Chris Wiciak

Z Północnej Walii do „nocnego” Wrocławia

Siedem czerwcowych dni które bardzo mocno dały się we znaki mojemu organizmowi.

Podczas dwóch wieczornych sobotnich biegów, w dwóch całkiem różnych pół maratonach wystawiłem swój organizm na próby wytrzymałościowe „chyba” z przekroczeniem granic. Ale jak już kiedyś powiedziałem, że jak staje na starcie to daje z siebie nie 100% (bo tyle daje na treningach) ale 120%!!!!

Może biegacze to jakiś rodzaj masochizmu sportowego którzy poprzez ból i cierpienie osiągają zadowolenie i radość.

Najpierw 9th czerwca pojechałem na dwu dniowe zawody drużynowe do Walii gdzie mieliśmy do przemierzenia z północnej części do Cardiff ponad 340km rozłożone na 20 etapów, (10 Sobota,10 Niedziela).

Ja pobiegłem ostatni etap sobotni o długości 21km gdzie nachylenia wynosiły 16% podbiegów, a na zbiegach momentami jeszcze większe!!! I nic by nie było złego w podbieganiu i wspinaniu się ale okazało się że ja nie umie zbiegać jak jest bardzo stromo!!! Jestem wolniejszy od siebie niż na płaskich odcinkach!!!

Czy to możliwe? Oczywiście, bo podczas zabiegania strasznie blokuje sobie biodra i nie pozwalam puścić nóg do przodu aby tylko co jakiś czas dotykały podłoża. Bardzo się dziwiłem że zabiegałem szybkościami 3:05-3:10/min a zawodnicy mijali mnie jakbym stał w miejscu!!!!

Wiec gdy skończyły się ostre zbiegi to byłem na pół metku trasy totalnie wykończony bo czułem ból wszędzie od bioder aż do stóp!!!

Na 9km byłem totalnie pusty i bez siły, a do tego po chwili musiałem się zatrzymać bo zacząłem wymiotować. Wiec pitstop przymusowy zaliczyłem i zanim się pozbierałem to minęło sporo czasu. Ruszyłem ponownie ale odczuwałem zawroty głowy i bałem się że mogę paść tego dnia bo słońce było niemiłosierne !!!!

Biegnąc mówiłem tylko do siebie żeby tylko dobiec do 15km , później następny i następny i tak dotrwałem do 18km gdzie ostatnie 3km to prosta do mety gdzie czekały na nas tłumy ludzi i nasze zespoły.

Dobiegłem 1:23:10, padłem i nie mogłem wstać.

Próbowałem ale miałem problem z balansem ciała wiec leżałem na trawie następne 15min.

Ten bieg wyssał ze mnie wszystkie siły oraz strasznie zmasakrował mi moje nogi i biodra na stromych zbiegach. Następne 4 dni praktycznie wcale nie biegałem bo nie mogłem, a czułem się jak po pierwszym maratonie. W ogóle bolało mnie wszędzie.

Byłem zły na siebie że tak bardzo źle pobiegłem ten bieg, a do tego czekał na mnie pół maraton we Wrocławiu na który się szykowałem i tam chciałem naprawdę pohasać.

Wiec próbowałem do soboty wieczora odpoczywać jak najwiecej. Nie trenowałem bo forma była i jest i tak bym nic nie zmienił.

W sobotę od rana poświęciłem trochę czasu najpierw na badania swojego ciała i odwiedziłem kilku lekarzy jak i terapeutów, ale preferencje moje bardziej idą w naturalne sposoby leczenia niż lekarskie systemowe framy.

Ale oczywiście zdążyłem zjeść dobry obiad i walnąć popołudniową drzemkę. O 8pm już kierowałem się na stadion gdzie niedaleko był start zawodów. Następnie spotkałem się ze znajomymi i powędrowałem na rozgrzewkę gdzie troszkę pobudziłem krew przed startem.

Próbowałem opóźniać wszystko aby nie stresować się na lini startu, wiec jeszcze na 10min przed startem robiłem szybkie przebieszka troszkę w oddali od lini startu.

Tam spotkałem jeszcze tak samo rozgrzewającego się Arkadiusza Gardzielewskiego znanego polskiego maratończyka, który przybył na start biegu prosto ze szpitala gdzie odbierał żonę i syna który urodził się dwa dni prędzej. Wiec była możliwość złożenia gratulacji i zamienienie słowa.

Na 3min do startu wskoczyłem zaraz za zawodnikami elity i z drugiej lini próbowałem wystartować tego wieczora.

11tys ludzi zgromadził nocny pół maraton we Wrocławiu gdzie wzorowa organizacja i głośna muzyka zagrzewała wszystkich do walki na dobrze przygotowanej trasie.

Jednego czego mi brakło to punktu wodnego szybciej niż na 7-mym kilometrze!!

Ale zanim dobiegłem tam to najpierw start…..

gdzie poszedłem jak na 400m ( śmiał się kolega po biegu) ale cóż adrenalina zrobiła ponownie swoje Hehehe.

Chcesz się poczuć jak elita to próbuj startować z nią na równo 🙈, wolałbym kończyć z nimi ale na to może kiedyś też przyjdzie czas, któż to wie.

Wiec wystartowałem ostro ale tym razem powiedziałem sobie że lecę pierwsze 10km na 35min z hakiem a później zobaczymy.

Troszkę mnie zatkało na pierwszych 3km gdzie biegłem po 3:25-3:28min/km i to mnie zaniepokoiło, ale chciałem się przykleić do jakiejś grupy lecz miałem problem bo przede mną biegła grupa 15-20 osób tempem o 5-8sek szybsze na km niż ja i nie mogłem się ich utrzymać a za mną biegła grupa 3:40/km

Na 6km bardzo już mi się pic chciało a stacji z wodą jak nie było tak nie było!!! Dopiero po znaku wskazującym 7km mogłem zamoczyć swoje spragnione usta. Trochę wcześniej dobiegłem do jednej z dziewczyn która odpadła z drugiej grupy cały czas biegliśmy razem przez następne 5km, była to zawodniczka z no21 Aleksandra Brzezinska.

