miesiącu było jak na lekarstwo. A już granice rozsądku przekroczyłem jak okazało się ze w lipcu przebiegłem tylko 195km!!!! Tyle to biegam jak mam wolne od biegania!!!!

Wiec przyszedł sierpień i pozostało tylko 6 tygodni do maratonu a ja znalazłem się troszkę tak w zawieszeniu ponieważ niby trenowałem, niby formę mam, ale napewno nie osiągnę tego co sobie zakładałem jeszcze na wiosnę.

Wiem że w bieganiu straconego czasu nie da się nadbiegać ale postanowiłem że tym razem spróbuje się przygotować do maratonu w 6 tygodni i obiecałem sobie że wystartuje w Berlinie aby urwać tam znowu kilka minut ze swojego PB. Muszę wreszcie złamać granice 2:40 i zawitać w czasy 2:3…pare, bo tam jest moje miejsce a nie wiem czy nie wyżej czyli niżej Hehehe.

Bodźcem do moich treningów był ponowny wyjazd do St.Moritz w Szwajcarii.

To już moja trzecia wizyta w tym pięknym miejscu a druga letnia.

Pierwszy pobyt mnie tak zauroczył że dzisiejszy obóz zaplanowałem już rok wcześniej. Dlaczego?

Bo tutaj jest wszystko co potrzebuje sportowiec wytrzymałościowy.

⁃ Miasto znajduje się na wysokości 1820npm, z możliwością treningów nawet na 2550, do tego dochodzą płaskie trasy wokół okalających jezior, gdzie możemy realizować cały wachlarz treningów!!-

⁃ Darmowy stadion lekkoatletyczny z bieżnią pierwszej klasy,

⁃ lokalne lotnisko gdzie na loopie 4km możemy pohasać naprawdę szybko, a do tego dochodzą lokalne zimne strumyki w których po każdym treningu relaksuje zmęczone nogi.

Jednym słowem bajka. Dla takiego amatora biegania jak ja to i tak o wiele za dużo.

Ale właśnie tutaj mogę się poczuć jak prawdziwy zawodowy maratończyk który przygotowuje formę do swojego następnego ważnego startu. Może to trochę monotonne i nudne jest bo prawie każdy dzień wyglada tak samo,:

Pobudka, śniadanie, odpoczynek, trening pierwszy, lunch, odpoczynek/drzemka, trening drugi, kolacja odpoczynek i spanie. I tak powtarzam dzień za dniem. Nie zwiedzam, nie chodzę po knajpach, nie siedzę na kawie, nie chodzę po sklepach, tylko raz w tygodniu odwiedzę spożywczaka aby uzupełnić lodówkę i to ma mi wystarczyć. Przyjemności mam jak po treningu idę się moczyć w strumykach lub co jakiś czas chodzę na spa ale to cześć treningu i ta przyjemniejsza.

Ale właśnie taki tryb treningu mi odpowiada, bo mogę się skupić tylko na nim. Mogę zadbać o regularne jedzenie, suplementację, a przede wszystkim najważniejszą rzeczą jest regeneracja!!!!! Odpoczynek i sen to dla maratończyka cenniejsze niż nie jedna jednostka treningowa. Tutaj dopiero dostrzegam ile mogę więcej biegać i nie czuje takiego zmęczenia niż w domu kiedy pracuje w ciągu dnia po 12 godz.

Dość że znajduje się na wysokościach co za tym idzie gorzej nam się oddycha, ale właśnie tutaj jestem wstanie każdego dnia pokonywać 30-40km dziennie i umieć się zregenerować do następnego treningu, a podstawa to odpoczynek i sen!!!

A jeśli ktoś mnie zapyta co będzie jak taki wyjazd nie pomoże?

Bez zastanowienia odpowiem:

⁃ To samo trenowanie w jednej z najpiękniejszych miejscowości na świecie jakim jest St.Moritz to wystarczający bodziec do poprawy moich treningów.

Nie ma nic piękniejszego jak bieganie dwa razy dziennie w pięknych krajobrazach górskich nad pięknymi błękitnymi jeziorami położonej w tej pięknej dolinie.

Ja wierzę że i tym razem mi się uda ściągnąć zakładany cel w Berlinie, a w tym wszystkim napewno pomogą mi treningi wysokogórskie. Bo jeśli za pierwszym razem 14 dniowy pobyt mi pomógł i złapałem formę życia to wiem dobrze że i tym razem mi się uda a tylko dlatego że w to wierzę.

Trzyma kciuki mocno za wszystkich co też ciężko trenują i przygotowują się do swoich startów.

Pamiętajcie, nie jesteście jak inni, nie dajcie sobie nigdy wmówić że czegoś nie jesteście w stanie zrobić!!!

A ja często sobie mówię:

WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. ALE TYLKO DLA TYCH, KTÓRZY W TO WIERZĄ

Chris Wiciak