W tym biegu najlepiej poczułem się po 7km jak zaczerpnąłem wody i wtedy poczułem przypływ energii. Od 7km do 13km były to moje najlżejsze kilometry gdzie nie schodziłem powyżej 3:35/km. Czułem się świetnie i powoli liczyłem że może to właśnie dziś mogę powalczyć o 75min.

10km minąłem z czasem 35:57 z 30sek za wolno ale czułem ze mogę spokojnie podkręcić tempo jeszcze. Po chwili koleżanka odpadła i nie utrzymała tempa a ja biegłem sam, ale na 12km dobiegł do mnie znajomy Dawid Smolak który tego dnia biegł po swój najlepszy wynik. Jak później powiedział czuł się tego nią znakomicie. Ja tez tak czułem się przez następne 4km gdzie na 16km zacząłem odczuwać pierwsze boleści w łydkach.

Na 17km Dawid oderwał się na 10 metrów i z każda chwila oddalał się wolno. W tym momencie już nie potrafiłem utrzymać tempa a wręcz przeciwnie zaczęło mi spadać o kilka sekund. Mijając 18km już naprawdę moje nogi zaczęły płakać i czułem naprawdę ból. Robiłem wszystko aby jak najmniej zwolnić i stracić.

Ostatnie 3km były dla mnie bardzo długie i bolesne. Zaczęły mnie mijać kolejne osoby co bardzo źle na mnie wpływało, na 20km poczułem głód, mówię siebie przecież ja mam żelka!! o którym kompletnie zapomniałem, wyciągnąłem i wypiłem do połowy i wyrzuciłem. Było już za późno na takie uzupełnianie paliwa, chciałem tylko dobiec do mety, ale na 800m do mety wyprzedziła mnie dziewczyna! Pomyślałem że to ta z no21 i zacząłem pędzić za młoda kobieta ile sił w nogach, a że ich nie pozostało za dużo to ciężko mi było przykleić się do niej. Ostatnie 500m daje z siebie co mogę i tylko koncentruje się na jej tyłku aby się zbliżyć i minąć 🙈🙈, lecz tym razem nie daje rady. Zatrzymuje się i upadam na ziemie……

…..po chwili czuje ukucie w palca, otwieram oczy i widzę jakiś sanitariuszy i mnie leżącego na łożku w namiocie. Pamietam że wbiegłem do mety do tego momentu nic więcej. Pozamiatało mnie strasznie pomyślałem, a myślałem że kontroluje bieg do końca. 🤔🤔

Po 20min wypuścili mnie gdzie udałem się do namiotu elity gdzie pierwsza trójka szykowała się do wręczenia nagród. Pogratulowałem wszystkim i poczekałem na wręczenie nagród oraz odsłuchanie hymnu polskiego.

Hmmm….jedząc zupę zastanawiałem się nad całym biegiem bo byłem strasznie zadowolony z całego biegu jak i z czasu 1:17:49 chodź nie złamałem 1:16 i nie zrobiłem swojego PB ale tego dnia dałem z siebie Wszytko i dziś moje nogi było stać na tamie a nie inne bieganie. Zastanawiałem się dlaczego mnie tak strasznie położyło na mecie bo wydawało mi się że na 20km moja głowa normalnie funkcjonuje.

Nic, nocny pół maraton wrocławski przebiegnięty w czasie 1:17:49 z podniesioną głową!!!

Pomimo że to tylko 21km ale muszę powiedzieć że te dwa biegi w ciągu 7dni dały mi w kość i to porządnie. Ale jestem bardzo zadowolony z progresu mojego i treningu, bo przecież przygotowania pod wrześniowy maraton jeszcze nawet nie rozpocząłem wiec mam dobre myśli co do jesieni bo wiem że będzie moja!!!

Jeszcze miesiąc i wyjeżdżam na obóz do St.Moritz gdzie w szwajcarskim kurorcie będę szlifował swoje marzenia aby później stały się osiągniętym celem. Jestem w takim miejscu teraz po tych latach treningu i wiem że mogę osiągnąć nadal wielkie rzeczy, które kiedyś nawet na myśl mi nie przychodziły ale wiarą i upartością wraz z pomocą kilku osób realizuje siebie i uczę się na nowo.

Chris Wiciak

W czym biegać?

Spróbuje przybliżyć i pomoc w czym możemy rozpocząć bieganie. Jakie obuwie dobrać.

Jak wiemy obuwie w bieganiu z całego naszego uposażenia to najważniejsza rzecz i istotny czynnik podczas biegu. Poprzez złe dobranie odpowiedniego obuwia możemy zrobić sobie krzywdę i nabawić się kontuzji.

Najpierw musimy sobie odpowiedzieć gdzie, na jakiej nawierzchni będziemy biegać.

Ja skoncentruje się na butach szosowych i bieganych w parkach.

Dla początkującego biegacza nie ważne jest jakiej firmy jest but. Pamiętajcie to nie pokaz mody tylko bieganie gdzie mamy robić to z przyjemnością, a co za tym idzie w wygodnym bucie.

Dla osób troszkę cięższych proponuje aby buty były w miarę z utwardzoną podeszwa i z żelem który będzie absorbował nasz kontakt z podłożem. Ważne jest aby stopa była dobrze dopasowana do buta i nie była narażona na zwichnięcia.

Ja rozpocząłem bieganie od Asics Nimbus 15, gdzie buty te pomimo dużej wagi 305g to bardzo dobrze trzymają nam stopę i są dobre dla osób które biegając walą z pięty, czyli cały ciężar ciała układają na tylnią cześć stopy przy kontakcie z podłożem.

Następnym typem do „klepania” kilometrów jest wersji Kayano, typ ten już jest lżejszy i bardzo wytrzymały na kilometraż.

Bardzo dobre i uniwersalne buty to Asics RoadHawks FF ważą tylko 175g a do tego mają 6mm „heel drop” co to znaczy?

Jest to różnica wysokości pomiędzy palcami a pięta w bucie. Im mniejsza różnica tym lepiej. Mniejsza różnica powoduje mniejsze ryzyko kolan ponieważ przy nachyleniu powyzej 10mm nasze ciało jest nachylone bardziej podczas biegu do przodu co bardziej obciąża stawy kolanowe. Dlatego pamiętajcie wybieramy jak najmniejszą różnice „hell to toe drop” wtedy zmniejszamy ryzyko kontuzji.

Oczywiście nie tylko w Asics biegałem i biegam, bardzo dobre buty ostatnim czasem robi New Balance gdzie przebojem wdarł się na nasze rynki. Obecnie biegam w typie FreshFoam ZanteV3, 244g wagi i 6mm „hell drop”gdzie dają dobry komfort na długie treningi.

Jest bardzo dużo firm które w obecnym bumie na bieganie prześcigają się w rożnego rodzaju butów, a przede wszystkim podeszwy gdzie to właśnie ta cześć buta odgrywa najważniejsza role.

Ja bardziej niż na markach koncentruje się gdzie biegam i co biegam i wtedy dobieram buta. Jeśli biegamy już jakiś czas i chcemy poprawiać nasze czasy to wtedy zaczynamy szukać butów w których biega się szybciej.

I tutaj na krótkie odcinki 5k i 10km buty zmieniają się i zauważamy ze tracą na wadze, zmienia się budowa podeszfy ktora jest z lekkich pianek bez żelów, ale takie buty przede wszystkim stają się mniej wygodne i nasza stopa narażona jest na szybsze urazy.

Ja posiadam kilka par butów w których startuje w zawodach na dystansach krótkich.

Bardzo lubię lekkie Asics DS Race gdzie w tych butach naprawdę czułem się szybki.

Ale ostatnio posiadam i testowałem najnowsze Boosty Adidas Adizero Sub2, 156g waga, najlżejsze buty jakie dotychczas wyszły do biegania. Ubierasz je na nogę i czujesz jakbyś biegł na boso.

Do dokładnej analizy tego typu zapraszam na wcześniejszy blog gdzie dokładnie opisałem te adidasy.

Ale na plan pierwszy chciałbym wysunąć buty w których zrobiłem swoje najlepsze wyniki gdzie waga i wygoda idą prawie równo w parze, a są to Adidas Boston 6 244g waga.Są dla mnie The Best „startówki”.

Bardzo wygodne i dobrze trzymajcie stopę, lekkie i bardzo wytrzymała podeszwa gdzie Adidas używa ogumienia Continentala, a do tego obecna cenna bardzo dostępna.

Ostatnio miałem okazje testować jeszcze dwie pary butów gdzie wybrałem się do centrum adidasa w Londynie i mogłem pobiegać w najnowszych Adidas SolarBoost. Bardzo dobre buty pomimo masywnej budowy ale dzięki temu nasza stopa jest bardzo chroniona na skręcenia a specjalny rodzaj podeszwy pozwalać będzie nam na zrobienie ponad 1000 lub więcej kilometrów. Idealne buty do treningów i do długiego wybiegania.

Bardzo dobry wygląd pomoże nam się zdecydować na zakup tych butów. Wersja damska jeszcze bardziej robi wrażenie co jest ważne dla biegających Pań.

Jeśli mówimy o kosztach butów to proszę się nie pchać w bardzo drogie ponieważ przekonacie się z czasem że akurat w bieganiu najdroższe buty nie oznaczają najlepszych. Mogłem to sprawdzić na sobie kiedy to w 2015 Asics wypuścić MetaRun gdzie kosztowały £200.00, a już po 100km zaczęły mi się rozwalać, a podeszwa starła mi się po pierwszym maratonie przebiegnięty w Tokyo. I nie była to wada mojego buta ale spotkałem się z innymi użytkownikami którzy mieli te same problemy.

Wiec jak widzimy musimy dwa razy się zastanowić zanim sprzedawca lub jakiś spot reklamowy będzie nas nakłaniał do wydania dużej gotówki. Ja swoje zakupy robię w outletach gdzie cenna spada o połowe i wtedy wole dokupić drugą pare. Pamiętajcie dobry dobór butów zapobiegnie częstych kontuzji i pozwoli cieszyć się bieganiem, przy zakupie doradzacie się znajomych lub sprzedawców ale w firmowych sklepach gdzie można spotkać coraz więcej sprzedawców którzy naprawdę się znają i polecą nam produkt do naszych potrzeb a jeśli będziecie potrzebować jeszcze więcej pomocy to piszcie do mnie, a ja postaram się odpowiedzieć na wasze pytania.

Chris Wiciak

Orlen Warsaw Marathon 2018 w 2:42:39

Że wystartowałem w Orlen Warsaw Marathon 2018, to wielki przypadek i podjęta decyzja na kilka tygodni przed samym biegiem. Jeszcze raz się potwierdza że spontan mnie nie zawodzi. Wiec zamiast pobiec pierwszy mój maraton w tym roku w Rotterdamie, bo tak zaplanowałem już pod koniec roku, to ze względu na trudny początek przygotowań i na borykające mnie problemy i kontuzje postanowiłem trochę namieszać w swoich planach startowych i opóźnić ten bieg do maximum i spróbować nadrobić stracony czas.

Orlen wydawał mi się bardzo dobra opcją, równa i szybka trasa, oraz obsada biegu była dobra ponieważ w tym dniu odbywały się także Mistrzostwa Polski PZLA na królewskim dystansie gdzie najlepsi oprócz medali zamierzali zrobić minima kwalifikacyjne na sierpniowe Mistrzostwa Europy w Berlinie.

Ciekaw byłem rywalizacji pomiędzy Mariuszem Giżyńskim ( z którym trenowałem w tamtym roku w Szwajcarii), a Arkiem Gardzielewskim któremu też bardzo kibicuje i On tez udzielił mi kilku ważnych wskazówek w bieganiu.

Wiec bieg wydawał się atrakcyjny i uprzedzając fakty taki właśnie był. Przyjeżdżając do Warszawy już w piątek nie wiedziałem czego mogę się spodziewać sam po sobie, bo niby na koniec ostatniego sezonu obiecałem sobie że na wiosnę powalczę o czas na poziomie 2:3…pare, ale że moje przygotowania i forma pozostawiała dużo do życzenia to byłem trochę zakłopotany.

Nie chciałem wystartować w maratonie w Warszawie i przebiec go luźno i zrobić 2:55 lub więcej bo nie o to mi chodziło i nie taki cel, a z drugiej strony jak przesadzę z tempem to zapewne zejdę z trasy i wtedy jeszcze bardziej się zafiksuje, że może ten mój czas w Berlinie to był mój „pick” w bieganiu!!!

Bo już takie myśli mi przychodziły w tym sezonie jak było ciezko na treningach Hehehe, a do tego nie pomogło mi kilka biegów w których albo umierałem podczas wyścigu albo zeszłem z trasy bo nie dałem rady utrzymać tempa lub coś bolało. Tak było w Rotterdamie gdzie startując razem z elita na starcie przeskoczyłem nad leżącymi Kenijczykami którzy upadli w efekcie kraksy i coś mi przeskoczyło w biodrze, biegnąc z bólem pokonałem tylko 11.5km i zeszłem z trasy.

Później analizowałem ten start bo coś mi nie pasowało w tym co zrobiłem, bo niby kontuzja i ból poczułem, ale dlaczego na 5km miałem miedzy-czas 17min25sek, a na 10km 35min25sek gdzie mój PB to 34:59 wiec tylko 26sek wolniej. Im głębiej się zastanawiałem tym bardziej przychodziło mi do głowy że może moje ciało mnie oszukało, bo biegłem za szybko pierwszy odcinek i dawało sygnały w postaci różnych bóli a najbardziej biodra.

Czy byłem w ten dzień tak przygotowany aby pokonywać kilometry w czasach 3:20-3-30min/km? Bo mógłbym najprościej powiedzieć sobie że kontuzja mnie dopadła i musiałem odpuścić i że jest wszystko w porządku. Ale to nie ja, mój charakter nie pozwala mi na łatwe wymówki, ja chce wiedzieć dokładnie co się stało aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. Nienawidzę podchodzić do sprawy że dziś był upał lub trasa była z kilkoma podbiegami, że wiało lub że napewno się nie wyspałem i dlatego pobiegłem słabo lub źle, ja nie szukam tego rodzaju wymówek bo dla mnie takie nie istnieją.

Ja szukam problemu u siebie i próbuje analizować aby w następnych startach to się nie powtórzyło.

Dlatego ten maraton w Warszawie miał mi dać kilka ważnych odpowiedzi. Ostatnie dwa tygodnie po zejściu z trasy w Rotterdamie więcej analizowałem i odpoczywałem niż się ruszałem, chodź przejażdżka rowerowa dobrze mi zrobiła.

Nie chciałem wywierać dodatkowej presji na sobie i dlatego nigdzie się nie afiszowałem że startuje, do tego stopnia że o moim starcie wiedziało 2 osoby. Przez ostatni tydzień biłem się z myślami że jeśli pobiegnę, to na jaki czas? Jakie tempo obrać? Jaka taktyka? Postanowiłem że pobiegnę na 2:40 na negatives split czyli druga połowa ma być szybsza. Trudne zadanie ale nie chciałem zaczynać za szybko i zobaczyć jak będę biegł pierwsze 21km .

Wiec po długich namysłach zakodowałem sobie miedzy czasy i pozostał mi start w niedziele.

W sobotę dzień przed startem to szybkie odebranie numeru z expo i totalny relaks połączony z duchową terapią ciała.

Fizyka kwantowa na ciele biegacza to nowość jaką wprowadzam w tym sezonie 🙈🙈 i poddaje się jej totalnie. Dochodzę do wniosku że bieganie to nie tylko czysta matematyka i przeliczenia czasów, dieta i ile zjedliśmy i co?, ale coś więcej. 🤷‍♂️

Tym razem troszkę zmieniłem swoje przyzwyczajenia w dniu maratonu i wstałem na 2,5godz przed startem wiec późno, śniadanie też inne bo tym razem toast z masłem i dżemem, pół banana plus dwa jajka na miękko. Obeszło się bez kawy na samej wodzie.

Jeśli chodzi o buty to postawiłem ponownie na Bostony 6 bo przy mojej wadze (ile? Za duża!!🙈🙈) i długości biegu nowe adidasy sub2 by się nie sprawdziły. Zmieniłem tylko ze pobiegłem bez skarpetek, ale za to ubrałem rękawki thermalne które miały na zadanie chłodzić moje ręce!!! Fajna sprawa i działa- im więcej się pociłem na słońcu tym bardziej zimne były moje rękawki !!! Jak zauważycie MoFarha w Londynie też takie cóż używał, a mogło by się wydawać że było za gorąco na taki ubiór. Nic mylnego.

 

Przybywszy na start długo czekałem na rozgrzewkę bo dopiero 15min przed rozpocząłem rozciąganie i lekkie przebieżki, ale nie przesądzałem z tym rozgrzewaniem bo wiedziałem że jak się rozciągnę to mi wystarczy ponieważ większość energii potrzebuje na bieg. Wiec 8:55am wskoczyłem do pierwszej strefy zaraz za elita i czekałem spokojnie na start.

Tym razem postanowiłem ze nie będę się pchał na czoło i spokojnie wystartuje, pierwsze dwa km wyszły bardzo wolno bo po 3:55min/km, ale po chwili skorygowałem tempo biegu i zegarek pokazywał 3:43-3:48min/km .

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_03_srv_20180422_091906_1

Na pierwszych 5km uformowała się grupa 6-8 biegnących którzy chowali się za mną ponieważ momentami wiał straszny wiatr. Troszkę nie podobało mi się to ale pierwszy raz biegłem taką grupą. Na 6km zaraz po mocnym podbiegu na starówce dobiegł do mnie jeden kolega i powiedział, „domyślam się że biegniesz na 2:40”, przytaknąłem tylko głowa. Usłyszałem po chwili że jeśli dobiegniemy trochę szybciej do jednego przed nami to tamten biegnie również na 2:40 i będziemy się go trzymać.

Zrozumiałem że to jakiś pewny zawodnik, a dodatku miał numer elity z nazwiskiem. W miarę szybko złapaliśmy kolegę z przodu i tak biegliśmy przez następne kilometry. Ustawiłem się koło niego i pierś w pierś dyktowaliśmy tempo które po 10km zaczęliśmy trochę podkręcać ponieważ było trochę straty około 53sek, ale dobiegając do połowy dystansu praktycznie byliśmy tak jak zaplanowałem 1godz20min,

…czułem świeżość i dużo siły, oddychało mi się swobodnie na niskim tętnie 138bpm.

Nagle po połówce biegnący z boku kolega pyta:

⁃ biegłeś w Berlinie we Wrześniu? Odpowiadam ze tak.

⁃ W białej koszulce Bostonu? Zadaje drugie pytanie.

⁃ Tak. Odpowiadam.

⁃ To biegliśmy razem większość dystansu i prawie razem skończyliśmy. Byłeś szybszy ode mnie o kilkanaście sekund.

Zamurowało mnie !!! Ja nie pamiętałem z kim biegłem w Berlinie. I nie pamietam chłopaka. 🙈🙈🤷‍♂️🤷‍♂️To jeszcze bardziej związało mnie z nim.

Na 25km zacząłem odczuwać pierwsze zmęczenie w nogach, gdzie odcinek następnych 4km przebiegliśmy w silnym przeciwnym wietrze, który strasznie spowalniał nas i męczył. Wziąłem pierwszego żelka (miałem tylko dwa), ale za bardzo dużo nie pomógł, tzn nie odczułem tego. W tym momencie już pozostało nas tylko dwójka, reszta się wykruszyła bo słońce, wiatr i dystans zbierał swoje żniwo. Punkt wodny na 31km i biorę kilka kubków wody następnie gąbki z wodą i cisnę ale oglądam się i widzę że partner został z tylu lekko, wiec zwalniam i czekam, ale podbiega do mnie i mówi żebym biegł dalej sam bo nie utrzymuje tempa. Kurde myśle sobie, kiwam ręka i zapraszam aby ruszył, ale nic z tego, jak nogi nie podają to nic nie pomoże.

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_02_rkl_20180422_111449_2

Wiec biegnę sam i naprawdę zaczynam odczuwać trudy biegu, pod drodze mijam kilku zawodników ale widzę ze tempo moje zaczyna spadać i to radykalnie powyżej 3:53/km.

Zaczynam mówić sobie aby tylko do 35km dobiec a później już zostanie tylko 5km bo nie liczę ostatnich dwóch hehhe.

Mijając 35km mówię teraz już się nie poddam nawet widząc że moje 2:40 odpłynęło to walczę aby osiągnąć jak najlepszy czas.

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_02_msf_20180422_113808_2

Mekki przyszły na 38 i 39km gdzie tempo spadło mi na 3:58/km i tam wziąłem drugiego żelka, ale wydawało mi się że człapie, odcięło mi totalnie nogi, czułem podobny ból nóg i niemoc jak w New York tylko tutaj miałem do pokonania zaledwie kilka kilometrów a tam 20 pare Hehehe. I z tego wyciągałem pozytywy, i tak wbiegam na most Świętokrzyski 40km punk kontrolny i duża grupa kibiców którzy tak mnie podbudowali i dopingowali ze wracam na swój tor i ostatnie dwa kilometry przebiegam w normalnym tempie 3:44min/km i w pełni zadowolony wpadam na metę w czasie 2:42:39 co daje mi drugi mój czas i tylko 26 sekund wolniej od Berlina. Wow

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_01_ajk_20180422_114210

Staje za meta i czekam za meta na kolegów którzy pozostali troszkę za mną ale którzy przez większość dystansu biegli razem ze mną.

Wbiegają i przybijam każdemu piątkę i ściskam kolegę z którym przebiegłem prawie cały dystans, okazuje się że to Krystian Kochanek znany biegacz w świecie warszawki. Fajny bieg z fajnymi ludźmi, pierwszy raz biegłem w takiej grupie i z grupą, muszę powiedzieć że strasznie pomaga bieg w takim gronie aby utrzymać tempo i strasznie mobilizuje.

2:42:39 38 miejsce w kwalifikacji generalne i 17th w polskim championacie (jeśli był bym zgłoszony w PZLA)

99302-MOR18-3516-42-000101-mor18_01_mz_20180422_114304_1

Pisząc teraz po kilku dniach i po analizie muszę powiedzieć że zrobiłem mega wynik.

Przygotowania były pod psem, nadwaga startowa, brak konsekwencji w treningach i odżywianiu i suplementacji,ale widocznie tak miało być bo to dało mi odpowiedz że ostanie pół roku nie zmarnowałem i nie cofnąłem się w rozwoju a wręcz przeciwnie zrobiłem postęp który może nie widać po lepszym czasie maratonu ale w tym przypadku taki czas to tak jakbym przebiegł maraton w 2:37:00

( ostatni miesiąc treningu!!! Można powiedzieć bez treningu 🙈🙈🤷‍♂️)

Powaga- daleki jestem od chwalenia siebie po biegu ale tak jak kiedyś napisałem że byłem zadowolony z przygotowań do Berlina niż z samego biegu bo to było odzwierciedlenie mojego treningu, tak tutaj jestem mega zadowolony z całej taktyki biegu i jak go pokonałem bo tym razem to był dla mnie kosmos.

I właśnie takie coś potrzebowałem aby jeszcze bardziej się zmotywować na następne starty podczas tego sezonu.

Wiec zapowiada się ciekawie 💪💪🏃🏃👌💪💪

Chris Wiciak

To my maratończycy z UK…

Dziś napisze o osobach którym się należy aby usłyszało o Nich grono ludzi.

Są to tacy sami zapaleńcy jak ja w bieganiu, ale jak wiemy każdy z nas różni się od siebie, charakterem, sposobem życia, wiekiem, ale łączy nas jedno jesteśmy mieszkańcami Great Britain, gdzie życie pędzi z prędkością światła i każdy goni za pracą i polepszeniem swojego statusu życiowego, ale to nie przeszkadza nam po godzinach ciężkiej pracy, ubrać buty i wyjść i pobiegać aby zrzucić siebie stres i problemy jakie spotykamy każdego dnia.

Wiosna u biegaczy ma to do siebie że to początek sezonu dla startów. Jeśli chodzi o maratończyków to właśnie na wiosnę większość planuje swoje pierwsze maratony w roku. I właśnie dziś odbyło się kilka maratonów w UK jak i w Europie. Ja wylądowałem w Rotterdamie gdzie próbowałem przebiec tylko połowe dystansu, a inni znajomi albo wybrali upalne Dębno, inni Bratysławę lub Ci najbliżsi pochmurny Manchester.

Jak wiadomo większość biegających i mieszkających w UK jest memberami na FB „Polacy biegają w UK ” gdzie właśnie poprzez ten sposób poznałem takie grono biegających. W dzisiejszych czasach nie da się obejść na dłuższy czas bez obecności w takich mediach online ponieważ otaczają nas wszędzie, może nieraz zatracamy naturę spotykania się bo poprzez FB, Instagram, twitter przekazujemy i pokazujemy swoje codzienne życie, ale cóż zrobić jak drzemie w nas próżność i chęć „chwalenia się”, oczywiście nie chce wrzucać wszystkich do jednego kosza ale mówię o ogóle bo wyjątki wszędzie się zdarzają 🙈.

O ludziach których chce napisać, to właśnie ich poznałem poprzez portal na FB i później przyszło spotkanie w realu i tak się zawiązują przyjaźnie i koleżeństwo. Każdy sposób jest dobry jeśli jest pożyteczny dla obu stron i nie krzywdzi nikogo.

Zacznę od – Piotra Skorupski „Bzik” bardzo ciekawa osoba z jeszcze bardziej ciekawą i burzliwą przeszłością zanim rozpoczął bieganie. Biega dopiero od dwóch lat ale jak sam powiedział, bieganie daje mu żyć normalnie i dzięki bieganiu może egzystować jak normalny człowiek. To właśnie na bieganie przerzucił swoje największe nałogi i bardzo dobrze mu z tym. Dziś przebiegł swój pierwszy maraton asfaltowy w życiu w czasie 3:40:43 jeśli biorąc po uwagę, że dopiero niedawno rozpoczął treningi pod okiem naszego kolegi Michała Leśniaka to wyczyn do pozazdroszczenia!!!! Ja swój debiut zrobiłem w 4h prawie, wiec wielki szacunek dla tego 35 letniego chłopaka🏃🏃💪💪💪🏃🏃 Bzik jesteś wielki!!!! Gratulacje🥇

Następnego gościa Gieryk Piotr podesłał mi Piotrek Tymula (też poznany podczas biegania), chyba już nie wytrzymywał z gościem i chciał odciążyć siebie i dał namiary na mnie. 🙈🙈😂😂Pan Gieryk to ciekawy okaz osobowości, perfektcjonalista w tym co robi ale zarazem straszny gaduła.

Dużo biegamy ze sobą – można tak powiedzieć, ponieważ ja nie biegałem z nikim wcześniej i w obecnej sytuacji jeśli biegamy 3-4 razy w miesiącu razem to wydaje mi się że to dużo, plus dochodzą wspólne odnowy na basenach wiec chłopa troszkę poznałem. Prawdę mówiąc myślałem że Piotrek bardziej lubi rower i tenisa od biegania, ale zaimponował mi pierwszy raz jak postanowił przebiec ultra 100km w tamtym roku, tak porostu nie z gruszki nie z pietruszki, trenując naprawdę nie wiele i nigdy nie przebiegając więcej niż 40km chłop pobiegł naprawdę dobrze i pokonał dystans 100km z uśmiechem na ustach!!! Byłem w szoku!!! Drugi raz zaszokował mnie dziś 8th Kwietnia 2018, jak przebiegł maraton w imponującym czasie 2:57:28!!!!! Gdzie to był jego drugi maraton w życiu. Wiem dokładnie jak przebiegały jego przygotowania i że przygotowywał się tylko 8 tygodni naprawdę do tego maratonu. Jeszcze wczoraj dzwonił wieczorem i pytał czy wierze w Niego? heheheh …odpowiedziałem że najważniejsze żeby On sam w siebie wierzył!!!, a dokona tego co zapragnie. Rozpisaliśmy czasy jak ma pobiec, podałem mu moje miedzy-czasy z Bostonu i proszę mi wierzyć że gość pobiegł je toczka w toczkę !!!! No może 6 sekund za szybko na końcu Hehehe ale wyszło idealnie!!! Piotr zwracam honor bo wierzyłem w Ciebie ale miałem jakieś „ale”, lecz po dniu dzisiejszym mogę powiedzieć że masz jaja i złamanie 2:50 to kwestia czasu, a może być jeszcze szybciej myśle.

Piotr Gieryk SZACUNEK!!!!🏃🏃👌🥇🥇

Rafał Siwiarek- Siwego znam najmniej ale mam do niego sentyment, nie wiem dlaczego Hehehe ale tak jest. Gość bieganie też rozpoczął niedawno bo biega od 2015r, gdzie w swoim debiucie rok później wybiegł 3h22min w Liverpool. Na Siwego zwróciłem uwagę rok temu jak w Birmingham otarł się o sub3 i pobiegł 3h02 gdzie umarł na ostatnich kilometrach i brakło trochę do magicznej granicy. Ale że gość ma charakter to nie poddał się i dziś ponownie stanął na starcie Manchesteru Maraton przebiegł tak jak zaplanował 2:58, chodź twierdził że mu 2:59 wystarczy i z takowym numerem na bucie biegł podczas tego maratonu, mało tego aby być jeszcze bardziej zmobilizowany zakupił kilka miesięcy temu Adidasy Bostony z autorskim grawerem „Siwy 2:59”. Podoba mi się takie podejście do sprawy, ponieważ w takim zachowaniu widać było że mu zależy, że ma cel i każdego dnia, tydzień za tygodniem widziałem jak robi postępy w swoich treningach. Wysyłał nieraz mi treningi i analizując je widziałem duży potencjał w tym co robi!!! Dlatego ten wynik to dopiero początek jego możliwości jakie może osiągnąć biegając amatorsko maratony.

Siwy jesteś Psi Chu…💪💪🏃🏃💪💪🥇🥇Ciężka praca popłaca ale tylko w bieganiu hehe

Dziś moja radość jest wielka ponieważ następni biegacze weszli do grupy Sub3hr, gdzie dla nas amatorów i dla początkujących amatorów to jest coś specjalnego!!! Niby wszyscy tutaj biegamy dla fanu ale bieganie to jak „jedzenie słonecznika” rozpoczniesz i nie wiesz kiedy skończyć, pochłania nas i zabiera.

Na początku wychodzimy pobiegać i próbujemy przebiec jak najdłuższy dystans, później zaczynamy uczestniczyć w biegach masowych, następnie rozpoczynamy myśleć o poprawieniu wyników i rozpoczynamy jakieś plany treningowe i codzienne treningi i wchodzimy coraz głębiej i głębiej!!! Ja już nie będę się podpierał sobą i opisywał jak ja głęboko wpadłem i jak często myśle o bieganiu bo może jestem świrem, ale wiem że bieganie uzależnia i to bardzo. Tak bardzo że dziś stałem na finishu w Rotterdamie i jako kibic oglądałem najlepszych którzy kończyli ten morderczy dystans i się zastanawialiśmy z żoną patrząc na młodego chłopaka który z rozwalonym kolanem i zakrwawionymi nogami próbował ukończyć bieg, gdzie na 150m przed metą był tak odwodniony że nie umiał ustać sam na nogach!!! Reanimowany i cudzony przez sanitariuszy po 2min wyrwał im się z rąk i jak niewidomy pijany gość na uginających się nogach próbował biec w stronę mety zygzakiem, i tak ukończył w imponującym czasie 2h25min.

Widok straszny i niezrozumiały dla przeciętnego widza który patrząc na to zastanawiam się …po co się tak męczyć i doprowadzać swój organizm ???!!! A najlepsze jest to że większość tych ludzi zapłaciło z własnej kieszeni sporo pieniędzy aby znaleść się właśnie tam!!!!

Bieganie dla mnie to najprostsza dyscyplina sportu, ale NIESAMOWITA I NAJBARDZIEJ EKSCYTUJĄCA !!!!

Gratuluje dziś wszystkim którzy brali udział w swoich biegach, bo dla każdego takie zawody to jak mistrzostwa świata, tylko że my stajemy w szranki z własnymi słabościami i walczymy z samym sobą i to jest NAJPIĘKNIEJSZE!!!

WIELKIE GRATULACJE !!!

Chris Wiciak

Adidas adizero Sub2

Kiedy biegnie się maraton to każdy gram jest ważny. Może nie u nas amatorów ale jeśli chodzi o czołówkę światową, oraz o rekordy to liczy się wtedy naprawdę każdy detal i każdy gram.

Adidas rozpoczął plan złamania 2 godzin w maratonie zaraz po olimpiadzie w Londynie w 2012 kiedy ich przedstawiciel Wilson Kipsang zdobył brązowy medal.

Od tamtego czasu rozpoczęła się era boostów które Adidas upgejduje co jakiś czas.

Wiedząc że Nike przygotowuje się do złamania 2h w maratonie, Adidas mając w szeregach najszybszego człowieka na świecie z Berlina 2013 kiedy przebiegł maraton w 2:03:23 próbował zaprojektować najszybsze i najlżejszej buty na świecie które poprowadzą do złamania 2H w maratonie.I tak w Tokyo 2017r Kipsang założył jako pierwszy człowiek adizero sub2 i przebiegł maraton w 2:03:58 bijąc rekord japońskiej trasy. Drugi raz i już dla większej ilości maratończyków adizero sub2 było do przetestowania podczas Berlińskiego maratonu w wrześniu 2017 gdzie zgromadzili się najszybsi maratończycy na świecie. Próba bicia rekordu świata 2:02:57 (Denis Kimetto Berlin 2014 – też w Adidas boostach Ja biegłem wtedy swój pierwszy maraton właśnie tam) nie powiodła się ponieważ warunki jakie były na trasie przekreślały taką próbę. Już w tedy na expo można było zobaczyć adizero sub2.

Na drugim biegunie w Maju 2017, Nike podjął próbę złamania 2h na torze Monza i był bardzo blisko, gdzie obecnie najszybszemu maratończykowi na świecie Eliud Kipchoge brakło 26sek. Nike ubrał Kipchoge też oczywiście w nowość a były to Nike Vaporfly 4% Elite

O tych butach opisze w osobnym poście jak je przetestuje osobiście. Chodź będzie mi trudno dostać dokładnie typ 4% Elite ,ponieważ został wycofany nie dokładnie podjąć przyczyny.

IAAF- czyli międzynarodowa federacja lekkoatletyczna poprosiła Nike aby dokładnie wyjaśnił jakie korzyści daje ich but i czy nie przekroczyli tutaj jakiś przepisów. Ale mam nadzieje że w obecnych czasach wszystko jest możliwe i jedna para Vaporfly 4% trafi niedługo do mnie.

Wracając do testu adidasa adizero sub2 muszę powiedzieć że jak je zobaczyłem pierwszy raz to zachwytu nie było, bo design nie jest najlepszy,

..ale to nie pokaz mody tylko buty do biegania i to do szybkiego, ale jak wziąłem w ręce to włosy stanęły mi dęba!!!

Nie sądziłem że but może być tak LEKKI!!!!!

W dotyku strasznie miękki i elastyczny.

Zdziwiła mnie podeszwa buta ponieważ jest płaska jednolita gumowa krata z Continetala AG, bardzo podobny wzór jak New Balance Zante V3.

A że ostatnio dużo trenowałem w New Balance właśnie, wiec myśl była pozytywna bo taki rodzaj podeszwy się sprawdza na mojej nodze.

Następna uwaga jaka mnie zaciekawiła to cała podeszwa buta jest jak styropian, biało-szary grubszy kawałem „beconu”, grubość nieprzekracza 15mm

Według adidasa oddaje 8% zwrotnej energii, gdzie przy tak wyglądającym materiale nie spodziewałbym się tego(Podeszwa Vaporfly 2 razy grubsza).

Adidas się szczyci tym że wypuścił najlżejsze buty do biegania jakie kiedykolwiek wyszły dzięki materiałowi.

Siatka „micro-fit ultralight mesh upper” buty te idealnie dostosowują się do naszej stopy i są takie lekkie, nawet sznurówki są z tego samego materiału. But ten jest lżejszy od Nika Vaporfly aż o 100g co Adidas przeliczył to że to daje 1% zysku czasu w przeciągu całego maratonu.

Ale starczy porównań, zakładamy buty na nogi i jazda na trening. Czwartek dziś 25km na tetnie 75% czyli u mnie 128bpm srednia tempa 4:10-4:15/km.

Rozpoczynam trening i już po 300m zastanawiam się czy nie zapomniałem butów w domu!!!! 😂😂😂🏃🏃🏃😂😂😂 nic z tych rzeczy dobrze związane pięknie dopasowują się do nogi a ja nie czuje że coś mam 👌🙈🙈.

Biegnie się naprawdę swobodnie lekko, nie odczuwasz sprężystości ale nie znaczy że są bardzo twarde.

Pierwsze 15km na spokoju ze średnim tempem 4:10/km, ale właśnie gdzieś po godzinie zacząłem odczuwać lekkie pieczenie pod palcami, pierwsze myśli to odcisk mi się robi.

Ale nic po 22km postanawiam trochę przyspieszyć do tempa maratonu 3:45/km aby zobaczyć jak przy zmianie kadencji kroków będę czuł te buty. Powiem szczerze że bez zmiany, wiec nadal czuje swobodę i lekkość, jedynie zaniepokojony biegłem ponieważ piekło pod stopą.

Trening zakończyłem na 25km i co się okazało że tego dnia ubrałem nowe skarpetki adidasa które kupiłem razem z butami, odcisnęły mi nogęale odcisku nie zrobiły. Moje stopy nie preferują materiału z jakąś strukturą, ja biegam zawsze w najcieńszych jakie są możliwe.

Cóż, więcej już ich nie ubiorę Heheh, następny dzien to tylko lekkie 14km wiec dla odmiany ubrałem NB ZanteV3 i pomimo że są bardzo wygodne i maja podobny kształty podeszwy to jednak to inny rodzaj biegania, odrazu widać różnice.

Sobota 24/03/18 pojechałem do Battersea park bo miałem lekkie interwały, a do tego z rana padało wiec była okazja wypróbować adizero na mokrej nawierzchni. I od pierwszych metrów treningu już czułem że przyczepność jest zajebista, buty nie ślizgają się a wręcz przeciwnie but „tępo” uderza o asfalt i wydaje piszczące dźwięki jak na parkiecie hali. Poleciałem 5k rozgrzewkowe 4:20/km później 5km po 3:45/km a następnie były sprinty 100/200/300/400/500 na przerwie 200m , trening wszedł mi naprawdę luźno, tak luźno że ostatnie 500m intervala zrobiłem na tempie 3:08/km i nie był to mój max. Wiec buty bardzo dobrze się sprawdziły dzisiaj na mokrym alsfalcie i na końcu dziś założyłem normalne skarpetki i już nie było problemu z odciskami.

7:50am Niedziela 25/03 zameldowałem się w tym samym parku co dzień poprzednio i dziś ostatni dzień biegania w adizero sub2 przed połówka w Rotterdamie. Dziś 3x4km miedzy 3:25-3:45/km na przerwie 1km 4:45/km, ale tak jak wczoraj buty mnie niosły to dziś nie czułem się najlepiej na szybszych odcinkach. Pomimo że plan wykonałem z nawiązką to dziś te buty mi nie pomogły Heheheh. Po treningu pojechałem na spa później popołudniowa sesja treningowa z programem metamorfoza gdzie spędziłem kilka fajnych godzin na treningu na siłowni.

Podsumowując po trzech treningach różnych rodzaju gdzie biegałem wolno i długo, jak i szybko i krótko, mogę z pewnością powiedzieć że moje £160 nie było wyrzucone w błoto.

Jeśli Bostony 6 kosztują £100-£110 to z pewnością można się pokusić o dołożenie £50 i zakup tych butów, ale proszę pamiętać że w tych butach nie zrobimy tyle samo kilometrów co w Bostonach lub w podobnych startówkach, według mnie 400-600km to max co wyciśniemy z nich bo kilku milimetrowa powierzchnia Continentala zetrze się.

Ale jeśli zakupisz Bostony 6 za £60 tak ja ostatnio znalazłem i kupiłem to myśle że śmiało można także mieć Bostony 🙈🙈🤷‍♂️🏃🏃.

Odkąd zacząłem biegać to 90% butów to Asics, gdzie sądziłem że to firma która specjalizuje się w butach do biegania, ale z czasem zakupiłem pierwsze adidasy boosty w 2014r., które do dziś traktuje jako najlepiej do mnie pasujące na starty w zawodach. Próbowałem oczywiście Asics DS-Race które też są lekkie i wygodne ale napewno nie leżą mi tak dobrze jak Adidas Bostony czy te Sub2.

Jedynie czego nie próbowałem w bieganiu to buty Nike!!! Poważnie jak zacząłem biegać to powiedziałem sobie że Nike to totalna komercja i nie interesuje mnie jako buty do biegania, ale z czasem muszę powiedzieć że zmieniłem zdanie i coraz przychylnie spoglądam na inne marki butów. Ostatnio już zacząłem biegać w New Balance i napewno przyjedzie w tym roku czas na Nike i na przetestowanie kilka typów tej marki.

A teraz pozostaje mi potrenować jeszcze trochę bo już za 4 tygodnie pobiegnę w Orlen Marathon w Warszawie, a braki treningowe widać na każdym kroku.

🙈🏃🤞🤞.

ChrisWiciak